Moja choroba, moja historia moja walka

Mam diagnozę, opisuję mój przypadek.

Moderatorzy: Anette28, Moderatorzy

ODPOWIEDZ
@rojson
Debiutant ✽
Posty: 6
Rejestracja: 28 lis 2010, 17:11
Choroba: nie ustalono
województwo: śląskie
Lokalizacja: śląsk

Moja choroba, moja historia moja walka

Post autor: @rojson » 28 lis 2010, 18:09

Opowiem wam moja historie...Mam na imie Piotr, mam 26 lat i jeszcze wiele przedemna...Moja historia zaczela sie pod koniec 2004 roku,
na poslatku utworzyl mi sie ropien, ktory wymagal interwencji chirurga. Rana bardzo dlugo sie goila, myslalem iz to ze wzgledu na wielkosc
rany (wycieto mi kawalek skory ok 2 x 2 cm). Minely 2 lata a rana dalej sie nie goila, jednoczesnie zaczely sie problemy jelitowe, bolesci brzucha,
biegunki, suz w kale. Lekarza omijalem szerokim lukiem, co tu duzo mowic, wstydzilem sie pojsc do lekarza, nie moglem sie przelamac.
Wkoncu podkoniec 2007 roku moja obecna narzeczona wrecz zaciagnela mnie do proktologa. Opowiedzialem mu o wszystkim, zbadal mnie i stwierdzil iz
z ropnia zrobila sie przetoka i potrzebny jest zabieg chirurgiczny. Zabeg mial miejsce w lutym 2008 roku. Zglaszalem lekarzowi moje dolegliwosci
lecz on zbagateliwowal moje objawi, twierdzil ze bolesci pochodza ze stresu a sluz to efekt aktywnej przetoki.Rana sie zagoila a dolegliwosci nie mijaly.
Poszedlem do gastrologa ktory zaproponowal mi kolonoskopie. Po miesiacu wachan zdecydowalem sie. Kolonoskopia byla okropna, takiego bolu jeszcze nie mialem,
myslalem ze od sodka mnie rozerwie. Niestety lekarz stwierdzil przewezenie na odcinku 30 cm. Skierowal mnie do znajomej odynatorki
oddzialu wewnetrznego ktora przyjela mnie na oddzial. Mialem wyonana gastroskopie ktora byla ok Kolejna kolonoskopia zaczela sie na "zywca" po kilku minutach
moich cierien zdecydowano sie mnie uspic. Po tej kolonoskopi nie stwierdzono nic nowego - przewezenie na odcinku 30-go cm, pobrno wycinki. Nie postawiono jednoznacznej diagnozy,
albo wrzodzejace zapalenie jelit albo Chron, z wycinkow nic nie wyszlo. Podano mi encorton i sulfalazyne witaminy itp. Kolejna wizyta w szpitalu odula sie po kilku mesiacach, znow kolonoskopia
znow cierpienie i uspienie... zwezenie 30-go cm puscilo, ale kilka cm dalej nastepne zwezenie jelita grubego. Sulfalazyne zastapiono asamaxem, wypuszczono do domu i umowiono na kolejny pobyt w celu
w celu wykonania kontrastowego RTG. Stwierdzono u mnie wtedy 4 przewezenia jelita grubego i skerowano do innego szpitala, poniewaz stwierdzono ze oni mi juz tutaj nic nie pomoga. Po 6 miesiacach
kolejny pobyt w szpitalu, ustalono mi specjalnie taki termina aby dac czas dzialac lekom. Kolejna kolonoskopia, doszli do pewnego odcinka jelita i nie mogli przejsc dalej. Zastanawiali sie czy to kolejne
przewezenie czy wynika to z budowy mojego ciala. Przepisano mi kolejne leki i wypisano do domu. Przy nastepnym pobycie
mialem miec wykonany rezonans magnetyczny. Po rezonansie postawiono jednoznaczna diagnoze... choroa chrona....mialem liczne przewezenia takze jelita ciekiego. Przez caly ten czas powtarzalem lekarzom ze nie czuje sie
na ta chorobe, ze nie moge w nia uwierzyc. Przepisano mi kolejne leki i wyuszczono do domu ze skierowaniem do poradni gastrologicznej. W tym momecie lykalem 16 tabletek dziennie, budenofalk, imuran, asamax,zelazo, witamina d...
bylem nie do zniesienia, strasznie nerwowy, upierdliwy...rodzina nie mogla sobie dac zemna rady. Jednoczesnie bardzo oslabiony, wiecznie zmeczony, nic mi sie nie chcialo. Ja i moja rodzina nie poddalismy sie. Moja mama
przypadkowo uslyszala od znajomego o gabinecie medycyny niekonwencjonalnej. Zapisala mnie na wizyte. Ja osobiscie bylem bardzo sceptyczny, ale nie mialem nic do stracenia. Nadszedl dzien wizyty. Pani w gabinecie podpiela mnie
pod dziwna aparature, zadawala mnustwo pytan, roznych, wydawalo mi sie ze nie zwiazanych z moja choroba. Pani stwierdzila ze mam zarazona wiekrza czesc organizmu, jelita, watrobe, trzustke, takze i serce. Mowila ze aby
zwalczyc chorobe nalezy znalesc przyczyne choroby a nie leczyc skutek ktory u mnie byl tym momecie leczony. Postawila diagnoze...ma Pan pasozyty... Pasozyt ktory zyje w krwi i tysamym atakuje wybrany oran.
Dala namiary na lek ktory zwalcza pasozyty i zalecila terapie oczyszczajaca. Terapia nie byla mila, trwala kilka dni i byla meczaca i okropna, ale stwierdzilem ze nie zaszkodzi sprobowac.
Przed kolejna wizyta zrobilem badania krwi, byly leprze od poprzednich o okolo 20%. Od 3 miesiecy wyniki krwi bardzo sie poprawily dwa czy trzy parametry krwi sa o 0,2 0,1 ponizej normy, nie mam zadnych dolegliwosci, przytylem okolo 6 kg.
Mam wiecej sily, mam chec do zycia. W tym momecie biore tylko dwie tabletki dziennie asamax, ale po kolejnej wyzycie 10-go jak wsystko bedzie ok odstawiam i je.

