Strona 1 z 4

Re: Aspołeczność

: 23 maja 2011, 20:24
autor: ewkunia
Ja jestem wybitnie aspołeczna;p Męczą mnie podróże środkami komunikacji publicznej, praca z przypadkowymi osobami i wszystko co wiąże się z gronem osób, które nie jest mi w jakiś sposób bliski. Choć na zjeździe j elity tego nie odczuwałam, zazwyczaj inwazja 'obcych' mnie dobija. Ciekawe, że z drugiej strony jestem kontaktowna i towarzyska, widocznie czasami wychodzi ze mnie bestia;p

Re: Aspołeczność

: 23 maja 2011, 20:38
autor: dariah4
Ja też jestem aspołeczna. Nie lubię przebywać z osobami, których dobrze nie znam. Czasami ci, których dobrze znam też mnie irytują, ale to już inna sprawa :razz:

Re: Aspołeczność

: 23 maja 2011, 20:40
autor: deth
jednostka wybitnie aspołeczna :E do postów kolezanek - u mnie jeszcze dochodzą spędy rodzinne :suchy:
ale tak sprzecznie dodając lubie ludzi, nie chowam nigdy urazy do nikogo i do każdego zwracam sie uprzejmie :roll:

Re: Aspołeczność

: 23 maja 2011, 20:45
autor: dariah4
deth pisze: u mnie jeszcze dochodzą spędy rodzinne
o tak, a o tym zapomniałam, też tego nie lubię.

Re: Aspołeczność

: 23 maja 2011, 21:16
autor: ewkunia
tola pisze:Ja niegdyś taka nie byłam.Radowały mnie spotkania i spędy... Niemniej jednak od jakiegoś czasu nie mam najmniejszej ochoty na spotykanie się z kimkolwiek,co da się zauważyć.Ja czasami muszę się niejako odseparować od ludzi.Poza tym uważam to za pożądane w tych czasach.
Może się starzejemy ?:P Obserwuję u siebie to samo.

[ Dodano: 23-05-2011 ]
dariah4 pisze:
deth pisze: u mnie jeszcze dochodzą spędy rodzinne
o tak, a o tym zapomniałam, też tego nie lubię.
Spędy rodzinne uwielbiam. Moja rodzinka jest dość zgrana i wesoła. Właściwie nie ma tematów tabu i można zawsze oczekiwać wsparcia. Właściwie jestem tak rozpieszczona pod tym względem,ze mam za duże oczekiwania wobec osób nie- z -rodziny;p

Re: Aspołeczność

: 23 maja 2011, 21:45
autor: taloca
ewkunia pisze:Może się starzejemy ?:P Obserwuję u siebie to samo.
i ja też to u siebie obserwuję :P kiedyś taka nie byłam :E
Nienawidzę spędów rodzinnych to coś dla mnie najgorszego. Zawsze podczas tych spotkań wyczuwam fałsz :P Tak samo nie lubię spotkań z ludźmi których nie znam czuję się nieswojo i myślę tylko o tym żeby jak najszybciej sobie pójść do domu :P Za to w szpitalu nie lubię leżeć sama. Kiedyś miałam taką przyjemność 3 dni sama na sali nigdy tego nie zapomnę byłam bliska załamania :/ aż w końcu poprosiłam żeby mi kogoś dali :P i od razu lepiej było :)

Re: Aspołeczność

: 23 maja 2011, 23:38
autor: deth
Żabusia, jesteś wybitnie aspołeczna :| :E

Re: Aspołeczność

: 24 maja 2011, 00:10
autor: Coralie
Ja też myślałam, że zrobiłam się aspołeczna, a potem przypadkiem okazało się, że to depresja ;) Minęła depresja i minęła "aspołeczność" jak ręką odjął. Aczkolwiek w szpitalu też nie cierpię nawiązywać znajomości, bo jak jestem chora, to lepiej mnie nie tykać. No i spędów rodzinnych nie lubię, ale kto je lubi? :mrgreen:

Ale poznawać ludzi lubię, internetowe znajomości mi tego nie rekompensują. Ani internetowe rozmowy ze znajomymi. Wolę jechać do kogoś pół miasta, niż gadać na gg :)

Re: Aspołeczność

: 24 maja 2011, 00:16
autor: malapkasia
aspołeczna. aż korci podpisać się pod wszystkim co napisaliście....
i to raczej nie starość, to już... hmmm... normalne się robi... coraz więcej osób zamyka się w swoich czterech ścianach i nie łazi nigdzie.... a może i straszne.. nie wiem.. ja lubię swój pokój.. i nie chce mi się nigdzie łazić.. czasem pogadać nawet... najlepiej to nosa nie wystawiać.. no CHYBA że mnie najdzie, ale to mało kiedy się zdarza..... zdziczałam ? :|

