Strona 1 z 1

Leczenie operacyjne : jak jest,jak powinno być !

: 24 lut 2016, 16:05
autor: obyty.z.cu
http://m.wyborcza.pl/wyborcza/1,136731, ... rects=true
DR HAB. N. MED. STANISŁAW KŁĘK jest prezesem Polskiego Towarzystwa Żywienia Dojelitowego, Pozajelitowego i Metabolizmu
bardzo ciekawy artykuł lekarza ,który widzi polska reczywistośc szpitalną i zmiany zachodzące przy leczeniu operacyjnym.
Naprawdę polecam ,warto wiedzieć czego się spodziewać i gdzie operują inaczej..powiedzmy "po ludzku" !.
Operacja. Dlaczego nie wolno jeść i pić przed zabiegiem? Bo tak!
Technicznie nie jest więc najgorzej, ale jeśli chodzi o opiekę okołooperacyjną, to mentalnie tkwimy mniej więcej w tym samym miejscu co 30 lat temu. Oczywiście mogę się wypowiadać na temat operacji jamy brzusznej, bo to mój chleb powszedni.
....

.. Lewatywę też można zrobić, ale ona nie daje gwarancji całkowitego wyczyszczenia jelit. Tu chodzi o wypicie czterech litrów specjalnego płynu osmotycznego, który całkowicie wyczyści pani jelita.

Do tego podaje się jeszcze antybiotyki doustne i dożylne, żeby wybić bakterie jelitowe. Taka praktyka jest stosowana w 90 proc. ośrodków w Polsce. Zresztą na świecie także.

Poza tym na pewno przed zabiegiem trzeba co najmniej sześć godzin być na czczo - nic nie jeść ani nie pić. Tymczasem z badań wynika, że jak pani wypije dwie godziny przed zabiegiem napój węglowodanowy w objętości 400 ml, to nie dość, że się nic nie stanie, jeśli chodzi o ryzyko zachłyśnięcia czy jakiejkolwiek aspiracji płynu do dróg oddechowych, to jeszcze metabolizm pani się tak poprawi, że nawet ból po zabiegu będzie oceniany jako mniejszy!

Trzecia sprawa - leki przeciwbólowe.
Natomiast pacjent nowej generacji przychodzi do zabiegu albo wieczorem w przeddzień operacji albo w dniu zabiegu rano. W Polsce rzadko się zdarza, żeby chory do dużego zabiegu przyszedł tego samego dnia rano.

Jedyne, co pacjent musi zrobić w domu, to przestrzegać rozpiski diety ubogoresztkowej, którą otrzymał wcześniej od lekarza. Chodzi o to, żeby nie miał za dużo treści pokarmowej w jelicie.

Przed zabiegiem chory pije 400 ml napoju węglowodanowego. Nie dostaje żadnych leków uspokajających i usypiających, czyli premedykacji. W tradycyjnym podejściu stosuje się ją po to, "żeby się pacjent nie denerwował".

Potem - na własnych nogach, a nie na żadnym wózku i nie leżąc na łóżku - wchodzi na bok operacyjny. Udowodniono, że jechanie do zabiegu na łóżku czy na wózku nie ma sensu!Następnie pacjent jest operowany i w dobie zabiegu po południu co najmniej siada na łóżku. Dostaje pić. Od pierwszej doby pozabiegowej kontynuuje picie i... zaczyna jeść.

Choremu zakłada się co najwyżej jeden dren na 24 godziny, a zgłębnik nosowo-żołądkowy usuwa się od razu po zabiegu, nawet jeszcze na sali operacyjnej.
Pacjenci wychodzą do domu, nawet po rozległych zabiegach jamy brzusznej, w trzeciej-czwartej dobie! Ich pobyt w szpitalu jest skrócony o tydzień. Oczywiście, są określone kryteria wypisu pacjenta. Nie wypuścimy chorego, który mieszka 200 km od szpitala lub którym nie ma się kto zaopiekować.
Mamy w tej chwili pracę w trakcie publikacji pokazującą, jak duże są to oszczędności w złotówkach, czyli w naszych realiach. Nawet jeżeli zrobi się zabieg laparoskopowy [wykonywany się przez niewielkie nacięcia w powłoce brzusznej, bez otwierania jamy brzusznej]. NFZ płaci za zabieg z otwarciem jamy brzusznej i za laparoskopię tyle samo! Stąd szpitale, które wprost mówią, że ich na zabiegi laparoskopowe nie stać, bo ich koszt jest wyższy, a refundacja ta sama. To jest bzdura, bo wiadomo, jak czuje się pacjent po laparoskopii, a jak po rozcięciu jamy brzusznej! Ale nawet z laparoskopią, gdzie są wyższe koszty zabiegu, przy nowoczesnym podejściu do opieki okołooperacyjnej wciąż generuje ona niższe koszty hospitalizacji niż przy podejściu tradycyjnym.
Tu chodzi o to, że nowoczesne podejście do operacji sprzyja pacjentom. Udowodniono, że metabolizm chorego, który decyduje o tym, jak jego rana będzie się goiła, mało tego, jakie będą odległe skutki zabiegu, jest inny przy porównaniu procedur nowych i tradycyjnych.

Nowoczesna opieka okołooperacyjna pozwala zachować optymalny metabolizm pacjenta. Jeżeli chory jest tradycyjnie prowadzony, to de facto jego stan kliniczny odpowiada pacjentowi... z cukrzycą typu 2. To jest tak, jakbyśmy po zabiegu leczyli pacjenta z cukrzycą typu 2, co więcej, wywołaną sztucznie przez to, co się z nim zrobiło.

Natomiast jeśli się operuje w nowym schemacie, to chory metabolicznie działa jak zdrowy człowiek! To jest ogromna korzyść dla pacjenta, bo w żaden sposób nie zaburzamy mu tego metabolizmu.
Co to oznacza w praktyce?

- Na przykład trzy razy szybsze gojenie się rany! Mało kto zdaje sobie z tego sprawę.

Szybszy też jest powrót chorego po zabiegu do pełnej sprawności. W tradycyjnym podejściu z rozcinaniem brzucha chory jest wyłączony z aktywności zawodowej na trzy miesiące. Na taki czas daje się zazwyczaj zwolnienia. A w nowoczesnej procedurze do miesiąca pacjent jest już całkowicie sprawny.

Czas ma ogromne znaczenie, np. kiedy chory musi podjąć dalsze leczenie onkologiczne, po tym jak usunęliśmy mu guza. Zazwyczaj musi czekać, aż się rana zagoi, aż mu się unormują badania. Żaden onkolog nie chce do tego czasu podać chemioterapii.
i ...ach, dlaczego mamy tak mało dobrych lekarzy z "otwartą " głową na postęp.
Pewnie tu tkwi odpowiedź
le szpitali wprowadziło w Polsce nowe procedury?

- Są dwa szpitale. Szpital Wielospecjalistyczny im. Stanleya Dudricka w Skawinie i II Katedra Chirurgii w Krakowie. One w pełni stosują ten protokół. Jest też parę innych, które stosują go częściowo i starają się zwiększać ciągle liczbę nowych procedur, np. Szpital Wojewódzki w Tarnowie. Prof. Adam Dziki z Łodzi, prof. Maciej Słodkowski z WUM, dr hab. Maciej Michalik z Olsztyna, chirurdzy i onkolodzy też stosują co najmniej kilka aspektów nowej procedury, wdraża, co się da, także dr Jacek Sobocki, chirurg i gastroenterolog z Samodzielnego Publicznego Szpitala Klinicznego im. prof. Witolda Orłowskiego w Warszawie. To nie dzieje się z dnia na dzień, tylko powoli, ale jednak widać coraz większe zainteresowanie lekarzy.

Tyle że na razie robią to pasjonaci. Nie ma rozwiązań systemowych?

- Właśnie. Gdyby się udało w ciągu najbliższych lat doprowadzić do tego, że Fundusz doceniałby, iż chory szybciej wraca do zdrowia, a szpital ma z tego oszczędności, toby było to, o co nam chodzi.
Niestety, operujemy starym sposobem. Jesteśmy pruskimi chirurgami - mamy silną hierarchiczność i zależność od szefa. Jak on robi to tak, to wszyscy muszą robić tak samo. Nie ma u nas systemu konsultantów jak np. w Wielkiej Brytanii.
normalnie nic tylko podziwiać...