Strona 1 z 4

Bo do tanga trzeba dwojga...

: 20 paź 2006, 14:33
autor: jakubek
Ze znanych mi opowieści wynika, że niekiedy miłość się kończy w sytuacji, gdy się okazuje, że partner jest chory (nie dotyczy to tylko CU/CD). Czy wielu z was się taka sytuacja przytrafiła? Poza tym co sądzicie o podejściu: nie szukam, bo i tak nie znajdę; poza tym i tak zostanę odrzucony? Czy mimo to nie warto próbować?


P.S. Problem nurtuje mnie od dawna, a że mój ostatnio temat wywołał lekką burzę, więc dopiero teraz go poddaję pod dyskusję.

Re: Bo do tanga trzeba dwojga...

: 20 paź 2006, 14:41
autor: Patryśka
Zapewne wiele osob podchodzi do tego w ten sposob...Ale jeali myslimy tak to w jakims stopniu jestesmy niesprawiedliwi bo generalizujemy wszystkich ludzi...Sprowadzamy do postawy egoisty..Nie kazdy przeciez bedzie szczesliwy tylko ze zdrowa osoba..Jestem wiec za probami lecz z lekkim dystansem bo przezycia sa dla nas badz co badz nieco szkodliwe.

Re: Bo do tanga trzeba dwojga...

: 20 paź 2006, 15:02
autor: jakubek
Nie chce napierac, ale moze ktos zna historie z happy endem, ktora pokazuj, ze jednak warto szukac (nie chodzi mi o niewiadomo jakie harlekiny ;) )? Może do niektórych dotrze, ze jednak warto probowac.

Re: Bo do tanga trzeba dwojga...

: 20 paź 2006, 17:55
autor: Feniks
Jest takich historii na forum kilka , ale teraz trudno mi powiedzieć gdzie, bo są one powplatywane w różne wątki. Mam zresztą nadzieję, że i ja takową będę mógł kiedyś opowiadać :) Jeżeli znajdę później to o czym myślę , to podam linki.

Re: Bo do tanga trzeba dwojga...

: 20 paź 2006, 18:43
autor: sztaba
o mojej chorobie dowiedziałem się kilka miesięcy przed ślubem. Mojej - wtedy jeszcze przyszłej - żonie nie przyszło (chyba) do głowy, że z tego powodu powinna mnie zostawić. Faktem jest, że wtedy sam jeszcze nie zdawałem sobie sprawy z tego, co to za choroba i jakie "atrakcje" mogą nas czekać. A teraz jesteśmy ponad dwa lata po ślubie i żona (mam nadzieję) nie żałuje podjętej decyzji. Faktem jest, że w małżeństwie mam więcej remisji niż zaostrzeń. I oby tak dalej...

Re: Bo do tanga trzeba dwojga...

: 20 paź 2006, 18:46
autor: Patryśka
I oto przyklad z cyklu "na dobre i na zle w zdrowiu i chorobie" wiec szukajmy milosci :wink:

Re: Bo do tanga trzeba dwojga...

: 20 paź 2006, 20:04
autor: jakubek
Wątek długi, ale jak się pojawił mnie nie było jeszcze. Poza tym temat niezbyt wskazujący na zawartość... Chodzi o to, żeby w tym temacie dać niektórym (nie ważne komu) do zrozumienia, że nie ma co się przejmować chorobą w przypadku kontaktów mających na celu zawieranie intymniejszych znajomości.

Re: Bo do tanga trzeba dwojga...

: 20 paź 2006, 20:27
autor: tom-as
jakubek pisze:...że nie ma co się przejmować chorobą w przypadku kontaktów mających na celu zawieranie intymniejszych znajomości.
to ja sobie tu napisze kilka slow :)
czasami to nawet zawarcie znajosci calkiem 'luznej' jest trudne. Znaczy poczatek jest ok, ale jak tamta osoba (płci pięknej, żeby nie było ;) ) sie dowiaduje 'co jest' to kontakt z nią sie dość szybko urywa/ł. Tak bylo przynajmniej u mnie. Smutne to, ale i prawdziwe ;|

Re: Bo do tanga trzeba dwojga...

