Głowa do góry

czyli smutki i radości posiadaczy CU i CD, wypróbowane sposoby radzenia sobie ze stresem etc.

Moderatorzy: Anette28, Moderatorzy

ODPOWIEDZ
Tony1906
Debiutant ✽
Posty: 20
Rejestracja: 27 lip 2012, 21:48
Choroba: CU
województwo: małopolskie
Lokalizacja: Olkusz

Głowa do góry

Post autor: Tony1906 » 24 sie 2012, 00:14

Chciałbym poprawić humory tym którzy mają gorsze podejście do choroby i są bardziej podatni na stres i załamania. Przecież naprawdę ludziom przytrafiają się gorsze rzeczy tak jak rak czy dożywotnie przybicie do łóżka lub do wózka inwalidzkiego których jedynym marzeniem jest tylko stanąć na nogi pójść na spacer lub zrobić co czego nie mogą a dla nas jest to po prostu codziennością. Co w chorobie się nauczyłem ? że trzeba się cieszyć z małych rzeczy. Po co rozpaczać nad sobą jak to nic nie daje ? Innym zdarzają się o wiele większe tragedie.
Myślę że Bóg nie bez powodu obarczył mnie tą chorobą bo póki co ona zmieniła moje życie na lepsze, gdy się dowiedziałem byłem załamany bo trzeba było się pogodzić z końcem całonocnych alkoholowych imprez, kebabami , pizzami, fastfoodami i głownie alkoholem który wywoływał problemy nie tylko społeczne jak i finansowe. Gdyby nie diagnoza lekarza i komplikacje dalej żyłbym takim życiem i zabijałbym się niezdrowym jedzeniem i alkoholem. Teraz pije okazyjnie jestem zafascynowany zdrową żywnością i zdrowym trybem życia osiągnąłem sylwetkę jakiej nigdy bym normalnie nie osiągnął. Schudłem 10 kg samego tłuszczu wyrzeźbiłem mięśnie, mam większą siłe i wigor niż przed chorobą, zacząłem częściej uprawiać sport który najlepiej poprawia samopoczucie i co najważniejsze zmieniłem całkowicie podejście. Trzeba korzystać z życia bo to najlepszy dar jaki dostaliśmy od matki. Na forum trafiłem nie dawno i podziwiam tu ludzi mówiących żartobliwie o swojej chorobie i mających dystans do tego. Myśle że dużą rolę w chorbie i nie tylko tej odgrywa psychika i od tego trzeba zacząć. :wink:



namawiam wszystkich CUdaków to pozytywnego myślenia i zbierania plonów z uprawy która nazywa się życie :wink:
SIŁA MASA I AGRESJA ; ))

Awatar użytkownika
cordo
Aktywny ✽✽✽
Posty: 932
Rejestracja: 01 wrz 2007, 18:53
Choroba: CU
województwo: małopolskie
Lokalizacja: Kraków

Re: Głowa do góry

Post autor: cordo » 24 sie 2012, 17:05

Tony1906 pisze:Innym zdarzają się o wiele większe tragedie.
myślę, że takie pocieszenie, że innym zdarzają się większe tragedie nie jest żadnym pocieszeniem...
a co ci "inni" mają powiedzieć? a tamci co mają najgorzej?
Tony1906 pisze:Myślę że Bóg nie bez powodu obarczył mnie tą chorobą
nie chciałbym takiego Boga który obarcza mnie chorobami...
Tony1906 pisze:Myślę że Bóg nie bez powodu obarczył mnie tą chorobą bo póki co ona zmieniła moje życie na lepsze
a skąd wiesz, że gdybyś nie był chory to byłoby jeszcze lepiej niż teraz ? :> To są tylko domysły i wg mnie jakieś "plusy" choroby szukane na pocieszenie

Tak samo jak Corleone nie potrafię już zbierać plonów z życia :/

Przed chorobą byłem jednym z lepszych biegaczy przełajowych w województwie, uprawiałem sport, cieszyłem się życiem, dostawałem oceny najlepsze w szkole. Miałem bardzo dobre rokowania, żyłem planami, marzeniami, powoli się realizowałem. No i zachorowałem :) Dwa miesiące w szpitalu, spadek masy, formy, ocen... przez pierwsze 4 lata ciągła jazda na magicznym encortonie...

a teraz ? staram się rozwijać, medytować, poszukiwać nowych pasji... no ale co z tego ?? nigdy już nie będę zdrowy i nie będzie już tak jak dawniej... nie potrafię żyć tak jak inni nadzieją, że gdzieś tam w niebie będzie nagroda za cierpienia na Ziemi... dziękuję za takie coś... dwie dziewczyny które mi się podobały mnie odrzuciły jak dowiedziały się że choruję ;/ sądzę że gdyby nie choroba to tak by nie było. nie mam im tego za złe, przecież kobiety szukają mężczyzn które dadzą im zdrowe potomstwo i zapewnią stabilizację :)
Ostatnio zmieniony 24 sie 2012, 19:35 przez cordo, łącznie zmieniany 2 razy.

Anne
Początkujący ✽✽
Posty: 284
Rejestracja: 02 sty 2012, 20:54
Choroba: CU
województwo: dolnośląskie
Lokalizacja: Wrocław

Re: Głowa do góry

Post autor: Anne » 24 sie 2012, 17:23

Tony 1906, genialny post, już Cię uwielbiam, choć przecież nie znam.
Corleone, też mam CU. Mam ją, jak teraz myślę, od dawna, tylko długo żaden lekarz nie wpadł na to, żeby mnie lepiej zbadać. Skończyłam studia, pracuję w zawodzie, który uwielbiam. Na sporty też nie bardzo mogę sobie pozwolić, ale wycieczka w niewysokie góry, rower, pływanie, czy nawet kurs tańca to przecież samo zdrowie! Wszystko oczywiście z rozwagą. Z jedzeniem to ja mam taką teorię, że dzięki chorobie paradoksalnie mogę być w przyszłości zdrowsza niż nie jeden aktualnie zdrowy. Poobserwuj swoich znajomych, co jedzą, jaki styl życia prowadzą. Idź to sklepu i popatrz jakie produkty ludzie kupują i jaki jest ich skład. My to dokładnie analizujemy i odrzucamy chemię. A inni... Zobaczymy za 20 lat, kto bardziej zyska, a kto straci.
Też mam czasem trudne chwile i myśli "dlaczego ja", ale tak już jest i trzeba się z tym pogodzić. Mówisz, że jesteś nieszczęśliwy patrząc na swoją chorobę i cierpienie innych. Mnie choroba nauczyła ogromnej empatii i pokory. Może to moja subiektywna ocena, ale wydaje mi się, że odkąd wiem o chorobie jestem lepszym człowiekiem. Pomaga mi to w życiu prywatnym i zawodowym w szczególności. Bo mam na co dzień do czynienia z ludzką krzywdą. Ważne jest, aby nauczyć się cieszyć z rzeczy małych. Mnie takie cieszą. Cieszy mnie słońce, bo jest jasno, cieszy mnie deszcz, bo roślinki rosną i można się wygrzać przy herbacie. Cieszy mnie dobra książka i poprawa hemoglobiny. Kiedyś dużo mniej mnie cieszyło. Tak, miałam postawę roszczeniową od życia. Fajne mieszkanie, dobry samochód, imprezy - to mnie bawiło i było moim celem. Teraz zrozumiałam, jakie to mało ważne. Głowa do góry, chłopaku!
Ps. A na chorobę kiedyś lekarstwo się znajdzie. Nie wierzę, że nie;)
Obecnie biorę: Asamax 2x2

Awatar użytkownika
cordo
Aktywny ✽✽✽
Posty: 932
Rejestracja: 01 wrz 2007, 18:53
Choroba: CU
województwo: małopolskie
Lokalizacja: Kraków

Re: Głowa do góry

Post autor: cordo » 24 sie 2012, 20:03

To były wartościowe dziewczyny i to nie wyglądało tak, że od razu urwały kontakt oraz nie chciały się ze mną kontaktować bo jestem chory :) Jedna dziewczyna została moją dobrą koleżanką.

