Strona 1 z 1

Re: OT z tematu Problemy szpitalne

: 13 wrz 2009, 18:17
autor: Słonko
[cytat usunięty na prośbę użytkownika]

Pewnie Wam się nie spodoba to, co napiszę, ale dla mnie lekarz prowadzący i "swój" szpital, czy oddział to jakiś mit. Choruję 5 lat, chodzę od 3 lat praktycznie do jednego lekarza, ale on i tak zawsze musi zaglądać w kartę i od nowa czytać przebieg mojej choroby, kojarzy twarz, ale wątpię, by kojarzył nazwisko, przebieg choroby itp. Lekarz jest z Katowic, jak miałam nagłą podniedrożność to trafiłam do bielskiego szpitala, bo była noc i tu najbliżej. Włączyli immunosupresję i uratowali od kolejnej operacji. Wcześniej operację miałam w Krakowie, bo akurat tam wtedy mieszkałam i tam byłam 3 razy hospitalizowana. To gdzie jest ten "mój' oddział, i "mój" lekarz? Tak naprawdę dla lekarzy jesteśmy anonimowi i lekarz który wydaje się naszym prowadzącym nic nie robi, albo nic nie może zrobić. Służba zdrowia działa nie tek jak my sobie byśmy tego życzyli.Przepraszam za mały OT.

Re: OT z tematu Problemy szpitalne

: 13 wrz 2009, 20:55
autor: Misia
treść wpisu została usunięta na prośbę użytkownika

Re: OT z tematu Problemy szpitalne

: 13 wrz 2009, 22:11
autor: Misia
treść wpisu została usunięta na prośbę użytkownika

Re: OT z tematu Problemy szpitalne

: 13 wrz 2009, 22:16
autor: rajan
Słonko pisze:Przepraszam za mały OT.
Jak widać z takiego małego OT wywiązała się dyskusja, która niewiele ma wspólnego z konkretnymi pytaniami, które zadała autorka wątku.
Następnym razem zamiast robić OT proponuję zacytować wypowiedź do której się odnosimy i założyć nowy temat, to nie trzeba będzie przepraszać.
Za to pozostali userzy zamiast walczyć o swoje racje skupią się na udzieleniu odpowiedzi na zadane pytania.

Re: OT z tematu Problemy szpitalne

: 14 wrz 2009, 12:38
autor: Słonko
Ok Rajan, to moja wina, wiem. Zdenerwowałam się i nie powinnam pisać takich rzeczy w złym miejscu.
Żabusiu, ja bardzo sobie cenię mojego lekarza i nie mam mu za złe, że zagląda do karty. Ostatnio dostałam od niego nawet 100 tabl. Budenofalku gratis, więc nie mam na co narzekać. Ale rozmowa jest o czym innym. Jak leżałam w szpitalu to włączono mi zupełnie nowe leczenie, a ja dopiero po wyjściu mogłam po kilku tygodniach czekania pójść na wizytę do swojego lekarza.
Misiu, fakt, choruję krócej niż Ty, ale to nie znaczy, że nie szukałam i się nie staram. Mam Crohna, który daje łagodne objawy, ale to jest złudne, bo robią mi się zwężenia, o których nie mam pojęcia i nawet nie wiesz ile razy muszę prosić lekarzy o badania, a oni uważają, że jak nie ma objawów to nie ma co się martwić, morfologia ok, crp ok, więc Crohn panią oszczędza. Usłyszałam już nieraz, że się najadłam, że przesadzam, a nawet, że to nie Crohn, bo nie gonię do toalety sto razy dziennie. Niestety, jak się jest "mało chorym" to mają cię gdzieś.
Przepraszam za żale, zwykle tego nie robię, ale myślę, że niestety większość chorych ma podobny problem.
Rajan, koniec OT ;)

Re: OT z tematu Problemy szpitalne

: 14 wrz 2009, 16:07
autor: Słonko
Tak, ja się ze wszystkim zgadzam, już nieraz byłam w sytuacji, że musiałam na pogotowiu postawić na swoim, kłócić się, że nie wyjdę, póki nie udziela pomocy itd. Ale moja sytuacja sprzed pół roku jest taka, że wyszłam ze szpitala ze wskazaniem kontaktu z gastrologiem prowadzącym i zaleceniem dalszych badań, ponieważ szpital nie dysponował sprzętem (chodziło głównie o pasaż jelita cienkiego lub inne badanie w tym kierunku). Gastro stwierdził, że w sumie to po co i że mogli zrobić kolonoskopię w szpitalu a nie zrobili (fakt, mogłam się sama upierać, ale sprawa była dość skomplikowana). No i koniec jest taki, że dalej jestem tylko po tomografii, a azę mam zażywać niezależnie od tego, czy pomaga czy nie (objawów nie miałam i nie mam poza sporadycznymi). Pozostaje mi zaufać lekarzowi, że wie, co mówi i że badanie faktycznie nie jest potrzebne, a aza konieczna.

Re: OT z tematu Problemy szpitalne

: 14 wrz 2009, 20:20
autor: Misia
treść wpisu została usunięta na prośbę użytkownika

Re: OT z tematu Problemy szpitalne

: 14 wrz 2009, 22:07
autor: Słonko
Dobra, ja nie narzekam, piszę, że często skontaktowanie się ze swoim gastro jak się leży w szpitalu jest raczej skomplikowane. Wyobraź sobie przychodnię, przez która przewijają sie setki pacjentów, ja jestem jednym z nich. Dzwonię do pani z rejestracji i mówię, że chcę rozmawiać z doktorem, bo potrzebuję rady? Gwarantuję, że pani powie, ze nie ma czasu. Poza tym, dajmy na to, że lekarz i by porozmawiał, to pani z recepcji już widzę jak leci i szuka karty, żeby doktor mógł zajrzeć i coś poradzić.
Misia, jak trafiłam kiedyś na izbę przyjęć do szpitala, gdzie pracował mój lekarz, to dyżurujący gbur powiedział, że mam wzdęcia i żebym sobie espumisan kupiła. Musiałam się mocno stawiać, żeby udzielił mi pomocy. Mimo że powiedziałam, że tam się leczę, zamówił karetkę i kazał mi jechać gdzie indziej. Po tym zajściu udałam się do swego lekarza, ale on się sytuacją nie przejął, nawet skierowania na morfologie nie chciał dać, więc pożegnałam go bez żalu. Teraz mam tego, którego cenię, ale znam realia, jestem jedną z setki pacjentów, których ma, on nie jest temu winien, lecz system leczenia.
Co do czytania i poznawania swojej choroby - robię to i już nieraz musiałam użyć swej wiedzy i doświadczenia w chorobie, żeby nie dać sobie zrobić krzywdy. Znam swoją chorobę i rozpoznaję co się ze mną dzieje, potrafię reagować.
Tak naprawdę nie chodzi mi o mnie, bo jakoś sobie radzę i żyję, (i wbrew pozorom widzę prócz siebie też inne przypadki) ale o to, by nie szafować radami, które w rzeczywistości są ciężkie do realizacji. Zapewniam, że dbam o siebie, czytam, konsultuję... więc o mnie już nie musimy gadać. Pozdrawiam!

Re: OT z tematu Problemy szpitalne

: 15 wrz 2009, 07:51
autor: Misia
treść wpisu została usunięta na prośbę użytkownika

Re: OT z tematu Problemy szpitalne

: 16 wrz 2009, 09:57
autor: Misia
treść wpisu została usunięta na prośbę użytkownika

Re: OT z tematu Problemy szpitalne

: 16 wrz 2009, 16:02
autor: biedronka24
Choruję od dwóch lat. Może dłużej, ale diagnozować zaczęłam się dwa lata temu. Najpierw zaliczyłam lekarza rodzinnego, potem oddział zakaźny w moim mieście. Zrobili mi badania, włączyli leki. Ale poprawy nie było. Dzięki forum i osobom na nim poznanym zaczęłam się starać o leczenie w MSWiA w Warszawie. Były problemy-rodzinny nie chciał dać skierowania. Ale w końcu dał.
W moim mieście też jest klinika referencyjna, ale kolejki były i są straszne. A ja nie mogłam już czekać dłużej. Dzwoniłam do Warszawy kilka razy zanim się dodzwoniłam. Zapisano mnie na wizytę. Miałam czekac 2 miesiące. Dostałam ostrego rzutu choroby - przyjęli mnie na już. Wystarczył telefon i szczere powiedzenie co się dzieje. Trafiłam pod opiekę dr. Pawlik. Zdjagnozowano mnie. Cały czas jestem pod kontrolą kliniki. Dojeżdzam 200 km. Inni mają więcej.
Ogólnie moje NZJ jest raczej łagodne - nie mam przetok, ropni. Tylko biegunka. Ale leczę się w ośrodku referencyjnym, jestem pod opieką gastrologa, który jet jednocześnie zastępcą ordynatora. Zawsze mogę zadzwonić i uzyskać poradę. A w moim mieście mam gastrologa, którego poleciła mi prof. Rydzewska. Chodzę do niego prywatnie jak coś się dzieje. Jeśli trzeba to przyjmuje mnie do siebie na oddział - jednocześnie kontaktując się z kliniką warszawską.
Tak to u mnie wygląda w skrócie. Sama sobie wybrałam klinikę oddaloną od domu o 200 km. A w moim mieście prywatnego lekarza. Ale wiem, że jestem pod dobrą opieką, i że warto trochę się wysilić szukając lekarza.

Re: OT z tematu Problemy szpitalne

: 16 wrz 2009, 20:41
autor: Słonko
Ja kiedyś tez chciałam się dobrze zabezpieczyć i chodziłam przez krotki czas do lekarza, który przyjmował i prywatnie, i w przychodni, i był ordynatorem gastrologii w Bielsku. Jak przyszło do nagłej sytuacji to nic mi to nie pomogło niestety. Zwyczajnie, zależy to też od tego, jakim lekarz jest człowiekiem.

Re: OT z tematu Problemy szpitalne

: 28 wrz 2009, 14:31
autor: Szatkowska
To umie jest inaczej ,boli mnie brzuch czy wymiotuję,dzwonię i ma drugi dzień lub w tym samym dniu jestem przyjęta.