Strona 1 z 1

a gdzie sprawiedliwosc?

: 16 lut 2011, 16:45
autor: nataliak71
Hej Wszystkim!
Nie znamy się, ale dzięki chorobie może choć trochę mnie zrozumiecie. Odkąd pamiętam zawsze mialam ciężko i nosilam ciezar na plecach do jakiegos czasu akceptowalam to ze otrzymalam taki krzyz do dzwigania, znalazlam chlopaka, mialam swietna przyjaciolke, zylam normalnie, chodzilam na imprezy, lubilam palic papierosy i zylam tak sobie w swoim romantycznym swiecie choc czesto plakalam, nie ukrywam ale placzus ze mnie wielki, tak wyrzucam emocje, pomaga mi to. W miedzy czasie z facetem sie pogorszylo, przyjaciolka wyjechala na wakacje do stanow, sredni kontakt mialysmy. I do tego dowiedzialam sie ze mam cd, musialam przestac palic. Na poczatku bylam nawet silna, widzialam jak mama to przezywa wiec staralam sie dla niej nie poddawać, ale teraz gdy coraz czesciej zostaje w domu sama nie akceptuje tego jak jest, zawalilam 2 egzaminy, z chlopakiem sie nie dogadujemy, przestal sie mna interesowac, a do tego przyjaciolka znalazla inne towarzystwo, nie obwiniam jej za to bo przeciez nie musi siedziec w domu kiedy ja nie moge wyjsc, a w sumie w ogole nie wychodze do pubow i na imprezy bo sie boje, boje sie zalapac grypy zoladkowej czy jakiegos innego swinstwa do tego nie potrafie pogodzic sie z tym czemu to wszystko jest takie niesprawiedliwe, czemu dobrzy ludzie musza miec gorzej? Jestem załamana bo prócz tego ze trace najblizsze mi osoby to przerastaja moja rodzine wydatki na leki, lekarzy, szkole, diety. Zawsze bylam typem wertera i zawsze dawalam nie biorac nic, ale juz nie mam sily czy mi sie nic dobrego od zycia nie nalezy? :cry: czym zasłużyłam sobie na tą samotność, brakuje mi osoby która porozmawiałaby ze mna tak o niczym, tak po prostu ale nawet na takie kroki jestem zbyt niesmiala. Wykoncze sie, czasami wolalabym stad odejsc bo tak bylo by latwiej.. :smutny: Nawet mam lęk przed tym czy wysłać tą wiadomość, czy nie zostanę odebrana jako wariatka która przesadza, choc i tak wszystkiego nie da sie tak prosto opisac. zawsze bylo ciezko ale choroba mnie ograniczyla prawie na 100%... pytam się, gdzie ta sprawiedliwosc :placze: :zastanawia: znam wiele osob ktore zasluguja na lepsze zycie, a Bog odbiera im najblizszych i pozwala cierpiec, nie ogarniam juz systemu! :dontgetit:

p.s dzieki jesli kto kolwiek potrafi zrozumiec

Re: a gdzie sprawiedliwosc?

: 16 lut 2011, 17:09
autor: Ania406
nataliak71, nie ma sprawiedliwości na tym świecie. To co się nam przydarzą w większości nie ma związku z tym czy jesteśmy dobrym czy złym człowiekiem.
Moja pierwsza rada, to zaakceptowanie tego faktu.

Zacznij żyć swoim życiem, bo z tego co piszesz wynika, że spędzasz czas w domu płacząc nad niesprawiedliwym światem.
Zacznij spotykać się z przyjaciółmi, wychodzić do kina, teatru, baru, na imprezy. Czego się boisz? Nawet jak złapiesz grypę, to przecież od niej nie umrzesz od razu. Nigdy nie byłaś przeziębiona?? Jak Ty chodzisz na zajęcia na uczelni w takim razie??

