Jak sobie pomóc-moja historia...

czyli smutki i radości posiadaczy CU i CD, wypróbowane sposoby radzenia sobie ze stresem etc.

Moderatorzy: Anette28, Moderatorzy

Zablokowany
genus
Początkujący ✽✽
Posty: 378
Rejestracja: 26 lis 2007, 10:04
Choroba: niesklasyfikowane NZJ
województwo: -- poza Polską --
Lokalizacja: Poznan

Re: Jak sobie pomóc-moja historia...

Post autor: genus » 12 kwie 2010, 14:02

Mysle, ze kazda osoba chorujaca przewlekle predzej czy pozniej staje wobec podobnych problemow. Ja sama tez poswiecilam wiele sil emocjonalnych, by zmagac sie, najpierw z walka o diagnoze, potem z kolejnymi zaostrzeniami, pobytem w stanie krytycznym w szpitalu, a tak na marginesie, z zupelnym niezrozumieniem ze strony drugiej polowy i w koncu z rozstaniem. I po tym wszystkim, troche ze zdziwieniem, stwierdzilam, ze jakos udaje mi sie przetrwac.
Jasne, ze jest trudno, ale z drugiej strony, co nam pozostaje? Mamy (chyba) tylko to jedno zycie, a choroby, podobnie jak kilku innych rzeczy w zyciu sie nie wybiera. Wolalabym oczywiscie byc zdrowa i nie miec pojecia, ze mozna miec choc 10 procent takich problemow, jak ludzie na tym Forum, ale tak sie stalo, ze jest inaczej. Akceptuje to, bo nie jestem w stanie tego zmienic. Natomiast jest kilka rzeczy, na ktore mam wplyw - to, jak podchodze do choroby i swojego z nia zycia na przyklad. Nie warto uciekac przed zyciem, nawet jesli jest ciezko. Trzeba sie skupic na mysli, ze zycie to nie tylko choroba, ze sa inne jego aspekty, na ktorych trzeba sie skupic, by je wlasnie rozwijac.
A gdy jest naprawde zle - dac sobie czas, miec cierpliwosc.

I nic w tym dziwnego, ze czasem samemu trudno wyciagnac sie z dolka, warto wiec wziac pod uwage pomoc innych, w tym pomoc specjalisty, psychiatry, psychologa, nie wstydzic sie tego, w koncu naprawde taka choroba to ciezki orzech...
Pozytywne nastawienie ma wielkie znaczenie, szczegolnie w przypadku choroby przewleklej i autoimmunologicznej.
Byc moze to, co pisze, brzmi jak puste banaly, ale moje przemyslenia wynikaja z doswiadczen mojej walki, wielkich porazek i malych zwyciestw.
Powodzenia!

Misia

Re: Jak sobie pomóc-moja historia...

Post autor: Misia » 12 kwie 2010, 19:03

treść wpisu została usunięta na prośbę użytkownika

Awatar użytkownika
Justa1985
Początkujący ✽✽
Posty: 111
Rejestracja: 09 lut 2010, 20:22
Choroba: inna choroba jelita
województwo: łódzkie
Lokalizacja: Tuszyn
Kontakt:

Re: Jak sobie pomóc-moja historia...

Post autor: Justa1985 » 12 kwie 2010, 21:20

guana pisze:Cześć.
Dobijają mnie wyniki badań, które ciągle są złe, 10 tabletek, które codziennie muszę połykać.. :smutny:



kochana ciesz się,ze masz postawiona diagnozę ja prawie 4-5 miesięcy latałam z ogromnym bólem i byłam jedynie na tabletkach rozkurczowych, sama nie wiedziałam co mi jest,z bólu i gorączki otumaniona tabletami przeciwbolowymi prawie całe dnie spałam, potem gdy sie okazało,ze mam zapalenie przy rektoskopii( diagnozy nie mam kolonoskopia 26 kw) w końcu odetchnełam z ulgą,ze przestanie boleć ( tak myslałam na początku,ze pobiore leki i przejdzie) brałam 13 tabletek dziennie i zaczeła sie koszmarna dieta, przepłakałam chyba z 2 tyg,ale myslę że było to spowodowane również taka ilościa lekarstw, uwierz mi najważniejsze jest tak jak pisali inni zajmowanie się tym co kochasz,pisałas,ze byłas wysportowana więc nadal mozesz trenowac pewnie nie tak jak kiedys,ale jestem przekonana,ze nawet spacerując po pół h dziennie zmieni Ci sie podejście do życia, smutne jest to co piszesz,ze wstydzisz sie swojej choroby nie rozumiem tego w ogole ja swoim znajomym zdalam pelna relacje i wiedza co mi dolega ciesza sie ze w koncu jest lepiej i wiadomo co mi, to co piszesz,ze będa patrzec jak na ufoludka to jestem zszokowana albo to sa pseudo znajomi ,albo nie warto dla nich tracic czasu

Jesteś młoda znajdziesz połówke i uwierz,jeżeli ktoś Cie pokocha z calego serca to bedzie Cie trzymał w ramionach własnie w takich chwilach kiedy czujesz się najgorzej, czego serdecznie Ci życzę :)
Nie pisze też,ze zawsze jest mi dobrze od diagnozy zmieniło sie moje życie jednak powoli dochodze do wniosku,ze byc moze zachorowalam zeby troche zmienic siebie i zrozumiec cos czego kiedys nie rozumialam wcale.
Powoli ucze sie żyć z bólem i jak boli robie wszystko żeby o nim nie mysleć wtedy naprawde boli mniej :)

Nie jestes chora na chorobe ktorą mozesz kogos zarazić wiec nie boj sie kontaktu z ludźmi i nie unikaj ich, bliscy powinny wspierac i pomagać :) Nie wyśmiewać .


,,Prawdziwych przyjaciół poznaje się w biedzie ''

guana
Debiutant ✽
Posty: 11
Rejestracja: 28 mar 2010, 00:07
Choroba: CU
województwo: wielkopolskie
Lokalizacja: Gostyń
Kontakt:

Re: Jak sobie pomóc-moja historia...

Post autor: guana » 13 kwie 2010, 00:07

Exa, z tego co widzę to chorujesz już od 12 lat, ja zaledwie od kilku, więc miałaś więcej czasu na oswojenie się z tą sytuacją. Twoje początki jakie były? Od razu czułaś, myślałaś tak jak teraz? Coś mi się wierzyć nie chce. Gdybym nie miała takiego problemu, takich obaw to raczej nie pisałabym w tym dziale prawda? Nie każdy może "od tak" wszystko zmienić, przestać się bać świata. Po to właśnie zwróciłam się do Was, a Ty wybacz, że to powiem, ale takim tonem mi nie pomagasz. Zaraz mam wrażenie, że widzisz we mnie kolokwialnie mówiąc jakiegoś głupka, do którego nic nie dociera. Nie każe ci się litować nade mną, bo nienawidzę kiedy ktoś to robi, ale jak pisał Zenobius "wyluzuj" trochę. Rozumiem, że to Cię wkurza, ale może tak trochę zrozumienia? Analizuje sobie każdą wasza odpowiedź i staram się zmieniać. Nie zrobię tego z dnia na dzień!
genus pisze: Nie warto uciekac przed zyciem, nawet jesli jest ciezko. Trzeba sie skupic na mysli, ze zycie to nie tylko choroba, ze sa inne jego aspekty, na ktorych trzeba sie skupic, by je wlasnie rozwijac.
A gdy jest naprawde zle - dac sobie czas, miec cierpliwosc.
To zapamiętam! :)

Justa1985 trzymam kciuki!

Zenobius, dzięki :)
AG

Misia

Re: Jak sobie pomóc-moja historia...

Post autor: Misia » 13 kwie 2010, 08:23

treść wpisu została usunięta na prośbę użytkownika

Misia

Re: Jak sobie pomóc-moja historia...

Post autor: Misia » 13 kwie 2010, 08:49

treść wpisu została usunięta na prośbę użytkownika

Awatar użytkownika
CatAnn
Znawca ❃❃
Posty: 2318
Rejestracja: 20 sty 2009, 19:24
Choroba: CD
województwo: pomorskie
Lokalizacja: Wejherowo
Kontakt:

Re: Jak sobie pomóc-moja historia...

Post autor: CatAnn » 13 kwie 2010, 20:06

Zenobius pisze:Pod tym moge sie wszytkimi konczynami podpisac :-)
Potrafisz...? :wow:

Cóż, sama teraz zastanawiam się nad wyborem liceum, a choruję od siedmiu lat. Na początku było ciężko, naprawdę, ale w sumie niewiele pamiętam (ej, miałam osiem lat! xD) - teraz jest naprawdę dobrze.
Jestem niezdecydowana. Ciągle myślę - ścisłe czy humanistyczne? Za chwilę testy - to też ważne. Co robić potem, jakie studia? Nie załamuję się, tu nie ma czasu na chorobę. Życie jest krótkie, a tyle jeszcze zostało do nauczenia, do zrobienia, do sprawdzenia...
Jeśli byłaś ambitna - bądź nadal! Byłaś wysportowana - czemu masz nie uprawiać sportu? Może niektóre nie będą wskazane akurat dla Ciebie, ale jest przecież wiele dyscyplin! Choroba nie musi być przeszkodą w niczym!

A znajomi... Cóż, jeśli nie zaakceptują Cię z chorobą, to pozostaną znajomymi, a może nie. Ale część zrozumie, będzie pytać o samopoczucie, wspierać w gorszych chwilach. To ONI będą potem Twoimi przyjaciółmi - być może na zawsze!
Pamiętam, jak kiedyś mama przyjechała do mnie do szkoły, powiedziała, że mam masakryczne wyniki - trzeba jechać do szpitala. Najpierw nic nie czułam, ale potem... ryczałam na ramieniu kilku koleżanek, po prostu nie mogłam przestać. Pomogły mi, nie zadawały pytań - były wspaniałe. Z pewnością w Twoim otoczeniu są takie osoby, ale nie wykażą się, jeśli wciąż będziesz zamknięta w sobie. Taki stan nie może być utrzymany wiecznie - to ONE mogą poczuć się odrzucone przez CIEBIE, nie na odwrót.
Może czas to zmienić...?
Ulepimy dziś bałwana, Cudusiu...?
Rozpoznanie: czerwiec 2003 - CD. Stan: remisja, anemia, depresja, zab. adaptacyjne. Wzrost, waga: 166 cm, 52 kg. Leczenie: CSK MSW. Leki: adalimumab, mesalazyna, wenlafaksyna, lamotrygina.

guana
Debiutant ✽
Posty: 11
Rejestracja: 28 mar 2010, 00:07
Choroba: CU
województwo: wielkopolskie
Lokalizacja: Gostyń
Kontakt:

Re: Jak sobie pomóc-moja historia...

Post autor: guana » 14 kwie 2010, 22:34

CatAnn pisze:[ Taki stan nie może być utrzymany wiecznie - to ONE mogą poczuć się odrzucone przez CIEBIE, nie na odwrót.
Może czas to zmienić...?
Nie może tylko NA PEWNO! :)


Misia, dzięki i pochwal się jak się obronisz :)
AG

exa
Doświadczony ❃
Posty: 1741
Rejestracja: 28 sie 2006, 19:13
Choroba: CU
województwo: łódzkie
Lokalizacja: Łódź/Piaseczno

Re: Jak sobie pomóc-moja historia...

Post autor: exa » 14 kwie 2010, 23:28

Zenobius pisze:exa - wyluzuj ;-)
Masz racje, ale moze troche delikatniej? Nie na kazdego i nie zawsze dziala taki sposob wypowiedzi ;-)
jestem całkiem wyluzowana.............
delikatniej nie będzie......i tak nikt nie słucha ani nie wyciąga wniosków, jak ma dotrzeć to dotrze...........jak ma się obrazić to się i tak obrazi...... :mrgreen:
guana pisze:Exa, z tego co widzę to chorujesz już od 12 lat, ja zaledwie od kilku, więc miałaś więcej czasu na oswojenie się z tą sytuacją. Twoje początki jakie były? Od razu czułaś, myślałaś tak jak teraz? Coś mi się wierzyć nie chce.
możesz wierzyć albo nie.....poczytaj posty z początków mojej bytności na forum....sama się przekonasz...
guana pisze:a Ty wybacz, że to powiem, ale takim tonem mi nie pomagasz
a co mam wybaczyć, bo nie wiem?
głaskać po głowie, współczuć, przytulic do piersi i powiedzieć jak bardzo ci współczuję?.....piszę jasno i wprost - zawsze możesz z tego nie korzystać...
guana pisze:Zaraz mam wrażenie, że widzisz we mnie kolokwialnie mówiąc jakiegoś głupka, do którego nic nie dociera. Nie każe ci się litować nade mną, bo nienawidzę kiedy ktoś to robi, ale jak pisał Zenobius "wyluzuj" trochę. Rozumiem, że to Cię wkurza, ale może tak trochę zrozumienia? Analizuje sobie każdą wasza odpowiedź i staram się zmieniać. Nie zrobię tego z dnia na dzień!
że widzisz co widzisz, to nie moja wina....tylko sama się w takim świetle stawiasz, bo mnie przez myśl nie przeszło nawet...
litować się nie mam zamiaru...
widzisz...co do luzu........może kiedyś dane nam się będzie poznać........sama się przekonasz...
mnie mało co wkurza, guana, najwyżej, w sytuacjach szczególnych - irytuje...a tutaj daleko....

cały czas się dziwię jednemu.....jak ludzie mało mają do siebie dystansu, jak wszystko odbierają jako atak..........ale to nie jest mój kłopot........powtórzę - możesz zignorować moje posty, nie widzę problemu, taka funkcja istnieje.......ale może jednak podejdź do nich mniej emocjonalnie a bardziej merytorycznie.......i napisz mi, że nie mam racji... :mrgreen:
choruję od 96 roku, diagnoza od 98, remisja: od 2004 z 3 miesięczną przerwą:) bez leków (nie polecane)

Awatar użytkownika
Missgrey
Początkujący ✽✽
Posty: 124
Rejestracja: 02 kwie 2010, 21:39
Choroba: CD
województwo: mazowieckie
Lokalizacja: Sulejówek

Re: Jak sobie pomóc-moja historia...