Re: Aspołeczność

: 24 maja 2011, 01:29
autor: LoneWolf
Jestem wilkiem. Wilk żyje sam i szuka drugiego wilka, działa sam lub w parze. Jestem autsajderem, no lifem. I już do tego przywykłem. Od lat mam przewlekłą depresję, bo nic mi się w życiu nie udaje. Już przegrałem swoje życie, nie ciągnie mnie do ludzi, choć kiedyś chciałem mieć kolegów, przyjaciół, teraz aspołeczność stała się taka, że nawet w tłumie jestem samotny.

Re: Aspołeczność

: 24 maja 2011, 09:13
autor: Lemoni
Ja podobnie jak magdalene jestem zdecydowanie społeczna;)
Uwielbiam ludzi, nawet gdy mnie denerwują. Oczywiście czasem potrzebuję trochę samotności, ale to zapotrzebowanie ostatnio naprawdę jest małe. Źle się czuję, gdy siedzę sama w mieszkaniu, po prostu muszę mieć kogoś żeby się do niego odezwać. Lubię też spędzać czas w miejscach, gdzie po prostu są ludzie, wyłazić gdzieś. Czasem nawet sprawia mi przyjemność jechanie autobusem i oglądanie życia :mrgreen: .

Chociaż początki depresji wspominam nieciekawie, zakrawało na fobię społeczną prawie. I siedzenie w domu. Teraz przy małym powrocie z tą zmianą, że bardzo potrzebowałam bliskości... bliskich :mrgreen: (piękny pleonazm :roll: )

Re: Aspołeczność

: 24 maja 2011, 10:54
autor: Raysha
Przez dwa lata odkąd miałam założoną stomię byłam aspołeczna. Bałam się ludzi i czułam się niegodna swojej osoby. Miałam wrażenie, że psuje wszystkim powietrze, że jestem wiecznie nieszczęśliwa, że nie mam o czym rozmawiać z ludźmi i jak tylko sie dało to wykręcałam się, że nie dam rady, że mnie boli itp.

Ciągneło się dwa lata, do momentu, aż uzmysłowiono mi, że szybko stomii sie nie pozbędę.

Stwierdziłam, że nie będę sterowana przez jakiś plastikowy worek na brzuchu. No bo kurka. To, że jestem srająca inaczej nie oznacza, że jestem inna, tak?

To teraz sie rozcochociłam. Od kilku tyg. co weekend w domu mnie nie ma. Pakuje zapasowe worki i wiśta wio! :D

Re: Aspołeczność

: 25 maja 2011, 15:42
autor: Coralie
ChildOfCracow pisze: Już przegrałem swoje życie
Sorry ale jak ktoś w wieku 23 lat może coś takiego powiedzieć?
Corleone pisze:Ale ci ludzie okropnie mnie denerwują. Jak ktoś do mnie mówi to mnie to denerwuje, jak siedzę w szpitalu na sali i nikt się nie odzywa to denerwuje mnie to jeszcze bardziej.
Uwierz mi, ulżyłoby Ci bardzo, gdybyś znalazł przyczynę tego stanu, bo ona nie tkwi w tych ludziach, tylko w Tobie.

Re: Aspołeczność

: 25 maja 2011, 16:12
autor: deth
Coralie pisze:Sorry ale jak ktoś w wieku 23 lat może coś takiego powiedzieć?
ano można mieć takie poczucie - bo to właśnie taki zaklęty krąg depresji. przeżyłem, miałem podobne odczucia, nastawienie, przekonania...
ale pociesze Cie chłopie, bo mimo, ze teraz może w to nie wierzysz, ale da sie spojrzeć na życie inaczej, nie jest to łatwe, ani nie mam prostej recepty - jednak jest to możliwe
na początek polecam wizytę u specjalisty, pomoc farmakologiczna jest nieoceniona, polecam też spacery w miejscach gdzie jest duzo ludzi, nie chodzi o to byś z kimś rozmawiał, ale samo bycie wśród ludzi jakoś magicznie integruję i nastraja bardziej optymistycznie, moż jakieś przejażdżki autobusem bez celu ? chodzi o ty by otaczać sie ludzmi oczywiście w międzyczasie rozmyślań - bo podejrzewam, ze w Twoim życiu jest ich teraz sporo, spoko niech będą :) niektóre myśli, mogą okazać się złote :)

Re: Aspołeczność

: 25 maja 2011, 20:52
autor: TigeR
Coz bym mogl tutaj napisac.
Nawiaze najpierw do przedmowcow. Szczegolnie do kolegi ChildOfCracow.