Ja wiem, że jest Ci ciężko, że wiele rzeczy się zmieniło- też przez to przechodziłam i wciąż przechodzę. Ale jak się będziesz nad sobą użalać, to nic się nie zmieni.
Jeśli nie układa Ci się z chłopakiem, to przeanalizuj za i przeciw, porozmawiajcie szczerze i podejmijcie decyzję- albo nad sobą pracujecie, albo się żegnacie. Świat się na tym nie kończy.
To samo z przyjaciółką - szczera rozmowa i postawnowienie poprawy.

Nie wiem co studiujesz i gdzie, ani jaki jest stan Twojego zdrowia na dzien dzisiejszy, ale chyba czas się zabrać do roboty. Skoro masz problemy finansowe, to poszukaj pracy. Masz już 21 lat, pora odciążyć nieco rodziców.
Egzaminy zawsze można poprawić, albo wziąć warunek, a nawet i powtarzanie roku nie jest tragedią.
Nikt Cię tu jako wariatki nie odbierze, bo każdy z nas to przechodził z różnym nasileniem.
Tylko z mojej strony otrzymasz raczej delikatnego kopniaka w tyłek, niż głaskanie.

Ja chorując skończyłam studia i było ciężko, ale się uparłam i dałam radę. Pracuję, wyjeżdżam w długie podróże, imprezuję, używam życia. W końcu mamy tylko jedno :)

Myślę, że skoro miałaś w sobie energię i chęć by żyć tak jak lubisz przed diagnozą, to i teraz będziesz mogła to w sobie odnaleźć. Jasne- już się nie napalisz (na szczęście ;) ), nie napijesz i nie nażresz pizzy tyle co kiedyś, ale naprawdę nic nie stoi na przeszkodzie byś ze sobą na impreze u znajomych wzięła sok i biszkopty i bawiła się w najlepsze ;)

Re: a gdzie sprawiedliwosc?

: 16 lut 2011, 17:23
autor: Natuśka
nataliak71 pisze: czy nie zostanę odebrana jako wariatka która przesadza,
Gwarnt, że nikt tak Cię nie odbierze- wszyscy mamy jakieś gorsze momenty.
nataliak71 pisze:p.s dzieki jesli kto kolwiek potrafi zrozumiec
Sądzę, że większość, a na pewno ja :wink:

Chyba jesteś na tych etapach przez które przechodziłam.
Kiedy dowiedziałam się o tym, na co choruję byłam sama w nieznajomym mieście, nikt do mnie nie przychodził na oddział. Najbliższa przyjaciółka wystawiła mnie do wiatru i wyjechała do Anglii- umówiła się na spotkanie przed wyjazdem, ale nie przyszła- powiedziała, że zaspała. Ja sama po miesiącu wyjechałam do pracy nad morze- nowi ludzie, otoczenie i... Crohn. To było starsze :cry:
Facet mnie jakoś specjalnie nie wspierał- nawet był zadowolony, bo miał mnie dla siebie, kiedy nie mogłam wychodzić :roll: Ale co- od ponad pół roku go nie ma (wiedziałam, że nie wytrzyma- kamuflaż średnio mu wychodził... )
Teraz zdrowie się pogorszyło, przerwałam studia, ucięli mi stypendia, a tu trzeba dojechać do lekarza, wykupić leki, trzymać dietę... Chyba wiem co przechodzisz :przytul:
Siedzę w domu i z nudów, z bezczynności mogłabym podłogi wyłożyć zapałkami...
Często myślę sobie, że inni mają gorzej niż ja, że może moja sytuacja nie jest aż tak zła, jak mi się wydaje. Sama wiem jak choroba mnie zmieniła- straciłam pewność siebie, zaczęłam chować się po kątach, unikać ludzi, ale to nie w tym rzecz! Tu chodzi o to, żeby zawalczyć! Odnowiłam stare kontakty, podniosłam głowę do góry i pomyślałam- co mnie nie zabije to mnie wzmocni! :smile:
Najgorzej mam z kasą, ale jakoś przestałam do niej przywiązywać dużej wagi- postawiłam: jeśli będzie mi na serio potrzebna to się znajdzie... I jakoś daję radę :roll:
Forum też mnie trochę do pionu doprowadziło :razz:
Choć nikogo osobiście nie znam (jeszcze :neutral: ) to czuję, że są tacy...swojscy :razz:

Odnalezienie się we własnej sytuacji też wymaga trochę wysiłku od nas samych, trzeba się przełamać. Wyjdź do ludzi, nie odmawiaj wyjść i nie izoluj, bo to idzie się pogrążyć!
Zbyt młoda jesteś, żeby teraz siedzieć i wylewać gorzkie łzy nad swym losem.

nataliak71- zaciskaj zęby i brnij do przodu :smile:

Re: a gdzie sprawiedliwosc?

: 16 lut 2011, 17:47
autor: TigeR
Ja powiem tak. Choroby nadal nie do konca zaakceptowalem, mimo ze juz jest ze mna od roku.

Dziwnie to zabrzmi, ale mialem pare razy chwile slabosci, uzalalem nad soba, ale po chwili dochodzilo do ze przeciez trzeba sie wziasc w garsc, bo nie wazne ile razy padniemy na ziemie, wazne ile razy sie podniesiemy.

DASZ RADE!

Rozumiem, ze jest Ci ciezko. Ja sam ograniczylem swoje "zycie towarzyskie" przez chorobe, ale z racji tego, ze juz nauczylem sie troche z nia zyc, czasami przeszkadza, stroi fochy i czasami wkurza, to jakos daje rade. Ty tez dasz, ale musisz w siebie uwierzyc. Na szczescie mam grupke znajomych z ktorymi czesto sprzedzam czas, wiedza ze jestem chory, rozumieja to i wspieraja.

Pogadaj z chlopakiem, wyjasnijcie sobie kilka rzeczy. Pamietaj ze musisz uwierzyc w siebie.

DASZ RADE!

Ja aktualnie na studiach tez mam male problemy, w wiekszosci winna jest choroba, ale staram sie to jakos nadrobic. Trzeba przeciez walczyc do konca ^^

DASZ RADE!

Jezeli chodzi o problemy finansowe, to pamietaj ze mozesz pobierac stypendium na uczelni, nie beda to wielkie pieniadze, ale pomoze to odciazyc finansowo Twoich rodzicow.
Natomiast, jezeli chodzi o prace, ja ja odradzam, jezeli studiujesz. Po pierwsze na studiach nie ma latwo (chociaz to zalezy od kierunku i na kogo sie trafi. Druga sprawa, ja dla przykladu, w weekend czesto sie ucze, w tygodniu jest maly problem bo w niektore dni siedzie od rana do wieczora, po wszystkim nie mam sily ani ocohty na nic), a druga sprawa, nie bedziesz wiedziec jak sie w dany dzien bedziesz czuc.

No i jeszcze raz do przypomnienia. Nie dopuszczaj do siebie zlych mysli bo moze byc gorzej, mysli pozytywnie (wiem ze to czasami ciezkie), pamietaj by walczyc do konca i... dasz rade :]

Re: a gdzie sprawiedliwosc?

: 16 lut 2011, 17:55
autor: nataliak71
Ania406 pisze:Nawet jak złapiesz grypę, to przecież od niej nie umrzesz od razu. Nigdy nie byłaś przeziębiona??
przeziebiona owszem, ale mam obsesje i strach przed wymiotowaniem, ostatni raz zdarzylo mi sie chyba w podstawowce, a w szpitalu gastroskopie robili mi pod narkoza bo wpadlam w taka panike.
Ania406 pisze:Nie wiem co studiujesz i gdzie, ani jaki jest stan Twojego zdrowia na dzien dzisiejszy, ale chyba czas się zabrać do roboty. Skoro masz problemy finansowe, to poszukaj pracy. Masz już 21 lat, pora odciążyć nieco rodziców.
nie napisalam, ze pracuje u mamy a w zasadzie to jej pomagam i nie biore za to zadnych pieniedzy bo ledwo wiazemy koniec z koncem, a ojciec to alkoholik ktory z nami nie mieszka i nie ma co na niego liczyc
Natuśka pisze:Facet mnie jakoś specjalnie nie wspierał- nawet był zadowolony, bo miał mnie dla siebie, kiedy nie mogłam wychodzić :roll: Ale co- od ponad pół roku go nie ma (wiedziałam, że nie wytrzyma- kamuflaż średnio mu wychodził... )
moj twierdzi ze nie jest zazdrosny i nie walczy o mnie bo siedze caly czas w domu, ale co ja poradze ze boli a on tego nie rozumie :( a jak ja mowie mu ze nie ma sensu nasz zwiazek to nie pozwala mi odejsc a zmienic tez sie nie potrafi, do d.. z tymi facetami