Wydaje mi się, że dziewczyny w moim wieku (19) podświadomie (a może świadomie?) szukają już zdrowych facetów, stabilnych fizycznie i psychicznie. W momencie gdy trafi do nich informacja, że jestem chory na to i na to, że biorę leki itp. zapala im się gdzieś w głowie pomarańczowa lampka i już nie jest tak samo jak było przedtem :) uwierz mi

Tony1906
Debiutant ✽
Posty: 20
Rejestracja: 27 lip 2012, 21:48
Choroba: CU
województwo: małopolskie
Lokalizacja: Olkusz

Re: Głowa do góry

Post autor: Tony1906 » 24 sie 2012, 21:08

no cordo tak... dziewczyny też są wzrokowcami tylko mniejszymi niż my faceci ale nie wolno się skreślać dziewczyny lubią pewnych siebie ( ale nie zarozumiałych ) wesołych chłopaków z uśmiechem, żarcikiem żeby się dobrze czuły i spędzały czas z Tobą . Ja mam 20 lat więc wiekiem się w sumie nie różnimy i najlepszym atakiem jest poczucie humoru ;)
i każda dziewczyna to potwierdzi, bo w naszym wieku dziewczyny raczej nie szukają męża ; )
_Ray_ pisze:I też moj brzuch aktualnie mnie wkurza- miałam wyjść na piwo ze znajomymi z którymi nie widzialam sie dłuzszy czas - a tu klops. Ale łykne leki, może sie przystopuje i wyskocze na piwo. No życie Skoro na innych polach gra, to chociaż jedno może sobie pomarudzic.
ja tak samo z boiska wróciłem niedawno jelita mnie kują troche jak pobiegam z przesadą, ale tak samo odpocząłem chwile zjadłem omleta jajecznego z ketchupem (pycha :) ) i lece do znajomych... nie wiem jak u was u mnie :cenzura: letni wieczór :wink:
SIŁA MASA I AGRESJA ; ))

Żaneta
Początkujący ✽✽
Posty: 124
Rejestracja: 28 maja 2012, 22:56
Choroba: CD
województwo: śląskie
Lokalizacja: Knurów

Re: Głowa do góry

Post autor: Żaneta » 25 sie 2012, 00:14

Śledzę z uwagą ten wątek i postanowiłam się wypowiedzieć :) Wszyscy macie po trochu rację, bo punkt widzenia zależy bardzo od punktu siedzenia. Generalnie łatwiej mają Ci z nas, których choroba ma lżejszy przebieg, gorzej tacy, których choroba nie oszczędziła czy wręcz okaleczyła. Ja jestem gdzieś po środku. Kilka lat temu, kiedy było ze mną naprawdę źle, jedyne co mnie w jakimś stopniu podtrzymywało by nie zwariować to rodzina(mąż i dwóje dzieci). Miałam to szczęście w nieszczęściu, że zachorowałam mając 27 lat i rodzinę. Właśnie miałam wrócić do pracy po kilkuletniej przerwie na "odchowanie" dzieci. Niestety, nigdy do tego nie doszło i pewnie nie dojdzie, mam znaczny stopień niepełnosprawności i moje samopoczucie potrafi się zmieni w ciągu dnia diametralnie. Jestem w stanie zrozumieć argumentację wszystkich piszących tutaj, wszyscy macie rację. Każdy z Was (z nas) ma rację, ale patrzymy ze swojej perspektywy. Naprawdę ciężko cieszyć się życiem mając cieknące przetoki, czy też stomię i czując się źle. Z drugiej strony gdy choroba ma lżejszy przebieg czy jesteśmy w remisji potrafimy doceniać o wiele więcej niż ludzie zdrowi. Pewnie część z nas dzięki chorobie sporo zyskała, ale część na pewno straciła. Ja należę do obu grup :wink: jakkolwiek dziwnie by to nie zabrzmiało.
:)

ODPOWIEDZ

Wróć do „Nasza Psychika”