Post autor: Missgrey » 16 kwie 2010, 15:42

A może Ci poprawi humor informacja. że nauczyciele też się uczą? Ja mam 46 i jeśli zdrówko pozwoli, za rok powinnam skończyć studia i obronić dyplom!
A gratis Ci dorzucę kilka rad, jak zdawać język pisemnie (jestem anglistką):
1. zastosuj starą zasadę Gumisiów: POŚPIECH JEST WSKAZANY PRZY ŁAPANIU PCHEŁ! Nic Cię nie goni, siedź choćby do końca.
2. ZAWSZE czytaj bardzo dokładnie polecenia wszystkich zadań, niczego nie zakładaj z góry. Znam nie jednego, który sobie potem dłuuugo pluł w brodę, bo czegoś nie doczytał
3. po każdym zadaniu sprawdź się sama co najmniej 2 razy, a potem jeszcze raz po skończeniu całości i po przeniesieniu na kartę odpowiedzi
4. słuchanie: przeczyta treść zadania i zastanów się, czy go rozumiesz, tzn. czy wiesz o co chodzi, nie przejmuj się jeśli nie z pojedynczych słów. W teście wyboru jest prawie zawsze szansa wykryć, które zdania są podpuchą- na podst. poleceni! W każdym zdaniu znajdź słowo/ zwrot kluczowy i spróbuj wymyślić jego synonim- istnieje duża szansa, że go usłyszysz! ZAWSZE UWAŻAJ, GDY TO, CO SŁYSZYSZ BRZMI PRAWIE IDENTYCZNIE JAK TO, CO W ZADANIU! W dziewięćdziesięciu kilku procentach jest to podpucha, żeby biednego abiturienta zmylić. Zwróć uwagę na polecenie że coś NIE jest, bardzo łatwo w ferworze walki zaznaczyć to, co jest.
5. Nie zablokuj się, gdy czegoś nie dosłyszysz, zawsze jest drugie słuchanie a poza tym, nie piszesz stenogramu, masz zrozumieć o co chodzi w całym tekście. Gdy masz na przykład przyporządkować sytuacje miejscom, wyobraź sobie o czym, np. można rozmawiać z kierowcą autobusu. Nie zaczynaj robić polecenia od razu- przeczytaj tekst i zadanie raz, żeby wiedzieć o co chodzi, potem drugi raz żeby go dobrze rozumieć i dopiero wtedy zacznij udzielać odpowiedzi
6. Większość z tego , co napisałam odnośnie słuchania, odnosi się też do czytania.
7. Nie ma przepisu, że zadania musisz wykonywać w takiej kolejności, jak są wydrukowane. To Ty rządzisz kolejnością pracy i zawsze zaczynaj od najłatwiejszego (pomijam tu rzez jasna słuchanie, które jest na początku)
8. SPRAWDZAJ SIĘ, SPRAWDZAJ SIĘ I JESZCZE RAZ SPRAWDZAJ SIĘ. Ale czy wiesz jak to robić? Otóż fizyki jądrowej w tym nie ma, jedynie chłopski, tj. chciałam powiedzieć, babski zdrowy rozum: patrz na swoją pracę, jak na pracę koleżanki. To nic, że ją sama napisałaś, nigdy nie powiedz sobie, wszystko jest w porządku, zawsze przyglądaj się świeżym okiem.
9. Nie daj się stresowi! W końcu tyle pokoleń zdało maturę, to i Ty zdasz!
10. W ostatnim dniu przed nie próbuj się na siłę uczyć, pewnie zajrzysz do książek, ale rób to na luzie! Idź na spacer, zrelaksuj się, a przede wszystkim dobrze wyśpij. A w dniu egzaminu zjedz obfite śniadanie, nawet gdybyś się miała troszeczkę zmuszać. Stres zabija apetyt, ale potem Twój mózg jest głodny i nie pozwala Ci się skupi
Pozdrawiam
Elżbieta
PS
Daj znać, jak będziesz znała wyniki!

guana
Debiutant ✽
Posty: 11
Rejestracja: 28 mar 2010, 00:07
Choroba: CU
województwo: wielkopolskie
Lokalizacja: Gostyń
Kontakt:

Re: Jak sobie pomóc-moja historia...

Post autor: guana » 16 kwie 2010, 23:12

Dzięki za te kilka rad, niektóre były mi już wcześniej znane :)
Napisze napisze, trzymaj kciuki :)
AG

Awatar użytkownika
Missgrey
Początkujący ✽✽
Posty: 124
Rejestracja: 02 kwie 2010, 21:39
Choroba: CD
województwo: mazowieckie
Lokalizacja: Sulejówek

Re: Jak sobie pomóc-moja historia...

Post autor: Missgrey » 16 kwie 2010, 23:20

[ Dodano: 16-04-2010 ]
guana, To bardzo dobrze, że o nich wiedziałaś! Czasem jest dobrze zebrać wszystkie złote myśli do jednej kupy! :aloha: A kciuki już obiecałam!

Zablokowany

Wróć do „Nasza Psychika”