Re: a gdzie sprawiedliwosc?

: 16 lut 2011, 18:27
autor: Golfi
Gdzie sprawiedliwość ? Pewnie każdy się nad tym zastanawiał i ciężko było wytłumaczyć czemu tak być musi jak jest... problemów wiele ... tak jak pisałaś , lęki, a jakoś trzeba z tym wszystkim żyć...
Z czasem dostrzegłem pozytywne aspekty tego, że tak się to życie potoczyło,oczywiście nie napisze że polubiłem złe samopoczucie...ale zrozumiałem wiele spraw...
Pisałaś o swojej przyjaciółce, która wybrała inne towarzystwo, wiem że prawdziwy przyjaciel nie zostawia drugiego człowieka w ciężkiej sytuacji. W moim życiu choroba pomogła wskazać ludzi, którymi warto się otaczać ,a nie pseudo przyjaciół do super imprezy a nic poza tym...
Inna sprawa, że jak się źle czułem to sam zawaliłem trochę znajomości siedząc w domu i zamykając się na wszystko co mnie otacza... nawet potrafiłem się zamknąć na to forum albo nie miałem odwagi coś napisać ?
Także bardzo fajnie że Ty byłaś fajterem i postanowiłaś coś stworzyć :) Już widziałem, że każdy powyżej Cię rozumie , poczuj to wsparcie :)
Musisz zaakceptować aktualna sytuacja, aby mogło być lepiej , czasu nie da rady cofnąć...
Wyjdź na ludzi z głową podniesioną do góry,a inni... nigdy nie wiadomo kiedy kogoś dosięgnie nieszczęście dlatego wartościowe osoby oddadzą Ci należyty szacunek z pewnością i nikt nie będzie myślał, że jesteś gorsza. Jak już pisałem , selekcja dokona się samoczynnie, pseudo znajomi niech sobie idą swoją drogą z klapkami na oczach.
Pamiętam jak pocieszała mnie prababcia mówiąc : " nie martw się Marcinku, będzie lepiej, Pan Bóg tak Ci zaplanował drogę, ale to chwilowa przeszkoda którą na pewno pokonasz... jakby wyglądał świat jeśli wszystkim by się od razu wszystko udawało, trzeba pokazać trochę charakteru w życiu"

Więc uszka do góry :) aa jeśli szukasz mega dawki pozytywnego myślenia to wpadnij na jakieś spotkanie forumowe i weź ze sobą chłopaka :)

Re: a gdzie sprawiedliwosc?

: 16 lut 2011, 18:58
autor: Ania406
nataliak71 pisze:przeziebiona owszem, ale mam obsesje i strach przed wymiotowaniem, ostatni raz zdarzylo mi sie chyba w podstawowce, a w szpitalu gastroskopie robili mi pod narkoza bo wpadlam w taka panike.
No to czas do psychologia iść. Jeśli ten lęk wpływa na tak wiele sfer Twojego życia, to znaczy, że sobie sama nie radzisz. Zastanów się nad tym :)
nataliak71 pisze:nie napisalam, ze pracuje u mamy a w zasadzie to jej pomagam i nie biore za to zadnych pieniedzy bo ledwo wiazemy koniec z koncem, a ojciec to alkoholik ktory z nami nie mieszka i nie ma co na niego liczyc
No to zmienia nieco postać rzeczy- a nie warto spróbować iść do jakieś płatnej pracy? Myślę, że to by było lepsze rozwiązanie i miałabyś też do czego się wyrwać i odpocząć nieco od myśli o CD.
A ojciec nie ma sądowego nakazu płacenia alimentów?
nataliak71 pisze: co ja poradze ze boli a on tego nie rozumie :( a jak ja mowie mu ze nie ma sensu nasz zwiazek to nie pozwala mi odejsc a zmienic tez sie nie potrafi, do d.. z tymi facetami
Doedukować go, może zaprosić na forum- niech poczyta, posłucha histiorri z życia.
Do d... to jest z każdą płcią ;) Trzeba się zabrać do roboty - oboje macie tu pole do popisu. A jak nie, to paszoł won- chyba Cię na łańcuchu nie trzyma, więc wszystko zależy od Ciebie :)