: 20 paź 2006, 20:37
autor: Feniks
Najważniejsza jest według mnie akceptacja samego siebie i wiara w to, że jesteśmy wartościowymi ludźmi - bo każdy przecież jest. Jeżeli ktoś jest zakompleksiony, negatywnie nastawiony do świata etc. to przeczytanie kilku postów raczej mu nie pomoże, a czasem może nawet bardziej zdołować. Ja poznałem już sporo osób z crohnem/cu i nie spotkałem się z ludźmi którzy strasznie nad sobą ubolewają i twierdzą , że nie nadają sie do żadnego związku, ale wiem , że istnieją takie osoby wśród nas, bo i wszędzie istnieją, z tym że nie jestem do końca przekonany, czy jak przeczytają kilka historii o udanych związkach, to przełamią się w sobie... Dlatego moi drodzy pamiętajcie ,żeby przede wszystkim wierzyć w siebie, a cała reszta sama jakoś się ułoży.
tom-as pisze:Tak bylo przynajmniej u mnie. Smutne to, ale i prawdziwe ;|
Widać tom-as trafiłeś/trafiałeś na osoby, które próbują wszystko, co trudne do zaakceptowania omijać szerokim łukiem(dość słabe psychicznie), sam powiedz, czy warto się z kimś takim wiązać na dłużej?

Re: Bo do tanga trzeba dwojga...

: 20 paź 2006, 22:08
autor: manka
ja co prawda dowiedzialam sie o chorobie 7 lat po slupie ale to wlasnie moja leprza polowa mowil mi ze to nie koniec swiata i ze bedzie dobrze, ale to bylo mocno po slubie wiec nie wiem czy sie liczy :)

Re: Bo do tanga trzeba dwojga...

: 20 paź 2006, 22:22
autor: Shima
Ja dowiedziałam sie 4 lata po ślubie...moja 2ga polowa mowi:"no trudno....mam srającą(przepraszam)Żonę".czyli podchodzimy do tego powiedzmy "pół żartem pół serio".

Re: Bo do tanga trzeba dwojga...

: 21 paź 2006, 06:38
autor: kabran
Ja zachorowałam po 5 latach trwania związku... Blisko 3 lata diagnozowania. Wiosną mój partner oświadczył, że jest zmęczony moją chorobą (!). Wcześniej nie raz musiałam wysłuchiwać, że jestem leń i hipochondryk. W maju (przed operacją, a groziła mi stomia), kiedy było bardzo źle i chodziłam po ścianach ze strachu, nie otrzymałam żadnego wsparcia. Wręcz przeciwnie. I nadal jestem z problemem sama. Mój przypadek jest dość trudny, dodatkowo mam chorobę Hirszprunga i nietolerancję glutenu, więc lekarze dłuuugo nie wiedzieli co ze mną zrobić. I cóż, mój partner tego nie przetrzymał. W sumie mogłabym pomyśleć: Mała strata, niech spada. Tyle, że mamy 5-letnie dziecko. Smutne, ale okazało się, że tyle czasu żyłam z człowiekiem, który nie był nawet moim przyjacielem.

Re: Bo do tanga trzeba dwojga...

: 21 paź 2006, 19:56
autor: Graga
Ja dowiedziałam się o chorobie po 5 latach związku czyli 2 lata temu. W tej chwili jesteśmy już związkiem z 7-letnim stażem. Mój partner okazywał nieraz więcej zroumienia dla choroby niż ja sama na początku. Bywa tak, że musi mnie na duchu podtrzymywać (choć już trochę rzadziej) i robi to. Jedyny problem dla Niego to zapamiętanie, że czegoś nie mogę zjeść, bo jak mówi ciągle zapomina, że jestem chora. No ale nikt nie jest doskonały - ja mam niedoskonałe jelitko, On pamięć. Przypominam o sprawie i już.

Re: Bo do tanga trzeba dwojga...

: 22 paź 2006, 00:08
autor: funia
u mnie bylo tak, ze nic sie nie zmienilo- a minal rok od diagnozy i operacji.

moze zmienilo sie nawet na lepsze, bo mam taryfe ulgowa bedac chora- i moge byc ta biedna mala chora osobka;)

partner kocha i ja kocham

Re: Bo do tanga trzeba dwojga...

: 22 paź 2006, 12:52
autor: Patryśka
Po zreasumowaniu wypowiedzi wszystkich mozna a nawet nalezy stwierdzic ze to kwestia charakteru czy ktos bedzie z nami czy nie a nie jakiejs tam wytrzymalosci na chorobe drugiego..Jest wazne czy kocha prawdziwie...Pozdrawiam i glowka do gory :wink: