Od miłości do nienawiści...

czyli o problemach damsko-męskich, o przyjaźni w różnych odcieniach, a także o rodzinie.

Moderatorzy: Anette28, Moderatorzy

ODPOWIEDZ
sasia
Początkujący ✽✽
Posty: 118
Rejestracja: 19 lip 2011, 19:32
Choroba: CU
województwo: dolnośląskie
Lokalizacja: Wałbrzych/Wrocław
Kontakt:

Od miłości do nienawiści...

Post autor: sasia » 20 lis 2011, 22:32

Kochani! Nie jestem raczej osobą wylewna, ale moja obecna sytuacja życiowa mnie po prostu przerasta. Muszę się komuś wygadać, a najłatwiej chyba być szczerym z ludźmi, którzy może nie do końca są mi znani ale jednak w jakiś sposób bliscy... Z góry przepraszam jeśli Was zanudzę itd...
Byłam z facetem ponad 3 lata. Był ze mna jak zaczęła się choroba. Mógł mnie zostawić, zwłaszcza, że to był początek związku, ale nie, odwiedzał w szpitalu, dzwonił jak nie mógł przyjechać (jego rodzice byli bardzo źle do mnie nastawieni, poza tym dzieliła nas też mała, ale jednak, odległość). Trwaliśmy ze sobą we wzlotach i upadków przez liceum, pierwszy rok studiów, mieliśmy jakieś plany na przyszłość.. Zdradził mnie po 1 roku naszego bycia razem, przybiegł, tłumaczył, błagał o wybaczenie. A ja głupia tak mocno go kochałam, że starałam się wybaczyć/zapomnieć. Nie było łatwo, ale przebrnęliśmy przez ten okres i dalej byliśmy parą, na którą znajomi patrzyli z podziwem i zazdrością, że razem pomimo wielu trudności itd. Pod koniec 3 roku związku chciałam razem z nim ( i jeszcze jakimiś znajomymi) zamieszkać. Szukaliśmy mieszkania, chodziliśmy oglądać, aż on nagle stwierdził, że jednak nie.. Bardzo mnie to zabolało i chyba od tego momentu zaczęło się wszystko sypać. Mnie brało zaostrzenie, wróciłam do domu, zostawiłam studia a on czuł się lepszy, bo miał nadal status studenta, mieszkał w wiekszym mieście itd... Potęgowało to nasze kłotnie i niesnaski ale jakoś staraliśmy się ratować.. Jednak kiedy on pojechał nad morze, gdy ja poszłam do szpitala i leżałam tam w ciężkim stanie..To była dla mnie przesada. Wprawdzie po powrocie z wypoczynku wpadł na oddział, przywiózł książkę, poprzytulał jak płakałam, ale uznałam, że to nie ma sensu. Zerwałam gdy tylko mieliśmy sposobność normalnej rozmowy. A on na to "OK"! Nie powiem, byłam trochę hmm zdziwiona? w końcu tak bardzo kochał a tu 0 walki. No ale życie toczyło się dalej. Gdy rozpoczął się rok akademicki troszkę się znowu do siebie zbliżyliśmy. I okazalo się wtedy, że jak byłam w szpitalu to on nad tym morzem mnie zdradził ("czuł się niedoceniony bo ja zajęłam się sobą i swoim ciężkim stanem"). Jeszcze troche i bym się załamała totalnie. Ale on błagał o wybaczenie, kajał się. Spróbowaliśmy się kumplować. I oto nadszedł wielki dzień wczorajszy, impreza.. Sprawdzałam kiedy mam autobus na mieszkanie i cóż, TAK WIEM- JESTEM OKROPNA I SAMA TEGO CHCIAŁAM!-przeczytałam jego kilka rozmów z tą dziewczyną (mówił, że wszystko skończone..). Zobaczyłam jak mnie i moją chorobą traktuje i cóż, nie mogę się pozbierać. (najbardziej mi utkwiło, że ja wstaję w nocy i go to budziło jak czasem nocowaliśmy u siebie a on np.miał na rano na uczelnie i to było mega chamskie z mojej strony..) A na domiar złego on uznał, że nic nie jestem warta skoro czytam jego rozmowy i zwalił całą winę na mnie. Ponad 3 lata..czy przez cały ten czas tak świetnie kłamał a w głębi duszy szydził ze mnie, moich dolegliwości?
Wybaczcie długość posta, potraktujcie mnie trochę ulgowo, bo to pierwsze moje takie "wynurzenie" z głębi serca.. I pewnie mogłabym jeszcze wiele o tym pisać, ale to i tak już zbyt wiele, wiem.