Przeglądałam Twoje posty i doczytałam się, że chorujesz od października- to dość krótki czas na oswojenie się z chorobą. Zobaczysz- z czasem będzie lepiej, tylko musisz się zebrać do kupy i zacząć robić coś, co Ci sprawia przyjemność. Nie siedź w domu, jeśli czujesz się dobrze - znajomi pewnie się ucieszą, jak Cię zobaczą, daj im tą szansę ;)

Re: a gdzie sprawiedliwosc?

: 16 lut 2011, 21:37
autor: obyty.z.cu
nataliak71,
nataliak71 pisze:ja mowie mu ze nie ma sensu nasz zwiazek to nie pozwala mi odejsc a zmienic tez sie nie potrafi, do d.. z tymi facetami
wierz mi,sa inni faceci,ten wyglada na "mieczaka"jesli nie stac go na dzialanie ,
to nie ty masz sie zmieniac,tylko on powinien dorosnac.
Natuśka pisze:nataliak71 napisał/a:
czy nie zostanę odebrana jako wariatka która przesadza,

Gwarnt, że nikt tak Cię nie odbierze- wszyscy mamy jakieś gorsze momenty.
ale tak dla rownogi - dodalbym tylko,ze i nam zdarzaja sie i lepsze "momenty",
a czasami nawet takie super momenty :wink:

I w podsumowaniu ....luzik,tylko luzik do choroby i szukanie swojego miejsca w zyciu,
wyjdz z tego zakletego kregu i otworz sie na innych !
Inni wcale nie maja duzo lepiej :wink:
Akceptacja choroby to nie znaczy ze trzeba sie poddac,to wprost przeciwnie.
To poczatek nowego okresu zycia.

Re: a gdzie sprawiedliwosc?

: 16 lut 2011, 22:37
autor: nataliak71
Golfi pisze:wpadnij na jakieś spotkanie forumowe
a gdzie sie dowiem o takowym spotkaniu? + masz fajna babcię, zazdroszcze :)

tolu wydajesz się być pełną optymizmu i humoru kobitką, dobrze że jest ktoś taki!
Ania406 pisze:No to czas do psychologia iść. Jeśli ten lęk wpływa na tak wiele sfer Twojego życia, to znaczy, że sobie sama nie radzisz
tu pojawia sie kolejny problem, gdyz nie potrafie znalesc u siebie w miescie psychologa na nfz, google mnie zawiodly a jak wiadomo nie mam 100zl a tyle wizyta kosztuje :evil:
Ania406 pisze:a nie warto spróbować iść do jakieś płatnej pracy? Myślę, że to by było lepsze rozwiązanie i miałabyś też do czego się wyrwać i odpocząć nieco od myśli o CD.
A ojciec nie ma sądowego nakazu płacenia alimentów?
jak pojde do innej pracy to i tak moja mama bedzie musiala kogos zatrudnic i mu zaplacic wiec chyba lepiej jak ja tam pomagam za free, a tato powinien placic ale jest za granica i czasem wysle jakies pieniadze na szkole i mysli ze jest wszystko dobrze bo ja to nie umiem mu nawstawiac mam w sobie strach z dziecinstwa.
Ania406 pisze:Przeglądałam Twoje posty i doczytałam się, że chorujesz od października- to dość krótki czas na oswojenie się z chorobą
że to cd wiem od pazdziernika ale od zawsze mialam problemy z brzuchem lezalam w gimnazjum w szpitalu na helicobactera a potem jak cos mnie bolalo to kazdy myslal ze wyolbrzymiam az tu prawie goraczka mnie nie wykonczyla i w zasadzie gdyby nie znajomosci juz by mnie nie bylo na tym swiecie bo termin do szpitala mialam na grudzien a na ostrym dyzurze gdzie wyladowalam z wysoka goraczka i silnymi bolami brzucha stwierdzili ze nie ma zagrozenia dla zycia.. :szok: pacany !
obyty.z.cu pisze:wyjdz z tego zakletego kregu i otworz sie na innych !
chciałabym, ale wydaje mi sie ze nikt mnie nie zrozumie nie obdarzy sympatia...dosyc niskie mam poczucie wartosci :smutny:

Re: a gdzie sprawiedliwosc?

: 16 lut 2011, 22:51
autor: Natuśka
nataliak71 pisze:chciałabym, ale wydaje mi sie ze nikt mnie nie zrozumie nie obdarzy sympatia...dosyc niskie mam poczucie wartosci :smutny:
Już nie raz przewijają się przez forum słowa w rodzaju: jak postrzegasz siebie tak postrzegają Cię inni.
Tak, więc: uśmiech na twarz, zmiana nastawienia, otwartość i do przodu! :smile: Nie daj się, bo łatwo jest sobie odpuścić, a potem nadrobić co się straciło... Mnie się jakiś czas temu wydawało, że nikt mnie nie rozumie/ nie jest w stanie zrozumieć i byłam w błędzie- z biegiem czasu wywnioskowałam, że hiperbolizowałam i wmawiałam sobie taki stan rzeczy. :neutral:

nataliak71, bądź dzielna- my trzymamy z Tobą :wink:
Uwierz, że się uda! :roll:

Re: a gdzie sprawiedliwosc?

: 16 lut 2011, 22:57
autor: Golfi
nataliak71 pisze:a gdzie sie dowiem o takowym spotkaniu? + masz fajna babcię, zazdroszcze :)
jeśli tylko będziesz w miarę regularnie zaglądać na forum to nie przegapisz wątku z nadchodzącym spotkaniem;) do Krakowa czy też do Katowic aż tak daleko nie masz :)

a prababcia , niestety umarła w 2008, ale w moich myślach będzie juz zawsze;)

Re: a gdzie sprawiedliwosc?

: 17 lut 2011, 00:18
autor: Miska Ryżu
powyżsi dobrze prawią, od siebie dodam, że jesteś na tyle młoda że znajdziesz sobie i nowego lepszego faceta i nową przyjaciółkę. Się nic nie martw. Niech przyjaciółka żałuje że straciła taką osobę a facet...cóż tego kwiatu to mniejsze pół światu, ale nie martwiłabym się tym na Twoim miejscu :-)

Zawsze możesz pogadać z nami.
Btw. życie nie jest lekkie. I z pewnością są osoby które mają gorzej niż Ty. Mi kiedyś ktoś powiedział, że Bóg nigdy nie zsyła na człowieka wiecej niż jest w stanie udźwignąć, i ja się tego trzymam :-)

Re: a gdzie sprawiedliwosc?

: 17 lut 2011, 10:32
autor: Alishia
Sprawiedliwości nie ma na świecie i czas byś sie z tym pogodziła.
Jesteś bardzo młodą osobą i żal patrzeć jak się zamykasz na siebie,na ludzi,na świat!
Po pierwsze musisz się pogodzić z chorobą.I jeśli jest to tylko możliwe musisz zacząć nad nią panować(czyli umieć się relaksować,umieć sobie radzić ze stresem!).
Jeśli kochasz swojego chłopaka walcz o niego jak lew.Jego też mogła zaskoczyć informacja o chorobie,ale z tą chorobą da się żyć(i to pełnią życia-jestem dobrym przykładem).
Skoro przyjaciółka Cię opuściła..widocznie nie była dobrą przyjaciółką.
nie bój się ludzi,nie bój się wychodzić z domu.A w tedy wszystko zacznie się układać...
Życzę powodzenia i jak najwięcej uśmiechu!

