Bo do tanga trzeba dwojga...

czyli o problemach damsko-męskich, o przyjaźni w różnych odcieniach, a także o rodzinie.

Moderatorzy: Anette28, Moderatorzy

Zablokowany
Awatar użytkownika
Jolcia
Początkujący ✽✽
Posty: 139
Rejestracja: 18 paź 2006, 19:26
Choroba: CD
województwo: śląskie
Lokalizacja: Bieruń
Kontakt:

Re: Bo do tanga trzeba dwojga...

Post autor: Jolcia » 22 paź 2006, 15:01

W życiu i miłosci bywa różnie. Ja staram się być optymistką, choć gdy przychodzą chwile kryzysu związku myślę sobie, że głównym powodem jest choroba. Mój facet też choruje i najbardziej boi się tego co będzie gdy przydarzy się tak ze oboje bedziemy musieli leżeć w szpitalu i kto się wtedy nami zaopiekuje. Chyba jestem nieporawną optymistką bo uważam, że taka chwila nienastąpi. Hmmm. A poza tym liczę na to że to jest prawdziwe uczucie a tylko takie potrafi wszystko znieść.
Każdy może być szczęśliwy, tylko od niego to zależy

exa
Doświadczony ❃
Posty: 1741
Rejestracja: 28 sie 2006, 19:13
Choroba: CU
województwo: łódzkie
Lokalizacja: Łódź/Piaseczno

Re: Bo do tanga trzeba dwojga...

Post autor: exa » 22 paź 2006, 17:03

Jolciu masz absolutna racje...w zyciu i milosci bywa roznie.....to ze czyjs partner sobie poszedl......to pytanie czy byl to odpowiedni czlowiek?...

mysle ze teraz w dobie netu moze nawet latwiej znalezc swoja druga polowe....ale moze sie tez wydawac, ze skoro tyle osob poznalem/alam i nadal nie mam sie do kogo przytulac... to juz nic mnie nie spotka w zyciu..

na wszystko przychodzi czas...na milosc takze..czasem juz nawet w bardzo dojrzalym wieku...i absolutnie nie wlno tracic wiary...

moja druga polowa wziela mnie z calym..jak mawia...dobrodziejstwem inwentarza... :wink: ....i do choroby podchodzimy nie lekcewazac z duza doza dystansu i humoru...bo calkiem na serio szlo by sie pochlastac... :wink:
choruję od 96 roku, diagnoza od 98, remisja: od 2004 z 3 miesięczną przerwą:) bez leków (nie polecane)

Awatar użytkownika
Kiarah
Początkujący ✽✽
Posty: 108
Rejestracja: 04 sty 2006, 12:19
Choroba: CU
województwo: śląskie
Lokalizacja: Katowice
Kontakt:

Re: Bo do tanga trzeba dwojga...

Post autor: Kiarah » 22 paź 2006, 21:13

Moim zdaniem człowiek zdrowy nigdy ale to nigdy nie zrozumie człowieka chorego Przekonałam sie o tym juznie raz i chyba nic mnie nie przekona do tego aby to zdanie zmienić, nawet jeśli ktoś jest wyrozumiały czy empatyczny nie bedzie potrafił w pełni zrozumieć osoby chorej!
Jestem z osobą która doskonale wie co to znaczy stracić zdrowie i myśle dzieki temu potrafi mnie zrozumieć, i wczuć sie w moją sytuacje wtedy kiedy jest źle.
Równocześnie chciałabym zaznaczyć ze nie potępiam nikogo i nie neguje związków w których jedna osoba jest chora a druga zdrowa ale tak jak powiedziałam wcześniej, zdrowy nie zrozumie chorego i tyle.

Awatar użytkownika
Kiarah
Początkujący ✽✽
Posty: 108
Rejestracja: 04 sty 2006, 12:19
Choroba: CU
województwo: śląskie
Lokalizacja: Katowice
Kontakt:

Re: Bo do tanga trzeba dwojga...