7 grudnia mija rok jak zaczolem wloczyc sie po szpitalach, w przeciagu roku bylem w nich
5 razy. Lekarze sa bardzo ograniczeni w swoich dzialaniach, nie przyjmuja do wiadomosci iz w naszym ciele moga byc pasozyty ktore wystepuja np w korei jak to bylo w moim przypadku. Truli mnie lekami ktore lagodzily jedynie objawy a nie bylo znaczacego postepu.
Bede caly czas pod kontrola lekarza, bede sie badal reguranie aby nie zmarnowac tego o co ja, moja rodzina, narzeczona walczylismy przez ten rok. Zabardzo nie da sie tego opiac co w ciagu tego czasu przezylmy. Dziekuje im ze zemna wytrzymali, wsperali mnie, byli przy mnie,
szczegolnie mojej narzeczonej dzieki ktorej jestem i moge tu pisac. Gdyby nie ona nie wiem co by bylo. Taka jest moja historia, byc moze komus pomoze w walce ze swoja choroba.
Jesli ktos ma jakies pytania odpowiem chetnie, prosze pisac grojson@o2.pl

zdrowia zycze

Awatar użytkownika
tom-as
Ekspert ✿✿
Posty: 6438
Rejestracja: 22 lut 2006, 14:49
Choroba: CD
województwo: śląskie
Lokalizacja: Oberschlesien / Las

Re: Moja choroba, moja historia moja walka

Post autor: tom-as » 28 lis 2010, 18:15

@rojson pisze:Lekarze sa bardzo ograniczeni w swoich dzialaniach, nie przyjmuja do wiadomosci iz w naszym ciele moga byc pasozyty ktore wystepuja np w korei jak to bylo w moim przypadku.
a jak się one wabią? wiesz może?

@rojson
Debiutant ✽
Posty: 6
Rejestracja: 28 lis 2010, 17:11
Choroba: nie ustalono
województwo: śląskie
Lokalizacja: śląsk

Re: Moja choroba, moja historia moja walka

Post autor: @rojson » 28 lis 2010, 18:27

schistosoma - przywara krwu
takie cholerstwo
http://pl.wikipedia.org/wiki/Przywra_krwi

Awatar użytkownika
tom-as
Ekspert ✿✿
Posty: 6438
Rejestracja: 22 lut 2006, 14:49
Choroba: CD
województwo: śląskie
Lokalizacja: Oberschlesien / Las

Re: Moja choroba, moja historia moja walka

Post autor: tom-as » 28 lis 2010, 18:31

@rojson pisze:schistosoma - przywara krwu
takie cholerstwo
http://pl.wikipedia.org/wiki/Przywra_krwi
fajne :-)


o jeszcze to.
@rojson pisze:Pani w gabinecie podpiela mnie
pod dziwna aparature, zadawala mnustwo pytan, roznych, wydawalo mi sie ze nie zwiazanych z moja choroba. Pani stwierdzila ze mam zarazona wiekrza czesc organizmu, jelita, watrobe, trzustke, takze i serce. Mowila ze aby
miałeś jakieś objawy ze strony tych narządów?

@rojson
Debiutant ✽
Posty: 6
Rejestracja: 28 lis 2010, 17:11
Choroba: nie ustalono
województwo: śląskie
Lokalizacja: śląsk

Re: Moja choroba, moja historia moja walka

Post autor: @rojson » 28 lis 2010, 18:37

w zasadzie nie, u mnie jelita najbardziej, reszta to chyba skutek oddzialywania lekow ktore bralem, jedyni kiedys troche na sercu bylo mi ciezko, tak jak by mi ktos odwaznik wlozylw serce

@rojson
Debiutant ✽
Posty: 6
Rejestracja: 28 lis 2010, 17:11
Choroba: nie ustalono
województwo: śląskie
Lokalizacja: śląsk

Re: Moja choroba, moja historia moja walka

Post autor: @rojson » 28 lis 2010, 18:40

Będzin ;)

genus
Początkujący ✽✽
Posty: 378
Rejestracja: 26 lis 2007, 10:04
Choroba: niesklasyfikowane NZJ
województwo: -- poza Polską --
Lokalizacja: Poznan

Re: Moja choroba, moja historia moja walka

Post autor: genus » 28 lis 2010, 22:08

Witaj. Czy mozesz napisac,jakie badania wykazaly obecnosc pasozyta oraz czy podjales leczenie po stwierdzeniu bilharzjozy? oczywiscie poza tym "aparatem" ktory opisujesz?

Awatar użytkownika
Remedios44
Początkujący ✽✽
Posty: 315
Rejestracja: 16 gru 2005, 16:00
Choroba: CU
województwo: lubelskie
Lokalizacja: 40 km od Lublina

Re: Moja choroba, moja historia moja walka

Post autor: Remedios44 » 29 lis 2010, 00:57

@rojson pisze:Przez caly ten czas powtarzalem lekarzom ze nie czuje sie na ta chorobe, ze nie moge w nia uwierzyc.
A potem pani w "gabinecie medycyny niekonwencjonalnej" podpięła pod dziwną aparaturę i ni z gruszki, ni z pietruszki postawiła kompletnie irracjonalną "diagnozę", w którą bez problemu uwierzyłeś...

No nic, ważne że pomogło (tymczasowo). Nie ma to jak placebo :D
Nawet gdy życie spycha cię najmocniej w dół, wciąż mierz wysoko. Wspinaj się na drabinę, podskakuj, choćbyś sam sobie wydawał się śmieszny ze swoją chęcią latania. Wszyscy mamy skrzydła, ale by latać, potrzeba wysiłku.

CU od 2002, ileostomia od 2004.

Awatar użytkownika
Coralie
Aktywny ✽✽✽
Posty: 535
Rejestracja: 12 lip 2010, 16:23
Choroba: niesklasyfikowane NZJ
województwo: pomorskie
Lokalizacja: z piekła

Re: Moja choroba, moja historia moja walka

Post autor: Coralie » 29 lis 2010, 01:07

Remedios44 pisze:
@rojson pisze:Przez caly ten czas powtarzalem lekarzom ze nie czuje sie na ta chorobe, ze nie moge w nia uwierzyc.
A potem pani w "gabinecie medycyny niekonwencjonalnej" podpięła pod dziwną aparaturę i ni z gruszki, ni z pietruszki postawiła kompletnie irracjonalną "diagnozę", w którą bez problemu uwierzyłeś...

No nic, ważne że pomogło (tymczasowo). Nie ma to jak placebo :D
Nie no zaczekajmy, może ta choroba była potwierdzona laboratoryjnie? Ciekawi mnie to bardzo. Jakieś testy z moczu, kału, krwi?
New beginning :)

@rojson
Debiutant ✽
Posty: 6
Rejestracja: 28 lis 2010, 17:11
Choroba: nie ustalono
województwo: śląskie
Lokalizacja: śląsk

Re: Moja choroba, moja historia moja walka

Post autor: @rojson » 29 lis 2010, 09:05

A potem pani w "gabinecie medycyny niekonwencjonalnej" podpięła pod dziwną aparaturę i ni z gruszki, ni z pietruszki postawiła kompletnie irracjonalną "diagnozę", w którą bez problemu uwierzyłeś...
Nie ma problemu, mozesz sie nasmiewac, wiem jak to brzmi. Tylko Ci powiem tak jak pisalem... lekow prawie (jedynie asamax)nie biore od dwoch miesiecy, czuje sie switnie a wyniki są bardzo dobre, co miesiac coraz lepsze. Zbieg okolicznosci??....Innterpretuj to jak chcesz...nie namawiam na nic nikogo, opisalem tylko jak bylo w moim przypadku...

Awatar użytkownika
Coralie
Aktywny ✽✽✽
Posty: 535
Rejestracja: 12 lip 2010, 16:23
Choroba: niesklasyfikowane NZJ
województwo: pomorskie
Lokalizacja: z piekła

Re: Moja choroba, moja historia moja walka

Post autor: Coralie » 29 lis 2010, 11:47

@rojson pisze:Jesli ktos ma jakies pytania odpowiem chetnie, prosze pisac grojson@o2.pl
Więc ponawiam pytanie. Wszyscy tu jesteśmy ciekawi na jakiej podstawie stwierdzono u Ciebie tą bakterie? I czym ją wyleczono? Czy diagnoza polegała tylko na tym, że ktoś Ci powiedział, że masz bakterie, czy wykonałeś w tym celu jakiekolwiek posiewy, bo przecież jakby ta bakteria u Ciebie w organizmie była, to wyszłaby w posiewach lub testach na przeciwciała. To, że w medycynie niekonwencjonalnej zasugerowali Ci tą bakterie, to jest jedno i ja tego nie kwestionuję, wcale nie dziwię się ludziom tam chodzącym, ale podejrzewając taką bakterię przecież musiałeś wykonać jakieś badania. No chyba, że uwierzyłeś tej pani na słowo?
New beginning :)

Awatar użytkownika
Remedios44
Początkujący ✽✽
Posty: 315
Rejestracja: 16 gru 2005, 16:00
Choroba: CU
województwo: lubelskie
Lokalizacja: 40 km od Lublina

Re: Moja choroba, moja historia moja walka

Post autor: Remedios44 » 29 lis 2010, 11:57

To akurat nie bakteria, ale pasożyt. Diagnostyka: http://pl.wikipedia.org/wiki/Schistosom ... ozpoznanie Ode mnie to samo pytanie: jakie wykonano u Ciebie badania, które potwierdziły obecność tych pasożytów?