Re: a gdzie sprawiedliwosc?

: 17 lut 2011, 11:11
autor: Ania406
nataliak71 pisze: tu pojawia sie kolejny problem, gdyz nie potrafie znalesc u siebie w miescie psychologa na nfz
Sprawdź tutaj:
http://www.cpp.info.pl/index.php?go=pereca
Ponadto w każdej przychodni jest poradnia zdrowia psychicznego- po prostu się przejdź i zapytaj.
Dodatkowo, każdy Uniwersytet posiada psychologa dla studentów nieodpłatnie. Nie wiem gdzie studiujesz, ale się zapytaj.
nataliak71 pisze:jak pojde do innej pracy to i tak moja mama bedzie musiala kogos zatrudnic i mu zaplacic wiec chyba lepiej jak ja tam pomagam za free
Nie wiem czym się zajmuje Twoja mama i nie chcę Wam ustawiać życia, ale trzeba na to spojrzeć przyszłościowo. Przecież nie będziesz całe życie z mamą mieszkać - jesteś już dorosła, zaraz skończysz studia i co wtedy?
nataliak71 pisze: tato powinien placic ale jest za granica i czasem wysle jakies pieniadze na szkole i mysli ze jest wszystko dobrze bo ja to nie umiem mu nawstawiac mam w sobie strach z dziecinstwa.
Dalej nie wiem czy ma zasądzone alimenty- jeśli ma, to trzeba zgłosić, że ich nie płaci i sąd mu wyśle odpowiednie pisemko. Oczywiście ze ściąganiem alimentów nie jest łatwo, ale warto spóbować.
Ponadto może przy pomocy psychologa uda Ci się napisać do niego list z tym wszystkim co masz mu za złe, czego od niego potrzebowałaś i potrzebujesz. Trudno powiedzieć ile to da, ale może zmieni Twoje podejście.
nataliak71 pisze:że to cd wiem od pazdziernika ale od zawsze mialam problemy z brzuchem
Ok, ale sądzę, że inaczej postrzega się sytuację, kiedy dostaje ona swoją określoną nazwę i ramy czasowe- czyli CD i wyleczenie nigdy. Wydaje mi się, że właśnie z tego wynikają Twoje aktualne problemy - trudno jest sie pogodzić z takim faktem. Ale jest to możliwe :)
wydaje mi sie ze nikt mnie nie zrozumie nie obdarzy sympatia...dosyc niskie mam poczucie wartosci
Zawsze takie miałaś czy to efekt ostatnich miesięcy?
Bo z tego co pisałaś, to żyłaś całkiem normalnie, imprezowałaś, było ok. Więc co się zmieniło??

Re: a gdzie sprawiedliwosc?

: 17 lut 2011, 16:15
autor: nataliak71
Zawsze mialam niska samo ocene, balam sie podchodzic do ludzi, ale mialam swoje grono osob w ktorym bylam soba i imprezowalam z nimi, z przyjaciolka to tez nie jest tak ze mnie kopnela w tylek, tylko ona nie chce siedziec w domu jak ja siedze i wychodzi z innymi kolezankami ale jak sie widujemy to tylko na uczelni. Kurcze wlasnie bylam u lekarza i chyba nie jest najlepiej bralam ogolnie 6 salofalkow a teraz mam brac 8 i z tego co mowi to moze poloza mnie na oddzial i dadza sterydy...zamiast sie wyluzowac to jeszcze bardziej sie stersuje, nienawidze szpitali i tych "naszych" badan, wykanczaja mnie tam pobyty i musze brac leki uspokajające jak ostatnio. Dzieki Wam za slowa otuchy, moze nie jest mi lepiej ale mam swiadomosc ze ktos ma podobne problemy a nawet gorsze.