czy to w co wierzę wyjaśnia sens mojego cierpienia?

Pytania i odpowiedzi na temat wiary, moralności oraz etyki.

Moderatorzy: Anette28, Moderatorzy

ODPOWIEDZ
Awatar użytkownika
naomi
Początkujący ✽✽
Posty: 95
Rejestracja: 11 lut 2009, 22:42
Choroba: CU
województwo: śląskie
Lokalizacja: Katowice
Kontakt:

czy to w co wierzę wyjaśnia sens mojego cierpienia?

Post autor: naomi » 25 kwie 2009, 21:39

Tak wiele tu postów i tematów od osób które uważają się za ateistów lub mówią że ich wiara dała im tylko powód do rozmyślania. Jestem osobą wierzącą i praktykującą i bardzo mnie zdziwiły takie opinie, zwłaszcza od osób chorujących na 'te' choroby.

Choruję od niedawna i jeszcze kilka miesięcy temu nie znałam takich słów jak 'crohn' czy 'colitis', zmieniło się to bardzo szybko i od pewnego czasu mam okazję 'zasmakowania' życia w zaostrzeniu. Przyznam, że dopiero ta choroba otworzyła mi oczy na cierpienie. Nigdy wcześniej nie zdawałam sobie sprawy z tego jak trudno jest żyć kiedy ból chwyta w najmniej oczekiwanym momencie i skręca człowieka tak, że jest bliski omdlenia. Dopiero teraz wiem jak to jest żyć w strachu o nadchodzący dzień i o to co przyniesie.

Jedyne, co pomogło mi zaakceptować 'nową siebie' i pogodzić się z faktem posiadania 'przyjaciela' na całe życie to wiara. Dzięki niej wiem po co cierpię i to chyba jest ten element, który daje mi najwięcej siły. Nie cierpię 'na próżno', bez celu. To ma głębszy sens!

Wczoraj trafiłam na bardzo ciekawy wpis na blogu Annrii (ten o dwóch duszkach: ) i szczerze mówiąc byłam (i jestem) zachwycona odpowiedzią Juniora. Może dla tych którzy chcieliby przeczytać podam link do bloga:

http://annrii.wordpress.com/

Pytanie końcowe brzmiało jak to jest że człowiek z religią jak i bez niej jest równie silny. Nawiązując do tego ja chciałabym się zapytać Was, czy wiecie po co, w jakim celu cierpicie? Czy szukaliście w ogóle odpowiedzi na to pytanie czy raczej wydaje się ono śmieszne w dzisiejszym świecie? (bo to tak jakby zapytać dlaczego na świecie ginie tyle niewinnych ofiar w czasie wojen etc.). Wiadomo już z wypowiedzi Juniora że bez względu w co wierzymy, daje nam to siłę i nadzieje. Ok, nadzieję, ale czy tłumaczy jaki jest cel tego, co przechodzimy? Wg. mnie tylko wiara w Boga potrafo go wytłumaczyć, a jakie jest Wasze zdanie?:)

(to troszkę filozoficzny wywód, wymagający rzucenia okiem na post blogowy, ale jeśli ktoś ma ochotę się wypowiedzieć bez czytania go to również gorąco zachęcam, jestem bardzo ciekawa odpowiedzi:))
ogórki w occie potrafią oCUcić CU...
_____________________________
http://www.youtube.com/watch?v=1HpfSVL1tp4

Mamcia
Specjalista od Spraw medycznych
Posty: 10406
Rejestracja: 04 mar 2004, 16:08
Choroba: CD u dziecka
województwo: mazowieckie
Lokalizacja: Warszawa
Kontakt:

Re: czy to w co wierzę wyjaśnia sens mojego cierpienia?

Post autor: Mamcia » 25 kwie 2009, 22:10

Jedynym uzasadnieniem cierpienia jest możność odczuwania szczęsćia.
Przyłacz się do Towarzystwa J-elita. Działamy dla waszego dobra, ale bez Waszej pomocy niewiele zrobimy.

Awatar użytkownika
August
Początkujący ✽✽
Posty: 80
Rejestracja: 13 kwie 2009, 19:31
Choroba: CD
województwo: lubelskie
Lokalizacja: Lublin

Re: czy to w co wierzę wyjaśnia sens mojego cierpienia?

