_del

czyli o problemach damsko-męskich, o przyjaźni w różnych odcieniach, a także o rodzinie.

Moderatorzy: Anette28, Moderatorzy

Zablokowany
JarekSeeker
Początkujący ✽✽
Posty: 114
Rejestracja: 05 maja 2006, 17:22
Choroba: CU
województwo: łódzkie
Lokalizacja: Łódź

_del

Post autor: JarekSeeker » 16 gru 2008, 09:29

nieaktualne
Ostatnio zmieniony 26 paź 2014, 02:07 przez JarekSeeker, łącznie zmieniany 3 razy.
Most people are so ungrateful to be alive.. But not you.. not anymore..

Awatar użytkownika
Alishia
Aktywny ✽✽✽
Posty: 728
Rejestracja: 12 sty 2007, 19:34
Choroba: CD
województwo: opolskie
Lokalizacja: Opole
Kontakt:

Re: _del

Post autor: Alishia » 16 gru 2008, 10:10

Przeraziło mnie to co napisałeś.Choroba tak spotęgowała Wasze życie,że wydaje się jakbyście Wy żyli dla tej choroby!A tak być nie powinno.
Strach,owszem..to norma.W dozwolonych dawkach można.Wami jednak zawładnął.Szczególnie Twoją dziewczyną.Nie rozumiem tego..była z Tobą przez trzy lata "ataku"choroby i teraz odeszła do Ciebie,kiedy masz remisję i możesz zacząć cieszyć się życiem na nowo?
Cóż,Twoja dziewczyna po prostu Ciebie nie rozumie.Ale może ma troszkę racji z tą asekuracją.Pewnie brakuje jej jakiegoś spontanu.Ty musisz mieć wszystko zaplanowane.A nie wszyscy to lubią(szczególnie młode kobiety!).
Spróbuj się sam wyluzować,zawalczyć z psychiką.W teatrach,knajpach i nawet na grzybach możesz się przecież załatwić.
Najbardziej zakuło mnie stwierdzenie,że boi się..że dzieci Wasze też będą chore.To wg.mnie najgłupszy argument.Mój facet chce mieć ze mną dzieci.I chce by były zdrowe.Tak samo jak i ja.Ale czy będą?tego nie wiemy.Jednak nie jest to wytyczną w naszym związku.Póki co..żyjemy dla siebie,ze sobą.A dzieci..czy chore czy nie...będziemy kochać tak samo i cieszyć się z ich narodzin!
Twoja dziewczyna zostawiła Cię w ważnym momencie życia.Owszem,była przy Tobie kiedy "chorowałeś".Ale masz pewność,że nawet jak teraz zbudujecie nowy związek nie zostawi Cię w trudnym momencie?Przecież teraz tez masz trudny moment..uczysz się życia,codzienności na nowo.A kto jak to...partner powinien Ci w tym najlepiej pomóc!
Pomyślności życzę!

JarekSeeker
Początkujący ✽✽
Posty: 114
Rejestracja: 05 maja 2006, 17:22
Choroba: CU
województwo: łódzkie
Lokalizacja: Łódź

Re: _del

Post autor: JarekSeeker » 16 gru 2008, 10:20

Dziekuje za pierwsze odpowiedzi. Pozwolcie, ze nie bede sie na razie do nich odnosil, chcialbym poznac zdanie jak najwiekszej liczby forumowiczow.

W tym miejscu jednak male sprostowanie - bylismy ze soba od 8 m-cy. Nie bylo jej w moich najciezszych chwilach. Byla, gdy juz wychodzilem na prosta, wazylem 62kg...a ona zaczela mnie karmic uczuciem, bliskoscia i jedzonkiem :) i przytylem do obecnych 84 kg.

Zapytalem ja wprost - czy gdyby mi sie cos stalo (np wyladowalbym na wozku, albo zachorowal dopiero teraz - czy by odeszla..powiedziala, ze nie. dla mnie to sprzecznosc, bo teraz jestem w takiej samej sytuacji, w jakiej jestem obecnie, ale pragne poznac Wasze zdanie). Prosze o kolejne wypowiedzi i serdecznie za nie dziekuje!

[ Dodano: 16-12-2008 ]
dodam moze jeszcze odnosnie tej "spontanicznosci" - teraz nie musze juz sobie nic planowac z wyprzedzeniem. jest pomysl/decyzja- robie. wczesniej, gdy bylem w gorszym stanie - musialem. gdy sie "uczylem" zyc na nowo - takze, w coraz mniejszym stopniu z dnia na dzien, ale musialem. jesli wroci zaostrzenie, bede juz znal mozliwosci organizmu i na pewno nie bede sie az tak asekurowal.
ale biorac to wszystko pod uwage - dlaczego moja luba uwaza, ze bede sie w przyszlosci zaslanial choroba (i ze robilem to do tej pory) - tym samym, ze ja bezczelnie oklamywalem, a nie potrafi zrozumiec, ze nie mialem innego wyjscia? dodaje przy tym, ze gdyby cos mi bylo, to by rozumiala, ze nie moge czegos zjesc/zrobic. mam wrazenie, ze po prostu nie potrafila i nie potrafi wczuc sie w moje polozenie , a juz na pewno - niestety, zaufac, ze mowie prawde :( (mowiac, ze wie, ze nigdy jej nie oklamalem...dla mnie to kolejna sprzecznosc). juz sie gubie w tym wszystkim :(
Most people are so ungrateful to be alive.. But not you.. not anymore..

