jestem stażystką gastroenterologii

Wyjaśnienia dotyczące badań diagnostycznych i przygotowanie do nich

Moderatorzy: Anette28, Moderatorzy

Zablokowany
Lukrecja
Debiutant ✽
Posty: 23
Rejestracja: 24 sie 2010, 12:17
Choroba: CU u partnera
województwo: łódzkie
Lokalizacja: Łódź

Re: jestem stażystką gastroenterologii

Post autor: Lukrecja » 24 sie 2010, 22:26

Sprawa na szczęście zaczęła się rozjaśniać :idea: Ogólnie daliśmy sobie czas do jutra na przetrawienie tego i przespanie się z tym. Nic na siłę. Ale po kolei…
Będzie dłuuugo, ale mam wiele do powiedzenia i czuję tez, że opisanie tego mi pomoże poukładac i uporządkować tę nieco skomlikowaną sprawę.
Bardzo Wam dziękuję za rady i czekam oczywiście na dalszy odzew :roll:
Tomy, jak przeczytałam Twego posta, to nawet się nie zdenerwowałam, tylko zaczęłam się śmiać autentycznie :D W życiu bym nie przypuściła, że może to zostać tak odebrane! Też mi to nie odpowiada, ale nie ubarwiłam niestety ani jednego zdania…Zresztą po co miałabym ubarwiać, jestem tu anonimowa i chciałam poznać opinie osób totalnie obcych, ale związanych z tematem, spojrzeć na problem z boku, obiektywnie, bo nie potrafię się nadal zdystansować…Rany Julek, ja naprawdę rozumiem, że mnóstwo teraz trolli forumowych, prowokujących szokującymi historyjkami, ale po co ma ktoś fantazjować na forum o chorobach?!?ŻADEN argument mi do głowy nie przychodzi. Zresztą moja sytuacja nie jest jakaś dramatyczna ani szokująca, głupi zbieg okoliczności tylko i sama się zgubiłam…
Bo wiem, że jest jakaś granica, ale nie wiem gdzie. :?: Ludzie, którzy są dla mnie jakimiś autorytetami (lekarze, konkretnie) mówią, bym zajęła się tym, bo on może na tym bardzo skorzystać i tylko polepszę w ten sposób sytuację, a sama się też wiele nauczę. Jeśli chodzi o znajomych, to wielu nie wie o chorobie Piotrka i nie mam zamiaru ich uświadiamać. Natomiast ci co wiedzą odradzają mi uczestniczenie i zaangażowanie od strony medycyny i diagnostyki, bo „potem już nie będzie tak samo”. Co niby nie będzie?! Traktuję ich z przymrużeniem oka, bo malutkie mają o chorobie pojęcie. Ale z drugiej strony dało mi to do myślenia i jestem w kropce. :oops:
Z drugiej strony ja też jestem bardzo nieufna w necie (przy okazji przypomniały mi się moje traumatyczne wspomnienia, gdy jako 13 latka – wtedy internet był rzadkością – przesiadywałam trochę na czatach, wszystkim ufałam, bardzo się zawiodłam i do teraz mam uraz ;) ) i rzeczywiście, jak przeczytałam me posty, to widzę jak bardzo to chaotyczne, nieskładne i pełne nieokiełznanych wtedy emocji. Ostatnią noc miałam mega ciężką, już nie wiem ile godzin jestem na nogach i ile nocy nie spałam i chyba mi trochę padło na mózg rzeczywiście. Za szybko to na mnie spadło (zaostrzenie), ale teraz już myśle bardziej na zimno, opanowałam się trochę. Piszę teraz rozwlekle i szczegółowo, bo czuję że nie raz będę tu jeszcze szukac rad i pomocy i chcę wszystko wyjaśnić. NZJ nie były u mnie jakoś szczegółowo omawiane, trzeba się samemu starać, a forum mi sporo rozjaśniło.
Swą drogą muszę o tym forum Piotrkowi napomknąć, bo nie wie jeszcze, że tu pisuję. Jeszcze się okaże, że też jest zalogowany :D


Poza tym jeszcze wiele zaostrzeń przed nami i musimy pokonać bariery i przemóc się. Piotrek na szczęscie się już przełamuje, chyba pogodził się na amen z chorobą i chociaż co chwilę muszę mu przypominać, że nic się między nami nie zmieni, to zaczyna się otwierać się w tym temacie Wieczorem powiedział, że skoro mi tak zależy to mogę baaardzo powoli mysleć o możliwości asystowania przy jego badanich i leczeniu :roll: Postęp jest :razz:
Psycholgii nigdy za bardzo nie pojmowałam, nie wiem, chyba się nie umiem wczuć w czyjąś sytuację :cry: . Nastawienia psychiczne wielu ludzi są dla mnie nie do ogarnięcia. Dopiero niedawno zrozumiałam, jak wielkie znaczenie w praktyce ma nastawienie i jeszcze sporo nauki przede mną. Ksiązki poszukam, dziękuję za info!
A i pomógł mi sporo ten wątek: viewtopic.php?t=3709
Ostatnio zmieniony 03 lis 2011, 12:45 przez Lukrecja, łącznie zmieniany 1 raz.

Misia

Re: jestem stażystką gastroenterologii

Post autor: Misia » 24 sie 2010, 22:43

treść wpisu została usunięta na prośbę użytkownika

Lukrecja
Debiutant ✽
Posty: 23
Rejestracja: 24 sie 2010, 12:17
Choroba: CU u partnera
województwo: łódzkie
Lokalizacja: Łódź

Re: jestem stażystką gastroenterologii

Post autor: Lukrecja » 25 sie 2010, 00:08

............................
Ostatnio zmieniony 03 lis 2011, 12:35 przez Lukrecja, łącznie zmieniany 1 raz.

Misia

Re: jestem stażystką gastroenterologii

Post autor: Misia » 25 sie 2010, 09:37

treść wpisu została usunięta na prośbę użytkownika

Tomy
Doświadczony ❃
Posty: 1162
Rejestracja: 07 sty 2006, 13:46
Choroba: CU
województwo: śląskie
Lokalizacja: Polska

Re: jestem stażystką gastroenterologii

Post autor: Tomy » 25 sie 2010, 10:41

Lukrecja pisze:Tomy, jak przeczytałam Twego posta, to nawet się nie zdenerwowałam, tylko zaczęłam się śmiać autentycznie :D
Haha, to jeżeli ta moja pisanina prowadzi do autentycznego śmiechu, to jeszcze nie jest ze mną tak źle :D
Lukrecja pisze:Oczywiście, że podczas rekto można złagodzić krwawienie, wyciąć polipy i tak dalej. Także nieżylakowe krwawienie (chociaż hemoroidy narzeczony też posiada), jeżeli zlokalizuje się źródło (wrzód w przypadku CU). To jest doraźna miejscowa hemostaza. Ale wiem o tym teoretycznie, w praktyce (choć wykonałam sama kilkanaście rekto) nie spotkałam takiego przypadku

No właśnie, ja też nie słyszałem o takim przypadku, a z moim kilkunastoletnim stażem z CU i kiedyś koszmarnymi zmianami w jelicie, to na pewno jakiś lekarz zaproponowałby taki sposób tamowania krwawienia. Rozumiem, że z tą miejscową hemostazą to chodziło Ci o miejscową elektrokoagulację? Bo hemostaza to są naturalne procesy krzepnięcia krwi (kaskada krzepnięcia, czop itd), a nie ingerencja lekarza.

No ale zostawmy szczegóły, powiedz lepiej co wyszło z tej wczorajszej rektoskopii? I czym Twój narzeczony jest leczony przy takim zaostrzeniu? Bo może jest coś, co nam też mogłoby się przydać.

Pozdrawiam :)

Awatar użytkownika
leila
Doświadczony ❃
Posty: 1237
Rejestracja: 18 mar 2008, 18:24
Choroba: CU
województwo: zachodniopomorskie
Lokalizacja: ....

Re: jestem stażystką gastroenterologii

Post autor: leila » 25 sie 2010, 15:29

ja tez jestem za tym aby pewne tabu było w zwiazku i nie powiedziałabym wszystkiego o chorobie drugiej połowie :roll:
zepchnac chorobe na dalszy plan
Obrazek
Obrazek

Lukrecja
Debiutant ✽
Posty: 23
Rejestracja: 24 sie 2010, 12:17
Choroba: CU u partnera
województwo: łódzkie
Lokalizacja: Łódź

Re: jestem stażystką gastroenterologii

Post autor: Lukrecja » 26 sie 2010, 02:50

[cytat usunięty na prośbę użytkownika]
Już dawno zauważyłam, że nie umiem często wyrazić słowami tego co myślę :razz: Chodzi o to, że nie będę juz miała tak realnego, rzeczywistego wpływu na diagnostykę i leczenie. Będę miała swoje zdanie ewentualnie, ale na tym się skończy i będę tylko bliską osobą. Ale samą chorobę oczywiście będę starała się postrzegać obiektywnie, bez emocji, jasne :tak:
Tomy pisze:Rozumiem, że z tą miejscową hemostazą to chodziło Ci o miejscową elektrokoagulację?

Tak. Głównie stosowana do usuwania polipów, ale w tym przypadku też. Gdzieś się natknęłam na określenie tego hemostazą (tak, wiem, że to ogólne pojęcie! :) ) W necie poszperałam teraz http://www.czytelniamedyczna.pl/nm_ko11.php nic nie ma oprócz tego, ale jednak takiego sformułowania można też użyć
Tomy pisze:co wyszło z tej wczorajszej rektoskopii?
w skrócie: Rektoskopia do 19 cm. Stan zapalny kanału odbytu. Krwawienie kontaktowe. Odbytnica obrzęknięta. Pobrano biopsję śluzówki.
Tomy pisze: I czym Twój narzeczony jest leczony przy takim zaostrzeniu? Bo może jest coś, co nam też mogłoby się przydać.
Asamax 0,5 3 x 3, hydrokortyzon wlewki, Pentasa zawiesina doodbytnicza, Dicoflor, Triomar, witaminy, Kalipoz. Wlewy dożylne: krew, żelazo, glukoza. To w większości moje pomysły, ale zostały szczegółowo skonsultowane. Odrobinę na ślepo - po kolono się więcej wyjaśni. Martwi mnie, że te wlewki się długo nie utrzymują, nie wiem czy zawsze tak jest przy CU, czy też pielęgniarka je aplikująca nie wszystko przewidziała.. :neutral: .Spytać się jak to wykonuje? :?:
Zenobius pisze:I jaki wplyw na stres Piotrka bedzie mialo to, ze Ty sie nim bedziesz zajmowac? ( a stres == zaostrzenie ).
Stres = zaostrzenie? Przed tym pogorszeniem on na pewno nie był zestresowany. Wręcz przeciwnie, mieliśmy kontynuować świetne wakacje, wyjazd w planach, żadnych problemów, nawet nasz skromny nieco zespół muzyczny zaczynał odnosić sukcesy. Zresztą on mało czym się stresował, oboje byliśmy optymistami szczęśliwymi. Teraz się wszystko zmieniło, i on się o to obwinia. Tłumaczę że nie mamy na to wpływu i wszystko się ułoży, ale on sam chyba się musi z tym uporać. Przede wszystkim.
Zenobius pisze:Watkow o psychice jest sporo tutaj, radze poczytac
Czytam, czytam intensywnie, mam zamiar się zapoznać od deski do deski :mrgreen:
Zenobius pisze:A jak to jest miedzy wami jak ktores choruje i musi lezec w lozku i trzba mu/jej pomagac - robic jedzenie itp. itd. ?
Nie było dotychczas takiej sytuacji właśnie. Bylismy zdrowi, jego nigdy pijanego nie widziałam (choć piwo uwielbia ;) ), a ja, jak przesadzę z alko, to idę spać na amen i nawet kaca nigdy nie miałam :lol: a mogę duuużo wypić :wink:
Zenobius pisze:A rozwiazanie.. moze po prostu sprobuj z nim pogadac, niech on wyznaczy granice - oczywiscie nie stale, ale granice teraz - na co moze sie zgodzic, a co jest dla niego krepujace?
I niech sie powoli oswaja z tym.
Dokładnie coś takiego powiedział. Zacytuję :wink: Że w tej chwili nie jest jeszcze pewien, czy wytrzyma moją obecność przy nim w absolutnie każdej sytuacji, ale że zaczyna mi ufać, że nie stanie się nagle kimś niewytrzymałym i miękkim w moich oczach i zaczyna zmieniać nastawienie. Przynajmniej tak twierdzi. :roll:
Zenobius pisze:nam zwiazki ktore mowia sobie wszystko i sa szczesliwe - lacznie z tym, ze dyskutuja o tym czy i czemu dana dziewczyna/facet sie drugiej stronie podoba i tak, mowia sobie o tym, ze sie podoba. Nie, ze mowia "nie nie, Ty dziubdzius jestes och-ach mmm ".
ha ha, mamy identycznie :beer: Wiem dokładnie jakie dziewczyny mu się podobają (prócz mnie rzecz jasna :lol: ) i na odwrót. On jest strasznym zazdrośnikiem, a mi z czasem przeszło, ale trzeba mieć dystans, być szczerym i rozmawiac z przymrużeniem oka o takich rzeczach :]


Szczęśliwie się okazało, że nie będzie żadnych konsekwencji wobec mnie, jeśli nie przyjdę na badania. Z drugiej strony usłyszałam od niego, że to świetnie, że moge byc prawie cały czas z nim :) No i chciałabym na własne oczy zobaczyć jak ta śluzówka wygląda podczas kolono, ten jeden raz (może jestem nienormalna :razz: ). Jeśli nie będzie miał nic przeciwko, to będę przy tym, zależy od niego. Mamy podobne bardzo charaktery i podejrzewałam, że jego podejście się zmieni po tym szoku. Tu rzadko robią w narkozie (chyba tylko u dzieci), ale dam mu Dormicum choćby. Najlepsi lekarze pracują tu na 1/10 etatu, reszta prywatnie w gabinetach, więc tym bardziej muszę coś zadziałać, by wszystko dopracować. No i nie wiem czy pogodzę się z myślą, że ma znajoma na stażu jakaś będzie się na nim uczyć, a ja nie będę mogła przy nim być :> (zazdrośc? :lol:)

Fizycznie się czuje fatalnie, ale poczucie humoru już mu wraca, cieszy się że możemy być razem, tylko gitary mu ponoć brakuje, tak byłoby idealnie :lol:

Ogólnie stwierdziłam w praktyce, że badania nie są aż tak drastyczne, ale przygotowania to po prostu horror, a jeszcze wiele nas czeka :evil:
Ostatnio zmieniony 03 lis 2011, 12:47 przez Lukrecja, łącznie zmieniany 1 raz.

Awatar użytkownika
obyty.z.cu
Doradca CU
Posty: 7789
Rejestracja: 28 lis 2008, 13:48
Choroba: CU
województwo: wielkopolskie
Lokalizacja: wielkopolska- Leszno

Re: jestem stażystką gastroenterologii

Post autor: obyty.z.cu » 26 sie 2010, 10:50

Lukrecja,naprawde ciekawie sie czyta ten temat.
Dla chorych to jak rektospekcja swoich doznan.
Dla mnie osobiscie wpisy Misia, to jedne z najwazniejszych.
Psychika w naszej chorobie to jest to co ją u nas wywoluje,zaostrza,powoduje ciagle myslenie o niej,my chorzy jestesmy troche ..sorki dla wszystkich "zboczeni" na jej tle.
Chocby tu kazdy mowil inaczej,zapieral sie i bil w piersi,w naszym mozgu ona jest zawsze.
Jelita to drugi mozg,zreszta ktos tu nawet podawal ciekawy artykul o tym.
Poczatki choroby i oswajanie sie z nia sa dla wielu szokiem.
Pierwsze badanie endoskopowe jest "niezapomniane".
Rektoskopia w stanie ostrym zaostrzenia,gdzie krwawienie,obrzek czy pseudopolipy itp. to trudne do zniesienia , nawet kiedy sie je ma po raz np. 10.
Rownie trudne jest pokonanie na żywca sama pozycja wykonania badania i to wobec kobiet,
dla mezczyzny to trudne,dla mnie bylo to "bardzo trudne".
Prawda chyba jest to, ze kazde nastepne badanie endoskopem bedzie "przystepniejsze" dla chorego , bo wie czego sie spodziewac,jak wyglada to badanie...a bol ?..coz...z tym to juz jest roznie.
Ustalenie "granicy" przez narzeczonego o ktorej tu piszecie jest bardzo wazne,
powinno byc akceptowalne,ale... on niewie jak bedzie ta choroba sie rozwijala,
nie potrafi przewidziec swego stanu,wiec dodajcie do tej "granicy" jakąś "klauzule" o stanach nadzwyczajnych.
Dla mnie,dla kazdego chorego miec "swojego" domowego lekarza to chyba pragnienie ,przeciez wiadomo,ze nawet nie robiac badan potrafisz mu dac ocene wynikow,uspokoic czy nakierowac na nastepne badania,albo wdrozyc konieczne leki.To takie "uspokajajace " dla chorego,moze sie czuc bezpiecznie,
i chocby na dzis twoj narzeczony mowil co innego,to i tak bedzisz to robic, a on,nawet nie przyznajac sie do tego bedzie tego oczekiwal.
Wiele bedzie wiec zalezec od ciebie , w jakiej formie bedzie ten twoj "nadzor" lekarski prowadzony.

Tak zupelnie obok,ale w temacie:
a co bedzie kiedy z wami bedzie troszeczke gorzej,jak to w kazdym zwiazku...
jesli ty bedzisz lekarzem prowadzacym...
Lukrecja pisze:Martwi mnie, że te wlewki się długo nie utrzymują, nie wiem czy zawsze tak jest przy CU, czy też pielęgniarka je aplikująca nie wszystko przewidziała.. .Spytać się jak to wykonuje?
W stanach zapalnych,gdy sa parcia,nieustanne "myslenie" ze to czas na wc, nawet nic nie jedzac czy nie pijac i tak biega sie do lazienki.
Wlewki powinnny byc odpowiednio podane i tu wazna jest rola pielegniarki,odpowiednia pozycja chorego,odpowiedni zestaw (zawsze sie dziwilem czemu jedne pielegniarki przygotuja go dobrze, a inne nie) ,bardzo wazne by choremu powiedziec co ma robic jak ma wlewke,dobrze by bylo by te wlewke robila pielegniarka ,ktora wie jak to robic i jak ona ma dzialac...no i czas podania wlewki.(niestety czesto zdazalo sie ze wlewki zle podane wyplywaly na podloge i to z ewidentnej winy nieumiejetnej pielegniarki i zlego zestawu).
Dla pielegniarki w szpitalu to tylko jeszcze jedno zlecenie do wykonania,
jesli zrobi ja popoludniu,kiedy po oddziale kreca sie ludzie,kiedy chory jest po posilku czy po wypitym napoju itd....to bardzo skraca czas jej utrzymania.
W szpitalu zawsze dogaduje sie z pielegniarka by te wlewke podawala mi pozno wieczorem,sam wczesniej jestem po kilku wizytach w wc,na oddziale spokoj,pielegniarka jest tez wyluzowana...wtedy czesto zasypiam nawet z taka wlewka i one sa dla mnie wtedy naprawde "wysoko-dzialajace" :wink:

A na koniec,CU to choroba przewlekla wiec duzo przed wami,
lepiej wiec na poczatku tej drogi sobie to poustawiac,
ale i tak życie pokaze swoja droge wiec...
życze duzo cierpliwosci i .....
to naprawde dobry pomysl zaprosic swego narzeczonego na nasze forum.
Tu bedzie mogl zapytac o to,o co Ciebie nigdy nie zapyta :oops:
Jesli zas przeczyta twoje posty tuta to zrozumie i twoje dylematy .
„Przytulanie jest zdrowe. Wspomaga system immunologiczny, utrzymuje człowieka w dobrym zdrowiu, leczy depresje, redukuje stres, przywołuje sen, odmładza, orzeźwia, nie ma przykrych skutków ubocznych, jest więc po prostu cudownym lekiem ..."Każda droga zaczyna się od pierwszego kroku" . https://senmaluszka.pl

Lukrecja
Debiutant ✽
Posty: 23
Rejestracja: 24 sie 2010, 12:17
Choroba: CU u partnera
województwo: łódzkie
Lokalizacja: Łódź

Re: jestem stażystką gastroenterologii

Post autor: Lukrecja » 26 sie 2010, 16:23

Zenobius pisze:A czemu nie kolonko od razu.. ?
Bo na kolono jeszcze musimy parę dni poczekać, a rektoskopią chcieli potwierdzić czy to na pewno colitis ulcerosa. Jego ostatnia (i jak na razie jedyna) kolonoskopia nie została przeprowadzona do końca (skurcz jelit i ból, ale dostał wtedy tylko ibuprofen i no-spę, śmieszne po prostu!!! :mad: ), i choć wszystko wskazywało na CU, to nie było to do końca pewne. Aktualnie wyniki histopato to zdecydowanie CU
Zenobius pisze:Znaczy sie, musicie przez to przejsc w wersji hardcore
heh no niestety :lol: ale dla mnie to nie jest żaden problem
Zenobius pisze:Popros zeby Ci film nagrali, powinni moc jak maja jakis nowy sprzet Bedziecie sobie mogli razem popatrzec
zobaczę jak to da się w praktyce rozwiązać :razz:
obyty.z.cu pisze:Ustalenie "granicy" przez narzeczonego o ktorej tu piszecie jest bardzo wazne,
powinno byc akceptowalne,ale... on niewie jak bedzie ta choroba sie rozwijala,
nie potrafi przewidziec swego stanu,wiec dodajcie do tej "granicy" jakąś "klauzule" o stanach nadzwyczajnych.
właśnie, też to wzięłam pod uwagę...Ale dla nas to raczej oczywiste, nie musimy chyba nawet tego przedyskutowywać jakoś drobiazgowo
obyty.z.cu pisze:Tak zupelnie obok,ale w temacie:
a co bedzie kiedy z wami bedzie troszeczke gorzej,jak to w kazdym zwiazku...
jesli ty bedzisz lekarzem prowadzacym...
nie dopuszczam takiej myśli :razz: Ponadto, gdy ja się zajmę dalszą nauką zupełnie innych dziedzin, to nie będę już lekarzem w jego wypadku
obyty.z.cu pisze:W stanach zapalnych,gdy sa parcia,nieustanne "myslenie" ze to czas na wc, nawet nic nie jedzac czy nie pijac i tak biega sie do lazienki.
Wlewki powinnny byc odpowiednio podane i tu wazna jest rola pielegniarki,odpowiednia pozycja chorego,odpowiedni zestaw (zawsze sie dziwilem czemu jedne pielegniarki przygotuja go dobrze, a inne nie) ,bardzo wazne by choremu powiedziec co ma robic jak ma wlewke,dobrze by bylo by te wlewke robila pielegniarka ,ktora wie jak to robic i jak ona ma dzialac...no i czas podania wlewki.(niestety czesto zdazalo sie ze wlewki zle podane wyplywaly na podloge i to z ewidentnej winy nieumiejetnej pielegniarki i zlego zestawu).
Ta choroba przewartościowuje wszystko. Zawsze był niesamowicie silny, fizycznie i psychicznie, po szlakach wysokogórskich wytrwale wędrujemy, w zasadzie na nic się nie skarżył, ale teraz ledwo ma siłę ruszyć ręką, nawet żeby się na drugi bok przekręcić potrzebuje pomocy, rzeczywiście nigdy bym nie przypuśiła, że zobaczę go w takim stanie :oops: :nie: Wierzcie lub nie, ale skoro on, tak odporny do tej pory i wytrzymały, tak wyraźnie cierpi, to musi to boleć paskudnie
W dodatku na sali są jeszcze 4 osoby, a on nie ma szans udawać się do łazienki. Jak już pisałam jest koszmarnie osłabiony, obolały, ma gorączkę, 3 kroplówki, wenflon, cewnik i czasem kaniulę donosową z tlenem. Daleko się z tym nie dojdzie samemu.To bardzo pogarsza sytuację, ale co zrobić... :?: Bezsilnośc... :(
Ostatnio zmieniony 03 lis 2011, 12:42 przez Lukrecja, łącznie zmieniany 2 razy.

Awatar użytkownika
ita71
Doświadczony ❃
Posty: 1885
Rejestracja: 28 sty 2009, 22:45
Choroba: CD u dziecka
województwo: pomorskie
Lokalizacja: Trójmiasto

Re: jestem stażystką gastroenterologii

Post autor: ita71 » 26 sie 2010, 23:10

Lukrecja pisze:Zenobius napisał/a:
Popros zeby Ci film nagrali, powinni moc jak maja jakis nowy sprzet Bedziecie sobie mogli razem popatrzec

zobaczę jak to da się w praktyce rozwiązać
Ja dostaję badanie kolonki na płytce i nie ma z tym problemu :smile:
Hm...ale nieciekawie to wygląda i zbyt często nie oglądam,
żeby bardziej się nie zdołować :smutny:
Nigdy nie mów nigdy...

Lukrecja
Debiutant ✽
Posty: 23
Rejestracja: 24 sie 2010, 12:17
Choroba: CU u partnera
województwo: łódzkie
Lokalizacja: Łódź

Re: jestem stażystką gastroenterologii

Post autor: Lukrecja » 03 wrz 2010, 23:30

[cytat usunięty na prośbę użytkownika]
Wiele godzin przeglądałam tony książek w domu, by znaleźć absolutnie wszystko na temat NZJ i okazało się, że ten podręcznik posiadam, jutro będę z nim zawierać znajomość :wink: Nigdy się nie interesowałam gastroenterologią, już wolałabym byc lekarzem medycyny sądowej niż wybrać tę specjalizację :razz: A życie dowcipnie pokazało, że muszę się w tej dziedzinie maxymalnie dokształcić ...:)
barney pisze:Otóż w klinice,także odbyła się rektoskopia w obecności samych kobiet,tzn lekarz
prowadzący kobieta,pielęgniarka i około dziesięć studentek.

największa paranoja ma miejsce w lipcu i sierpniu kiedy to odbywają się praktyki wakacyjne (miesiąc po każdym roku). Np. po I roki są praktyki pielęgniarskie i tacy studenci są praktycznie wszędzie, u nas w Katedrze również. Rezultat jest taki, że przy niemal każdym badaniu / zabiegu jest jakieś 10 osób :roll:
obyty.z.cu pisze:to naprawde dobry pomysl zaprosic swego narzeczonego na nasze forum.
Tu bedzie mogl zapytac o to,o co Ciebie nigdy nie zapyta
Jesli zas przeczyta twoje posty tuta to zrozumie i twoje dylematy .
Szczerze mówiąc wątpię, by chciał przeczytać, że podzieliłam się z obcymi ludźmi najbardziej intymnymi tematami bez jego wiedzy...(?). Za parę dni, mam nadzieję, wróci do domu, to powoli, spokojnie opowiem mu o forum :) Musiałam wygadać się osobom, które doskonale znają specyfikę tych chorób, bo tacy "zwyczajni"znajomi nie rozumieją tego do końca...Pewnie przesadziłam, ale chyba przeszłam jakieś załamanie nerwowe.

Za mną tak makabrycznie ciężki tydzień, gdy wracałam do domu to autentycznie film mi się urywał, a po przebudzeniu dopiero po kilkunastu sekundach przypominałam sobie co się dzieje :(


Jeśli następne zaostrzenie też będzie tak okrutnie ciężkie, to ja już nie wiem...Co to za męcząca choroba! :(

Zastanawiam się ile będzie dochodził do siebie po powrocie do domu? Dietę trzeba ustalić jakąś. Już część wyprawki szpitalnej zgromadziłam :D - strzykawki, wenflony, stojak na infuzje dożylne (przyda się do wlewek ;) ) Buscolysin i Ketonal w ampułkach i inne cuda ;)
I ciekawi mnie, jak on po tej szpitalnej rzeczywistości rozczesze długie hen za łopatki włosy :razz:

Najbardziej zastanawia mnie niewiedza niektórych lekarzy. Totalna i porażająca. I nieumiejętność przyznania się, że czegoś się nie wie...