Post autor: August » 25 kwie 2009, 23:13

Czy to ze jestem chory na taka a nie inna chorobę ma tutaj jakieś znaczenie. Bo jak się ma czuć ktoś kto się dowiaduje ze jest chory na nieuleczalna chorobę i wie ze za kilka miesięcy, lat umrze. Ma mieć żal do boga ze nie zesłał na ziemię jakiegoś uczonego który wymyślił by lek na jego chorobę. Czy ma się pogodzić z tą świadomością i żyć w głębokiej wieże czekając na ten niby lepszy świat po śmierci....a co ma powiedzieć ktoś chory np. na CD. Bo przecież on nie dostał wyroku, może żyć co prawda cierpiąc całe życie. I to cierpienie nie zostanie mu przecież w niebie wynagrodzone bo jak głosi biblia w niebie wszyscy będą równi....

Awatar użytkownika
junior
Początkujący ✽✽
Posty: 336
Rejestracja: 14 paź 2006, 17:54
Choroba: CD
województwo: lubuskie
Lokalizacja: Starościn/Kraków
Kontakt:

Re: czy to w co wierzę wyjaśnia sens mojego cierpienia?

Post autor: junior » 25 kwie 2009, 23:44

Mamcia pisze:Jedynym uzasadnieniem cierpienia jest możność odczuwania szczęsćia.
Tu w pełni się zgadzam. Jedna z podstawowych zasad logiki mówi, że aby jakies pojęcie zdefiniować potrzebne jest inne, najlepiej przeciwne. Bez cierpienia nie poznalibyśmy szczęścia i przeciwnie. Poza tym myślę że nie można mówić, że ktoś kto jest chory na nieuleczalna chorobę cierpi bardziej niż osoba chora na CD. Nauka kościoła mówi, iz każdy otrzymuje krzyż który może udźwignąć i ja wolę sie tej wersji trzymać. Czasem myślę, że egzystencja nasza tu na ziemi jest przepełniona tragizmem. Jesteśmy jak sieroty. Ani nie wiemy po co tu jesteśmy ani ku czemu zmierzamy. Oczywiście próbujemy sobie udowodnić że znajdziemy odpowiedzi na wszystkie pytania. Jest to tylko iluzja i podejrzewam że jakaś część nas tam w środku wie o tym. Tylko wiara daje nam oparcie, wprowadza w nasze życie celowość. Jak rozmawiam czasem z jakimś znajomym ateistą o wierze to czasem pytam co on na to, że bez boga jego istnienie tutaj i życie jest tylko kwestią przypadku? Ja wolę wierzyć w celowość mojego życia, w jego sens. I stąd staram się jakoś wszystko przyjmować od Boga choć często sił mi brak. Ale cóż, życie jest tylko jedno i nie warto je tracić na żal i złość do Boga za to cierpienie.
Why So Serious?!

http://promocjozercy.pl/ - Najlepsze promocje zebrane w jednym miejscu!

Czy te oczy mogą kłamać?

Awatar użytkownika
Grzyb333
Doświadczony ❃
Posty: 1075
Rejestracja: 10 mar 2008, 13:49
Choroba: CU
województwo: zachodniopomorskie
Lokalizacja: Szczecin
Kontakt:

Re: czy to w co wierzę wyjaśnia sens mojego cierpienia?

Post autor: Grzyb333 » 25 kwie 2009, 23:51

Wiara nie wyjaśnia naszego cierpienia, chorują na równi wyznawcy wszystkich religii i niewierzący.

My po prostu jesteśmy po złej stronie krzywej statystycznej która mówi, że niewielki procent populacji choruje na przewlekłe zapalenia jelit.

Mamy zaszczyt bycia wyjątkiem który potwierdza regułę, że wszyscy inni są zdrowi. I nie zamartwiaj się, będzie dobrze. :)
GrzybaBlog - http://graforoman.wordpress.com/ Darwin się mylił. Ja nie pochodzę od małpy. Ja pochodzę od Purchawki :E

exa
Doświadczony ❃
Posty: 1741
Rejestracja: 28 sie 2006, 19:13
Choroba: CU
województwo: łódzkie
Lokalizacja: Łódź/Piaseczno

Re: czy to w co wierzę wyjaśnia sens mojego cierpienia?