Awatar użytkownika
Jacquelina
Początkujący ✽✽
Posty: 261
Rejestracja: 28 mar 2009, 22:48
Choroba: CD
województwo: mazowieckie
Lokalizacja: Warszawa
Kontakt:

Re: Od miłości do nienawiści...

Post autor: Jacquelina » 20 lis 2011, 23:01

sasia, myśle ze go to przerosło, faceci często sobie gorzej radzą psychicznie z chorobami bliskich (oczywiście pomijam sposoby jego 'radzenia sobie' bo nie warte to komentowania, albo chociaż nie- dupek z niego skończony).
To co pisał do tamtej dziewoi świadczy tylko źle o nim. Możliwe ze nawet nie odbierał tak źle waszego związku, ale brał ja na współczucie.
Doskonale Cie rozumiem, bo mój powszedni facet mnie zostawił, bo tez sobie nie radził i 'sie znudził'
Wiem ze to trudne, że to aż 3 zmarnowane lata, ale głowa do góry ;)


Ahh.. i to o gorszym radzeniu sobie oczywiście nie tyczy se naszych kolegów z forum ;]
leki:Salofalk 2*2/controloc/ azathiopiryne 1*2/
_______________________

Awatar użytkownika
taloca
Doświadczony ❃
Posty: 1489
Rejestracja: 09 paź 2010, 14:02
Choroba: niesklasyfikowane NZJ
województwo: śląskie
Lokalizacja: ......

Re: Od miłości do nienawiści...

Post autor: taloca » 20 lis 2011, 23:07

Jacquelina pisze:Wiem ze to trudne, że to aż 3 zmarnowane lata
lepiej nie patrzeć na to w ten sposób bo to nie jest zmarnowany czas to jest doświadczenie na przyszłość. Co do całej sytuacji myślę podobnie jak osoby powyżej. Może on nie dorósł do takiego związku. Jesteście bardzo młodzi a nam choroba funduje przyspieszony kurs dorastania widocznie nie poradził sobie z tym. Ważne żebyś Ty dała radę także głowa do góry za jakiś czas spojrzysz na to inaczej i nie będzie to aż tak bolało.
Nigdy nie narzekaj, że masz w życiu pod górę jeśli zdecydowałeś, że idziesz na szczyt.

sasia
Początkujący ✽✽
Posty: 118
Rejestracja: 19 lip 2011, 19:32
Choroba: CU
województwo: dolnośląskie
Lokalizacja: Wałbrzych/Wrocław
Kontakt:

Re: Od miłości do nienawiści...

Post autor: sasia » 20 lis 2011, 23:09

Torvik pisze: Eee - to Ty jesteś okropna, bo on Cię okłamywał i zdradzał, a Ty to odkryłaś? Wolałabyś żyć w kłamstwie?
Jasne, że nie, być może wlaśnie dlatego sięgnęłam do "sprawdzenia" jego słów. Z tym, że prawda jest w tym wypadku bardzo bolesna :)
Torvik pisze: Jedyne co mi przychodzi w tej chwili na myśl - kiedy on po raz kolejny przyjdzie błagać o to, żeby mógł do Ciebie wrócić poślij go na drzewo.
Hehe, na pewno tak zrobię! Tylko, że wiem, że serce mi będzie pękać na kawałeczki.. Ale nie mam innego wyjścia..
Torvik pisze:Nie wiem czy Ci się spodoba, ale mam nadzieję, że tak: http://www.youtube.com/watch?v=rjFAJV288g0
Piosenka bardzo adekwatna do sytuacji, dzięki za nią, będę jej słuchać do znudzenia zapewne przez najbliższe dni:)
taloca pisze: za jakiś czas spojrzysz na to inaczej i nie będzie to aż tak bolało
to na pewno :) Chociaż w takich momentach zawsze wiara w ludzi itd bardzo podupada.. ale trzeba wierzyć, że niedługo już otrząsnę się z tego :)

Dziękuję Wam za te słowa, to dużo dla mnie znaczy w tej chwili :) Zwłaszcza, że przez ten cały czas to on był zawsze tym, z którym dzieliłam się wszystkim radościami i smutkami i w ogóle..i trudno taką osobe z miejsca wyrzucić z zycia...

