Strona 1 z 1

Witam

: 07 cze 2015, 20:16
autor: revvers
Witam.

Konto założyłem tutaj kila może kilkanaście miesięcy temu, szczerze dokładnie to nie pamiętam. Kierowałem się szukaniem informacji na temat tego co mnie dotknęło, być może ktoś przeszedł coś podobnego i podzielił by się wiedzą, niestety wówczas brak cierpliwości (za sprawką słabego stanu zdrowia i sterydów) sprawił że porzuciłem ten temat. Może po części też za sprawą tego, że nie potrafiłem się odnaleźć w obecnej sytuacji, sytuacji w której osoba zdrowa, silna z dnia na dzień a raczej z tygodnia na tydzień zostaje tak strasznie okaleczona. A może zwyczajnie nie potrafię prosić o pomoc, bo uważam że sobie sam ze wszystkim poradzę. Lecz tak naprawdę trudno mi się przyznać przed samym sobą, że może być gorzej, takich myśli nawet nie dopuszczam, choć gdzieś w cieniu to stoi za mną. Lecz groźba nawrotu CU nie jest mi tak straszna po tym co przeszedłem. CU jest uważane jako nabytek po tym co przeszedłem, tak twierdzą lekarze, choć żadne badanie laboratoryjne nie stwierdziło w 100%, na ogół pojawiają się ogólnikowe opisy z użyciem słów "prawdopodobnie", "zmiany chorobowe wskazuje" itp. Jednak lekarze musieli coś stwierdzić w końcu jestem leczony, lepsze CU niż Crohn, taką metkę tez przez chwilkę mi przypinano.

Przechodząc do sedna i tego dlaczego CU nie jest mi tak straszne, po przeżyciu bakterii Clostridium diff z poważnymi komplikacjami beż żadnych środków przeciwbólowych i rozkurczowych z utrzymującym się stanem przez 6 tygodni, gdzie lekarze załamywali ręce i wiedzieli że mój przypadek był prawie nie do odratowania. Całokształt nabiera inne sensu, przez cały pobyt i walkę o życie, chwile poddania się i załamania, sprawiły że od tamtego dnia nie załamałem się ani razu, choć słyszałem już wiele różnych wyroków. I tak naprawdę bardziej się boje ponownego złapania tej bakterii lub stomi. Ponieważ nabyłem chorobę immunologiczną, puki biorę leki hamujące układ odpornościowy mogę żyć "normalnie", być może kiedyś jelito się zagoi (być może nigdy), puki co mija powoli dwa lata i ciągle się utrzymują stany zapalne, bule, dyskomfort i utrudnienia w pracy.

To dlaczego postanowiłem się tu zjawić wynika z faktu że cholernie brakuje mi kontaktów z ludźmi, brakuje mi przyjaciół (choć by na gg), kogoś komu można się czasem wyżalić, bo ciężko jest samemu to wszystko dźwigać. W swoim rodzinnym mieście jedyne znajome osoby to te które poznałem w szpitalu. Ponieważ przez lata troszkę się tułałem, kariera praca, zmiana miejsc zamieszkania, w tym całym szaleństwie nie wiele jest czasu na zawieranie trwałych przyjaźni. Owszem były osoby które mnie wspierały przez okres choroby (w końcu zawsze byłem osobą towarzyszką), niestety czas zweryfikował ich wytrwałość, do pół roku wykruszyli się co do jednego.

I tak średnio od półtora roku poza rodziną i znajomymi ze szpitala nie mam do kogo się odezwać. Dzisiaj w pracy ludzie są jak wilki tylko czyhają by słabszą osobę rozszarpać, wiec nie można okazać słabości.