Post autor: exa » 26 kwie 2009, 08:15

junior pisze:Jak rozmawiam czasem z jakimś znajomym ateistą o wierze to czasem pytam co on na to, że bez boga jego istnienie tutaj i życie jest tylko kwestią przypadku? Ja wolę wierzyć w celowość mojego życia, w jego sens.
nie wiemy jak jest....czy Bóg istnieje, czy też nie...może ta wiedza będzie nam dana, może nie....
jeśli On (jakąkolwiek ma postać) istnieje to istnieje dla wszystkich - dla wierzących (jakiekolwiek wyznanie by to nie było) i dla ateistów....jeśli Go nie ma, to też dla wszystkich....

mnie bardzo od dawna frapują stwierdzenia: zostaliśmy stworzeni na Jego obraz i podobieństwo i Bóg jest w nas....różnie sobie je tłumaczymy, zwykle w sposób dość uproszczony....ale jak jest naprawdę?

jeśli chodzi o cierpienie.....jestem zdania, że ono uczy nas pokory, każe otworzyć szeroko oczy na świat i ludzi, uczy nas godności i wyzwala odruchy/zachowania/reakcje o które byśmy się nigdy nie posądzali...jednym daje siłę, inni się poddają...

może akceptacja cierpienia jako jednego z podstawowych składników życia (świadoma, czy nie) daje nam wewnętrzne ukojenie/uspokojenie a z tego wypływa nasza siła...?

http://www.opoka.org.pl/biblioteka/T/TD ... ewicz.html .....to ciekawy artykuł, autor zadaje pytanie: czym bylibyśmy bez cierpienia? i może tutaj tkwi cząstkowa odpowiedź...

a w tym artykule: http://www.fdfe.franciszkanie.pl/index. ... mitstart=3
najbardziej interesującym wydaje się być to stwierdzenie: do osiągnięcia pełni człowieczeństwa...

a tutaj: http://www.nadzieja-glejak.pun.pl/jan-p ... iei-35.htm
czytając zdawało mi się, że światu jest potrzebna równowaga.....

niejaki Arthur Schopenhauer : Cierpienie jest istotą życia i wobec tego nie przychodzi do nas z zewnątrz, lecz jego niewysychające źródło tkwi w każdym....coś w tym jest...

[ Dodano: 26-04-2009 ]
a swoja drogą, jestem pod wielkim wrażeniem blogu Anrii....super dziewczyna!
choruję od 96 roku, diagnoza od 98, remisja: od 2004 z 3 miesięczną przerwą:) bez leków (nie polecane)

Awatar użytkownika
August
Początkujący ✽✽
Posty: 80
Rejestracja: 13 kwie 2009, 19:31
Choroba: CD
województwo: lubelskie
Lokalizacja: Lublin

Re: czy to w co wierzę wyjaśnia sens mojego cierpienia?

Post autor: August » 26 kwie 2009, 09:30

exa pisze:zostaliśmy stworzeni na Jego obraz i podobieństwo i Bóg jest w nas

czyli bóg tez choruje.... :neutral:
wiec jacy ludzie zostali stworzeni na podobieństwo boga....Ludzie zdrowi czy ludzie chorzy.

Awatar użytkownika
andzka
Początkujący ✽✽
Posty: 485
Rejestracja: 21 lut 2009, 07:47
Choroba: CU
województwo: zachodniopomorskie
Lokalizacja: Stargard Szcz.
Kontakt:

Re: czy to w co wierzę wyjaśnia sens mojego cierpienia?

Post autor: andzka » 26 kwie 2009, 09:38

Polecam książkę ks. F. Grudniok "Blaski cierpienia" . POmogła mi zaakceptować wiele sparw i nie stracić wiary.
Salofalk-wlewki, Asamax 500 - 3x2, remisja :)

exa
Doświadczony ❃
Posty: 1741
Rejestracja: 28 sie 2006, 19:13
Choroba: CU
województwo: łódzkie
Lokalizacja: Łódź/Piaseczno

Re: czy to w co wierzę wyjaśnia sens mojego cierpienia?

