Magiel/korkociąg chorobowy

Wszystko co nie pasuje do innych merytorycznych działów.

Moderatorzy: Anette28, Moderatorzy

ODPOWIEDZ
Ramparam
Debiutant ✽
Posty: 5
Rejestracja: 02 kwie 2014, 14:15
Choroba: nie ustalono
województwo: dolnośląskie
Lokalizacja: świdnica

Magiel/korkociąg chorobowy

Post autor: Ramparam » 16 kwie 2014, 17:21

Można powiedzieć jedno: poszedłem spać zdrowy, obudziłem się nieco mniej zdrowy i to dziwne schorzenie
po prostu jest. Jakby NJCH-Nieznana Jednostka Chorobowa. Po prostu czary-mary.
Jak w tej bajce czechosłowackiej o Arabelli, czarnoksiężnik Rumburak oblał jakąś substancją
księcia Wilibalda i ten stał się wiatrem, zniknął.
Ja się wiatrem nie stałem, ale coś z nim mam wspólnego w jelitach.
Może coś było przedtem tam, zaczęło się od tych przeklętych antybiotyków, tylko, że
według lekarzy stawiających dogmatyczne tezy jest "to niemożliwe", niemożliwe a jednak możliwe.
3,5 lata w poczekalniach u lekarzy i bez żadnych korzyści, nawet przez Powiatowego lekarza
d/s niepełnosprawności bo ciągle brak diagnozy. Te schorzenie to jak makabryczny pokój 1408 prozy
Stephena Kinga i filmu z Johnym Cusackiem i Samuelem Jacksonem.

Mamy IX 2010 roku, prowadzę małą działalność gospodarczą, otrzymałem dotację z PUP, coś
innego jednak zaczyna się dziać....
Poczekalnie u lekarze i apteki zaczęły się, najpierw od zgorzela na zębie, antybiotyk
(Dalacin C,Keflex, Zinnat-ten spowodował chwilową alergie, brałem także Ketokonazol, bez probiotyków), ból pleców,
na bóle w klatce piersiowej otrzymuje Ketonal Forte i Nolpaza, rozpoznanie ucisku nerwów na kręgi, zdjęcie RTG,
skierowanie do neurologa, rehabilitacja z nowym rokiem 2011.
ciągłe leczenie zęba, krwawi dziąsło, antybiotyki i Ketonal Forte jakby niszczą florę bakteryjną i wysuszają skórę,
powstaje zapalenie polekowe błony śluzowej jelita (ale o tym dowiem się dopiero za 14 miesięcy po badaniu histopatologicznym)

Rok 2011 to rehabilitacja kręgosłupa, mrożenie kurzajki u dermatologa dość kumatego
(ta kurzajka powodowała stan zapalny tej tylnej części ciała, tzw. materacja jej), 3 miesiące mrożenia ciekłym azotem,
ból, pieczenie, stan zapalny, kora dębu,kwas Borny, Hemorol, Pimafucort, Procto-Glyvenol, nie wiem czy chirurgiczne
cięcie nie byłoby bez nawet znieczulenia nie byłoby mniej bolesne i uciążliwe!!
Mrożenie tej kurzajki kończy się sukcesem, ale to nie koniec...
Nie zwracam uwagi, że coś się dzieje i to często:
-swędzi skóra (stosuje wapno)
-dość częste bóle brzucha (pije rumianek)
-wydalam śluz i jakieś mazie, kał jest śmierdzący, nieprzetrawiony
-jakieś przebarwienia na skórze (zmywam je)
-dość często jestem senny, wypompowany
Egzystuje normalnie, nie zwracam jednak na to uwagi-pije gazowane, czasami piweczko, jem spokojnie fast-foody,
ten temat nie istnieje, ale prawdziwe uderzenie nadejdzie...

W czerwcu (2011) jem truskawki, wydalam czerwoną jakby wodę, nie trawię ich jakby....?
W tymże czerwcu powstaje szczelina, pęknięcie w tym samym miejscu (jedynie ona rozpoznana), leki: Proctis M,
Nitrocard, Diprolene, dilalator z lidokainą, one nie bardzo działają (czopki drażnią kanał odbytu), leczenie bardzo trudne,
coś jeszcze tam jest...
Rana zamyka się w sierpniu, niemniej ciągle wydalam czerwoną ciecz....
Rektoskopia, bez przełomu, kolejny artysta, który tylko chcę odciążyć mnie od pieniędzy cynicznie nie mówiąc
wszystkiego do końca. (Przyjdź z 10 razy na wizytę, przecież to on widzi endoskopem, nie ja!) -hemoroidy, jakieś
przekrwienia zwieraczy,opis gruczołu krokowego bardzo dobry, nic konkretnego.
Ostre swędzenia na nogach (po kąpieli, są bóle brzucha-XI), jakby alergia, skóra wysuszona, jakieś wypryski trądzikowo-mieszkowe nie wiem....
Nogi swędzą gdy zakładam spodnie, co jest grane? Hydroxyzinum tylko usypia, Calcium w większej ilości także nic nie pomaga.
Entliczek-pentliczek z leczeniem, metronidazol szkodzi, nie działa Alermed (podejrzenie lamblii), badanie krwi, kału, brak punktu zaczepienia!

2012 to kolonoskopia i stwierdzenie polekowego zapalenia błony śluzowej po lekach niesteroidowych, niemniej nawet po badaniach
histopatologicznych wydalam śluz dalej.... (Colitis Postmedicamentosa)
niby wszystko w porządku ale jednak pech!!! wizyta u 2 gastrologów (jeden na NFZ, drugi za pieniądze),
leki jakby na zespół jelita drażliwego-Debutir, Tribux, a może coś jest niewyłapanego, kolejne czwarte schorzenie?
Z taką diagnozą lekarze patrzą na mnie jak na symulanta i lekomana, ma się zagoić w ciągu miesiąca i pić siemie lniane.
Niestety bóle brzucha trwają dalej łącznie z zaparciami i półpłynnymi biegunkami, śluz, jestem senny,
piecze mnie ciało, jakby toksyny. Dieta wywrócona do góry nogami-jeść owoce po których mnie goni do WC czy nie jeść?

wizyta u dermatologa-przepisuje jakąś maść do zrobienia z mentholem, resorcini, vit A, mocznik-stwierdza mi mieszkowe
rogowacenie skóry, twierdzi, że genetycznie, akurat teraz? jakoś tak nie wierzę w taki zbieg okoliczności.
Inna dermatolog widzi rybią łuskę, kieruje do alergologa, ta wyklucza i też nie wie dlaczego skóra jest podrażniona,
ale na alergię jej to nie wygląda (na wszystkie wizyty na NFZ się czeka, ja ciągle siedzę w poczekalniach).


Salofalk,Sulfasalazin, Debutir-brak poprawy.Probiotyki-także nic, jogurty, nic.Dużo witamin, pieniądze idą jak woda.
Rektoskopie dwie-obie płatne, poza nadżerkami w odbytnicy nic, czas, pieniądze (jedna za 50 zł, szarwarkowy lekarz
wojskowy znajduje zapalenie odbytnicy i zapisuje taśmowo chyba na chybił trafił lek na hemoroidy Proctis M, u drugiego
płacę 180 zł razem z wizytą, każe mi jechać do kliniki gastroenterologicznej, gdzie? to potężny moloch, daj skierowanie,
zapisuje Posterisan h na hemoroidy i jakaś maść do zrobienia Diltiazem)
Objawy coraz mocniejsze:
-bóle brzucha, jelit (trudno określić, raczej po lewej stronie)
-silny świąd na nogach, rękach, wygląda na toksyny
-na skórze nóg, rąk wypryski
-wydalanie śluzu, zaparcia, półpłynne biegunki naprzemian (tworzy się korek),kał nieprzetrawiony
-zmęczenie ciągłe
-spadek na wadze, spadek odporności,
-wzdęcia
PASZCZA SZALEŃSTWA-OBJAWY PASUJĄ DO OKOŁO 80 SCHORZEŃ.....

Nadchodzi 2013 rok:
Kolejna kolonoskopia, stres, nerwy, polekowe zagoiło się, nadżerki stwierdza, a rok temu ich nie było?
Gdy gastrolog wypisuje mi wynik badania mówi, że jeśli jeszcze raz wyjdzie polekowe to sam
zadzwoni do histopatologa z pretensjami. Nie chodzi żeby coś wyszło, żebym był zdrowy....ech, czy kiedyś
wyjdę z tych poczekalni u lekarza? a może śmierć mnie rozłączy?

Wynik histopatologiczny bardzo ogólny-Colitis Activa Segmentatis Chronica, po prostu zapalenie jelita.
Jestem na wizycie-100 zł, "wielkie nic" według niego, "do dalszej obserwacji", "być może ta choroba nie da
się zidentyfikować teraz, musimy czekać na jej rozwinięcie..."-ale ja czekać nie mam zamiaru!!!
"Coś wzmaga, że powstały nadżerki, ale nie wiemy co...". Zapisuje Debutir i Salofalk, jeszcze raz
ma rozmawiać telefonicznie z histopatologiem, sugeruje badania na Clostridium Difficile i pasożyty.
Po 4 miesiącach czekania (od X 2012 do II 2013), jestem na wizycie na NFZ we Wrocławiu u młodej gówniary gastrolog,
zapisuje Sanprobi IBS, sugeruje jelito drażliwe (no chyba popiła wczoraj na imprezie gdy kupowała dyplom na targu!!!!),
jestem stanowczy, kieruje mnie na badania CRP, pasożytów, krwi utajonej, morfologii (to wszystko
robię w przychodni u siebie w mieście, wychodzą tylko owsiki, krew utajona).
Clostridium nie wychodzi (badanie 65 zł).
Probiotyki kompletnie nie pomagają.
Jeszcze raz we Wrocławiu, profesor lekarka chce położyć mnie do kliniki lub ażebym jeszcze
raz powtórzył badanie kolonoskopowe i zrobił gastroskopie (termin do kliniki to około 4 miesięcy).
Syndrom białego fartucha, te badania chce zrobić ambulatoryjnie jednak.
Perspektywa szpitala czy kliniki nie działa na mnie budująco
(wracając z Wrocławia jem jakiś niedobry obiad w Tesco, rano budzi mnie potworna biegunka, wodna,
totalne zatrucie, męczy mnie całą niedzielę-nie wiem co stosować, puszcza mnie na wieczór, niemniej
dziwna choroba trwa nadal, ale to wszystko nie wygląda na jakąkolwiek groźną chorobe jelit)
Zmieniam przychodnię po konflikcie z lekarką podważającą gastrologa bezradnego w gruncie rzeczy.
Badania niektóre robię już gdzie indziej, niektóre na NFZ, inne muszę płacić.
(Wątrobowe próby, trzustka, lamblie, TSH, mocznik, OB, glukoza, cholesterol,trójglicerydy, usg jamy brzusznej-
te badania nic nie wykazują).
Na owsiki otrzymuje Zentel (drogi bo 23 zł) i Vermox.

Robię dwukrotne badania gastroskopowe (czekam po 2-3 miesiące).
Jedno badanie to VIII, drugie to IX 2013 roku.
Na jednym badaniu jestem źle przygotowany, będzie wynik histopatologiczny, drugie jest już dobre,
rumieniowe zapalenie żołądka ale kompletnie na szczęście bez nadżerek, przekrwień, wychodzi bakteria HP.
Na drugim wyniku także wychodzi bakteria HP.(tą bakterie wykluczało mi 3 lekarzy gdy sugerowałem, czytając
o niej w necie lub w książkach).
Czy to jest już to?
W międzyczasie tracę ubezpieczenie, na Helicobacter otrzymuje 1 antybiotyk (dziwne, leczenie jednym?)-Augmentin,
powoduje u mnie biegunkę, odrzucam go.
Kolejni lekarze żonglują antybiotykami (nie jestem królikiem doświadczalnym!!), rezygnuje, zapisuje się na kolejną
wizytę u gastrologa za 100 zł.
Ubezpieczenia już nie mam.
Gastrolog zapisuje mi Tetracyklinę i Duomox (XI 2013).
Na drugi dzień łamie mi się ząb, RTG wykazuje torbiela....jakby tego było mało...
Potrzebna konsultacja u chirurga stomatologicznego.
Leki biorę w I 2014 roku.
Nie widzę kompletnie poprawy, Progastim i Panrazol biorę dalej.
Torbiel na zębie zostaje usunięta w III, mam szwy na dziąśle (to jest ten sam ząb od którego te
piekło spędzania czasu w poczekalniach u lekarza się zaczęło-IX 2010), kolejny antybiotyk-
tym razem Doksycyklina, moja flora bakteryjna chyba już dokonuje żywota....

(Coś sobie jednak przypominam, że podobne objawy miałem po antybiotyku w III 1999 roku,
mój ś.p. wujek, który chorował na nerki doradzał mi badanie na kreatyninę, ona nie wyszła,
stosowałem po prostu czosnek, w miarę puściło, ale teraz ten czosnek nie bardzo działa,
jego działanie jest bardzo szerokie i stąd jest ciągły brak punktu zaczepienia,
koleżanka ostatnio sugerowała mi boreliozę, jednak nie przypominam sobie by coś
mnie użądliło a wujek zmarł w 2002 roku na powikłania nerkowe w szpitalu)

Reasumując:
Nieznana Jednostka Chorobowa trwa dalej. Nie zadaje ciosu ostatecznego, po
którym wylądowałbym zapewne na OIOM-ie z puszczoną krwią z nosa. Ile by nie trwało trwa długo.
Kochani lekarze robią wszystko ażeby NIGDY NIE ZDIAGNOZOWAĆ ani tym bardziej WYLECZYĆ.
A takie diagnozowanie na chybił trafił lub najczęściej sugerowanie mi nerwicy w końcu
zaprowadzi mnie do przewlekłych chorób jelit, przy których nie będzie już zmiłuj na całe
życie i to nie pomoże to, że są to choroby genetyczne czy autoimmunulogiczne.
To istna przejażdżka z diabłem.

Destabilizacja życia trwa. Ja już nie wspomnę, że uprawianie sportu przy tej
uciążliwej przypadłości jest wyłączone, Ok. Wiecznie te same objawy, bardzo uciążliwe i
kompletny magiel spekulacyjny co to jest za schorzenie? To istny Matrix!
Opowiadanie każdemu lekarzowi, którym już notabene nie ufam (3 wykluczyło mi bakterie HP)
o tych fekalnych szczegółach jest conajmniej już dla mnie wstydliwe, poruszanie się
wokół takiej estetyki Świata według Kiepskich (zwłaszcza problemy toaletowe), może to śmieszny serial, ale te
problemy gastryczne dla mnie są mniej śmieszne, jak bym się nie miał czym zajmować,
a to ciągle trwa i trwa.
Bardziej przypominam Leone Stevenson w genialnej kreacji Barbary Stanwyck w filmie z
1948 "Przepraszam, pomyłka" i negatywnej roli Burta Lancastera reżyserii Anatola Litvaka.
Bohaterka jest przykuta do wózka inwalidzkiego i próbuje bezskutecznie dodzwonić się
do swojego męża Henryego. Jest sama w swoim pokoju, na najwyższym piętrze nowojorskiego
wieżowca. Przypadkowo słyszy podczas telefonowania rozmowę dwóch mężczyzn planujących
morderstwo, które ma być popełnione nocą o godzinie 11:15. Leona dzwoni wszędzie (m. inn. Policja)-
dowiaduje się, że tą osobą ma być ona, niestety czas mija, a ona jest coraz bardziej zdenerwowana
i chaotyczna w rozmowie, rozmówcy nie wierzą jej i zbywają ją, jej obawy przypisują histerii.
Nadchodzi godzina 11:15.
Film nie ma happy endu.

Rok temu w ośrodku spotkałem pewnego ekscentryka, który wychodził od reumatologa,
opowiadał mi jak to lekarka każe mu powyrywać kłaki korzeni zębowych, bo z tego
tworzą się choroby kości. Ma podobno ulcerosa, zainteresowało mnie to, opowiadał mi
jak to diagnozowali go latami, w końcu rozchorował się i bierze leki, też robili
z niego neurotyka. Ta historia przeraziła mnie, ale jak na razie jak ten Kubuś Fatalista
nie potrafię ominąć tej drogi, która jak widać jest mi nadana.
Szyderczo słucham tylko od lekarzy, że raka nie mam, tylko dlaczego od razu taka skrajność?
rak jest czytelny, umiera się po prostu prędzej czy później, z chorobami jelit zostaje się
na całe życie.

P.S. Dużo ironii w tym wszystkim, bo co zostaje?

ODPOWIEDZ

Wróć do „Ogólnie o NZJ”