Awatar użytkownika
Marekk
Początkujący ✽✽
Posty: 257
Rejestracja: 28 kwie 2009, 21:55
Choroba: CD
województwo: mazowieckie
Lokalizacja: Warszawa

Re: Od miłości do nienawiści...

Post autor: Marekk » 20 lis 2011, 23:22

sasia, po pierwsze nie masz najmniejszego powodu żeby przepraszać za długość postu, powinnaś napisać dokładnie tyle na ile się czujesz, na tym forum wiele jest wątków długich, które taki właśnie powinny być jak i ten.

Jeśli chodzi o samą sytuację, to wydaje mi się, że sporo z nas miało podobne trudności, żeby nie szukać daleko ja sam miałem podobną sytuację. I z własnego doświadczenia wiem, że w tej chwili jest Ci trudno i nie wiesz co ze sobą zrobić. Ale uwierz mi, że to mija. Z początku jest trudno ale z każdym dniem jest coraz łatwiej, aż któregoś dnia budzisz się i stwierdzasz że to już odległa przeszłość. Jednak wszystko po kolei. Nie chcę Ci dawać rad, bo dawanie rad w takiej sytuacji jest według mnie nie na miejscu, ale mnie moja sytuacja nauczyła, że bardzo łatwo rozpoznać czy jesteśmy w zdrowym związku po tym jak zachowuje się druga osoba, kiedy mamy zaostrzenie/gorszy dzień. Tak jak było w Twoim przypadku na samym początku kiedy to przychodził do Ciebie do szpitala i dzwonił czyli był oparciem.

Potem jednak niestety coś się zepsuło, osobiście uważam, że nie był wystarczająco dojrzały do czegoś takiego - my jako osoby chore niestety nie mamy wyboru, musimy przyjąć to co jest i niestety wówczas często okazuje się, ze nasi partnerzy/partnerki nie są wstanie lub nie chcą stawić czoła temu co się dzieje. Z tego też powodu, uważam że nie powinnaś się czuć winna tej sytuacji. Uważam że to on zachował się bardzo nie fair (żeby nie napisać gorzej) i dla jego zachowanie nie ma usprawiedliwienia.

Mam nadzieję, że szybko uda Ci się pogodzić z tym co się stało, a przynajmniej zaakceptować. Trzymam za Ciebie kciuki! :)

Awatar użytkownika
Jacquelina
Początkujący ✽✽
Posty: 261
Rejestracja: 28 mar 2009, 22:48
Choroba: CD
województwo: mazowieckie
Lokalizacja: Warszawa
Kontakt:

Re: Od miłości do nienawiści...

Post autor: Jacquelina » 20 lis 2011, 23:46

taloca pisze:
Jacquelina pisze:Wiem ze to trudne, że to aż 3 zmarnowane lata
lepiej nie patrzeć na to w ten sposób bo to nie jest zmarnowany czas to jest doświadczenie na przyszłość.
yhm, zgadzam się, ze wszystkiego należy wyciągać wnioski ;)
ale ... jakoś na początku po zerwaniu taki niemiły sposób patrzenia na związek, może pomóc przebrnąć przez cierpienie. Wiem brzmi troszkę dziecinnie, ale lepiej tak niż myśleć jak było fajnie bo to masochizm tak troszkę, nie? ;/
leki:Salofalk 2*2/controloc/ azathiopiryne 1*2/
_______________________

Awatar użytkownika
subzero
Aktywny ✽✽✽
Posty: 717
Rejestracja: 10 sie 2011, 16:36
Choroba: niesklasyfikowane NZJ
województwo: śląskie
Lokalizacja: K-ce bejbe

Re: Od miłości do nienawiści...

