Strona 1 z 2

Samotność w wielkim mieście

: 08 paź 2014, 12:19
autor: Karolka91
Hej, muszę się tym podzielić, bo inaczej zaraz wybuchnę :( Czuję się ogólnie nieco lepiej na Humirze jelitowo i wyniki mam piękne, ale studia z aktywną chorobą mnie przerastają :( Ominęły mnie wszystkie imprezy na początku roku, bo bałam się wrócić z nich w brudnych gaciach. Moja grupa przez to patrzy na mnie jak na dziwaka. Zbywają mnie przy każdej próbie rozmowy. Wszak jak nie spędzam z nimi tyle czasu to nie mamy wspólnych tematów, mój wygląd też może czasem nie jest super dopracowany stylistycznie, bo zwyczajnie nie mam sił na takie debaty rano z szafą. Mój dobry kumpel oblał rok, a moje współlokatorki bywają okrutne.
Po nocnych pobudkach co 2 godziny i ledwo trzymając się rano na nogach usłyszałam, że niemożliwe szybko kończy "nam" się papier toaletowy. Cała rolka na dzień?!. Wiedzą że choruję, więc nie wiem jak to oceniać. Nie wiem co gorsze, czy leżeć w łóżku całe wakacje i być głównie tylko z rodziną, czy być wśród ludzi a czuć się jak czuję. Tata ma przerzuty w węzłach, zaczął teraz radioterapię, pod koniec miesiąca ma zacząć chemię... przerasta mnie to wszystko i już mam serdecznie dość :( Wrocław płaczę, a ja z nim.

Re: Samotność w wielkim mieście

: 08 paź 2014, 19:04
autor: Mamcia
Ja to czytam jak bajkę o żelaznym wilku. Stara jestem i żyję widać w nierealnym świecie, w którym nie suknia zdobi człowieka, lecz praca i głowa. Co do papieru to postaw swoją rolkę i innym kolorze i oświadcz, że ponieważ korzystasz znacznie częściej to będziesz używała swojej.
Jest też inna metoda - chodzenia z własnym, a jak coś skomentują na temat ubywania to walnij aby szukały wśród siebie.
Ogólnie to je olej, bo widać, że to jakieś prymitywy i przygłupy.
wakacje spędzaj z CuDakami - to cię wzmocni, bo jak wiesz w kupie siła.
Co do taty, to należy mieć nadzieję, że coraz częściej nowotwór to choroba przewlekła. oczywiście są różne typy nowotworów i różne rokowania. To co ważne to zachowuj się w stosunku do ojca normalnie i staraj się mu sprawić radość, ale nie na siłę.

Re: Samotność w wielkim mieście

: 08 paź 2014, 21:56
autor: Maatylda
Karolka91, boli mnie jak to czytam, to jest jakiś kombos nieszczęść, żalu i rozpaczy. Bardzo mi Ciebie szkoda i najchętniej wyściskałabym Cię za smutek z osobna.

współlokatorki- są ludzie i taborety. prostactwa i buractwa usunąć w sposób humanitarny się nie da, można jedynie ignorować, być ponad to.
poza tym..karma wraca. :twisted:

zobaczymy jak tata zareaguje na leczenie, dobrze, że już jest diagnoza, ustalono co i jak, wysyłamy dobre fluidy!

Re: Samotność w wielkim mieście

: 08 paź 2014, 22:51
autor: Orzelek
Ze smutkiem stwierdzam, że obecnie większość młodego pokolenia jest zupełnie pozbawiona empatii, zrozumienia i współczucia dla chorych/ słabszych. Do tego dochodzi jakaś pogarda, lekceważenie :(

Współlokatorkami się nie przejmuj. Są najprawdopodobniej ... (tu wstawić odpowiedni przymiotnik). Nie wiem czy mieszkasz w akademiku. Jeśli tak, to przy najbliższej okazji spróbuj przeprowadzki/ zamiany na jakieś inne towarzystwo. Kup rolki papieru, których tylko Ty będziesz używać.

