Jazda konna

Moderatorzy: Anette28, Moderatorzy

ODPOWIEDZ
Szarcia
Debiutant ✽
Posty: 35
Rejestracja: 12 cze 2006, 20:35
Choroba: CD
województwo: podkarpackie
Lokalizacja: Łańcut
Kontakt:

Jazda konna

Post autor: Szarcia » 21 sie 2007, 19:42

Czy ktoś z Was uprawiał jazdę konną??? Jak na Was i Wasze jelitka wpływała? Ja przez jakiś rok jeździłam konno z Szarają, ale już od 2 lat nie zaglądam do stadniny. Chciałam się zapytać czy jazda kłusem bez anglezowania może w jakiś sposób zaszkodzić flaczkom?

Angels79

Re: Jazda konna

Post autor: Angels79 » 21 sie 2007, 20:05

Właśnie. Dobry temat :) też mnie to interesuje. Ja jezdziłem jakieś 2 lata, ale nie wiem czy to wpłynęło na CD a może co innego, ale fakt faktem, że krótko po pojawiłem się u doktorka i ostrym rzutem choroby. Hm. A jak to wpływało na moje wnętrzności? :lol: Trochę bolało, choć galop szczególnie w wodzie oraz skoki sprawiały że zaciska się zęby, masa tabletek p.bólowych i jazda :lol: Pewnie wtedy jeszcze nie miałem zaostrzenia albo czort jeden wie :wink: Wiem, głupie to były pomysły, ale kto posmakował jazdy konnej ten pewnie sie nie zdziwi. Działa jak narkotyk :) Niestety również od początku leczenia (jakieś prawie 5 lat) nie byłem w stadninie :smutny: I nie wiem ryzykować czy nie. :neutral:

Awatar użytkownika
Shima
Doświadczony ❃
Posty: 1262
Rejestracja: 29 lis 2004, 20:10
Choroba: CD
województwo: łódzkie
Lokalizacja: Zdunska Wola
Kontakt:

Re: Jazda konna

Post autor: Shima » 26 sie 2007, 19:38

Kiedyś uwielbiałam jazdę konną...to najwspanialsze uczucie.
Ale teraz juz niestety :(
Zawsze służę rozmową [you] :)
Choroba:CD, astma, alergia, łuszczyca, ginekologiczne powikłania w trakcie leczenia immunosupresyjnego, podobno przebyta gruźlica jelit Stan:Lewostronna hemikolektomia,resekcja zwężenia w miejscu zespolenia i jeszcze dodatkowych kawałków jelit, zaostrzenie Leki:asamax3x1000mg,helicid2x1, metotreksat i parę innych paskudztw Waga/wzrost 99/173

Awatar użytkownika
misiek1
Aktywny ✽✽✽
Posty: 888
Rejestracja: 09 gru 2006, 19:43
Choroba: CD
województwo: lubuskie
Lokalizacja: Zielona Góra
Kontakt:

Re: Jazda konna

Post autor: misiek1 » 26 sie 2007, 20:13

kiedys musze sporobowac jakos nie mialem okazji :razz:
Martwisz się chorobą ? ale z Ciebie egoista, na tej samej ziemi umiera codziennie tysiące dzieci z głodu, to jest prawdziwa choroba.

Zaglądam tu raz na jakiś czas ale nie są to godziny ani dni a nawet tygodnie :)

Awatar użytkownika
Shima
Doświadczony ❃
Posty: 1262
Rejestracja: 29 lis 2004, 20:10
Choroba: CD
województwo: łódzkie
Lokalizacja: Zdunska Wola
Kontakt:

Re: Jazda konna

Post autor: Shima » 26 sie 2007, 20:40

Jeździłam jak byłam zdrowa...teraz flaczki chyba nie wytrzymałyby wstrząsów....a poza tym kolana już siadły :cry:
Zawsze służę rozmową [you] :)
Choroba:CD, astma, alergia, łuszczyca, ginekologiczne powikłania w trakcie leczenia immunosupresyjnego, podobno przebyta gruźlica jelit Stan:Lewostronna hemikolektomia,resekcja zwężenia w miejscu zespolenia i jeszcze dodatkowych kawałków jelit, zaostrzenie Leki:asamax3x1000mg,helicid2x1, metotreksat i parę innych paskudztw Waga/wzrost 99/173

Maja
Początkujący ✽✽
Posty: 65
Rejestracja: 15 wrz 2003, 12:11
Choroba: CU
województwo: mazowieckie
Lokalizacja: Warszawa

