choroba nie oznacza konca...

czyli smutki i radości posiadaczy CU i CD, wypróbowane sposoby radzenia sobie ze stresem etc.

Moderatorzy: Anette28, Moderatorzy

Zablokowany
lucypah
Początkujący ✽✽
Posty: 399
Rejestracja: 08 wrz 2006, 15:49
Choroba: CU
województwo: zachodniopomorskie
Lokalizacja: stargard

Re: choroba nie oznacza konca...

Post autor: lucypah » 12 paź 2006, 13:33

Mikrusia pisze:Ponieważ często osoby niewierzące i ateiści kpia z takich powaznych wg mnie sprawach, i nie szanują inne zdanie (mówię to co słysze w większości)
ja tak nie slysze z reguly ale nurtuje mnie jedno pytanie ktore zadal mi kolega niewierzacy:
skoro zdrowie mamy dzieki Bogu to komu mamy dziekowac za chorobe i dla czego one sa skoro Bóg kocha ludzi i troszczy sie o nich?

i co wy na to jak mu odpowiedziec na takie pytanie?
mam mieszane uczucia bo z racjonalnej strony to on ma racje ale jezeli prosi sie mocno Boga o cos to On jesli na to zasluzymy spelni nasze prosby

jesli mozecie to podajcie jakies odpowiedzi ktore moze go nie tyle przekonaja co zamkna mu gebe

Awatar użytkownika
Patryśka
Doświadczony ❃
Posty: 1303
Rejestracja: 23 wrz 2006, 19:44
Choroba: CD
województwo: małopolskie
Lokalizacja: Kraków, Gronków

Re: choroba nie oznacza konca...

Post autor: Patryśka » 12 paź 2006, 13:50

lucypah pisze:skoro zdrowie mamy dzieki Bogu to komu mamy dziekowac za chorobe i dla czego one sa skoro Bóg kocha ludzi i troszczy sie o nich?
Ale swego syna tez kochal a jednak zgotowal mu takie cierpienie jakiego nikt nie doswiadzczyl...Bog chce po prostu dac ludziom krzyze wiedzac ze oni to przetrwaja i beda Mu za nie dziekowac...To jest jakby doswiadczenie zeslane od Niego-milosc pokazana inaczej...Ja zauwazam w swoim srodowisku ze ludzie ktorzy nie dbaja o nic nie cierpia...maja zycie beztroskie jednak nie maja tak naprawde szczescia..A ludzie dobrzy cierpia a mimo to dopatruja sie szczescia we wszystkim..

Maciek
Aktywny ✽✽✽
Posty: 500
Rejestracja: 07 lut 2006, 20:16
Choroba: niesklasyfikowane NZJ
województwo: mazowieckie
Lokalizacja: Warszawa
Kontakt:

Re: choroba nie oznacza konca...

Post autor: Maciek » 12 paź 2006, 14:06

Mikrusiu! Jestem ateistą, ale w życiu nie będę się śmiał z czyjejś wiary. Jak mogłaś sobie nawet tak pomysleć?
czasowa kolostomia - 22.12.06-29.03.07, 8.05.07-23.01.08

Awatar użytkownika
Raysha
Weteran ✿
Posty: 4274
Rejestracja: 06 sie 2006, 12:44
Choroba: CD
województwo: śląskie
Lokalizacja: Jaworzno
Kontakt:

Re: choroba nie oznacza konca...