Post autor: subzero » 20 lis 2011, 23:47

toż to był kawał ch.ja i reszta chama
Tyle zdrad, kto wie, czy nawet jeśli nie zachorowałabyś to by taki się nie okazał - tylko stałoby się to w innej życiowej sytuacji - niekoniecznie w chorobie.
sasia pisze:Tylko, że wiem, że serce mi będzie pękać na kawałeczki..
to minie, naprawdę. Może nie od razu ale minie bo:
Marekk pisze: któregoś dnia budzisz się i stwierdzasz że to już odległa przeszłość.
Tu się podpisuje pod tymi cytatami, bo też zostałam porzucona (tez ze związku na odległość) i tez stało się to w kiepskiej chwili i jakiś czas zajęło mi dojście do wniosku ile tak naprawde on był wart, ale w koncu przejrzałam.
A gdy jest się samemu można swój czas i energie spożytkować tylko dla siebie, zrobić coś o czym się myślało, a wiecznie odkładało, bo myślało się o jakiś wspólnych planach i tym się żyło :)
Niby nic odkrywczego, ale tak się dzieje - mija.
Pozdrawiam ciepło.

sasia
Początkujący ✽✽
Posty: 118
Rejestracja: 19 lip 2011, 19:32
Choroba: CU
województwo: dolnośląskie
Lokalizacja: Wałbrzych/Wrocław
Kontakt:

Re: Od miłości do nienawiści...

Post autor: sasia » 20 lis 2011, 23:55

subzero pisze:toż to był kawał ch.ja i reszta chama
aż się zaczęłam uśmiechać dzięki Twojemu podsumowaniu :)

Wiem Kochani, że wszystko mija i że skoro radzę sobie w końcu z chorobą to jak mam sobie nie poradzić z tym!
Ale czasem po prostu trzeba się wygadać, wypłakać i też jest lżej. Dlatego tym bardziej Wam dziękuję za te słowa otuchy i wszystko co piszecie!!! :*

Awatar użytkownika
taloca
Doświadczony ❃
Posty: 1489
Rejestracja: 09 paź 2010, 14:02
Choroba: niesklasyfikowane NZJ
województwo: śląskie
Lokalizacja: ......

Re: Od miłości do nienawiści...

Post autor: taloca » 21 lis 2011, 00:00

Jacquelina pisze:Wiem brzmi troszkę dziecinnie, ale lepiej tak niż myśleć jak było fajnie bo to masochizm tak troszkę, nie?
no trudno się nie zgodzić z tym. Ale mi nie chodziło o to żeby myśleć jak to super było bo przecież nie było i o tym należy pamiętać. Mi raczej chodziło o to żeby się nie dołować o rany straciłam 3 lata to zmarnowany czas i tak dalej bo to sensu nie ma to jest po prostu jakieś doświadczenie z którego dobrze by było wyciągnąć dla siebie wnioski na przyszłość. W ogóle ja mam takie podejście, że wszystko w naszym życiu jest po coś i trzeba szukać tych dobrych stron.
Nigdy nie narzekaj, że masz w życiu pod górę jeśli zdecydowałeś, że idziesz na szczyt.

Awatar użytkownika
subzero
Aktywny ✽✽✽
Posty: 717
Rejestracja: 10 sie 2011, 16:36
Choroba: niesklasyfikowane NZJ
województwo: śląskie
Lokalizacja: K-ce bejbe

Re: Od miłości do nienawiści...

Post autor: subzero » 21 lis 2011, 00:03

sasia pisze:aż się zaczęłam uśmiechać dzięki Twojemu podsumowaniu
cieszę się :) od jednego uśmiechu się zaczyna, a potem jest tylko lepiej :D

Awatar użytkownika
malapkasia
Znawca ❃❃
Posty: 2859
Rejestracja: 24 maja 2010, 11:31
Choroba: CD
województwo: lubelskie
Lokalizacja: Lublin/Bełżyce/Łuszczów

Re: Od miłości do nienawiści...