Re: Jazda konna

Post autor: Maja » 19 paź 2007, 13:32

Dawno nie jeździłam...
Marzy mi się... dosiąść konia znowu, ale odkąd ostatnio na nim siedziałam minęło jakieś 20 kilogramów :) jestem duża baba, ale przecież koń jest ode mnie większy - tak sobie tłumaczę. Też boję się uderzeń tyłka o siodło przy niewprawnym już dosiadzie, tych "turbulencji" w crossowej jeździe i siniaków etc. (stawy wysiadły), ale i tak spróbuję znowu - będę miała okazję dopiero w styczniu podczas pobytu u rodziny na Mazurach. I wiecie co? Nie mogę się doczekać :)
Jak przyśni mi się czasem, że jadę konno prze las, pokonuję różne przeszkody i lecę na łeb na szyję przed siebie to normalnie orgazm! :)
Tak to czuję, to jest porównywalne do snów o lataniu jakie miewają niektórzy. To poczucie wolności i siły..., nieprzewidywalność konia i radość obcowania z nim w naturze.... o rany... posikam się... ja chce styczeń!

Hm choć z drugiej strony siostra (właścicielka stada) może mi nie pozwolić na samotną jazdę po lesie znając moje medyczne "przypadłości" np. zeszłoroczny udar, hm od tamtej pory bawią się ze mną jak z jajkiem, a ja przecież nie jestem inwalida tylko mam trochę mniej siły :/
Pozdrawiam
Maja

Awatar użytkownika
Behemot(ka)
Początkujący ✽✽
Posty: 388
Rejestracja: 23 wrz 2007, 17:01
Choroba: CU
województwo: mazowieckie
Lokalizacja: Warszawa
Kontakt:

Re: Jazda konna

Post autor: Behemot(ka) » 19 paź 2007, 14:04

Uwielbiam jazdę konną, flaczki mnie specjalnie nigdy nie bolały, więc chętnie sobie poszaleję, ale dopiero po 14.11. Mi dla odmiany dolega "cesarskie cięcie" :suchy: Poza tym jak ma się takiego małego szkrabulca i studia na głowie, to trzeba się liczyć z czasem ;)

Leki: Sulfasalazyna 2/2/2 Effectin 0/0/1 Depakina 1/0/1 + Kwas foliowy

Stan: Remisja kliniczna i endoskopowa

Nie jestem leniwa, po prostu mam wadliwy system dystrybucji energii.

http://www.venganza.org/


Maja
Początkujący ✽✽
Posty: 65
Rejestracja: 15 wrz 2003, 12:11
Choroba: CU
województwo: mazowieckie
Lokalizacja: Warszawa

Re: Jazda konna

Post autor: Maja » 19 paź 2007, 14:56

No to wyszłam na jakąś potrzaskaną :)))

Niektórzy podobno jak śnią o tym, że latają to podobno też przeżywają taką krainę szczęśliwości.
Mi raz się śniło, że widziałam siebie galopującą brzegiem lasu, do tego na siwym koniu, a nie miałam jak dotąd okazji na takim szaleć w terenie; to był widok z lotu ptaka i... aż dech zapierało.
Ja, na razie z braku możliwości, to właściwie marzę o tym żeby wyczyścić konia, dotknąć i delikatnie pogłaskać jego cieplutkie chrapy, na policzku poczuć łaskotanie jego rzęs.... ech... marzenia, a może ktoś ma jakieś robótki w stajni do wykonania? :)
Co ciekawe nie jestem specjalistką i rzadko nawet wcześniej jeździłam, ale tym bardziej chyba tęsknię do tych chwil.
Pozdrawiam
Maja

Angels1979
Początkujący ✽✽
Posty: 125
Rejestracja: 04 paź 2007, 21:46
Choroba: CD
województwo: lubuskie
Lokalizacja: Zielona Gora
Kontakt:

Re: Jazda konna

Post autor: Angels1979 » 19 paź 2007, 17:56

tola pisze:Ja przez 2 lata jeżdziłam konno.Od przeszło roku nie odwiedzałam stadniny :smutny: Bardzo tęsknię za tym


też bym chętnie pojeździł konno. Na nowo rozpoczął całą tą przygodę. Niestety nie wiem czy i kiedy to się zrealizuje. A też za jazdą konną tęsknię. :neutral:

Awatar użytkownika
jaryszek
Aktywny ✽✽✽
Posty: 805
Rejestracja: 25 maja 2006, 11:56
Choroba: CU
województwo: dolnośląskie
Lokalizacja: Oborniki Śląskie
Kontakt:

Re: Jazda konna

Post autor: jaryszek » 19 paź 2007, 19:41

Mnie kumple ciagle namawiaja na sekcje jazdy konnej, ale ja chyba i tak wole pilke nozna...
Chroba:CU, Stan:zaostrzenie Leki: Asamax 500mg(3x2), Metypred 32mg, Calperos 1000mg,azathrioprine 50mg(1x2),Waga/Wzrost:50/171 Brak typowej remisji od 4 lat /Jestem pacjentem prof. Paradowskiego we Wrocławiu.

Co nas nie zabije, to nas wzmocni...

Awatar użytkownika
madziula
Aktywny ✽✽✽
Posty: 626
Rejestracja: 07 cze 2006, 18:54
Choroba: w trakcie diagnozy
województwo: -- poza Polską --
Lokalizacja: Wroclaw/Cork (Irl)
Kontakt:

Re: Jazda konna

Post autor: madziula » 19 paź 2007, 19:51

ja troche jezdze na koniskach, to znaczy ostatnio mialam dosc spora przerwe, ale chetnie bym sobie pogalopowala ;)
kokodżambo i do przodu
podejrzenie choroby Crohna

Maja
Początkujący ✽✽
Posty: 65
Rejestracja: 15 wrz 2003, 12:11
Choroba: CU
województwo: mazowieckie
Lokalizacja: Warszawa

Re: Jazda konna

Post autor: Maja » 19 paź 2007, 21:59

Czy te nasze wszystkie wpisy świadczą o tym, że nikt aktualnie nie jeździ i nie może się podzielić odczuciami brzuszka itd. podczas dosiadania zwierzaków?
Myślałam, że tylko ja nie mam okazji; ale prawdę mówiąc nigdy nie traktowałam cu jako przeciwwskazania. Ze względu na słabą kondycję kiedyś odbywało się to trochę inaczej. Więcej czasu zabierało mi osiodłanie i ogólnie przygotowanie konia i już zmachana tak naprawdę odpoczywałam na nim nie szalejąc po mazurskich bezdrożach . Jazda trwała już odpowiednio do mojego samopoczucia krócej.
No chyba, że nie miałam już siły porządnie zaciągnąć popręgu - zapinałam go wtedy byle jak, byleby dało się bezpiecznie dosiąść konia, a poprawiałam już w lesie żeby nikt z rodzinki nie widział i to siedząc w siodle, bo bałam się, że jak zejdę to potem nie dam rady się wdrapać z powrotem. To jednak było dość dawno, a i dodam że choroba nie powalała mnie wtedy tak mocno. A i poprawność polityczna nakazuje powiedzieć iż nie było to zbyt odpowiedzialne, ale co tam :)
Ale była jazda:)
Teraz obawiam się, że nie puszczą mnie samej, a nie wiem jak Wy, ale ja nie zamieniłabym samotnych konnych wędrówek na nic innego.
A może jednak ktoś z nas wciąż jeździ?
Pozdrawiam
Maja

Awatar użytkownika
fairy
Początkujący ✽✽
Posty: 240
Rejestracja: 19 cze 2007, 09:19
Choroba: CD
województwo: lubelskie
Lokalizacja: Lublin

Re: Jazda konna

Post autor: fairy » 20 paź 2007, 02:24

jezdzilam pare dobrych lat i wszystko bylo jak zwykle, ani lepiej ani gorzej... ojej, ale bym cofnela czas - tak to uwielbialam !! W pewnym momencie przestalam bo bylam swiadkiem niemilego wypadku :(
Hello, I know there's someone out there who can understand
And who's feeling the same way as me ...

Awatar użytkownika
Alishia
Aktywny ✽✽✽
Posty: 728
Rejestracja: 12 sty 2007, 19:34
Choroba: CD
województwo: opolskie
Lokalizacja: Opole
Kontakt:

Re: Jazda konna

Post autor: Alishia » 25 paź 2007, 19:37

Z jazdą konną nie mam za bardzo styczności:/Ale z moich ubogich doświadczeń wynika,że na "flaczki"nie ma to,żadnego wpływu.Jak już to na ropnie...poprostu bolał mnie tyłek i zaprzestałam jazdy konnej:D

Awatar użytkownika
Coralie
Aktywny ✽✽✽
Posty: 535
Rejestracja: 12 lip 2010, 16:23
Choroba: niesklasyfikowane NZJ
województwo: pomorskie
Lokalizacja: z piekła

Re: Jazda konna

Post autor: Coralie » 13 lip 2010, 19:49

Zdaję sobie sprawę, że odkopuję temat z przed stu lat, ale czy ktoś tu jeszcze pozostał "jeżdzący"? :P Ja staram się jeździć nawet gdy źle się czuję (tzn o ile trzymam się na nogach) no i jak już wlezę w siodło to zwykle wszystko mi przechodzi (nie na długo niestety :D). Lekarz wprawdzie mi odradził, ale wg niego, to w ogóle tylko kłaść się w trumnę i czekać, więc go nie słucham. Przed chwilą właśnie zaliczyłam glebę na konisku, ale nikt nie ucierpiał (wina ewidentnie JEGO, bo sam się położył i wytarzał w piachu :P)

A jak tam u Was?
New beginning :)

ODPOWIEDZ

Wróć do „Nasza Aktywność”