Post autor: exa » 26 kwie 2009, 10:26

August....czy aby zbyt nie upraszczasz?
choruję od 96 roku, diagnoza od 98, remisja: od 2004 z 3 miesięczną przerwą:) bez leków (nie polecane)

Awatar użytkownika
naomi
Początkujący ✽✽
Posty: 95
Rejestracja: 11 lut 2009, 22:42
Choroba: CU
województwo: śląskie
Lokalizacja: Katowice
Kontakt:

Re: czy to w co wierzę wyjaśnia sens mojego cierpienia?

Post autor: naomi » 26 kwie 2009, 12:08

junior pisze:
Mamcia pisze:Jedynym uzasadnieniem cierpienia jest możność odczuwania szczęsćia.
Tu w pełni się zgadzam. Jedna z podstawowych zasad logiki mówi, że aby jakies pojęcie zdefiniować potrzebne jest inne, najlepiej przeciwne. Bez cierpienia nie poznalibyśmy szczęścia i przeciwnie.
Nauka kościoła mówi, iz każdy otrzymuje krzyż który może udźwignąć i ja wolę sie tej wersji trzymać.
Tylko wiara daje nam oparcie, wprowadza w nasze życie celowość. Jak rozmawiam czasem z jakimś znajomym ateistą o wierze to czasem pytam co on na to, że bez boga jego istnienie tutaj i życie jest tylko kwestią przypadku? Ja wolę wierzyć w celowość mojego życia, w jego sens. I stąd staram się jakoś wszystko przyjmować od Boga choć często sił mi brak. Ale cóż, życie jest tylko jedno i nie warto je tracić na żal i złość do Boga za to cierpienie.
Nie potrafiłabym tego lepiej ubrać w słowa! :) w tej wypowiedzi tkwi też kwintesencja tego, co ja myślę o cierpieniu. To taki krzyż dopasowany przez Boga dla każdego z nas, indywidualnie, że tak to nazwę, do własnych potrzeb^^ ja wcale nie mam żalu do Boga za to co mnie spotkało, wiem, że to mi ma pomóc w życiu na ziemi. Mało tego, że wiem - ja widzę, że pomaga. Widzę jak zmienia się mój system wartości. Kiedyś liczyły się tylko studia a karierę miałam zaplanowaną na co najmniej 10 lat do przodu! Moim marzeniem było zostanie tłumaczem symultanicznym. A jak niektórym wiadomo, jest to jeden z najbardziej stresujących zawodów. Bardziej stresujący niż pilot czy siedzący w wieży kontroli lotów. I teraz, po wielkim trudzie jakiego dokonałam żeby się dostać na studia okazuje się że prawdopodobnie nigdy nie zasiądę w kabinie i nie będę tłumaczyć. Mogę, oczywiście, to przecież mój wybór, ale nie odważę się bo wiem ile to przyniesie stresu i jakie będą jego konsekwencje. Zostaje mi tłumaczenie w domowych pieleszach książek i dokumentów. Chyba wymarzona praca dla kogoś z cu ; ). A wniosek jaki sama wyczytałam z mojej historii jest taki: jak na studiach napotykałam trudności, dawałam z siebie wszystko i za każdą cenę starałam się być najlepsza w tym co robię. A teraz? Mam w sobie więcej pokory, mój świat nie kończy i nie zaczyna się na uczelni. Nie zrobię nic kosztem swojego zdrowia. Kiedyś to było dla mnie nie do pomyślenia!
Dobrze, że jest cierpienie które pomogło mi wreszcie spojrzeć realnie na świat i zakończyć mój wyścig szczurów.

exa: pytasz się czy Bóg istnieje:



Zważmy zysk i stratę, zakładając, że Bóg jest - jeśli wygrasz, zyskujesz wszystko; jeśli przegrasz, nie tracisz nic.

— Blaise Pascal
zakład Pascala z Myśli


od tego prostego i genialnego cytatu zaczęła się moja droga do wiary. Parę lat temu byłam czystą materialistką która wszystko przeliczała i kalkulowała na zimno. I spodobała mi się ta myśl. Taka idealnie pasująca do mojej osobowości. Bezpieczne wyjście. Koło ratunkowe...tylko że wiara nie jest dana każdemu, wiara jest łaską.