Post autor: Raysha » 12 paź 2006, 14:17

Maciek pisze:Mikrusiu! Jestem ateistą, ale w życiu nie będę się śmiał z czyjejś wiary. Jak mogłaś sobie nawet tak pomysleć?
Na innym forum słyszałam takie rzecz dlatego sobie to dusiłam :oops:
lucypah pisze: co wy na to jak mu odpowiedziec na takie pytanie?
mam mieszane uczucia bo z racjonalnej strony to on ma racje ale jezeli prosi sie mocno Boga o cos to On jesli na to zasluzymy spelni nasze prosby
Patryśka pisze:Ale swego syna tez kochal a jednak zgotowal mu takie cierpienie jakiego nikt nie doswiadzczyl...Bog chce po prostu dac ludziom krzyze wiedzac ze oni to przetrwaja i beda Mu za nie dziekowac...To jest jakby doswiadczenie zeslane od Niego-milosc pokazana inaczej...Ja zauwazam w swoim srodowisku ze ludzie ktorzy nie dbaja o nic nie cierpia...maja zycie beztroskie jednak nie maja tak naprawde szczescia..A ludzie dobrzy cierpia a mimo to dopatruja sie szczescia we wszystkim..
Masz rację Patrysiu, ale może tez tak byc że szatan ma w tym udział jakiś, tak mi się zdaje,
P.S Czy my czasem noie robimy OT ?? :roll:
P.P.S Zeno ja tylko odpowiadam :razz: :!:

Maciek
Aktywny ✽✽✽
Posty: 500
Rejestracja: 07 lut 2006, 20:16
Choroba: niesklasyfikowane NZJ
województwo: mazowieckie
Lokalizacja: Warszawa
Kontakt:

Re: choroba nie oznacza konca...

Post autor: Maciek » 12 paź 2006, 14:27

Jakie OT? Co za OT? W końcu piszemy w temacie "Nasza psychika", może się mylę? :wink:
czasowa kolostomia - 22.12.06-29.03.07, 8.05.07-23.01.08

Awatar użytkownika
Patryśka
Doświadczony ❃
Posty: 1303
Rejestracja: 23 wrz 2006, 19:44
Choroba: CD
województwo: małopolskie
Lokalizacja: Kraków, Gronków

Re: choroba nie oznacza konca...

Post autor: Patryśka » 12 paź 2006, 14:34

Mikrusia pisze:P.S Czy my czasem noie robimy OT ?? :roll:
P.P.S Zeno ja tylko odpowiadam :razz: :!:
Zeno nam wybaczy...To dobry chlopak :lol: Poza tym popieram Macka piszemy w slusznej sprawie.. :wink:

Awatar użytkownika
Raysha
Weteran ✿
Posty: 4274
Rejestracja: 06 sie 2006, 12:44
Choroba: CD
województwo: śląskie
Lokalizacja: Jaworzno
Kontakt:

Re: choroba nie oznacza konca...

Post autor: Raysha » 12 paź 2006, 14:39

Skoro tak to na czym skończyliśmy ?? :wink:

Awatar użytkownika
Shima
Doświadczony ❃
Posty: 1262
Rejestracja: 29 lis 2004, 20:10
Choroba: CD
województwo: łódzkie
Lokalizacja: Zdunska Wola
Kontakt:

Re: choroba nie oznacza konca...

Post autor: Shima » 13 paź 2006, 02:12

lucypah pisze:i nie uwazam tego za paradoks tylko nie spotkalem takiej osoby ktura by tak stawiala sprawe- w ten sposob
Wiec pewnie musisz sie wybrac na nasze spotkanie...np.na Jesienny Zlot :)
Zenobius pisze:Sa tam takie rzeczy jak np.:
- dostrzeganie cierpienia innych ludzi
- pozbycie sie egoizmu
- nauczenie sie cieszenia malymi rzeczami
- docenienie zycia
itp. itd.
100% racji
lucypah pisze: nurtuje mnie jedno pytanie ktore zadal mi kolega niewierzacy:
skoro zdrowie mamy dzieki Bogu to komu mamy dziekowac za chorobe i dla czego one sa skoro Bóg kocha ludzi i troszczy sie o nich?
Rowniez musimy za nie dziekować Bogu ale to w takim sensie ze On nas doświadcza abyśmy mogli COŚ zrozumieć...CO zrozumieć to juz myśle ze indywidualna sprawa.

Nie na darmo się mówi że"niezbadane są wyroki boskie".
A reszte juz napisali moi przedmówcy.
Zawsze służę rozmową [you] :)
Choroba:CD, astma, alergia, łuszczyca, ginekologiczne powikłania w trakcie leczenia immunosupresyjnego, podobno przebyta gruźlica jelit Stan:Lewostronna hemikolektomia,resekcja zwężenia w miejscu zespolenia i jeszcze dodatkowych kawałków jelit, zaostrzenie Leki:asamax3x1000mg,helicid2x1, metotreksat i parę innych paskudztw Waga/wzrost 99/173

Awatar użytkownika
Shima
Doświadczony ❃
Posty: 1262
Rejestracja: 29 lis 2004, 20:10
Choroba: CD
województwo: łódzkie
Lokalizacja: Zdunska Wola
Kontakt:

Re: choroba nie oznacza konca...

Post autor: Shima » 13 paź 2006, 02:17

lucypah, mnie zastanawia taki dylemat:
Skoro Bog zsyla na nas cierpienie, zebysmy mogli cierpiec za innych - czyli generalnie wszyscy cierpia za innych. To za kogo sie cierpi? Tj. kto na tym zyskuje?

A z tego co piszesz, skoro Bog jest milosierny, dobry [ itd. ] to czemu musimy prosic Go zeby nam cos dal i czemu musimy na to zasluzyc?

Rozumiem, ze chodzi o to, zeby przezyc zycie i miec z niego jakas wiedze i cos zyskac - a uczymy sie przez zle rzeczy, tak? A nagroda za to jest to, ze idziemy do Nieba po smierci?
oj Zeno
Wprawdzie pytanie skierowane do lucypaha ale wypowiem sie ja.
To wszystko dzieje sie przez grzech pierworodny...przez Adama i Ewę...niestety.
Zanim zlamali boży zakaz nie bylo chorob cierpienia itd...to jest wlasnie religia
Zawsze służę rozmową [you] :)
Choroba:CD, astma, alergia, łuszczyca, ginekologiczne powikłania w trakcie leczenia immunosupresyjnego, podobno przebyta gruźlica jelit Stan:Lewostronna hemikolektomia,resekcja zwężenia w miejscu zespolenia i jeszcze dodatkowych kawałków jelit, zaostrzenie Leki:asamax3x1000mg,helicid2x1, metotreksat i parę innych paskudztw Waga/wzrost 99/173

Awatar użytkownika
Feniks
Aktywny ✽✽✽
Posty: 838
Rejestracja: 20 kwie 2006, 19:03
Choroba: CD
województwo: mazowieckie
Lokalizacja: Warszawa

Re: choroba nie oznacza konca...

Post autor: Feniks » 13 paź 2006, 13:26

Shima pisze:To wszystko dzieje sie przez grzech pierworodny...przez Adama i Ewę...niestety.
Fakt,ale wiadomo,że Adam i Ewa to jest tylko przenośnia; patrz:teoria ewolucji. Czytałem ostatnio,że Watykan ma zmienić, kurcze nawet nie wiem jak to nazawać "rozporządzenie"? że małe dzieci , które umarły przed chrztem ,też będą trafiały do nieba, do tej pory szły w jakąś otchłań znajdującą się między Niebem a Czyśćcem - nie jestem ,aż takim znawcą ,ale chyba tak tam było napisane.Właśnie taka manipulacja całym Chrześcijaństwem sprawia,że religia ta staję się mocno abstrakcyjna. Mi od jakiegoś czasu trudno jest określić swój stosunek do Boga, niby chciałbym wierzyć,ale jak patrzę na to wszystko i formę podania, to często czuję tylko zażenowanie. Gdyby Bóg rzeczywiście oświecał swoich kapłanów, podczas nadawania im sakrametu kapłaństwa, to myślę że nie dopuściłby do tych wszystkich głupot jakie oni wygadują na jego temat. Wiadomo,że najłatwiej podpierać się czymś , przeciw czemu nikt nie może wytyczyć sensownych argumentów, ale ja ostatnio w życiu nie idę na łatwiznę, stąd moje zachwianie do wiary, a już na pewno do Chrześcijaństwa.

Awatar użytkownika
Shima
Doświadczony ❃
Posty: 1262
Rejestracja: 29 lis 2004, 20:10
Choroba: CD
województwo: łódzkie
Lokalizacja: Zdunska Wola
Kontakt:

Re: choroba nie oznacza konca...

Post autor: Shima » 14 paź 2006, 01:48

Feniks pisze:Fakt,ale wiadomo,że Adam i Ewa to jest tylko przenośnia; patrz:teoria ewolucji.
Teoria ewolucji czyli Darwin przeczą istnieniu Boga.
Adam i Ewa to nie przenosnia...nie mozna tak powiedziec.
Wtedy rozpetalaby sie burza miedzy wierzącymi i ateistami.

a tak na marginesie to wydaje mi sie ze wypowiadamy sie nie w temacie....moze jakies przeniesienie albo cuś.
Zawsze służę rozmową [you] :)
Choroba:CD, astma, alergia, łuszczyca, ginekologiczne powikłania w trakcie leczenia immunosupresyjnego, podobno przebyta gruźlica jelit Stan:Lewostronna hemikolektomia,resekcja zwężenia w miejscu zespolenia i jeszcze dodatkowych kawałków jelit, zaostrzenie Leki:asamax3x1000mg,helicid2x1, metotreksat i parę innych paskudztw Waga/wzrost 99/173

exa
Doświadczony ❃
Posty: 1741
Rejestracja: 28 sie 2006, 19:13
Choroba: CU
województwo: łódzkie
Lokalizacja: Łódź/Piaseczno

Re: choroba nie oznacza konca...

Post autor: exa » 14 paź 2006, 07:36

mnie tez siadla psyche...tym bardziej ze mam sklonnosci do dolow....kilka razy w zyciu...najbardziej dostalam w kosc dwa lata temu....

i poniewaz mam wierzaca kolezanke i duzo rozmawialysmy, bardzo mi pomogla zrozumiec pare rzeczy, generalnie nie jestem specjalnie praktykujaca...ale......przekonalam sie ze nic nie dzieje sie bez powodu...skoro choroba uaktywnia u nas wspolodczuwanie i wrazliwosc....moze taka potrzeba......

poza tym jestesmy stowrzeni na obraz i podobienstwo?....nikogo to nie zastanawia....?
choruję od 96 roku, diagnoza od 98, remisja: od 2004 z 3 miesięczną przerwą:) bez leków (nie polecane)

lucypah
Początkujący ✽✽
Posty: 399
Rejestracja: 08 wrz 2006, 15:49
Choroba: CU
województwo: zachodniopomorskie
Lokalizacja: stargard

Re: choroba nie oznacza konca...

Post autor: lucypah » 14 paź 2006, 15:28

Maciek pisze:Jakie OT? Co za OT? W końcu piszemy w temacie "Nasza psychika", może się mylę?
to napewno nie jest OT
pozatym to widze ze znowu jest male zamieszanie
Torvik pisze:Dzisiaj z powodu chorby bez problemu dostałem zwolnienie lekarskie na uczelni. Bez tego musiałbym skończyć studiować w tym roku. To jest pozytyw z bycia chorym i nie ma w tym żadnego "oszukiwania samego siebie".
ale ja wole zyc bez zadnej taryfy ulgowej- choc to bardzo kuszace i to akurat racja ze sie wtedy nie oszukuje nikogo ale ma sie swiadomosc ze wczesniej mozna bylo bez ulgi, ze mozna bylo wiecej
Torvik pisze:bo odkąd zachorowałem pogorszyło mi się funkcjonowanie ukłądu nerwowego; gorzej zapamiętuję, dłużej myślę zanim jestem w stanie wymyślić coś z sensem (chociaż nigdy nie byłem błyskotliwy).Moja inteligencja na pewno się pogorszyła. Co nie zmienia faktu, że bez choroby nie dostałbym zwolnienia A wielu ludzi stojących w kolejce do dziekanatu chciałoby mieć tak porządny powód do zwolnienia.
wspolczuje ci bo ja nie mialem i nie mam problemow z nauka- mialem srednia 4,1 cos kolo tego
Zenobius pisze:Wiec choroba wcale Ci nie dala mozliwosci latwego dostania zwolnienia.
Tylko najpierw sprawila, ze w ogole bedziesz takiego potrzebowal.
zeno to dobrze sformuowal- i jak myslisz Torwikczy to jest powod do dumy?
ja uwazam ze nie
Zenobius pisze:Gdybys nie byl chory to calkiem prawdopodobne ze poradzil bys sobie na studiach i nie potrzebowal bys zwolnienia.
nom tu moze ale nie musi miec racji
Zenobius pisze:Tak samo ja, moge powiedziec, ze choroba dala mi wolnosc od debilnej szkoly.
ja tez tak moge powiedziec i chociarz nie raz na nia narzekalem to teraz wolalbym jak najwczesniej tam wrucic jednak, to jednak kazdy widzi jak mu sie podoba
Zenobius pisze:Natomiast, czy to jest zysk z choroby?
Calkiem mozliwe ze gdybym teraz byl na studiach to robil bym o wiele wiecej i mial bym wiecej kontaktu z ludzmi i wiecej mozliwosci na sukces - nie musial bym sie tak bardzo sam o to wszystko starac.
to jest zysk ale taki troche naciagany bo przecierz w pewnym sensie traci sie kontakt z rowiesnikami- ja go troche zmniejszony mam przez to

Torvik pisze:Czy to był zysk z choroby to już musisz sam zdecydować : podoba Ci się Twoje życie? Jeśli tak to można to uznać za profit.
czy sie podoba czy jest sie zadowolonym, byc spelnionym to- to jest duza roznica jednak
Zenobius pisze:Ale na pewno dobre jest to, ze wolimy zauwazac plusy ktore przyszly z choroby, niz minusy
Tj. zakladamy, ze to co dzieki chorobie sie nam uda to jest plus i staramy sie nie zauwazac tych ewidetnych minusow.
to jest 100% prawda,bo tak jest lepiej choc wcale nie latwiej tak robic( ale tylko dla naszego samopoczucia)
Zenobius pisze:Ja tam sie ciesze z mojego zycia mimo wszystko
ja tez i biore z niego co tylko moge, co mi daje
Zenobius pisze:lucypah, mnie zastanawia taki dylemat:
Skoro Bog zsyla na nas cierpienie, zebysmy mogli cierpiec za innych - czyli generalnie wszyscy cierpia za innych. To za kogo sie cierpi? Tj. kto na tym zyskuje?
to cierpimy dla tych ktorych kochamy,na kttorych nam zalezy lub ktorzy pomocy potrzebuja, to dla nich- to taka forma pomocy od nas- albo to jest po to aby jakis zly czlowiek sie opamietal i zmienil na dobre/ lepsze

Zenobius pisze:A z tego co piszesz, skoro Bog jest milosierny, dobry [ itd. ] to czemu musimy prosic Go zeby nam cos dal i czemu musimy na to zasluzyc?
Bog nas kocha ale nie pomoze nam wtedy gdy to odrzucimi, jest sprawiedliwy i na wszystko trzeba sobie zasluzyc- nic nie ma za nic- trzeba sie do czegos przyczynic
Zenobius pisze:Rozumiem, ze chodzi o to, zeby przezyc zycie i miec z niego jakas wiedze i cos zyskac - a uczymy sie przez zle rzeczy, tak? A nagroda za to jest to, ze idziemy do Nieba po smierci?
to jest nagroda za zycie ktore bylo jak trzeba i nie musi to wcale kolidowac z wiara, tez mozna je przezyc jak sie chce i moze ono byc szeroko pojete jednak dobre
Shima pisze:Rowniez musimy za nie dziekować Bogu ale to w takim sensie ze On nas doświadcza abyśmy mogli COŚ zrozumieć...CO zrozumieć to juz myśle ze indywidualna sprawa.

Nie na darmo się mówi że"niezbadane są wyroki boskie".
Mi sie generalnie nie podoba podejscie, ze zycie ma jakichs obowiazek. Wole myslec, ze zyjemy tak jak chcemy - a to co zrobimy w zyciu i czy bedziemy z niego szczesliwi na lozu smierci zalezy tylko od nas.
nie kazdy chce w ten sposob zrozumiec co mu Bog chce pokazac, powiedziec
Shima pisze:Wprawdzie pytanie skierowane do lucypaha ale wypowiem sie ja.
ja sie tez potrafie chyba w pelni wypowiedziec- sorki ze tego nie zrobilem od razu
Torvik pisze:dlaczego mam cierpieć za to, że Adam i Ewa zachowali się nieodpowiednio??
no to juz tak jest ze sie cierpi czesto niewinnie, ale to po to aby ten swiat ciagle mogl byc dobry, zeby warto bylo zyc na nim, za kogos aby mu tak pomoc
Feniks pisze:Fakt,ale wiadomo,że Adam i Ewa to jest tylko przenośnia; patrz:teoria ewolucji. Czytałem ostatnio,że Watykan ma zmienić, kurcze nawet nie wiem jak to nazawać "rozporządzenie"? że małe dzieci , które umarły przed chrztem ,też będą trafiały do nieba, do tej pory szły w jakąś otchłań znajdującą się między Niebem a Czyśćcem - nie jestem ,aż takim znawcą ,ale chyba tak tam było napisane.Właśnie taka manipulacja całym Chrześcijaństwem sprawia,że religia ta staję się mocno abstrakcyjna. Mi od jakiegoś czasu trudno jest określić swój stosunek do Boga, niby chciałbym wierzyć,ale jak patrzę na to wszystko i formę podania, to często czuję tylko zażenowanie.
tu chce zwrocic uwage na to ze caly kosciol to tylko interpretacja tego co Bog do nas kieruje, pokazuje itd. Chrystus powiedzial ze sw. Piotr jest jego zastepca na ziemi i to co ustanowi to tak ma byc- a mi sie wydaje ze to gowno prawda po czesci(przepraszam za takie slowo) ale mysle ze to co ksieza wymyslaja to czasami jest przesada- wierze w to co powiedzial Bog a nie to co kosciol dodaje od siebie- a jest tego o wiele wiecej niz powiedzial Bog do nas
Feniks pisze:Gdyby Bóg rzeczywiście oświecał swoich kapłanów, podczas nadawania im sakrametu kapłaństwa, to myślę że nie dopuściłby do tych wszystkich głupot jakie oni wygadują na jego temat. Wiadomo,że najłatwiej podpierać się czymś , przeciw czemu nikt nie może wytyczyć sensownych argumentów
na poczatku taki czlowiek chce sluzyc Bogu bo ma takie powolanie, ma zywa i szczera chec, a pozniej to staje sie czesto tylko rutyna(nie mowie ze z kazdym tak jest ksiedzem), przykrym obowiazkiem tego slubowania wiec ja sie nie dziwie ze czasem powiedza cos glupiego, cos czego by nie chcial Bog, ale musimy wiedziec ze oni robia to czasem przez pomylke, ale zeby czynic dobro za zwyczaj- tylko im nie wychodzi chodz i czasem zdaza sie ze wcale tego nie chca
latwo jest ksiedzom obstawac przy swoich stanowiskach

a zwrociliscie uwage na hierarhie w kosciele- wg mnie to jest lamanie podstawowej zasady naszej wiary- ROWNOSC- zwykly ksiadz parafialny musi o wwszystko prosic wzierzchnika, a ten nie musi wcale byc madzrzejszy, bardziej uduchowiony- to jest dopiero falszyfa interpretacja tej zasady wiary- wiem ze tak jest
latwiej organizowac sie nam ale mimo wszystko z zdrowego punktu widzenia moze ktos przyzna mi tu racje

tak wiec sami przemyslcie co sadzic na ten temat bo jak widac to ile ludzi tyle argumentow do dyskusji i przepraszam ze tak duzo napisalem ale ja mam zwyczaj wypowiadania sie do konca

Awatar użytkownika
kasia88
Aktywny ✽✽✽
Posty: 602
Rejestracja: 16 mar 2006, 22:07
Choroba: CD
województwo: śląskie
Lokalizacja: Gliwice
Kontakt:

Re: choroba nie oznacza konca...