We Wrocławiu są ludzie z J-elity. I to nawet z forum :!: :roll: Wierzę, że jeśli poprosisz, to nie odmówią Ci pomocy :roll:

Przesyłam dobre fluidy dla Ciebie :przytul:

Re: Samotność w wielkim mieście

: 08 paź 2014, 23:24
autor: Karolka91
Dziękuję za dobre myśli i słowa <3 Głupio mi za taki emocjonalny ekshibicjonizm, ale na prawdę nie mam komu o tym powiedzieć. Nie chcę ani dokładać problemów rodzinie, a przyjaciele zostali daleko, mało czasu spędzamy i każdy jakoś swoim życiem żyje od czasu gdy się przeniosłam. Mieszkam w mieszkaniu z 3 dziewczynami, dwie są nowe, a z jedną już drugi rok. To właśnie ona mnie tak zaskoczyła. Moja grupa zazdrości mi przepisanych przedmiotów i nie rozumieją, że nie mam sił na wycieczki na drugi koniec miasta na domówki. Coraz częściej czuję się tym wszystkim przytoczona, ograniczona chorobą i odbiera mi to wszystko radość życia :(

Re: Samotność w wielkim mieście

: 09 paź 2014, 00:12
autor: Konraaad
Orzelek pisze:Współlokatorkami się nie przejmuj. Są najprawdopodobniej ... (tu wstawić odpowiedni przymiotnik).
W 100% się zgadzam. Nie ma sensu zawracać sobie głowy takimi ludźmi.
Ja na szczęście mieszkam na mieszkaniu z kumplem i dwiema koleżankami (z kumplem od dawna, z koleżankami od lipca). Kiedy powiedziałem im o mojej chorobie, o diecie itp. to przyjęli to bardzo dobrze i nie robią mi żadnych problemów, głupich docinek itp.
Fajny przykład. Przed chorobą bardzo często zamawialiśmy kebaby i inne fast-food'y na mieszkanie i razem sobie jedliśmy. Od kiedy zdiagnozowano u mnie CU to nie zamawiają już kebabów gdy jestem na mieszkaniu, żeby nie było mi przykro, że oni jedzą a ja nie mogę :mrgreen:
Moja rada. Pamiętaj, że nie jesteś skazana na wieczne mieszkanie ze swoimi obecnymi współlokatorkami !! Na razie się nimi nie przejmuj. Skup się na bardziej wartościowych ludziach. A jak bardzo zajdą Ci za skórę, tak, że nie dasz rady już wytrzymać, to zmień mieszkanie (jeśli jakieś wynajmujesz) lub pokój (jeśli mieszkasz w akademiku). Nie ma sensu mieszkać z kimś, kto nie akceptuje Nas i Naszej choroby.

[ Dodano: 09-10-2014 ]
Karolka91 pisze:emocjonalny ekshibicjonizm
Ciekawy epitet ;D

Re: Samotność w wielkim mieście

: 09 paź 2014, 22:23
autor: iza121
Tak to już jest na początku roku, że znajomości się dopiero co na studiach kształtują, nie zrażaj się tym, że na razie nie złapałaś z nimi kontaktu, jednym udaje się to szybciej innym później ale nawet mimo, że nie byłaś na spotkaniach integracyjnych wierzę, że się z nimi dogadasz - na to potrzeba czasu (swoją drogą podejrzewam, że nie Ty jedna nie poszłaś na te spotkanie i takich osób znajdzie się więcej w grupie, tylko musisz znaleźć te odpowiednie). Powodzenia :)

Re: Samotność w wielkim mieście

: 10 paź 2014, 09:27
autor: LOSMARCELOS
Przeraża mnie brak empatii w ludziach. Każdy może chorować.... Przecież Ci zdrowi też nagle czasem zapadają w choroby..........
Wydawało mi się, że wraz z rozwojem internetu, wejściem Polski do UE, ludzie będą bardziej tolerancyjni...
Olej współlokatorów :-) :!:

Re: Samotność w wielkim mieście

: 10 paź 2014, 10:01
autor: obyty.z.cu
LOSMARCELOS pisze:Przecież Ci zdrowi też nagle czasem zapadają w choroby..........
Ci zdrowi nie myślą o chorobie póki ich nie odnajdzie.No chyba że spotkali się z nimi w rodzinie.
Młody chce się bawić i żyć,a nie przejmować innymi,szczególnie gdy wyrwał się spod kurateli rodziców.
Dla niektórych to takie pokazanie swojej życiowej dojrzałości :wink:
Tu wychodzi wychowanie w rodzinie i nauka wartości.
Jeśli ktoś w domu słyszał,że musi walczyć o swoje ,a w życiu trzeba rozpychać się łokciami,że nie ma nic za darmo,to potem wychodzi brak empatii.
Z czasem przerodzi się to albo w samotność i bieg szczurów,z wizytami u psychologa z pytaniem" dlaczego mnie nikt nie lubi ?."
Karolka91 pisze:Moja grupa przez to patrzy na mnie jak na dziwaka. Zbywają mnie przy każdej próbie rozmowy.
Odmień swój punkt widzenia.spytaj się dlaczego oni sa tacy "inni,odmieńcy jacyś czy cuś " :wink:
Towarzystwo z czasem znajdziesz,tyle że bardziej wartościowe.