Grzyb333: ja wiem, że moja wiara wyjaśnia sens cierpienia:)

August: wydaje mi się że zbyt uprościłeś wiarę katolicką^^każde cierpienie zostanie wynagrodzone w niebie. A to że jesteśmy równi to odnosi się do samej śmierci. Wobec śmierci jesteśmy równi. Bez względu na stanowisko, pozycję w społeczeństwie. W niebie zostaniemy wynagrodzeni według naszych zasług : ) może kojarzysz taką opowiastkę religijną o bogaczu który wprowadzony do nieba przez Sw. Piotra przechodził obok wielkich pałacy, ale one nie były da niego przeznaczone. Dla niego była mała lepianka na końcu wielkiej alei...
(a swoją drogą to super byłoby mieć nawet zwykły namiot, ważne że w niebie : D)

jeszcze muszę dodać coś o podobieństwie do Boga. Każdy cierpi, nawet zdrowy. Polecam wyczerpującą odpowiedź na tej stronie (Co znaczy, że człowiek został tworzony na obraz i podobieństwo Boga (Księga Rodzaju 1:26-27):

http://www.gotquestions.org/Polski/obraz-Boga.html
ogórki w occie potrafią oCUcić CU...
_____________________________
http://www.youtube.com/watch?v=1HpfSVL1tp4

Awatar użytkownika
August
Początkujący ✽✽
Posty: 80
Rejestracja: 13 kwie 2009, 19:31
Choroba: CD
województwo: lubelskie
Lokalizacja: Lublin

Re: czy to w co wierzę wyjaśnia sens mojego cierpienia?

Post autor: August » 26 kwie 2009, 13:37

Załóżmy ze za parę lat ktoś wymyśli jakiś lek który wyleczy ludzi cierpiących na chorobę CU...znikną wszystkie dolegliwości które tak bardzo uprzykrzają życie.

I co wtedy zrobisz naomi....nie przyjmiesz tego leku i nadal będziesz dźwigać na swoich barkach jak to nazwałaś swój krzyż...czy przyjmiesz go i zostaniesz w ten sposób wybawiona.... :neutral:

Awatar użytkownika
naomi
Początkujący ✽✽
Posty: 95
Rejestracja: 11 lut 2009, 22:42
Choroba: CU
województwo: śląskie
Lokalizacja: Katowice
Kontakt:

Re: czy to w co wierzę wyjaśnia sens mojego cierpienia?

Post autor: naomi » 26 kwie 2009, 13:53

oj August:) człowiek sam do niczego nie jest zdolny. Przypominasz sobie taki fragment z Pisma, w którym Jezus powiedział do Piłata, że nie miałby om żadnej władzy nad nim, gdyby mu jej nie dano z góry...?: ) tak samo jest z wynalezieniem tego cudownego leku.

zupełnie nie rozumiem skąd to pełne przekąsu (?) pytanie czy nie przyjęłabym leku?:>

jesliby się takowy pojawił, pewnie że bym spróbowała. Jeśli natomiast bym zażyła ten cudowny lek i jako jedyna lub jedna z nielicznych osób nie zostałabym wyleczona, wtedy dopiero pomyślałabym, że widocznie nie zasłużyłam na niego.

jeśli jednak zostałabym po nim wyleczona, nie oznaczałoby to, że moje cierpienia życiowe się skończą. Krzyż był jest i będzie zawsze wpisany w życie człowieka( :


'Człowiek nie ma władzy nawet nad własnym życiem.'
Blaise Pascal
ogórki w occie potrafią oCUcić CU...
_____________________________
http://www.youtube.com/watch?v=1HpfSVL1tp4

exa
Doświadczony ❃
Posty: 1741
Rejestracja: 28 sie 2006, 19:13
Choroba: CU
województwo: łódzkie
Lokalizacja: Łódź/Piaseczno

Re: czy to w co wierzę wyjaśnia sens mojego cierpienia?

Post autor: exa » 26 kwie 2009, 13:54

naomi pisze:exa: pytasz się czy Bóg istnieje:
nie pytam czy istnieje......napisałam, że nie wiemy jak jest, w domyśle - wierzymy, że istnieje....
naomi pisze:Polecam wyczerpującą odpowiedź na tej stronie (Co znaczy, że człowiek został tworzony na obraz i podobieństwo Boga (Księga Rodzaju 1:26-27):
tam jest to co oczywiste....to co wszyscy wiemy.....a co z tym czego nie wiemy?...co przeczuwamy/wyczuwamy, a nie umiemy jeszcze nazwać....?

wybacz, naomi, ale nie zadowala mnie odpowiedź tam zamieszczona, bo wydaje się jednak nie dośc przemyślana...
poza tym zmartwiło mnie zdanie (cyt):Istniejąc na „obraz” i „podobieństwo” Boga musimy zrozumieć, że oznacza to, iż zostaliśmy stworzeni by być podobnymi do Boga...
a to dośc niefortunne zdanie (cyt): Określa człowieka jako tego, który nie stanowi części świata zwierzęcego, obsadza go w roli „pana.... - nieprzemyślane, bo o co właściwie w nim chodzi?...jak się ma do tego, że człowiek winien życ zgodnie z naturą, bo jak inaczej?...jest jej częścią, a zatem i częścią, jak to autor określił, "świata zwierzęcego"...
albo inne (cyt): Za każdym razem kiedy ludzie decydują się na małżeństwo, zaczynają się z kimś przyjaźnić, tulą dziecko lub zaczynają chodzić do kościoła, okazują w ten sposób, że zostali stworzeni na Boży obraz. - a co z tymi co nie chodzą, nie wierzą, a są po prostu dobrymi ludźmi?...

wydaje mi się, że często nadużywamy słowa cierpienie, bo np cierpieniem określamy i porzucenie nastoletniej dziewczyny przez chłopaka, ale jednocześnie cierpieniem nazywamy zgwałcenie innej nastolatki przez np ojca...
czym naprawdę jest cierpienie?, kiedy jest to zwykła kolej rzeczy - jak w przypadku porzuconej nastolatki, kiedy doświadczenie, które czegoś nas uczy...a kiedy cierpienie?

ja bym nie nazwała swoich przejść z CU cierpieniem....raczej niełatwym doświadczeniem, które wiele mnie nauczyło, również tego by ważyć i dobierać słowa, by jak to się mówi potocznie: nie kusić losu....

August, myślę, że naomi chętnie by zdjęła ten akurat "krzyż", gdyby tylko była taka możliwość, znów zbytnie uproszczenie....

[ Dodano: 26-04-2009 ]
naomi, masz fajne cytaty, ale czy te dwa nie kłócą się odrobinę?
'Człowiek nie ma władzy nawet nad własnym życiem.'
Blaise Pascal
_________________
kochaj i rób co chcesz.
św. Augustyn
choruję od 96 roku, diagnoza od 98, remisja: od 2004 z 3 miesięczną przerwą:) bez leków (nie polecane)

Awatar użytkownika
naomi
Początkujący ✽✽
Posty: 95
Rejestracja: 11 lut 2009, 22:42
Choroba: CU
województwo: śląskie
Lokalizacja: Katowice
Kontakt:

Re: czy to w co wierzę wyjaśnia sens mojego cierpienia?

Post autor: naomi » 26 kwie 2009, 14:26

Może zacznę od końca tzn. od wyjaśnienia dlaczego moje dwa cytaty się nie kłócą. Św. Augustyn pisząc słowa: 'Kochaj i rób co chcesz' przekazał coś bardzo ważnego, coś na co nie zwracamy zbytnio uwagi podczas czytania. Mam na myśli kolejność tych słów. Najpierw jest 'kochaj', czyli na pierwszym miejscu postawił miłość. A co kryje się za tym uczuciem? Kiedy kochamy nie krzywdzimy, nie wyśmiewamy, pomagamy innym, zapominamy o sobie; na drugiem miejscu pojawiają się słowa 'rób co chcesz', ale należy wciąż mieć w pamięci to, co było powiedziane jako pierwsze. Zatem bez względu na to co będziemy robić, nasze uczynki będą wypływać z miłości i będą dobre, ale tylko pod tym jednym jedynym warunkiem :)

a to, że nie mamy władzy nad naszym życiem (na szczęście), to też prawda. Nie ma czegoś takiego jak przeznaczenie, mamy wolną wolę, ale ograniczone możliwości^^

zgodzę się ze stwierdzeniem,że słowo cierpienie ma obecnie zdewaluowaną wartość. Chyba podobnie jak słowo kocham. Mówimy 'kocham błękit, koty, sernik litewski czy mojego męża'. Nieprawda, że razi ta różnorodność? ;d

a jak się ma to że człowiek należąc do świata zwierzęcego sam nie jest zwierzęciem tylko jego panem? Wg. mnie to proste, ale nie wiem czy dla innych przekonujące. Mamy rozum i zostaliśmy tym przez Boga wyróżnieni. Dostaliśmy też całą ziemię do 'użytkowania' i jest to kolejny rodzaj wyróżnienia: Księga Rodzaju 1,28 - Bóg Wszechmogący - Ojciec, Syn i Duch Święty - który posiada wszelką władzę nad wszystkimi stworzeniami, człowiekowi powierza władzę nad naturą. Naszym zadaniem jest mądre i rozsądne użytkowanie czyli np. zabijanie zwierząt na pożywienie a nie dla przyjemności, znęcanie się, etc. Czy jest to wystarczająca odpowiedź na pytanie: 'jak się ma do tego, że człowiek winien żyć zgodnie z naturą?' :)

co do ludzi, którzy zaczynają chodzić do kościoła - to bardzo dobrze, nawracają się, jest przecież napisane :"Większa jest radość w niebie z jednego nawróconego niż 99 sprawiedliwych". A ci którzy nie chodzą do kościoła a są dobrymi ludźmi mają również szanse na wejście do Królestwa Niebieskiego, nie są w żaden sposób wykluczeni.

nie wyjaśniłaś jednak dlaczego zmartwiło Cię zdanie (cyt):Istniejąc na „obraz” i „podobieństwo” Boga musimy zrozumieć, że oznacza to, iż zostaliśmy stworzeni by być podobnymi do Boga... czy chodzi o to, że skoro nie znasz Boga nie cieszysz się z tego podobieństwa? Czy dobrze się domyślam?
ogórki w occie potrafią oCUcić CU...
_____________________________
http://www.youtube.com/watch?v=1HpfSVL1tp4

exa
Doświadczony ❃
Posty: 1741
Rejestracja: 28 sie 2006, 19:13
Choroba: CU
województwo: łódzkie
Lokalizacja: Łódź/Piaseczno

Re: czy to w co wierzę wyjaśnia sens mojego cierpienia?

Post autor: exa » 26 kwie 2009, 14:48

naomi, niepotrzebnie tłumaczysz mi sprawy oczywiste....nie tego oczekiwałam po tej dyspucie... :wink:
naomi pisze:człowiekowi powierza władzę nad naturą.
tu wychodzi zadufanie człowieka, który sądzi, że panuje nad naturą....wystarczy jedna powódź, jeden wybuch wulkanu, jedno tornado, czy jedno trzęsienie ziemi, jeden cykl ziemi...a człowieka już nie ma....nie jesteśmy w stanie ujarzmić natury, ani w pojedynkę, ani w tzw kupie...
naomi pisze:Dostaliśmy też całą ziemię do 'użytkowania'
nie dostaliśmy, nic nam się nie należy, żyjemy na ziemi obok, może przesadzę, miliona innych gatunków.....jesteśmy gdzieś tam w tzw łańcuchu pokarmowym, a na końcu i tak "królem czerw" (stwierdzenie Szekspira)....to nad czym panujemy?..może kiedyś będziemy - dlatego na obraz i podobieństwo - ale jeszcze nie teraz, człowiek nie jest na to gotów...
naomi pisze:nie są w żaden sposób wykluczeni.
ulżyło mi... :wink:

dlatego, że mamy rozum, wbrew prawom natury udało się człowiekowi przetrwać....bo myśli, ma nadzieję, wierzy, zadaje pytania, dziwi się i prze na przekór wszystkiemu do przodu...
naomi pisze:zy chodzi o to, że skoro nie znasz Boga nie cieszysz się z tego podobieństwa? Czy dobrze się domyślam?
niedobrze....chodziło mi o to, ze zdanie to jest tzw masłem maślanym i żadnym argumentem, do tego stwierdzenie: musimy zrozumieć.....
choruję od 96 roku, diagnoza od 98, remisja: od 2004 z 3 miesięczną przerwą:) bez leków (nie polecane)

ODPOWIEDZ

Wróć do „Etyka/Religia”