Awatar użytkownika
obyty.z.cu
Doradca CU
Posty: 7766
Rejestracja: 28 lis 2008, 13:48
Choroba: CU
województwo: wielkopolskie
Lokalizacja: wielkopolska- Leszno

Re: _del

Post autor: obyty.z.cu » 16 gru 2008, 13:50

viewtopic.php?t=6093&sid=6e0b5f691c5ea8 ... f3f4410504

i zgadzam sie z Pandzia,poza tym milosc ma swoje etapy,zakochanie to okres gdzie niepatrzy sie na boki tylko na partnerke,pozniej milosc dojrzewa i zauwaza sie problemy dnia codziennego.Czasem mysl o zdrowym potomku z "chorym" ,jak to bedzie z ekonomicznym zapewnieniem bytu rodzinie,a czasem poprostu "rodzinka" partnerki ma swoje wizje,...wazne zeby rozmawiac i sluchac,dialog to rozmowa na argumenty,dyskusja to wyszukiwanie argumentow na swoja korzysc...no tak,milosc niejedno ma imie !
poczytaj watek o zwiazkach osoby zdrowej z chora.

Musisz najpierw pogodzic sie z soba,zaakceptowc swoja chorobe,mozna z nia zyc,ale niemozna sie jej wstydzic,czasem lepiej wszystkim o tym mowic a nie ukrywac,tak jak z tym wyjsciem na grzyby,trzeba bylo powiedzic w czym problem i niebylo by domyslan i okreslen typu,ale to spioch-nie moze wstac na 6 rano,a dla grzybiarzy ta godzina to i tak pozno!

zycze pozytywnego myslenia !
„Przytulanie jest zdrowe. Wspomaga system immunologiczny, utrzymuje człowieka w dobrym zdrowiu, leczy depresje, redukuje stres, przywołuje sen, odmładza, orzeźwia, nie ma przykrych skutków ubocznych, jest więc po prostu cudownym lekiem ..."Każda droga zaczyna się od pierwszego kroku" . https://senmaluszka.pl

JarekSeeker
Początkujący ✽✽
Posty: 114
Rejestracja: 05 maja 2006, 17:22
Choroba: CU
województwo: łódzkie
Lokalizacja: Łódź

Re: _del

Post autor: JarekSeeker » 16 gru 2008, 14:28

o "spiochu" nie wspomnialem ani slowem, a ten argument ze "spie do poludnia" jest podnoszony od pierwszych dni, kiedy zaczalem jej opowiadac o swojej chorobie. wlasnie nic nie chcialem ukrywac ale zostalo to obrocone przeciwko mnie :( a powiedzenie, ze spie do poludnia wzielo sie stad , ze opowiadalem, ze gdy zaczynalem chorowac, faktycznie musialem spac do poludnia, bo w nocy np biegalem caly czas do toalety i kurcze - po takich katuszach, czyli biegunce na okraglo dzien w dzien i nieprzespanych nocach, musialem to odespac. dodatkowo - wazylem 57kg przy wzroscie 182cm i moim jedynym pozywieniem byl gotowany ryz+gotowany kurczak+gotowana marchewka. bez przypraw..bez smaku..bez niczego..w kolko, na okraglo, nieprzerwanie...skad ja mialem miec sily????? jak ma biegunke 2 dni to umiera z wycienczenia, a ja mialem non stop+glodowka.. zreszta - dobrze wiecie o czym mowie.. :(
teraz juz tak nie jest i az tak zle nie bedzie . i zamiast korzystac z tego, ze teraz moge wlasnie wszystko i zamiast byc PEWNYM ze gdy cos mi sie pogorszy, to nie na 3 lata i ze nie bedzie to moja wymowka, tylko prawda, to jestem oskarzany o klamstwo i o nieuzytecznosc :( masakra...ile razy jej cos dolegalo - nigdy nie mialem pretensji, zawsze bieglem z pomoca :(( a ona teraz podnosi argument, ze jak bedziemy mieli dziecko, to nie bede nim sie zajmowal..bo spie do poludnia... jasny szlag mnie trafia ... jakbym nigdy nie chcial czegos robic/zajac sie czyms. nie raz a wlasciwie zawsze miala u mnie oparcie i pomoc, opieke i troske. a teraz odplaca mi w ten sposob :(( i nie wierzy, ze jak kogos kocham, to zrobie dla tej osoby wszystko :( czuje sie jak tredowaty...a nie powinienem.
nie wiem...ja nie mysle w ten sposob. kocham ją i wiem, ze gdyby przyszlo mi stanąć przed nia z taka lub inna choroba, to bym przy niej byl, opiekowal sie i staral pomoc z calych sil. i nie mowil o jakiejs asekuracji czy nie wiem juz czym :((( rozumialbym, ze ta chora osoba chce jak najlepiej bo zawsze chciala i zrobi to. tym bardziej, gdy teraz jest w dobrej formie. przykro mi jak cholera i tyle :(

[ Dodano: 16-12-2008 ]
jak juz przy tym spaniu jestesmy, to kolejnym argumentem jest: "nie wyobrazam sobie jak Ty co sobota wstajesz ze mna rano ok 8-9 i pomagasz mi sprzatac. no bo Ty spisz do poludnia, wiec ja bede sprzatac a Ty laskawie wstaniesz ok 12. (...) nie wymyslilam sobie tego - to Twoje slowa" - no tak..wracamy do poczatku..
osoba, ktora zawsze przy niej byla, ktora pomagala na kazdym kroku, ktora pomagala w pracy, w ktorej sie poznalismy nawet w rzeczach, na ktorych sie nie zna;la (wtedy organizowalem pomoc osob trzecich), ktora , gdy uslyszala, ze cos jej dolega, byla natychmiast obok i biegla do apteki i NIGDY nie pytala, czy to nie zaslona z wygodnictwa, NAGLE nie bedzie chciala zetrzec kurzu z polek...bo spi do poludnia..tak jasne...bo ja uwielbiam spac do poludnia i nie mam nic innego do roboty!!! to oczywiste, ze wstaje sie wczesniej, zeby uporac sie z obowiazkami domowymi, by pozniej moc sie wyszykowac i gdzies sobie wyskoczyc lub spedzic czas razem. no ale ja spie do poludnia...
tak samo nie ma wg niej opcji, zebym ja poszedl po zakupy rano...bo spie do poludnia...matko - jak ona chorowala, i tak ja polamalo (kregoslup), ze nie mogla sie normalnie poruszac, to jej nie ciagnalem w gory, zeby sie powspinac na skalkach!!!!!! :(((
ale w odpowiedzi uslyszalem, ze nie boi sie tyle choroby, ile ze "bedziesz mial argument nie do obalenia - jestes chory", czyli ze np. jesli sie obudze i dojde do wniosku, ze mi sie nie chce wstac, to powiem - "daj mi spokoj, jestem chory, bede sobie spal do poludnia a Ty sprzataj jak chcesz". ona nie potrafi zrozumiec, ze tamten czas wymagal takiego podejscia :( czuje sie niesprawiedliwie :( bo gdyby to trafilo na nia, to bym nie snul domyslow, jak tu moja ukochana chce sobie uprzyjemnic zycie czyniac je max wygodnym i wykorzystac mnie, tylko sam bym pomagal , by ulzyc jej w cierpieniu... tak jak do tej pory to robilem :( jestem tym wszystkim zalamany :(( a ona mnie kocha i teskni...kazdy by sie zalamal takim obrotem sprawy.. :(((
Most people are so ungrateful to be alive.. But not you.. not anymore..

Awatar użytkownika
Linda123
Aktywny ✽✽✽
Posty: 652
Rejestracja: 30 kwie 2007, 15:54
Choroba: CD
województwo: mazowieckie
Lokalizacja: Warszawa
Kontakt:

Re: _del

Post autor: Linda123 » 16 gru 2008, 16:16

Moje zdanie jest takie jak poprzedników, czyli Twoja luba nie rozumie Ciebie i Twojej choroby. Jeżeli przez chorobę nie chce być z Tobą i obawia sie takich prozaicznych rzeczy jak "sprzątanie", to głupotka w porównaniu z tym, że Ty całą noc nie śpisz, cierpisz i muszisz poprostu odespać. Ona tak naprawdę boi się przyszłości z Tobą, niepewności bo nie wie na co może liczyć w życiu a na co nie. Chce mieć zdrowego partnera, ktory będzie przy niej blisko i którym nie będzie musiała sie opiekować. Ciężko jej z tym. To, że na początku dała Ci tyle wsparcia, świadczy o tym, że próbowała sobie ze wszystkim radzić, ale może poprostu ma tego dosyć. Jeżeli chce odejść, uszanuj to bo oboje będziecie się męczyć w tym związku.
biore: pentasa 2x2, sulfasalazyna 1x2
IBS u dziecka

JarekSeeker
Początkujący ✽✽
Posty: 114
Rejestracja: 05 maja 2006, 17:22
Choroba: CU
województwo: łódzkie
Lokalizacja: Łódź

Re: _del

Post autor: JarekSeeker » 16 gru 2008, 16:30

gdy mnie poznala, bylem juz chory. takiego mnie pokochala. dla mnie, jesli sie kocha, to na dobre i na zle, a nie tylko na dobre. i mialem tego przyklad w poprzednim moim zwiazku, podczas ktorego to dziewczyna, gdy dowiedziala sie, ze jestem tak chory, nie tyle nie odeszla, ale zaopiekowala sie mna i zapewniala, ze bedzie przy mnie i zebym niczym sie nie martwil, ze lekarz mowil, ze bedzie lepiej, ze bede mogl zyc normalnie...

moja (ostatnia) luba myslala o mnie powaznie, jak o mezu, a ja myslalem o niej rownie powaznie, jak o zonie i matce naszych dzieci. rozmawialismy o tym. na 2 tyg przed rozstaniem zazartowalem, ze gdybym przyszedl do niej z pierscionkiem zareczynowym, to pewnie by sie wystraszyla, a ona odpowiedziala: "nie przestraszylabym sie - jestem Ciebie pewna".
rozmawiam z nia codziennie..wyjasniam i tlumacze..i walcze z calych sil. gdyby nie twierdzila, ze gdy cokolwiek by mi sie stalo, to bylaby przy mnie, to nie tyle pozwolilbym jej odejsc, ile sam bym zwiał. bo nikt nie chce stapac po kruchym lodzie.
chce miec zdrowego partnera..a jaka ma gwarancje, ze jutro nie zachoruje? ja tez bylem kiedys zdrowy i wiem, ze znow bede. ale na pewno dziewczyna nie moze sobie z tym dac rady. po prostu boi sie..na dodatek sama mowi o sobie "maly boidudek", wiec juz nic wiecej nie potrzeba, by fatalizowac wszystko dookola .. :( a ja robilem i robie wszystko, by pokazac jej, ze potrafie zyc z ta choroba, ze daze z kazdym dniem do normalnosci i wreszcie mi sie to udalo, ze bylem przy niej bez wzgledu na to, czy mialem atak bolu, czy czulem sie rewelacyjnie (pamietam, ze na pierwsze spotkanie w kinie szedlem z atakiem bolu..) a scieranie kurzu to wlasnie dokladnie :cenzura: - tylko ze ona, gdy widzi, ze w danej sytuacji moga byc 2 opcje - nazwijmy "korzystniejsza" dla niej (pomagam jej) i "mniej korzystna" - biegam do wc, to zaklada na 100 ze nawet, gdy bede sie dobrze czul, to zawsze bede sie zaslanial choroba i lekcewazyl ja i oklamywal, ze jestem chory wiec nie wstaje. dodaje tez, ze na poczatku 2,3 razy bym wstal, ale po slubie to juz na pewno nie i co ona wtedy zrobi... masakra :((
dziewczynie zalezalo/zalezy, bo sama zainteresowala sie ta choroba, czytala, znalazla tez to forum, ale wyciaga bledne wnioski, ktore sa wynikiem braku wiedzy i doswiadczenia z ta choroba - i nie dziwie sie, bo nie jest ona popularna. ale skoro tlumacze, pokazuje przyklady i wszystko wyjasniam, to dlaczego tkwi nieprzerwanie w swoich zalozeniach? proponowalem jej nawet wspolna wizyte u lekarza - bez echa.
na chwile obecna waha sie, zastanawia, rozwaza mozliwosc powrotu..widze, ze "pracuje" w myslach nad tym wszystkim, ale strach ja paralizuje :( wychodzi na to, ze osoba, ktora powinna mnie wspierac, sprawia, ze to ja przekonuje i wspieram ja i uspokajam, ze cokolwiek sie nie bedzie dzialo, to przy niej bede i ze damy sobie rade. a wobec zaistnialej sytuacji to raczej ona powinna mnie zapewniac, ze ode mnie nie odejdzie, tylko bedzie przy mnie caly czas. i ze gdy powiem, ze cos mi dolega, to nie bedzie domniemywac, ze symuluje, tylko ze naprawde cos mi jest. nie wyobrazam sobie powiedziec komus, ze udaje. juz mi przyszla mysl, ze gdybym zapadl w spiaczke, to moze odlaczylaby aparature, zeby pozbyc sie klopotu - ona przestalaby cierpiec podwojnie, ja przestalbym cierpiec, "wszyscy" byliby zadowoleni.. zamiast robic wszystko, zeby mnie ratowac. ja bym czuwal przy niej dzien i noc i trzymal za reke i modlil sie, zeby sie wybudzila.. a ona teraz wlasnie tak dlugim zastanawianiem sie i w konsekwencji brakiem powrotu i zaufania mi wlasnie odlacza te aparature...i na pewno sobie z tego nie zdaje sprawy :(
i to oczywiste, ze by tak nie zrobila, bo okazala mi bardzo duzo serca, ale obecne jej asekuracyjne (i kto tu mowi o asekuracji...hmmm..)podejscie sprawia, ze takie mysli mi sie pojawiaja..bzdurne, ale po przelozeniu na logike myslenia mozliwe..
tylko ze zycie to nie same przyjemnosci a ja pomimo choroby pokazalem jej, ze potrafie przy niej byc zawsze i opiekowac sie nia - sama mi to przyznala. a to, ze raz na ruski rok nie bede mogl pojsc na grzyby - czy to przekresla mnie jako czlowieka?? ktorego kocha i ktory kocha ją? gdy byl mecz Polska-Niemcy, mielismy isc ze znajomymi wspolnie do pubu ogladac i kibicowac. nie mogla ze wzgledow zdrowotnych - bylem z nia, ogladalismy razem i bylem najszczesliwszym czlowiekei na swiecei, bo byla obok. gdyby wtedy byla w szpitalu, nie obejrzalbym ale tez bylbym szczesliwy, bo bylbym obok niej. i nic sie nie stalo. bo wiedzialem, ze gdy bedzie zdrowa, to ze mna pojdzie. i poszla. i ja tez bym poszedl na grzyby/ryby/nie wiem gdzie jeszcze. nie zeby grzybow nazbierac, tylko przede wszsytkim dlatego, zeby byc z nia!!
rownie dobrze w czasie grzybobrania ona moze byc chora..nie rozumiem..
dziewczyna mowi, ze grypa mija, a ja nadal bede chory. ale przeciez nie bede wiecznie lezal!!!! :(((
Most people are so ungrateful to be alive.. But not you.. not anymore..

JarekSeeker
Początkujący ✽✽
Posty: 114
Rejestracja: 05 maja 2006, 17:22
Choroba: CU
województwo: łódzkie
Lokalizacja: Łódź

Re: _del

Post autor: JarekSeeker » 16 gru 2008, 18:56

straszne...to wyobraz sobie co ja czuje - osoba, ktora swiata poza nia nie widzi.. ;((
najlepsze jest to, ze kazde jej postepowanie potrafilem na wszystkie sposoby wytlumaczyc. nawet jesli bardzo bardzo mnie bolalo-nie robie z siebie cierpientnika,bo to moj wybor i gdybym nie chcial, to bym o nia nie walczyl. nie wiem co jest grane - naprawde rozumiem, ze kazdy mialby chwile zwatpienia i zastanawial sie nad przyszloscia, rozmawial z Rodzicami, znajomymi, z samym soba...normalka - w koncu to przyszle zycie. ale - kurcze - popatrzmy trzezwo i zestawmy dwa fakty:
1) dziewczyna odeszla ode mnie, bo nie podoba jej sie asekuranckie podejscie do zycia+boi sie, ze dziecko bedzie chore
2) dziewczyna twierdzi, ze gdyby byla ze mna i cos by mi sie stalo, bylaby przy mnie i by nie odeszla tylko sie mna opiekowala.
Z pkt 2 wynika, ze gdybym byl zdrowy podczas naszej znajomosci i zachorowal w trakcie, nie odeszlaby. No wiec czym sie rozni moj obecny stan?? Tym, ze jest lepiej, niz mialaby okazje doswiadczyc. Dla mnie to sprzecznosc. Z drugiej strony wiedziala, ze jestem chory i zdecydowala sie ze mna byc (co prawda na poczatku bala sie ze umre, ale gdy przekonala sie, ze jednak sie na tamten swiat nie wybieram, zdecydowala sie ofiarowac mi swoje serce).
A czy warto.. moze powinienem spojrzec tak jak ona - z wielkim dystansem i na chlodno ocenic i zwyczajnie sie jej przestraszyc, ze mnie zostawi w kryzysowej sytuacji, niekoniecznie w chorobie ale jakimkolwiek innym klopocie?? Tylko ze jeszcze nie potrafie tak o niej pomyslec, bo wiem, ze mnie kocha, chcialaby byc ze mna szczesliwa, tylko zwyczajnie nie potrafi przezwyciezyc leku. No i niestety - ale zaufac mi, ze bede z nia wstawal o 8 rano zeby posprzatac..bo ja spie do poludnia..
Z pelna odpowiedzialnoscia powiem i bede powtarzal przy tym wszystkim - to nie jest zla dziewczyna, tzn. to, co robi, nie wynika z tego, ze chce sie mna bawic, moimi uczuciami i emocjami. Nigdy bym jej o to nie posadzil, choc tak dlugie (1,5 m-ca) obawy sugerowalyby inaczej.
Most people are so ungrateful to be alive.. But not you.. not anymore..

Awatar użytkownika
ewkunia
Doświadczony ❃
Posty: 1030
Rejestracja: 05 kwie 2008, 12:53
Choroba: niesklasyfikowane NZJ
województwo: pomorskie
Lokalizacja: z Nibylandii:)

Re: _del

Post autor: ewkunia » 16 gru 2008, 22:16

ja także uważam, że to nie jest osoba odpowiedzialna. wiesz, ja też znioslam glupie przytyki bylego lubego, że sobie wymyslam chorobę i ze mam obseje z wc-ciagle zlosliwe koemntarze. zero wsparcia, pomocy, itp. teraz ma mwsparcie większe od Przyjaciela, ktory dba o moj komfort psychiczny ,a wrecz sam jak mnie gdzies zaprasza mowi:' tam będzie wc'. to znaczy, że mozna inaczej. i nie tylko w kwestii tej naszej bliskiej sercu toalety;p,ale po prostu z człowiekiem moze byc INACZEJ. zatapianie się w konflikcie, ktory juz teraz jest widoczny golym okiem, nie prowadzi do niczego innego jak jakiegos nieszczescia. wiem,ze są uczucia, emocje,wspomnienia, ale pytanie zasadnicze: chcialbys miec dom, dzieci i nagle nawrot choroby i Twoja rzekoma druga polowa mowi ,ze jestes ...bezużyteczny...? myśle, że każdy z nas ma rozne potrzeby,ale oparcie jest podstawą...

na pocieszenie-widzę ,że wdales sie w toksyczna relację, to moja specjalnosc ;p buziaki:)
Ewkunia; biorę: nic; brałam :Asamax Imuran, Pentasę, Metronizadol, Encorton, Salofalk, Jucolon, wlewki z hydrokortyzonem,..., and many more ;p ważę 60kg/169cm, mam notorycznie stany podgorączkowe;/ Moje jelita źle znoszą mesalazynę.

JarekSeeker
Początkujący ✽✽
Posty: 114
Rejestracja: 05 maja 2006, 17:22
Choroba: CU
województwo: łódzkie
Lokalizacja: Łódź

Re: _del

Post autor: JarekSeeker » 16 gru 2008, 23:08

Pandzia pisze:
dla mnie tez jest to sprzecznością tak jak pisałam ostatnio wydaje mi się, że powód Waszego rozstania jest inny
mam pytania
czy spotykacie się?
czy dzwoni ona do Ciebie?
czy ty bardziej patrzysz za kontaktem z nią?
i czy powiedziała Ci, że Cię kocha, ale nie może z Tobą być bo......?
tak, spotykamy się
pisze do mnie smsy/maile. na poczatku przez ok 2-3tyg unikala kontaktu,ale pozniej nastapilo "ocieplenie" i wraz z kazdym kolejnym jest coraz "cieplej", tyle tylko, ze nie wracamy do siebie
tak, ja patrze bardziej za kontaktem. w koncu to ona mnie zostawila..
powiedziala, ze kocha i teskni, ale nie moze byc ze mna, bo boi sie mojego asekuracyjnego podejscia i tego, ze nasze dziecko bedzie chore i umrze. nie spi po nocach tak jak ja, placze tak jak ja, teskni i kocha. i przyjmijmy, ze to prawda, bo wiem, ze to prawda i mam na to dowody. rozmawiajmy przy tym zalozeniu.

[ Dodano: 16-12-2008 ]
pawelhks pisze:kolego zrobisz jak uwazasz, ale odpowiedz sobie na pytania:
- mozesz na nia liczyc w kazdej sytuacji?
- czy czujesz sie z nia bezpiecznie?
- jestes jej pewny?
- jak oceniasz jej zachowanie? zachowalbys sie tak samo?

w moim ostatnim zwiazku bylo wszystko w miare ok do zaostrzenia. Wtedy nagle nie mogla mnie odwiedzac jak zostawalem u rodzicow na noc, bo.... (i tutaj kilka kretynskich wymowek, do ktorych szkoda wracac). Ciagle pretensje, bo umowilismy sie do kina, a mnie skreca z bolu i nie ide, bo idziemy na impreze a ja chetnie poszedlbym do lozka i to nie w niecnych celach :), tylko po prostu spac.

Po takich akcjach koniec byl przesadzony, trwalo to jeszcze kilka miesiecy i sie skonczylo.
Bylo mi zal moze z tydzien.

Szczerze mowiac to wole byc sam niz przezyc wbicie noza w plecy od niby kochanej osoby.
O inych przypadkach z pannami pisalem juz w innym watku, wiec nie bede sie powtarzal.

Gosciu, otworz szeroko oczy i ocen reanie sytuacje i te dziewczyne. czy warta jest Twego zachodu?

wiem, ze jestem brutalny, ale trudno, life is brutal
- byla przy mnie zawsze..poza momentami, gdy uswiadamiala mi (pewnie nieswiadomie, ale jednak), ze ma "klopot" z moja choroba na tyle duzy, ze boi sie, ze bede sie choroba zaslanial dla wlasnej wygody
- z powyzszego wynika, ze nie moge sie czuc z nia bezpiecznie
- jestem jej pewny w takim sensie, ze nie zdradzilaby mnie i nie oklamala
- jej zachowanie do pewnego stopnia uznaje za w pelni zrozumiale (obawa i pytania), natomiast na pewno nie zachowalbym sie tak samo, poniewaz jesli bym kochal, to chcialbym byc z ta osoba na dobre i na zle a nie tylko na dobre.

Piszesz o nozu w plecy..uzylem dokladnie takich samych slow w mailu do niej..nie zrozumiala..poczula sie urazona.. :( To jeden z dowodow, ze dziewczyna naprawde nie zdaje sobie sprawy ani z powagi choroby i jej konsekwencji - tyle tylko ze paradoksalnie w druga strone - fatalizuje wszystko dookola, ani nie rozumie, jaka przykrosc mi wyrzadza.

Powiedzialem jej bardzo wyraznie, ze bez zaufania, jakim ją darzę, czyli pelnego i bezgranicznego, nie chce powrotu. Jesli zdecyduje sie do mnie wrocic, uznam, ze mi w pelni ufa i gdy powiem, ze cos jest nie tak, to faktycznie tak bedzie a nie bedzie to moja ucieczka w chorobe. A teraz czekam i po prostu sie okaze, czy jest w stanie mi zaufac, czyli spelnic jeden z fundamentow zwiazku. Niestety, coraz czesciej mysle, ze nic z tego nie bedzie, bo strach tak nia zawladnal, ze nie potrafi go przelamac. :(
Uwazam,ze jesli mnie kocha, to strach w pewnej chwili ustapi, bo rozumiem zalamac sie/przestraszyc/pogubic mysli/zwatpic.. ale nie mozna tkwic do konca w strachu wobec uczucia i nie tyle nie chciec zrozumiec ukochanej osoby, ile juz wrecz jej nie wierzyc :(

[ Dodano: 16-12-2008 ]
ewkunia pisze:ja także uważam, że to nie jest osoba odpowiedzialna. wiesz, ja też znioslam glupie przytyki bylego lubego, że sobie wymyslam chorobę i ze mam obseje z wc-ciagle zlosliwe koemntarze. zero wsparcia, pomocy, itp. teraz ma mwsparcie większe od Przyjaciela, ktory dba o moj komfort psychiczny ,a wrecz sam jak mnie gdzies zaprasza mowi:' tam będzie wc'. to znaczy, że mozna inaczej. i nie tylko w kwestii tej naszej bliskiej sercu toalety;p,ale po prostu z człowiekiem moze byc INACZEJ. zatapianie się w konflikcie, ktory juz teraz jest widoczny golym okiem, nie prowadzi do niczego innego jak jakiegos nieszczescia. wiem,ze są uczucia, emocje,wspomnienia, ale pytanie zasadnicze: chcialbys miec dom, dzieci i nagle nawrot choroby i Twoja rzekoma druga polowa mowi ,ze jestes ...bezużyteczny...? myśle, że każdy z nas ma rozne potrzeby,ale oparcie jest podstawą...

na pocieszenie-widzę ,że wdales sie w toksyczna relację, to moja specjalnosc ;p buziaki:)
znowu sprobuje ja wytlumaczyc i powiem,z e moze przyjacielowi jest latwiej, bo nie jest z Toba zwiazany..ale za chwile przychodzi rozsadek, ktory odpowiada - ale ukochana osoba jest Twoim najwiekszym przyjacielem.. i nie mam juz nic wiecej do dodania.. :(