Post autor: malapkasia » 21 lis 2011, 11:47

dokładnie, jakby kogoś nudził post, to by przestał czytać...
masz 20 lat i całe życie przed sobą! spotkasz jeszcze tego no... wymarzonego: o ! ;) i będziesz szła wysoko z podniesioną głowa, a on dalej będzie nikim.. wiesz dlaczego ? bo jest słaby i jest... facetem :) będzie żałował tego do końca życia, uwierz mi... i nie chodzi mi tylko o podejście do choroby, ale tez o to, że Cie zdradził... kto zdradzi raz zrobi to ponownie... tak już jest, było i będzie... uwierz mi, nie warto tracić czasu na czekanie i medytacje, żeby było dobrze... masz uczelnie, znajomych, na tyle ile pozwala Ci brzuch baw się, wychodź z domu ;) udowodnij mu, że bez niego tez istniejesz, radzisz sobie świetnie, masz znajomych, a nie siedzisz w domu ;)
przyjdzie czas, że on się ocknie, będzie chciał mieć, zonę, rodzinę itd... a będzie sam :] bo najfajniejsze dziewczyny, już będą pozajmowane i Ty też :D
głowa do góry ;)
może łatwo się mówi : tego kwiatu...
ale ja też byłam zdradzona, tyle, ze ja w 1 spotkanie po otrzymaniu tej wiadomości uderzyłam w twarz w sklepie, w którym on pracował ;) i tyle było... nie ma nawet o czym mówić, mijam szerokim łukiem... z tego co wiem, dalej jest sam ;) bo ciągle zdradzał :)
"Aby być szczęśliwym z mężczyzną, trzeba go bardzo dobrze rozumieć i trochę kochać. Aby być szczęśliwym z kobietą, trzeba ją bardzo kochać i w ogóle nie próbować zrozumieć"
imuran, entocort 3mg, novothyral

sasia
Początkujący ✽✽
Posty: 118
Rejestracja: 19 lip 2011, 19:32
Choroba: CU
województwo: dolnośląskie
Lokalizacja: Wałbrzych/Wrocław
Kontakt:

Re: Od miłości do nienawiści...

Post autor: sasia » 21 lis 2011, 12:58

magdalene pisze: Kolejny przykład rozumowania, że skoro naszych chorób nie widać, to przecież nie mogą być poważne... Złamanie nogi, to by było coś! ;)
Ha! Jego rodzice swego czasu delikatnie zasugerowali, że może ja łykam dużo tabletek na przeczyszczenie a nie że chora jestem ;]

Bardzo Wam dziękuję za te wszystkie ciepłe slowa, bo nic innego mi nie pozostaje :) Nawet nie przypuszczałam, że podzielenie się tym wszystkim i zrzucenie tego z siebie może dać taką ulgę! I naprawdę czuję, że mnie rozumiecie, jesteście kochani :)

Awatar użytkownika
subzero
Aktywny ✽✽✽
Posty: 717
Rejestracja: 10 sie 2011, 16:36
Choroba: niesklasyfikowane NZJ
województwo: śląskie
Lokalizacja: K-ce bejbe

Re: Od miłości do nienawiści...

Post autor: subzero » 21 lis 2011, 14:10

malapkasia pisze:udowodnij mu, że bez niego tez istniejesz, radzisz sobie świetnie, masz znajomych, a nie siedzisz w domu
ee tam nie musi mu nic udowadniać :) lepiej się zająć sobą
pieprzyć go

sasia
Początkujący ✽✽
Posty: 118
Rejestracja: 19 lip 2011, 19:32
Choroba: CU
województwo: dolnośląskie
Lokalizacja: Wałbrzych/Wrocław
Kontakt:

Re: Od miłości do nienawiści...

Post autor: sasia » 21 lis 2011, 18:51

kota, faktycznie Twoje perypetie też są niefajne :( Ale napawa mnie nadzieją, że tak dobrze sobie z tym poradziłaś :) Poza tym jak już było wcześniej napisane wszystko jest po coś. I mam nadzieje, że teraz już będzie tylko lepiej!!!
Dzisiaj już funkcjonuję o wiele lepiej i w dużej mierze to dzięki Wam! Na pewno jeszcze będą gorsze chwile i wtedy będę wracała do tego wątku i czytała wszystko to,co mi z serducha pisaliście :)
Poza tym moje jelito się na mnie obraża gdy się denerwuje, a ono i ja jesteśmy przecież najważniejsi ;)
Never a failure, always a lesson.

Awatar użytkownika
deth
Mistrzunio ❃❃❃
Posty: 3117
Rejestracja: 02 lut 2011, 16:33
Choroba: CD
województwo: pomorskie
Lokalizacja: Reda

Re: Od miłości do nienawiści...

Post autor: deth » 21 lis 2011, 20:15

Dari pisze: tego kwiatu jest pół świata, a 3/4...... warte..
:lol:

ODPOWIEDZ

Wróć do „Miłość, Przyjaźń, Rodzina”