Post autor: Kiarah » 22 paź 2006, 21:57

Ja myśle ze i mam nadzieje ze ten z którym teraz jestem to ten jedyny, byłam juz w związkach w których musiałam tłumaczyć dlaczego nie napije sie piwka na imprezie albo dlaczego nie pójdziemy do Pizzy Hut albo ze poprostu nie mam ochoty na jakiekolwiek wyjście... a teraz jest inaczej - o wiele lepiej, moje kochanie mnie rozumie i zawsze pomaga, wspiera na duchu, gdyby nie on to nie raz wpadłabym w dołek ale on kiedy jest źle to pociesza mnie i mówi zeby sie nie łamać bo to jest wtedy najwazniejsze... słucham go i wierze w to co mówi poniewaz jego słowa nie są puste (jak niektórych "pocieszycieli") ale prawdziwe bo wiem ze przechodził w swoim zyciu o wiele cieższe chwile niz ja.
Wiem ze są pary w kltórych tylko jedno jest zdrowe i nie neguje ich, jeśli ludzie sie kochają to zadna choroba tego nie zmieni chodzi mi jedynie o to ze nawet zdrowy człowiek nie zrozumie Cie w 100%

Awatar użytkownika
funia
Aktywny ✽✽✽
Posty: 521
Rejestracja: 25 sty 2006, 11:30
Choroba: CD
województwo: wielkopolskie
Lokalizacja: Poznań
Kontakt:

Re: Bo do tanga trzeba dwojga...

Post autor: funia » 22 paź 2006, 22:36

no mi sie wydaje ze nikt nikogo w 100 procentach nei rozumie, ani dwoje zdrowych ani dwoje chorych

exa
Doświadczony ❃
Posty: 1741
Rejestracja: 28 sie 2006, 19:13
Choroba: CU
województwo: łódzkie
Lokalizacja: Łódź/Piaseczno

Re: Bo do tanga trzeba dwojga...

Post autor: exa » 22 paź 2006, 22:47

funia powinna dostac medal za roztropnosc....hihiih... :lol:
choruję od 96 roku, diagnoza od 98, remisja: od 2004 z 3 miesięczną przerwą:) bez leków (nie polecane)

Awatar użytkownika
Feniks
Aktywny ✽✽✽
Posty: 838
Rejestracja: 20 kwie 2006, 19:03
Choroba: CD
województwo: mazowieckie
Lokalizacja: Warszawa

Re: Bo do tanga trzeba dwojga...

Post autor: Feniks » 23 paź 2006, 01:01

Kiarah pisze:jestem z osobą która doskonale wie co to znaczy stracić zdrowie i myśle dzieki temu potrafi mnie zrozumieć, i wczuć sie w moją sytuacje wtedy kiedy jest źle.
Kiarah ma dużo racji, w pełni popieram to co mówi, znam to z autopsji. Magdalene też ma w sumie rację , prawdziwa miłość jest w stanie pokonać najgorsze choroby, bo jak to ktoś kiedyś powiedział nawet życie to choroba (przenoszona drogą płciową ). Ja jestem teraz w o tyle szczęśliwej sytuacji ,że pogodziłem wszystko razem :)

exa
Doświadczony ❃
Posty: 1741
Rejestracja: 28 sie 2006, 19:13
Choroba: CU
województwo: łódzkie
Lokalizacja: Łódź/Piaseczno

Re: Bo do tanga trzeba dwojga...

Post autor: exa » 23 paź 2006, 07:02

Zeno...pochlebiasz sobie nieco :wink: ....

a nie uwazacie ze wiele osob nierozumie siebie nawzajem i bez choroby.....i pewnie ze osoba zdrowa chorej nie zrozumie....jak stracisz reke, czy noge to tez nikt kto ja ma tego nie pojmie...

ale ludzie sa bardzo rozni i drugiego czlowieka tez nigdy nie poznasz w 100%.....nie mowiac o zrozumieniu...

to troche sposob na uzalanie sie nad soba....."eeee..zdrowy to mnie nie zrozumie, co on tam wie, ja jestem w specyficznej sytuacji..itd...itp.."....

wszystko zalezy kim jestes....ile zdrowych osob jest samych?...ile jest w toksycznych zwiazkach?...

wszystko jest kwestia, ze sie powtorze, wlasciwego czlowieka....przeciez sie mowi: moja druga polowa..........czasem te polowy do siebie nie pasuja po prostu....

o tym tez pisala magdalene....jak kochasz to w calosci i ze wszystkim....i wady staja sie nieraz zaletami...albo i nie pszeszkadzaja...
choruję od 96 roku, diagnoza od 98, remisja: od 2004 z 3 miesięczną przerwą:) bez leków (nie polecane)

Awatar użytkownika
Małgosia
Początkujący ✽✽
Posty: 267
Rejestracja: 07 lis 2003, 15:41
Choroba: CU
województwo: pomorskie
Lokalizacja: Gdańsk
Kontakt:

Re: Bo do tanga trzeba dwojga...