To jest wszystko tak potwornie dla mnie przykre...wlasnie dlatego, ze, mimo, ze roznie miedzy nami bywalo w zwiazku, raz lepiej, raz gorzej, ale uwazam ja za fantastyczna osobe, ktora na zawsze odcisnela pietno w moim sercu...i moglbym tu pisac na ten temat tomy...tylko jedna rysa... nie wierzy, ze nie bede sie zaslanial choroba, zeby jej uprzykrzyc zycie, oklamac ja tym samym,a sobie ulatwic..choc nie wiem jak :(( dziewczyna nie pojmuje, ze dla mnie przyjemnoscia jest teraz moc pojsc rano po zakupy, czy na grzyby, ryby, do pracy, gdziekolwiek - tym samym zyc jak kazdy normalny czlowiek. tak jak kiedys przywyklem zyc, gdy bylem zdrowy. i doceniam to jeszcze bardziej, niz ona, ktora "ma taka mozliwosc na co dzien". czyli znow wracamy do tego, ze wg niej mnie wygodniej jest byc chorym.. to jest dopiero chore :(((((((( i przykre :((( tak jakbym chcial zwijac sie w bolu, cierpiec, nie miec pracy, zycia, znajomych, imprez, wakacji...zycia... :((
Most people are so ungrateful to be alive.. But not you.. not anymore..

Awatar użytkownika
obyty.z.cu
Doradca CU
Posty: 7766
Rejestracja: 28 lis 2008, 13:48
Choroba: CU
województwo: wielkopolskie
Lokalizacja: wielkopolska- Leszno

Re: _del

Post autor: obyty.z.cu » 17 gru 2008, 00:26

tola pisze:My wiemy jakbyśmy postąpili kiedy okazało by się ,że nasza druga połowa jest chora bo wiemy,że z każdą chorobą można żyć.Zdrowe osoby mają paniczny lęk przed chorobami i myślę,że to że byliście ze sobą to jedno a planowanie przyszłości to drugie.
tutaj jest chyba kwinesencja calej dyskusji,dodalbym,ze "poswiecanie" sie dla kogos potrafi calkiem zatruc zycie,czytajac dlugie wywody JarekSeeker mam wrazenie,ze szuka odpowiedzi na swoje dalsze zycie,jak sie do niego ustawic,wydaje mi sie ,ze dalej nie zaakceptowal swojej choroby,czlowiek chory musi sie z nia pogodzic i leczyc sie,zwiazek oparty na ciaglych "dyskusjach" i udowadnianiu swojej niewinnosci albo checiach bycia dobrym,to troche takie poswiecanie sie,takie troche litowanie sie nad soba i tlumaczenie tego niezrozumialoscia przez osobe bliska.
Powinienes sie zastanowic,czy chcesz udowodnic,ze mozesz normalnie funkcjonowac w zyciu i w zwiazku,czy walczysz o milosc....bo jakos w tych postach najmniej bylo o uczuciu.
I wcale nie sadze by moja wypowiedz byla prowokujaca.
„Przytulanie jest zdrowe. Wspomaga system immunologiczny, utrzymuje człowieka w dobrym zdrowiu, leczy depresje, redukuje stres, przywołuje sen, odmładza, orzeźwia, nie ma przykrych skutków ubocznych, jest więc po prostu cudownym lekiem ..."Każda droga zaczyna się od pierwszego kroku" . https://senmaluszka.pl

JarekSeeker
Początkujący ✽✽
Posty: 114
Rejestracja: 05 maja 2006, 17:22
Choroba: CU
województwo: łódzkie
Lokalizacja: Łódź

Re: _del

Post autor: JarekSeeker » 17 gru 2008, 00:32

ano wlasnie - i zastanowmy sie, dlaczego najmniej o uczuciu...bo boli mnie nie to, ze ktos mnie kocha i ja go kocham, tylko przyziemne problemy, ktore urosly do rangi bariery w zwiazku i zrodzily glowna bariere - brak pelnego zaufania i zrozumienia. i postanowilem napisac nie o tym, jak bardzo sie kochamy, tylko o nieudanym - na chwile obecna - zwiazku. stad taki a nie inny wydzwiek postow. nie mozna sie cieszyc na pogrzebie..
czy szukam odpowiedzi na przyszle zycie? jestem po stanie zalamania psychicznego, po okresie odizolowania od swiata i kompletnego wycienczenia. swoja chorobe zaakceptowalem - nie mialem wyjscia. zaakceptowalem ja juz bardzo dawno. a teraz walcze o milosc - o to, by dziewczyna patrzac na mnie nie widziala we mnie zagrozenia, tylko osobe, ktora ją kocha, zawsze przy niej byla, zawsze bedzie i ktora tego samego oczekuje od niej. jesli chce, moze sie bac calego swiata - ale nie moze sie bac mnie - swojego partnera. i to boli :( a nie choroba, z ktora nauczylem sie zyc.
a wlasnie zaczelo sie "udowadnianie, ze nie jestem wielbladem"... nigdy w zyciu nie mialbym watpliwosci, ze ktos moze udawac, ze cos mu dolega - moją reakcją bylaby pomoc ukochanej osobie, a nie podejrzenia.
moim planem na zycie jest nadal pracowac, poznawac ludzi, cieszyc sie zyciem, zwiedzac swiat, kochac i byc kochanym, zalozyc szczesliwa rodzine, miec mieszkanie, auto, psa... zyc normalnie tak jak kazdy. a gdy przyjda gorsze dni stanac na nogi i przec do przodu. bo wiem,ze mozliwe jest staniecie na nogi, a kiedys myslalem, ze to koniec swiata.
Most people are so ungrateful to be alive.. But not you.. not anymore..

Awatar użytkownika
obyty.z.cu
Doradca CU
Posty: 7766
Rejestracja: 28 lis 2008, 13:48
Choroba: CU
województwo: wielkopolskie
Lokalizacja: wielkopolska- Leszno

Re: _del

Post autor: obyty.z.cu » 17 gru 2008, 00:58

JarekSeeker pisze:a teraz walcze o milosc - o to, by dziewczyna patrzac na mnie nie widziala we mnie zagrozenia, tylko osobe, ktora ją kocha, zawsze przy niej byla, zawsze bedzie i ktora tego samego oczekuje od niej. jesli chce, moze sie bac calego swiata - ale nie moze sie bac mnie - swojego partnera. i to boli
milosc to pojecie bardzo rozlegle,milosci jak sadze sie nie zdobywa,udawadnianie,ze sie nie jest wielbladem w milosci to chyba nie tak,uczucie to sfera ducha,to dotyk,zapach,emocja,pozadanie,a Ty caly czas piszesz o "walce",
a moze by tak w codziennym dniu pokazac,ze jest sie odpowiedzialnym i samodzielnym,kropla wody drazy skale,zbyt wiele rozmow rozdraznia,to jak ciagle dlubanie strupa na gojacej sie ranie,

a kiedy ma byc czas na czulosc? na mile slowa? na pytanie jak sie czuje,co mysli,..?

bycie razem to nie tylko udawadnianie swojego oddania....
„Przytulanie jest zdrowe. Wspomaga system immunologiczny, utrzymuje człowieka w dobrym zdrowiu, leczy depresje, redukuje stres, przywołuje sen, odmładza, orzeźwia, nie ma przykrych skutków ubocznych, jest więc po prostu cudownym lekiem ..."Każda droga zaczyna się od pierwszego kroku" . https://senmaluszka.pl

JarekSeeker
Początkujący ✽✽
Posty: 114
Rejestracja: 05 maja 2006, 17:22
Choroba: CU
województwo: łódzkie
Lokalizacja: Łódź

Re: _del

Post autor: JarekSeeker » 17 gru 2008, 01:00

zgadzam sie z Toba w 100 albo i w 150% :)
tylko zobacz - pisze o walce - bo co moge teraz zrobic? czule slowa...zapach .. o tym wszystkim codziennie jej mowie , pisze, ona mnie tak samo (!!)
ale ja walcze i pisze o walce, bo de facto obecnie jej przy mnie nie ma..stad ta dysproporcja.
i nie masz pojecia ile bym dal, zebym nie musial walczyc i w kolko udowadniac.. ale taka jest potrzeba chwili, to co mam zrobic? tez wolalbym byc pewny, ze jestesmy razem, przytulic i zasnac..
i codziennie pytam jak sie czuje, co mysli, jak jej mija dzien..nawet teraz, gdy nie jestesmy razem, jestem przy niej, gdy czegos potrzebuje, pojechalem z nia do szpitala, gdy miala bardzo bolesny zabieg oka. wiedzialem, ze bedzie sie bala, bo nigdy nie byla wczesniej w szpitalu i bez znaczenia dla mnie byl fakt, ze nie jestesmy razem. zwolnilem sie z pracy i pojechalem z nia, zeby dodac otuchy i byc, gdy wyjdzie z gabinetu i odstawic do domku.. takze slusznie zauwazyles - wiecej robic, mniej mowic. i tak tez czynie, a mowie wtedy, gdy slysze od niej te same obawy wiec jesli nie odpowiem, to tylko utwierdzi sie w swoich blednych przekonaniach.
Most people are so ungrateful to be alive.. But not you.. not anymore..

Awatar użytkownika
ewkunia
Doświadczony ❃
Posty: 1030
Rejestracja: 05 kwie 2008, 12:53
Choroba: niesklasyfikowane NZJ
województwo: pomorskie
Lokalizacja: z Nibylandii:)

Re: _del

Post autor: ewkunia » 17 gru 2008, 07:58

a czy bycie razem to ciagle udowadnianie? przperaszam, ale myśle, ze by mi się zaostrzeżenie trafilo, gdybym miala tak zyc. rozumiem udowadnianie, ze mogę nie palic, nie pic, nie chodzic na imprezy,zeby z kims byc,ale zacieranie prawdy,ze jest się chorym i nie da się funkcjonować na 100% obrotow to chyba chore....?

nie jestem przeciwniczką okazywania wsparcia,ale tez nie zaprzeczam potrzebie akceptowania slabosci ludzi... to tak jakbyś mowil dziewczynie, zeby nie miala zlego humoru przed miesiączką i zeby jej hormony nie skakałyi zeby nie zabijala w tych dniach :D

:)
Ewkunia; biorę: nic; brałam :Asamax Imuran, Pentasę, Metronizadol, Encorton, Salofalk, Jucolon, wlewki z hydrokortyzonem,..., and many more ;p ważę 60kg/169cm, mam notorycznie stany podgorączkowe;/ Moje jelita źle znoszą mesalazynę.

Zablokowany

Wróć do „Miłość, Przyjaźń, Rodzina”