Post autor: kasia88 » 15 paź 2006, 00:56

Torvik pisze: Maturę zdawałem bez żadnych ułatwień
to nic tylko pozazdrościć zdrowia ;-) teraz "ułatwienia" na maturze polegają na tym, że ma się dostęp do klopika plus dodatkowy czas (spędzony właśnie w wc), czy ja wiem, czy to jest taki przywilej ;/ raczej coś bez czego nie możemy się obejść...
"Kobieta nie słowami mówi prawdę, lecz ciałem."

Awatar użytkownika
Raysha
Weteran ✿
Posty: 4274
Rejestracja: 06 sie 2006, 12:44
Choroba: CD
województwo: śląskie
Lokalizacja: Jaworzno
Kontakt:

Re: choroba nie oznacza konca...

Post autor: Raysha » 15 paź 2006, 08:37

exa pisze:poza tym jestesmy stowrzeni na obraz i podobienstwo?....nikogo to nie zastanawia....?
Ja kiedys się zapytałam katechetki co sądzi o teorii Darwina powiedziała że mogło się zdarzyć i że Adam i Ewa wcale nie musieli tak wyglądać (w sensie człowiek) tylko to sie stało droga ewolucji. Mam na mysli że Bóg stworzył małpę (Adama i Ewę) i ono w drpdze ewolucji stali się człowiekiem, mówiła również że to i to można pogodzić przez takie rozumowanie.
kasia88 pisze:Torvik napisał/a:
Maturę zdawałem bez żadnych ułatwień


to nic tylko pozazdrościć zdrowia teraz "ułatwienia" na maturze polegają na tym, że ma się dostęp do klopika plus dodatkowy czas
Lub jakis papierek że ma się coś dys- .... <----ale to już jest przesada, w naszych chorobach to rozumiem, jest jeszcze pół biedy jak się trafi na dobrych i wyrozumiałych egzeminatorów
Torvik pisze:lucypah napisał/a:

ale ja wole zyc bez zadnej taryfy ulgowej- choc to bardzo kuszace i to akurat racja ze sie wtedy nie oszukuje nikogo ale ma sie swiadomosc ze wczesniej mozna bylo bez ulgi, ze mozna bylo wiecej

Też wolę nie korzystać z żadnej taryfy ulgowej, ale jeśli zdarzyła się sytuacja, że musiałem skorzystać to jestem zadowolony, że mam taką możliwość
Ja tez staram sie jak mogę nie korzystac (jestem niepełnosprawna bo mam niedosłuch i noszę aparaty) ale jak trzeba i nie ma przebaczać no to się łamię i korzystam, chociaż mam legitymację na darmowe przejazdy, a w szkole jak słuchamy TV(lektury na video) to mówie że nie wszystko rozumiem, na szczęście mam wyrozumiałych nauczycieli
exa pisze:i poniewaz mam wierzaca kolezanke i duzo rozmawialysmy, bardzo mi pomogla zrozumiec pare rzeczy, generalnie nie jestem specjalnie praktykujaca...ale......przekonalam sie ze nic nie dzieje sie bez powodu...skoro choroba uaktywnia u nas wspolodczuwanie i wrazliwosc....moze taka potrzeba......
Ja tak samo a jeszcze zaczełam bardziej wierzyć jak mnie nie boli brzusio od sierpnia :mrgreen:

Zablokowany

Wróć do „Nasza Psychika”