znajomi a nasza choroba

jak ważna jest przyjaźń i pomocna dłoń każdy wie, a tak naprawdę trzeba przeżyć wiele, aby taką prawdziwa przyjaźń mieć

Moderatorzy: Anette28, Moderatorzy

ODPOWIEDZ
Awatar użytkownika
Alishia
Aktywny ✽✽✽
Posty: 728
Rejestracja: 12 sty 2007, 19:34
Choroba: CD
województwo: opolskie
Lokalizacja: Opole
Kontakt:

Re: znajomi a nasza choroba

Post autor: Alishia » 26 lip 2007, 14:52

Nigdy swojej choroby nie ukrywałam,ale też nie afiszowałam się.Jak szłam w towarzystwo,które nie zna mnie do końca i jak pytają mnie np.czemu nie piję,to czasem mówię,że nie mam ochoty...a czasem mówię,że nie mogę,bo choruję.Porpstu to zależy od ludzi,z którymi przesiaduję..jednym wiem,że mogę powiedzieć,a drudzy mnie mało obchodzą i nie muszę się im odrazu tłumaczyć.
Oczywiście najbliższe mi osoby wiedzą o chorobie i nie wyobrażam sobie by mieli nie wiedzieć.
Tym,że podczas imprezy często chodzisz do toalety itp nie musisz się martwić:)Z tego można też się pośmiać;)
Jak zaakceptujesz chorobę w nosie będziesz miała czy pójdziesz na noc do koleżanki i będziesz wstawać do kibla tylko 2 razy czy aż 6.Ważne byś się dobrze czuła w towarzystwie i dobrze bawiła:)

Awatar użytkownika
japko
Początkujący ✽✽
Posty: 56
Rejestracja: 30 gru 2006, 21:04
Choroba: CU
województwo: lubuskie
Lokalizacja: zielona góra
Kontakt:

Re: znajomi a nasza choroba

Post autor: japko » 26 lip 2007, 17:15

jak jest imprezka z samymi dziewczętami to luzik zero krępowania, no ale jak dochodza do tego chłopacy to juz kaszana:P chlopaki to szydercy! :wkurzony: :lol:

Awatar użytkownika
Alishia
Aktywny ✽✽✽
Posty: 728
Rejestracja: 12 sty 2007, 19:34
Choroba: CD
województwo: opolskie
Lokalizacja: Opole
Kontakt:

Re: znajomi a nasza choroba

Post autor: Alishia » 27 lip 2007, 09:20

Nie wszyscy to szydercy.Wiadomo...że dziewczyna wśród dziewczyn czuje się "bezpieczniej".Jeśli Twoi koledzy szydzą z Ciebie...zmień kolegów:)

Awatar użytkownika
japko
Początkujący ✽✽
Posty: 56
Rejestracja: 30 gru 2006, 21:04
Choroba: CU
województwo: lubuskie
Lokalizacja: zielona góra
Kontakt:

Re: znajomi a nasza choroba

Post autor: japko » 27 lip 2007, 12:36

nie szydzą bo to ukrywam :wstyd: hehe

Rudi
Początkujący ✽✽
Posty: 122
Rejestracja: 19 maja 2006, 13:17
Choroba: CU
województwo: wielkopolskie
Lokalizacja: Chodzież

Re: znajomi a nasza choroba

Post autor: Rudi » 28 lip 2007, 20:53

Witam,

nie ma co się wstydzić. Z obserwacji wynika, że gdy ludziom mówi się o chorobie to ONI CZUJĄ SIĘ SKRĘPOWANI, A NIE TY!!!! Na prawdę...parokrotnie, gdy ktoś próbował we mnie coś wepchnąć czego nie mogłem wyciągałem tabsy na stół i mówiłem półsłowkiem, że mam problemy z jelitami i wszystkiego jeść nie mogę. Ludzie, którzy po raz pierwszy spotykają się z takim czymś bardziej czują się zmieszani i zawstydzeni, że byli tak głupi aby o to zapytać. Więc jeśli ktoś ma z kogoś szydzić, to Ty z chłopaków... :twisted:

Pozdrawiam

milkusia11
Początkujący ✽✽
Posty: 164
Rejestracja: 31 sty 2007, 07:59
Choroba: CU
województwo: dolnośląskie
Lokalizacja: legnica
Kontakt:

Re: znajomi a nasza choroba

Post autor: milkusia11 » 29 lip 2007, 22:00

w sobote mialam taka sytuacje zemialam jechac do siostry chlopaka,ale zle sie czulam nie az tak abrdzo ale poprostu bylam wykoncozna,zmeczona,pobolewal mnie brzuch.Wstaje o 6 rano biore leki i czasem poprostu jestem zmeczona nic mi sie nie chce.Tym bardziej ze u niej siedzi sie w kuchni a z kuchni jest wejscie do toalety:/Bardzo to mnie krepuje takie latanie jak wiem ze za drzwiami ktos siedzi i je:/
Od kiedy choruje unikam tam jezdzenia przez to tym bardziej jak zle sie czuje.I wczoraj nie pojechalam a ona sie obrazila.Napisalam jej ze jestem zmeczoan ze chyba mam prawo zle sie poczuc itd..i napisalam o toalecie porpstu prawda a ona nic nie odpisala czy jest sens sie przejmowac??
Milkusia11

Aniijjaa
Początkujący ✽✽
Posty: 469
Rejestracja: 27 sty 2007, 14:49
Choroba: CU
województwo: opolskie

Re: znajomi a nasza choroba

Post autor: Aniijjaa » 29 lip 2007, 22:47

milkusiu 11 nie ma sensu się przejmować tym ona nie rozumie tego. Jest więcej osób takich jak ona. Też jestem w podobnej sytuacji. Wydawało mi się, że jestem rozumiana i akceptowana, jednak ostatnio kiedy powiedziałam kuzynce, że nie mogę przyjść do niej bo źle sie czuję odłożyła słuchawkę.
Co komu po rozumie skoro tłumaczenie legło w gruzach?
Takich osób jest więcej i będą.
Z racji tego że jesteśmy rodziną nie mogę tego tak zostawić i wyjaśnienia będą kolejne, przynajmniej sobie ulże w tym co mam do powiedzenia .
Aniijjaa

mustafa
Początkujący ✽✽
Posty: 316
Rejestracja: 07 lip 2007, 20:03
Choroba: CU
województwo: łódzkie
Lokalizacja: Łódź
Kontakt:

Re: znajomi a nasza choroba

Post autor: mustafa » 30 lip 2007, 11:12

mikusiu11 .. byłem wczoraj w podobnej sytuacji... były imieniny cioteczki..ostrzegałem wcześniej że jak będę się źle czuł to nie przyjde.. noi wczoraj tak było..usnąłem po obiedzie a potem czułem sie tak kołowaty jak nigdy i do tego doszły dziwne bóle brzucha/jelit ....
I w taki ładny sposób wszyscy się na mnie obrazili że nie przyszedłem na kolejna imprezę typu STYPA... i tak bym nie wysiadł do tego tam zawsze jest tyle żarcia i takiego niespotykanego że pewnie bym sie popłakał...i to ich " no może spróbuj tego..no może to jeszcze ..no może po tym ci nic nie będzie.. itd..'" udają że rozumieją a naprawdę nic o tym nie wiedzą.. a wiadomo ignorancja = się niewiedza....
dlatego olej to wszystko i żyj swoim życiem..
Instruktor Kulturystyki i Fitness