Juz sie poddajesz? Za ciezko? To pomysl co bedzie dalej.

Zeby nie bylo, ze wytykam innym bledy, przedstawie to na swoim przykladzie.

Po tym jak... zostalem singlem ( ;D ) bylo mi juz wszystko jedno, zostalem nolifem. Do ludzi nie wychodzilem, jedynie tyle co w szkole, nie czulem potrzeby przebywania z innymi. Gralem sobie w gry, zazwyczaj caly dzien, do pozna (Nie powiem ze tamte czasy byly do konca zle, bo mam tez mile wspomnienia, poznalem wspanialych ludzi z ktorymi gralem, jednak tego czasu poswiecalem za duzo. Powinienem jak juz to wieczory, a umialem siedziec od rana do poznego wieczora...). Mijaly dni, miesiace, lata... zamknalem sie w sobie, dopadla mnie niesmialosc, poczucie ze jestem nieudacznikiem, jestem "przegrancem" i ze nic mi sie nigdy juz nie uda. Super myslenie prawda?

Myslisz ze to dobre podejscie? Powiem tak, jezeli odpowiada Ci takie zycie, chcesz byc sam, bo jestes na tyle "silny" i ogarniety by przeciwstawic sie wszystkiemu to prosze bardzo. Daleko nie zajdziesz, to juz Ci moge powiedziec. A wiem to po swoim przykladzie.

Moja zmiana zaczela sie w szkole sredniej. Po tym jak wysmiewana byla moja "innosc" pewnego razu postanowilem to zmienic. I tak sie zaczyna moja historia.

Majac 18 lat zapisalem sie do lokalnego klubu do gry w pilke. Gralem dwa lata, mam calkiem mile wspomnienia a co cieszy bardziej, doszlifowalem swoje umiejetnosci gry w pilke (Pragne zaznaczyc ze w pewnym okresie totalnie nic nie umialem, nawet dobrze podac pilki.
Da sie? No pewnie ze sie da! Tylko trzeba wziasc sie w garsc.). Niestety, z gry zrezygnowalem ze wzgledu na studia, ale nadal grywam czesto z kolegami w pilke, bo to uwielbiam robic.

Niestety wraz z choroba moje podejscie do zycia sie zmienilo. Tu rowniez moglem sie poddac prawda? Nie powiem, na poczatku bylo ciezko, a dla mnie samego to byl szok. Kiedys mialem problemy jezeli chodzi o serce, i to calkiem spore. Najwieksze mialem w gim. Jednak tutaj wszystko sie dobrze ulozylo. Teraz, przy tej chorobie postanowilem, ze nie moge sie poddac, bo bym pogrzebal wszystko co udalo mi sie osiagnac, zmienic, zaplanowac.

Jak zapewnie wiesz, jestem juz sedzia pilkarskim. Idzie mi calkiem dobrze, powoli ide do przodu, choroba mi na szczescie nie przeszkadza i czuje sie z tym swietnie. Poznalem wielu ludzi zwiazanych z tym sportem/zawodem.

Jak widac mozna sie podniesc, nawet jezeli po uszy siedzi sie w gownie :]
Takze zmien podejscie, bo to pierwsza sprawa. Ja osobiscie uwazam ze mam duzego pecha w zyciu (coz za paradoks ;D) aczkolwiek nie zraza mnie to i nie zamierzam sie poddawac. Bo kim bym byl gdybym sie poddal? Facet to ma byc facet. Jak sie przewrocisz, to musisz wstac.

A teraz wracajac do tematu.

Jak mozna bylo przeczytac z tej krotkiej historii mojego zycia, kiedys bylem aspoleczny, ludzie mnie denerwowali, zle sie czulem w ich towarzystwie. Dzis na szczescie jest zupelnie inaczej. Lubie przebywac z ludzmi, rozmawiac z nimi, spedzac wspolnie czas ze znajomymi. Bo nie ma nic gorszego jak uciekajace dni z mojego zycia, ta bezczynnosc i uzalanie sie nad soba.


Ufff... ale mi referat wyszedl. No i sie otwarlem, ech :P
Pozdrawiam i nie odbierac tego negatywnie, szczegolnie kolega ChildOfCracow.