Re: Samotność w wielkim mieście

: 20 paź 2014, 22:27
autor: Karolka91
Dziękuję za dobre słowa :) Dobrze, że jesteście! <3

Re: Samotność w wielkim mieście

: 25 paź 2014, 19:25
autor: Miska Ryżu
A ja bym się nawet ludzi ze studiów nie pytała "dlaczego tacy są" czasem lepiej pobyc samemu ze sobą. Zobaczysz z czasem poznasz w mieście swoją bratnią duszę. Co do współlokatorek to rzeczywiście fajny pomysł z tym bys kupiła sobie swój papier toaletowy i nie uzywała "ich" wspólnego.

do jednego Twojego cytatu się wrócę "Coraz częściej czuję się tym wszystkim przytoczona, ograniczona chorobą i odbiera mi to wszystko radość życia :("

Zacznij wierzyć w siebie w to jaką wspaniałą osobą jesteś. Przecież jesteś rewelacyjna! Niech ludzie z grupy żałują że nie będą mieli takiej dobrej koleżanki. Ludzie sa i odchodzą a prawdziwych przyjaciół poznaje się w biedzie.

Ponadto tak jak pisał Orzełek są we WRO również ludzie z nzj, coś czytałam o łyżwach że niby coś się kręci? Pojdź kiedyś do nich na spotkanie i już nie będziesz sama. To są rewelacyjni ludzie, tak jak wszystkie CUDaki! :)

Re: Samotność w wielkim mieście

: 27 paź 2014, 13:46
autor: Lemoni
Przykro mi, że czujesz się tak źle i samotnie :(.
Pamiętaj jednak, że powodem tego jest nie tylko sytuacja, w jakiej się znajdujesz, ale Twój odbiór sytuacji. Część wydarzeń możesz interpretować na swoją niekorzyść, przez co wycofujesz się i dajesz powody, by Cię faktycznie zbywano.

Co studiujesz?
Na moich studiach były różne grupki, ale żadna nie oceniała po ubiorze, dopracowanej stylizacji czy obecności na popijawach. Ale jeśli czujesz się niepewnie, chodzisz smutna i zmartwiona, a oni Cię nie znają zbyt dobrze, to pewnie nie wiedzą, jak się zachować. A na studiach mało komu chce się naprawiać świat dookoła i zabiegać o znajomości na siłę. Spróbuj się przejść na jakieś spotkanie albo zaproponować je mniejszej grupce osób. Masz kogoś fajnego w grupie?

W jaki sposób dziewczyny z mieszkania bywają okrutne? Nie musisz z nimi mieszkać, rotacje w mieszkaniach studenckich są na porządku dziennym ;). Zawsze możesz znaleźć kogoś na swoje miejsce i szukać czegoś innego :). Wiem, że po tak przemęczonej nocy czułaś się tragicznie, ale patrz: dziewczyny nie wiedzą, jak to jest chorować, mogły przespać noc i nie zauważyć, że się męczyłaś i wstawałaś co chwilę, kupują papier toaletowy, wydają swoje studenckie pieniądze :P i potem okazuje się, że po kilku dniach trzeba gnać do sklepu, bo nie ma się czym wytrzeć. I znowu trzeba kupować paczkę (kto lubi kupować papier robiąc zakupy bez samochodu, no kto :D?). Moim zdaniem mają prawo się denerwować. I okazują to w nieprzyjemny sposób rzucając aluzje, co już jest słabsze (ale rozwiązaniem na to jest rozmowa ;)!). Ja sama się denerwuję na moich braci, bo mimo, że to ja w rodzinie jestem chora, to oni zużywają straszne ilości papieru :D.