Deniro_RS

Re: znajomi a nasza choroba

Post autor: Deniro_RS » 30 lip 2007, 11:31

Milkusia 11 większość ze znajomymi i przyjaciołmi ma takie przeboje :smutny: Synka unikają jak ognia :cry: chodz ma wspaniałą klasę z wychowawczynią ktora go akceptuje takim jakim jest :mrgreen: ale to kropla w morzu potrzeb :smutny: albowiem są wakacje i niema nikogo :cry: Takie jest zycie :evil: innych się izoluje bo są poprostu inni, niewygodni nie nadązają za zdrowymi, nie spełniają ich oczekiwan itd itp. Mozna by tu wymieniać bez liku przyczyny odrzucania :mad: jednak sensu nie ma albowiem nikt i nic nie zrobi na siłę :cry: Prawdziwych przyjaciół poznaje się tylko w przysłowiowej biedzie i tylko tacy zrozumieją nasze pragnienia bolączki i dązenia :mrgreen: Takich przyjaciół szuka się ze swieczką :wink: ale są i takich kazdemu życzę :spoko:

Awatar użytkownika
manka
Aktywny ✽✽✽
Posty: 682
Rejestracja: 13 kwie 2006, 19:34
Choroba: CU
województwo: kujawsko-pomorskie
Lokalizacja: torun

Re: znajomi a nasza choroba

Post autor: manka » 30 lip 2007, 11:40

Są są i mogę to potwierdzić, bo osobiście takich mam, nigdy im nie przeszkadzało to, że nie mogę zjeść czy wypić czegoś na imprezie :) a nawet przygotowują coś specjalnie dla mnie żeby mi przykro nie było ze czegoś tam nie mogę :)
I muszę powiedzieć ze ci znajomi czasem bardziej rozumieją niż rodzina :( no ale cóż wszystkiego mieć nie można :)
RAZ JEST DOBRZE RAZ JEST ŹLE ALE ZAWSZE JEST JAKOŚ ;)

tysia
Początkujący ✽✽
Posty: 79
Rejestracja: 16 maja 2007, 16:26
Choroba: nie ustalono
Lokalizacja: Śląsk
Kontakt:

Re: znajomi a nasza choroba

Post autor: tysia » 30 lip 2007, 14:20

Z tymi znajomymi to chyba jest tak,że nawet jeśli jeden nas "opuści" to na jego miejsce zjawiaja się inni. Sama kilka dni temu rozpaczałam po tym czego dowiedziałam się od mojej tzw przyjaciółki ale teraz wiem że oprócz niej byli i cały czas są ludzie którym moje zbuntowane jelito nie przeszkadza :wink: a jakoś wcześniej ichnie dostrzegałam :oops:
No ale jak to mówią nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło, więc Głowy do góry :smile:
Wielkie dzięki wszystkim forumowiczom :roll: no i mojej nowej paczce Zuzi, Wiktorowi, Ulce, Matkowi, Pati i Magdzie (mam nadzieje ze w koncu zajrzą na forum :wink: )
ojoj ale się rozpisałam :mrgreen:

milkusia11
Początkujący ✽✽
Posty: 164
Rejestracja: 31 sty 2007, 07:59
Choroba: CU
województwo: dolnośląskie
Lokalizacja: legnica
Kontakt:

Re: znajomi a nasza choroba

Post autor: milkusia11 » 30 lip 2007, 19:10

to faktycznie nie jestem sama ale jak to mowia "zdrowy nigdy nie zrozumie chorego"wiadomo nie kazdy sa wspaniali ludzie ale wiadomo my rozumiemy sie najlepiej
Milkusia11

tysia
Początkujący ✽✽
Posty: 79
Rejestracja: 16 maja 2007, 16:26
Choroba: nie ustalono
Lokalizacja: Śląsk
Kontakt:

Re: znajomi a nasza choroba

Post autor: tysia » 30 lip 2007, 21:05

To fakt że chory najlepiej zrozumie chorego :smile:,ale my chyba też powinniśmy być bardziej wyrozumiali dla tych wszystkich zdrowych w końcu każdy ma jakieś problemy.
Nie usprawiedliwiam tzw. olewania nas czy też ucieczki byle jak najdalej od nas. Mam tu na myśli raczej to że nie od każdego można wymagać zrozumienia i trzeba pamiętać,że nie jesteśmy sami a takich jak my "wybrańców jelita" :wink: jest troszeczke więcej.

Napiszę coś w tajemnicy :wink:
Im dłużej jestem tu z Wami na forum tym bardziej łaskawie patrzę na świat i na ludzi,którzy mnie otaczają a nie zawsze rozumieją bo mam gdzie się wyżalić jakby co
:przytul:

Awatar użytkownika
Raysha
Weteran ✿
Posty: 4274
Rejestracja: 06 sie 2006, 12:44
Choroba: CD
województwo: dolnośląskie

Re: znajomi a nasza choroba

Post autor: Raysha » 01 sie 2007, 10:04

Ja mówię ludziom jeśli są zainteresowani, nie spotkałam sie jeszcze z odtrąceniem idę z dziewczynami do jakiejś restauracji czy Maca i biorę to co mogę nawet jeśli to jest zwykła herbatka :) i gitara. Na samym początku znajomości nie mówię na co choruje tylko czekam aż sam się zapyta a jak pyta to mówię prawdę wg mnie nie ma sensu ukrywać no bo po co siebie oszukiwać. Wiadomo że chory chorego zrozumie najlepiej ale ja też staram się zrozumieć zdrowych - na zasadzie tolerancji :)
Na samym początku choroby miałam mało przyjaciół...teraz dzieki forum i dzięki mojemu innemu podejściu do choroby mam więcej... :)

Awatar użytkownika
tom-as
Ekspert ✿✿
Posty: 6438
Rejestracja: 22 lut 2006, 14:49
Choroba: CD
województwo: śląskie
Lokalizacja: Oberschlesien / Las

Re: znajomi a nasza choroba

Post autor: tom-as » 05 sie 2007, 11:06

milkusia11 pisze:Na imprezach gdzie wszyscy pija tez czasem trudno mi zlapac klimat i zmulam ale zalezy a wy?
zdecydowanie nie :mrgreen:
milkusia11 pisze:Sama wiem jak na imprezach piłam kiedys to jakas banie sie wkrecilo do głowy i sie brechtało a ten co np.nie pił to go to nie smieszyło itd..niewiem czy wiecie o co chodzi:)
ha ha.. czasem to ja (na trzeźwo) wkręcam banie tym pijącym i dopiero jest niezła brechtawa :mrgreen:

Ci którzy znają mnie osobiście chyba mogą potwierdzić :)
lucypah pisze:a najgorsze jest to licytowanie sie: ooooooooo jaka ja jestem chora( ktos tam rozmawia)
mnie śmieszą sytuacje w aptece.... (jak sobie jacyś ludzie gadają).. "Panie... ja ze to coś to 40 złoty zapłaciła".. "a ja 53,87 !! " ...
no i swego czasu sytuacja.. ide do apteki odebrać leki... ale taki dość pakiecik (na 2 miesiące).. kolejka sie posuwa.. przychodzi kolej na mnie... dostałem leki... pani mgr. mowi ile do zaplaty (bylo coś ponad 400 PLN)... place.. odsuwam się troche na bok by zapakować do plecaka... w tym czasie pani mgr. do kobiety za mną.. "co podać" .... a tamta "... " (znaczy cisza) później coś zaczęła jąkać.. "eee... yyy.. " ... by dowalić z tekstu.. "zapomniałam". I patrzy sie na mnie i na pani mgr i mowi ze jak uslyszala cene to ja zamurowało... Nie zapomnę tego :)
Aniijjaa pisze:Wydawało mi się, że jestem rozumiana i akceptowana, jednak ostatnio kiedy powiedziałam kuzynce, że nie mogę przyjść do niej bo źle sie czuję odłożyła słuchawkę.
u mnie sprawa wygląda tak, że chorujac od gdzies tak 13 roku zycia... rodzina sie przyzwyczaiła do tego, że nie bywam na jakichś rodzinnych imprezach... zawsze pytali rodzicow czemu mnie nie ma... mowili "oj to szkoda, ze nie mogl przyjechac"... teraz jak do nich przyjade to sie bardzo cieszą, że jestem
Ostatnio zmieniony 05 sie 2007, 11:09 przez tom-as, łącznie zmieniany 3 razy.

ODPOWIEDZ

Wróć do „Przyjaźń”