P.S. Nie wątpię, że czujesz się lepiej i wyniki Ci się poprawiły. To się nazywa remisja. A że remisję wywołało placebo... Ja też miałam kiedyś taką remisję po wizycie u "bioenergoterapeuty", do którego zaciągnął mnie lekko fanatyczny członek rodziny, i który twierdził, że mnie cudownie wyleczył z Colitis całkowicie. Co wcale nie przeszkodziło temu, że wkrótce przyszło zaostrzenie, które mnie omal nie zabiło.
Ostatnio zmieniony 29 lis 2010, 12:01 przez Remedios44, łącznie zmieniany 1 raz.
Nawet gdy życie spycha cię najmocniej w dół, wciąż mierz wysoko. Wspinaj się na drabinę, podskakuj, choćbyś sam sobie wydawał się śmieszny ze swoją chęcią latania. Wszyscy mamy skrzydła, ale by latać, potrzeba wysiłku.

CU od 2002, ileostomia od 2004.

Awatar użytkownika
Coralie
Aktywny ✽✽✽
Posty: 535
Rejestracja: 12 lip 2010, 16:23
Choroba: niesklasyfikowane NZJ
województwo: pomorskie
Lokalizacja: z piekła

Re: Moja choroba, moja historia moja walka

Post autor: Coralie » 29 lis 2010, 12:00

Remedios44 pisze:To akurat nie bakteria, ale pasożyt.
A przepraszam, rzeczywiście, wszystkie słowa "bakteria" w moim poście trzeba zamienić na "pasożyt" ale reszta pytania jest nadal aktualna :)
New beginning :)

genus
Początkujący ✽✽
Posty: 378
Rejestracja: 26 lis 2007, 10:04
Choroba: niesklasyfikowane NZJ
województwo: -- poza Polską --
Lokalizacja: Poznan

Re: Moja choroba, moja historia moja walka

Post autor: genus » 29 lis 2010, 20:30

No i prosze. Jak dochodzimy do konkretow i mogloby sie zrobic ciekawie, to jakos sprawa cichnie...
@rojson, nie potraktuj tego prosze jako wypowiedzi skierowanej przeciw Tobie osobiscie,bo, podkreslam, nie o to mi chodzi. jednak oburza mnie nabijanie ludzi w butelke, i to czesto za duza kase, co rusz kolejne niekonwencjonalne metody, teorie sprytnie splatajace rzeczywistosc z mitem, cudowne kuracje, diety, specyfiki. bo oczywiscie, zaprzeczyc istnieniu pasozyta nie mozemy, ze kazdy z nas go moze miec tez jest prawdopodobne,w niespecyficznej zbieraninie roznych objawow tez jakos wiekszosc cos znajdzie dla siebie, ale juz udowodnic taki fakt konkretnie i konkretnie leczyc? - to jak? i takie przyklady roznych "chorob" mozna mnozyc.
jesli komus to pomaga i decyduje sie za takie diagnozy i leczenie placic, to oczywiscie zycze jak najlepiej, zeby pomoglo. ale ja osobiscie uwazam, ze to zerowanie na ludzkim dramacie, ktorym sa rozne,czesto nieuleczalne choroby.zwykle kupczenie falszywa nadzieja.

Mamcia
Specjalista od Spraw medycznych
Posty: 10316
Rejestracja: 04 mar 2004, 16:08
Choroba: CD u dziecka
województwo: mazowieckie
Lokalizacja: Warszawa
Kontakt:

Re: Moja choroba, moja historia moja walka

Post autor: Mamcia » 29 lis 2010, 21:05

Na marginesie, ale w temacie. Dziś przeczytałam meta-analizę badań nad skutecznością glukozaminy w łagodzeniu bólu e RZS i kicha. Sam polecałam, bo badania były zachęcające a działań niepożądanych brak.
Tak to bywa, ale jak nie ma żadnych badań to już wielka kaszana.
Przyłacz się do Towarzystwa J-elita. Działamy dla waszego dobra, ale bez Waszej pomocy niewiele zrobimy.

ODPOWIEDZ

Wróć do „CuDaczny Oddział - Mam Diagnozę”