Post autor: Małgosia » 23 paź 2006, 08:10

Poznanie mojego męża zbiegło się z początkiem mojej choroby. I jakoś się nie wystraszył i nie uciekł. Jesteśmy ze sobą 5 lat a od 2,5 jestesmy małżeństwem - i jest suuuper.
Każdemu życzę takiej miłości.
Pozdrowienia :-)
będzie dobrze :-D

exa
Doświadczony ❃
Posty: 1741
Rejestracja: 28 sie 2006, 19:13
Choroba: CU
województwo: łódzkie
Lokalizacja: Łódź/Piaseczno

Re: Bo do tanga trzeba dwojga...

Post autor: exa » 23 paź 2006, 15:15

matko boska.....hm...kiedy bedziemy analizowc poszczegolne slowa :wink: .....niech drzy Gzin....nadchodzi Zeno... :wink:


czy to sa zle emocje ze strony mej?... :neutral:
zapewniam ze nie :wink:
ale garb mi juz pomalu rosnie :wink:

exa
Doświadczony ❃
Posty: 1741
Rejestracja: 28 sie 2006, 19:13
Choroba: CU
województwo: łódzkie
Lokalizacja: Łódź/Piaseczno

Re: Bo do tanga trzeba dwojga...

Post autor: exa » 24 paź 2006, 20:40

Zeno....to byl zart..... :cry: ......garb juz pokazny :mrgreen:
choruję od 96 roku, diagnoza od 98, remisja: od 2004 z 3 miesięczną przerwą:) bez leków (nie polecane)

Awatar użytkownika
Jolcia
Początkujący ✽✽
Posty: 139
Rejestracja: 18 paź 2006, 19:26
Choroba: CD
województwo: śląskie
Lokalizacja: Bieruń
Kontakt:

Re: Bo do tanga trzeba dwojga...

Post autor: Jolcia » 24 paź 2006, 21:11

hmmm ale burzliwa dyskusja :)

uważam, że związek dwojga ludxi (niezależnie czy chorzy, zdrowi czy "mieszani") to sprawa bardzo indywidualna. Dogadanie sie w takim związku zalezy od charakterów tych osób, od siły uczuć które ich łączą, a nie od stanu zdrowia. Zdrowie jest pojęciem tak naprawdę względnym, bo być chorym to czuć się chorym. Przecież można być chorym ale nie dawać za wygraną. To tak jak ze starością. Są ludzie którzy czują się staro choć są młodzi i odwrotnie. Kochać to tylko bezwarunkowo. A jeżeli ta druga połówka odejdzie to poprostu nie była nas warta. To nie ten/ ta jedyna.
Każdy może być szczęśliwy, tylko od niego to zależy

Awatar użytkownika
Jolcia
Początkujący ✽✽
Posty: 139
Rejestracja: 18 paź 2006, 19:26
Choroba: CD
województwo: śląskie
Lokalizacja: Bieruń
Kontakt:

Re: Bo do tanga trzeba dwojga...

Post autor: Jolcia » 24 paź 2006, 21:23

jak ta druga osoba jest wredna a ja chcę dalej z nią być to to już jest toksyczny związek, współuzależnienie albo sadomasochizm
Każdy może być szczęśliwy, tylko od niego to zależy

Awatar użytkownika
Feniks
Aktywny ✽✽✽
Posty: 838
Rejestracja: 20 kwie 2006, 19:03
Choroba: CD
województwo: mazowieckie
Lokalizacja: Warszawa

Re: Bo do tanga trzeba dwojga...

Post autor: Feniks » 24 paź 2006, 21:44

Torvik pisze:Nawet jeśli ta druga osoba ma to głęboko? Nawet jeśli jest dla nas wredna i nieprzyjemna? Nie zgadzam się z Tobą w tej kwestii.
Jolcii chodziło o bezwarunkowość w dwie strony, przynajmniej ja to tak zrozumiałem.

nika
Początkujący ✽✽
Posty: 101
Rejestracja: 07 lut 2006, 18:21
Choroba: CU
województwo: -- poza Polską --
Lokalizacja: fr.

Re: Bo do tanga trzeba dwojga...

Post autor: nika » 25 paź 2006, 23:30

No to dodam swoje trzy grosze do glownego tematu :roll:

O chorobie wiedzialam, meza poznalam duuuuuuuuuuzo pozniej, jestem bardzo szczesliwa :mrgreen:

Nie zgadzam sie ze stwierdzeniem iz osoba zdrowa nie zrozumie osoby chorej :mad:
Zycie nie jest, ani gorsze, ani lepsze od naszych marzen, jest tylko zupelnie inne.
William Szekspir

Zablokowany

Wróć do „Miłość, Przyjaźń, Rodzina”