Wiem, że Ci ciężko i choroba (Twoja i taty) Cię dobija, przytulam! Spróbuj jednak wykorzystać to, że poprawiły Ci się wyniki i otworzyć się na ludzi. Jeśli nie wyślesz im jednoznaczych sygnałów zainteresowania i chęci bycia z nimi, odbiorą Cię jako samotniczkę, która ich nie potrzebuje. Nie zgadzam się z opinią przedmówców. To nie świadczy o braku empatii. To... raczej normalne. Przecież każdy ma jakieś problemy, o których niekoniecznie mówi. Skąd mają wiedzieć, co jest przyczyną zachowania Karoliny?
Poza tym pamiętaj - nie musisz przyjaźnić się z całym rokiem. ;)

Aha, i spróbuj walczyć z lękiem przed "chorobowym wypadkiem", brudnymi spodniami itp. Jeśli zależy Ci na spotkaniu, nie jedz dużo wcześniej, przegryź wafla ryżowego, weź stoperan dla spokoju i nie pij alkoholu (/pij taki, jaki nie szkodzi/szkodzi najmniej).

I przychodź na spotkania Cudaków :mrgreen: ! Mnie spotykanie się z innymi chorymi bardzo pomogło w nabraniu dystansu do choroby, oswojeniu się z nią i zrozumieniu, że chorowanie nie stygmatyzuje. :)

Re: Samotność w wielkim mieście

: 04 lis 2014, 11:54
autor: hrm
Spróbuję się nieco przyłączyć do tez Przedmówczyni ;-)

Po pierwsze mieszkania studenckie są przeważnie nastawione na rotację. Sporadycznie trafia się idealna ekipa, która mieszka ze sobą nawet i parę lat po studiach. Zmiany składów osobowych nie są niczym dziwnym, ani tak naprawdę nie wymagają jakichś większych uzasadnień. Jeżeli zdecydujesz się na wyprowadzkę, to ustal kto jest osobą odpowiedzialną za mieszkanie (lub jeśli to Ty, to masz łatwiej) i wybadaj jakie są układy w tej kwestii. Czy masz szukać kogoś za siebie, czy ewentualnie zapłacić za ileś z góry i dopiero wtedy się wyprowadzić. Oczywiście w międzyczasie zacznij szukać jakiegoś innego miejsca, nie informując o tym reszty, dopóki się nie dogadasz w nowym miejscu. Ale powiedzmy, że wyprowadzka to ostateczność.

Kwestia papieru toaletowego - bardzo prosta do rozwiązania. W tzw. czynie społecznym weź jego zakupy na siebie. Ile na to wydasz w skali miesiąca, 20zł, 30? A zawsze zyskasz święty spokój i na wszelkie uwagi, że szybko wychodzi masz odpowiedź, że przecież Ty za niego płacisz, więc masz prawo go zużywać w tempie dowolnym.

Imprezy - temat rzeka, ale też do zorganizowania. Pamiętaj, że na "popijawach" nie wszyscy muszą pić. Jednym z najprostszych rozwiązań jest robienie sobie drinków samemu ("idę do lodówki zrobić drinka, komuś też?", a do szklanki lejesz sam sok/colę/wodę) lub znalezienie zaufanej osoby, która będzie to robić za Ciebie. Po pewnym czasie cała reszta osób zacznie być delikatnie wstawiona i nikt nawet nie zauważy, że taka sytuacja ma miejsce. A Ty przy okazji będziesz mieć świetny ubaw z reszty. Z wyjściami na miasto jest nieco trudniej, choć zawsze można zamawiać przy barze, albo namierzyć dla siebie alkohol najmniej szkodliwy i pić tylko jego. Nikt nie każe również siedzieć do rana. Sam często nie mam ochoty siedzieć do momentu, gdy impreza osiągnie status "dożynek", więc po prostu wychodzę. Czasem jak padają głosy, że wcześnie itd. odpowiadam, że jutro wcześnie rano muszę coś zrobić/komuś pomóc/gdzieś pojechać i po prostu nie mogę sobie pozwolić na kaca i niewyspanie. Jeszcze nie zdarzyło mi się, by nie zadziałało lub było to jakoś negatywnie komentowane. Czasy, kiedy wszyscy są masowo zajęci rozmaitymi sprawami tylko nam w tym pomagają.