Co do kolonoskopii...Tutaj swoistą biblią są książki w stylu "Atlas kolonoskopii" Helmutha Messmanna, a w nich odradzają jakiekolwiek znieczulenie, choćby krótkotrwałe propofolem np. I nigdy nie widziałam kolono w narkozie, w obecności anestezjologa. Ale oczywiście w przypadku Piotrka bez oporów mogliśmy zrobić to w znieczuleniu, tylko że on zdecydowanie twierdził, że chce być świadomy :?: Niewiele jest chyba przypadków, gdy człowiek na siłę rezygnuje z błogiego snu na rzecz bolesnego, skądinąd, badania :neutral: Ale co tam :lol: Mówi, że "chyba nie podejrzewam, że nie da rady?" Odpowiadam, że dobrze wiem , że wytrzyma i nie musi mi przecież niczego udowadniać. Ani nikomu. Dokładnie mu kolonkę opisałam, ze wszystkimi szczegółami (może to był błąd ;) ) i po tym stwierdził, że chce być przytomny, a nie żeby ktoś mu zmieniał pozycję gdy będzie bezsilny i bezwładny :o Podpisał w mgnieniu oka zgodę na badanie bez znieczulenia, nawet nie wiem kiedy, i już nie było dyskusji :D
A nie mogłam się powstrzymać i wypiłam trochę Fortransu :D Nie jest taki koszmarny ;) Kolono też dałabym sobie zrobić tu i teraz, bez wahania, i watpię bym się stała przez to mniej kobieca...? :?:
Ostatnio zmieniony 03 lis 2011, 12:55 przez Lukrecja, łącznie zmieniany 1 raz.

Mamcia
Specjalista od Spraw medycznych
Posty: 10316
Rejestracja: 04 mar 2004, 16:08
Choroba: CD u dziecka
województwo: mazowieckie
Lokalizacja: Warszawa
Kontakt:

Re: jestem stażystką gastroenterologii

Post autor: Mamcia » 06 wrz 2010, 23:40

Sulfosalazini 10,0
we wlewce to rewolucja w leczeniu.
Przyłacz się do Towarzystwa J-elita. Działamy dla waszego dobra, ale bez Waszej pomocy niewiele zrobimy.

Lukrecja
Debiutant ✽
Posty: 23
Rejestracja: 24 sie 2010, 12:17
Choroba: CU u partnera
województwo: łódzkie
Lokalizacja: Łódź

Re: jestem stażystką gastroenterologii

Post autor: Lukrecja » 07 wrz 2010, 08:23

Mamcia pisze:
Sulfosalazini 10,0
we wlewce to rewolucja w leczeniu.
Dlaczego?
Dopełnia się skrobią do 500 ml i dzieli na 5 wlewek po 100 ml, zatem dawka sulfasalazyny we wlewce wynosi 2 g.
Inna wersja recepty:

Sulfasalazini 2,0
Hydrocortisoni
Tannini aa 0,1
5% Sol. Amyli solani ad 100,0
M.f.susp. D.t.d. No V
D.S. 5 pojedynczych wlewek doodbytniczych


Edit: Rzeczywiście, nie napisałam tam, że to się dzieli :oops: Ale chyba nikt nie zaaplikowałby sobie półlitrowej wlewki z 10 g sulfy ...Zresztą i tak sam nikt sobie tej recepty nie zrealizuje :)

Lukrecja
Debiutant ✽
Posty: 23
Rejestracja: 24 sie 2010, 12:17
Choroba: CU u partnera
województwo: łódzkie
Lokalizacja: Łódź

Re: jestem stażystką gastroenterologii

Post autor: Lukrecja » 07 wrz 2010, 09:07

Odwrotnie. Uważam takie rozumowanie za absurd i niedorzeczność.
Ale wiele osób mi tu sugerowało, że mężczyzna traci w oczach kobiety męskość i atrakcyjność, gdy ta go zobaczy w takiej sytuacji.
To było zatem "groteskowe" pytanie retoryczne :)

Mamcia
Specjalista od Spraw medycznych
Posty: 10316
Rejestracja: 04 mar 2004, 16:08
Choroba: CD u dziecka
województwo: mazowieckie
Lokalizacja: Warszawa
Kontakt:

Re: jestem stażystką gastroenterologii

Post autor: Mamcia » 07 wrz 2010, 13:35

Sulfa we wlewkach na mój gust mija się z celem, bo zanim zacznie działać musi zostać rozłożona przez bakterie jelitowe do mesalazyny i sulfapirydyny, a to trwa. Dlatego wlewki robi się z mesalazyny, która działa miejscowo od razu po wprowadzeniu.
Przyłacz się do Towarzystwa J-elita. Działamy dla waszego dobra, ale bez Waszej pomocy niewiele zrobimy.

Zablokowany

Wróć do „Diagnostyka”