Kwestia wyjść - tutaj przede wszystkim musisz uwierzyć w siebie i swoje zwieracze :mrgreen: Skoro z uczelni czy zakupów nie wracasz z kupą w majtkach, to dlaczego miałabyś tak wrócić akurat z imprezy? Inna sprawa, że zaczynam twierdzić, że wracanie w nocy jest łatwiejsze, bo razie czego nie ma problemu, by się praktycznie gdziekolwiek "skoczyć na stronę", nawet jak nie ma toalety, to są jakieś zakamarki. Ciemność tylko nam w tym pomaga. Oczywiście trzeba potem chwilę poczekać na następny autobus, no ale coś za coś. A nawet jeżeli zdarzy Ci się awaria (zapewne nie pierwszy raz w życiu, takie już uroki chorowania) to albo można się od razu ogarnąć gdzieś po drodze (nawet kosztem powrotu w samych spodniach) albo zrobić to w mieszkaniu. Dobrze wiesz, że możesz strojem zminimalizować widoczność sytuacji dla innych (czarne spodnie, dodatkowo rajstopy czy czort tam wie co jeszcze) a od razu z drzwi mieszkania wparować do łazienki i tam się umyć. Warto przy okazji trzymać gdzieś tam choć majtki na zmianę. Skoro wracasz późno, to wątpię, by reszta lokatorów czekała w drzwiach na Twój powrót. A przecież wieczorem ludzie się kąpią, nikt nie musi wiedzieć, że przy okazji zmieniasz bieliznę.

Głowa do góry, trochę wiary w siebie, kombinowania w pozytywnym tego słowa znaczeniu i wszystko uda Ci się ogarnąć!

Re: Samotność w wielkim mieście

: 17 lis 2014, 10:23
autor: coobi
Karolka91 pisze:Coraz częściej czuję się tym wszystkim przytoczona, ograniczona chorobą i odbiera mi to wszystko radość życia :(
Wiem dobrze o czym mówisz.
Ja na imprezy chodzę regularnie, tyle że wtedy kiedy czuję że mogę. Czyli praktycznie nigdy z ludźmi z roku. Za to często wychodzi na to że to Oni nie mogą iść jak im proponuję ^^ U mnie z tą kwestią jest plus taki że (bardzo) dobrze toleruję czystą oraz whisky. Bez żadnych dodatków, oczywiście (ewentualnie troszkę sprite do czystej - tylko nie soki!). Nawet jak jest kiepskawo przed, to po konsumpcji najczęściej zupełnie zapominam o chorobie. Jest to wręcz zabawne, bo na ogół dnia następnego mam dużo lepszy stan w "tych" sprawach niż przed imprezą (no chyba że postanawiam dobrać się do chipsów czy innych badziewiaków).

Gdzieś wcześniej widziałem wzmiankę "Wrocław". Jeśli jesteś z Wrocławia i masz ochotę, to możemy gdzieś skoczyć :) Przynajmniej nie będziesz miała obawy że ktoś nie zrozumie nagłych sytuacji a i ja też chętnie wylezę :D Jestem tutaj na forum nowy, więc nie wiem jeszcze jak wyglądają spotkania grupy we Wro (o których była wzmianka w komentarzach powyżej) ale jestem przekonany że to też jest bardzo dobry pomysł.

Co do współlokatorów, to nie jest łatwe, wiem. Tak naprawdę choroba nie jest problemem wielkim sama w sobie, problemem są właśnie relacje społeczne i brak akceptacji. Gdybyś żyła w dżungli X lat temu, to nie sprawiałoby wielkiego problemu wypróżnienie co kilka godzin, kucasz w krzaku na minutę, idziesz dalej i po krzyku. Swoją drogą, wtedy nie było tyle chemii w żarciu więc i problemów nie było takich. W każdym razie, z własnego doświadczenia wiem, że poprawę życia społecznego trzeba zacząć od siebie. Jeśli Ty sama siebie nie zaczniesz w pełni akceptować, to wszystkie starania pójdą w maliny. To jest bardzo trudne ale niezbędne. Za to jak zaakceptujesz siebie, to po 1. inni będą Cię zupeeeełnie inaczej postrzegać, po 2. Nie będzie Cię bolało takie a nie inne zachowanie danych ludzi. Barany są wszędzie.

Re: Samotność w wielkim mieście

: 17 lis 2014, 22:13
autor: nataliak71
Karolka...tak późno dotarłam do tego posta. Rozumiem Cie. Zachorowałam na studiach i wszystko się zmieniło. Opowiem Ci kiedyś, pamiętaj, że ja tu mieszkam i na kawę/hebratę czas znajdę. A przez studia przebrniesz :)
Pisz na priv do mnie gdybyś chciała pogadać :przytul: