Opowiadanie Grzyba - debiut

Wiersze, wierszyki, opowiadania, forumowele, twórczość własna i nie tylko

Moderatorzy: Anette28, Moderatorzy

ODPOWIEDZ
Awatar użytkownika
Grzyb333
Doświadczony ❃
Posty: 1075
Rejestracja: 10 mar 2008, 13:49
Choroba: CU
województwo: zachodniopomorskie
Lokalizacja: Szczecin
Kontakt:

Opowiadanie Grzyba - debiut

Post autor: Grzyb333 » 09 kwie 2009, 18:01

Dzisiaj ukazało się drukiem w gazetce firmowej moje opowiadanie, rozpoczynające cykl o przygodach pewnego starego budowlańca
Oto ono "Majster Zdzich - odcinek polityczny"

Zdzich otworzył lewe oko. To że je otworzył wcale nie znaczyło, że się obudził. Nadal drzemał sobie w najlepsze, tyle że z otwartym okiem.
Na budowie drugorzędnego wiaduktu nad autostradą gdzieś z dala od cywilizacji panował senny spokój. Nie działo się nic. Tylko kilku ludzi udawało, że pracują. Kilkudniowe ulewne deszcze skutecznie odcięły wszelkie dostawy materiałów a ciężki sprzęt utknął w bazie. Jedynie Jeep kierownika jako tako radził sobie z dojazdem na budowę. Dzisiaj w końcu było sucho i słoneczko miło łechtało ogorzałe lico Zdzicha, który z braku lepszych zajęć po porostu się zdrzemnął na plandece przykryty kilkoma kufajkami. Był w końcu majstrem o niepodważalnym autorytecie, nawet kierownik odcinka pan Janek dwa razy się zastanowi zanim podniesie na niego głos. Zdzicha znał każdy, a jak nie znał to na pewno o nim słyszał.
Okazało się, że lewe oko nie otworzyło się bez przyczyny. Coś się działo. Kiedy otworzyło się prawe oko rozpoczął się mozolny proces budzenia. Gdy język z głośnym plaśnięciem odkleił się od podniebienia Zdzich drgnął. Leżał tak patrząc w niebo i prawie z rozbawieniem obserwował opadający w jego stronę śmigłowiec. Tak sobie leżał i pomyślał że tak jakoś śmiesznie ten śmigłowiec leci, tak zygzakiem, tak dookoła, naprawdę dziwnie. Kiedy uszy usłyszały dźwięk wirnika maszyny w mózgu majstra coś zatrybiło. Kufajki przykrywające go nagle pofrunęły do góry i w ułamku sekundy Zdzichu stał pięć metrów od miejsca w którym spał.
- Jeeeezu helikopter - wydarł się wycierając brudnymi paluchami śpiochy w oczach,
- No, i chyba spada tutaj - opanowany głos dźwigowego Gienka natychmiast ugasił atak paniki, którą Zdzich zamierzał zaraz eksplodować.
- Jaja sobie robi? Rypnie w filar - stwierdził majster
- Eeeee, nie rypnie - ocenił fachowym okiem Gienek.
Gienek miał rację, śmigłowiec nie rypnął w filar. Pilot nie stracił całkowicie kontroli nad maszyną, lawirował nią kręcąc się wokół własnej osi i z hukiem wyrżnął dziobem w nasyp tuż przy filarze. Łopaty wirnika eksplodowały na strzępy przy uderzeniu o nasyp i z ogromną prędkością poleciały w różne strony. Jedna przecięła na pół plastikową toaletę Toi-Toi, druga przeleciała pod rusztowaniem i wbiła się w kontener kierownika, z którego natychmiast jak oparzony wyskoczył pan Janek
- Zdziiiiich, co tu się kur.... - pan Janek zamarł w komicznej pozycji, wykonał prawie jaskółkę i tak na jednej nodze wpatrywał się tuman kurzu i dymu, z którego zaczął wyłaniać się wrak śmigłowca, postał tak chwilę, po czym machając rozpaczliwie rękami wrócił do pionu
- Zdzichu, co tu się dzieje?
Nikt mu nie odpowiedział, wszyscy z niemą fascynacją obserwowali niecodzienną sytuację. W pewnej chwili coś zgrzytnęło i śmigłowiec do tej pory wbity w nasyp przechylił się do tyłu i wzbijając kolejny tuman kurzu opadł na koła.
- Khe khe khe - wewnątrz zakaszlała jakaś kobieta - Maniuś obudź się, Maaaaaniuś. - zaszlochała,
- Nie rycz głupia - odpowiedział jej głos - jestem cały
- Ale Maniuś, jesteś ranny, oooo tu, i tu, Maniuś podarłeś sobie tą śliczną marynarkę od Jadwigi - szlochała dalej.
W pewnej chwili trzeci głos zapytał:
- Panie ministrze, czy wszystko w porządku
- Wydaje mi się że tak kapitanie, chyba mogę wstać - odparł spokojnie głos
- A pani rzecznik? - kontynuował wywiad kapitan
- Też dobrze, tylko panikuje durna baba - przerwał na chwilę minister - Krystyna nie becz, żyjemy, jest dobrze.
- Maniuś ja wychodzę - w jej głosie zapiszczała panika
- Ej, ej czekaj. Jesteś przecież jesteś g ....- próbował interweniować minister ale było za późno,
Coś zastukało, trzasnęło i z jękiem otworzyły się drzwi. Oczom Zdzicha i pozostałych ukazała się w drzwiach śmigłowca potwornie potargana kobieta około trzydziestki w samej bieliźnie. Dostrzegła ich i zastygła w bezruchu
- O Boże Maniuś, ktoś tu jest. - zapłakała znowu - tu są ludzie, chyba rolnicy, oni nas widzą, Maniuś będzie skandal - kobieta zawstydzona schowała się w głębi maszyny i zaniosła się spazmatycznym płaczem
- No i się doigraliśmy Krycha, doigraliśmy - zauważył trzeźwo minister
- Spokojnie panie ministrze, wyjdę pierwszy - łagodził sytuację kapitan, wychylił się z kabiny, postawił stopę na schodku i wyjąc z bólu runął na ziemię. Zdzich zareagował natychmiast i podbiegł do rannego pilota
- Jak się pan czuje - zapytał unosząc mu głowę
- Mam chyba złamaną nogę, w kabinie jest apteczka, proszę mi ją podać, sam się opatrzę, kontrola lotów zna współrzędne i zaraz tu ktoś będzie, wytrzymam. - wypluł z siebie jednym ciągiem pilot - ojjjjj, - jęknął - w apteczce jest morfina, niech się pan pośpieszy - wycedził przez zęby
- Gienek!!! - wydarł się Zdzichu - bierz kufajkę, daj ją tej gołej, niech się kobita okryje i właź do środka szukać apteczki - majster panował nad sytuacją
- Panie Janek!!! - kontynuował wydawanie poleceń - leć pan do kontenera i szykuj miejsce dla gości. Władza spadła nam z nieba, trza ich ugościć.
Kiedy Gienek wyszedł z apteczką ze śmigłowca Zdzich zajrzał do kabiny i zdębiał. Obok niezdarnie przykrywającej się kufajką półnagiej Krystyny siedział z zakrwawioną skronią i w podartej marynarce minister infrastruktury. "O w mordę, ten od dróg" pomyślał Zdzich. Dobrze go znał, nie raz klął na czym świat stoi kiedy widział go w telewizji.
- No no no, dobrze pan trafił. Na budowę autostrady - ryknął śmiechem majster - ha ha ha, i to z gołą babą, haaaaa ha - zanosił się śmiechem - Zapraszamy w nasze skromne progi, ha ha ha, oj przepraszam, jakie nasze, przecież pan minister jest u siebie - spojrzał z politowaniem na kobietę i szarmancko podał jej dłoń
- Panie przodem.

Goście zamknęli się w kontenerze, Gienek siedział przy rannym pilocie, pan Janek i Zdzich oceniali straty gdy z połówki przeciętego przez urwaną łopatę śmigłowca Toi-toia wyłonił się Jurek pomocnik dźwigowego. Stał tak niezdarnie dopinając spodnie i wydukał
- O kurcze, helikopter bez śmigła - chłopak dopiero wychodził z szoku a jego umysł, którego największym wyzwaniem do tej pory było przeliczenie wypłaty na flaszki nie ogarniał sytuacji. Zdzich zrozumiał wewnętrzne zmagania Jurka i zaśmiał się
- Ty się Juruś ciesz, że ty tam na dwójkę pobiegłeś, gdybyś się odlewał to by ci przy ptaku głowę obetło - rechotał majster - masz chłopie farta. - zamilkł gdy nad pobliskim lasem pojawiły się śmigłowce.
- Następni? Ja się chyba nigdy nie napiję browara - odezwał się w końcu pan Janek
- no - potwierdził jego obawy majster - nieprędko
Gdy śmigłowce wylądowały natychmiast wysypały się z nich dziesiątki ludzi w mundurach i kilku w garniturach, mundurowi rozpierzchli się po budowie a najważniejszy z garniturowców osłaniając ramieniem głowę przed małą burzą piaskową wznieconą przez wirujące wciąż wirniki śmigłowców podszedł do stojących nad rannym pilotem mężczyzn lecz na pilota nawet nie spojrzał
- Gdzie minister? - próbował przekrzyczeć ryk maszyn
Nie odpowiedzieli, tylko Gienek wskazał palcem kontener. Poszedł we wskazanym kierunku.
- Idziecie łajzy? - machnął ręką na pozostałych garniturowców - minister czeka, dawać mi tu.
Zmierzchało już gdy odlatywały ostatnie śmigłowce, została jedynie maszyna garniturowców. Czwórka budowlańców trzęsła się z zimna pod okiem niewzruszonego oficera BORu gdy otworzyły się drzwi od kontenera, z wnętrza ktoś krzyknął
- Dawaj ich tu
- Idziemy - sucho oświadczył oficer i odchylił płaszcz pokazując broń
- No przecież idziemy - nie próbowali protestować w obliczu argumentu BORowca
Wewnątrz stało trzech oficerów, a czwarty - ich szef siedział za biurkiem pana Janka. Zmierzył ich groźnym wzrokiem i zaczął mówić
- To co teraz powiem jest moją ostateczną ofertą, jeśli na nią nie przystaniecie, będziecie mieć ze mną do czynienia, a ja jestem bardzo niemiłym facetem - przerwał na chwilę, spojrzał każdemu po kolei w oczy i dał im chwilę aby dotarła do nich groźba - Oto moja propozycja. Różni ludzie będą was pytać o to co się tutaj dzisiaj stało, dziennikarze, prokuratorzy i inni. Powiecie im wszystko dokładnie tak jak było z jednym małym wyjątkiem - pani rzecznik rządu była ubrana i spokojna. W zamian każdy z was otrzyma dwadzieścia tysięcy w gotówce. Przyjmujecie propozycję?
Jurek prawie zemdlał z zachwytu, Zdzich przytrzymał go żeby nie upadł i wtedy Gienek nagle nabrał odwagi
- Łeee. Tylko dwadz.....
- Milczeć! - prawie krzyknął szef garniturowców - mówiłem, że to moja ostatnia oferta, jak naślę na was urząd skarbowy to wyssie was do zera
- Dobra bierzemy - uratował sytuację Zdzich i wbił łokieć w żebra Gienka - Cicho - szepnął
- No, to się dogadaliśmy - odetchnął szef - Zostaniecie tutaj na noc z moim człowiekiem, który pomoże wam uzgodnić wspólną wersję wydarzeń, przedstawi wam również konsekwencje niedotrzymania umowy. Dobranoc Panom.
Nad ranem wszyscy usnęli, wszyscy oprócz BORowca i Jurka, którego umysł zmagał się z największym w jego życiu wyzwaniem intelektualnym - przeliczał dwadzieścia tysięcy na flaszki, pocił się i dyszał. Był szczęśliwy.
GrzybaBlog - http://graforoman.wordpress.com/ Darwin się mylił. Ja nie pochodzę od małpy. Ja pochodzę od Purchawki :E

Awatar użytkownika
ita71
Doświadczony ❃
Posty: 1885
Rejestracja: 28 sty 2009, 22:45
Choroba: CD u dziecka
województwo: pomorskie
Lokalizacja: Trójmiasto

Re: Opowiadanie Grzyba - debiut

Post autor: ita71 » 09 kwie 2009, 20:24

Gratulacje :brawo: ,to następna będzie powieść :wink:

Natalka
Weteran ✿
Posty: 4895
Rejestracja: 19 kwie 2007, 13:54
Choroba: CD
województwo: lubelskie
Lokalizacja: Lublin
Kontakt:

Re: Opowiadanie Grzyba - debiut

Post autor: Natalka » 09 kwie 2009, 23:08

Podobało mi się, jak napiszesz wszystkie odcinki to nakręcimy serial :twisted:
Nie istnieją żadne określone potrawy, które zasadniczo wpływają na ciężkość przebiegu lub na rodzaj nawrotu choroby u wszystkich pacjentów.
poradnik żywieniowy Falka

Awatar użytkownika
andzka
Początkujący ✽✽
Posty: 485
Rejestracja: 21 lut 2009, 07:47
Choroba: CU
województwo: zachodniopomorskie
Lokalizacja: Stargard Szcz.
Kontakt:

Re: Opowiadanie Grzyba - debiut

Post autor: andzka » 10 kwie 2009, 06:03

Grzyb gratulacje :) też jestem za całą serią :)
Salofalk-wlewki, Asamax 500 - 3x2, remisja :)

rajan
Aktywny ✽✽✽
Posty: 872
Rejestracja: 14 cze 2007, 00:15
Choroba: CU
województwo: -- poza Polską --
Lokalizacja: ...

Re: Opowiadanie Grzyba - debiut

Post autor: rajan » 10 kwie 2009, 08:05

fajne :respekt:, gratuluje debiutu

Awatar użytkownika
Miska Ryżu
Doświadczony ❃
Posty: 1475
Rejestracja: 03 lip 2008, 10:38
Choroba: CD
województwo: śląskie
Lokalizacja: Śląsk
Kontakt:

Re: Opowiadanie Grzyba - debiut

Post autor: Miska Ryżu » 11 kwie 2009, 23:28

Bardzo fajnie! Już czekam na drugą część :-)
Smutno Ci? A może budyń? :)

Awatar użytkownika
Raysha
Weteran ✿
Posty: 4274
Rejestracja: 06 sie 2006, 12:44
Choroba: CD
województwo: śląskie
Lokalizacja: Jaworzno
Kontakt:

Re: Opowiadanie Grzyba - debiut

Post autor: Raysha » 12 kwie 2009, 11:31

takie... życiowe :D

Awatar użytkownika
podblond
Początkujący ✽✽
Posty: 307
Rejestracja: 19 cze 2006, 21:50
Choroba: CU
województwo: pomorskie
Lokalizacja: Gdynia
Kontakt:

Re: Opowiadanie Grzyba - debiut

Post autor: podblond » 12 kwie 2009, 12:02

Bardzo mi się podoba :) Lekko napisane, wciąga już od samego początku i wszystko jest zrozumiałe. No i ten dowcip :lol:
:brawo:
Nie bój się cieni. One świadczą o tym, że gdzieś znajduje się światło...

Awatar użytkownika
magda281
Znawca ❃❃
Posty: 2474
Rejestracja: 20 gru 2007, 11:55
Choroba: CD
województwo: mazowieckie
Lokalizacja: okolice warszawy

Re: Opowiadanie Grzyba - debiut

Post autor: magda281 » 13 kwie 2009, 12:48

Nad ranem wszyscy usnęli, wszyscy oprócz BORowca i Jurka, którego umysł zmagał się z największym w jego życiu wyzwaniem intelektualnym - przeliczał dwadzieścia tysięcy na flaszki, pocił się i dyszał. Był szczęśliwy.
_________________
świetne tak mnie wciągnęło że czekam na cdn.. będzie??
Kto nadzieje w innych pokłada,celu nie osiąga.

Awatar użytkownika
Grzyb333
Doświadczony ❃
Posty: 1075
Rejestracja: 10 mar 2008, 13:49
Choroba: CU
województwo: zachodniopomorskie
Lokalizacja: Szczecin
Kontakt:

Re: Opowiadanie Grzyba - debiut

Post autor: Grzyb333 » 15 kwie 2009, 20:19

Dzięki za miłe słowa. :) Jeśli powstaną następne odcinki na pewno je tutaj zamieszczę. :)
GrzybaBlog - http://graforoman.wordpress.com/ Darwin się mylił. Ja nie pochodzę od małpy. Ja pochodzę od Purchawki :E

Awatar użytkownika
paubom
Początkujący ✽✽
Posty: 140
Rejestracja: 22 sty 2009, 06:35
Choroba: nie ustalono
województwo: pomorskie
Lokalizacja: Gdynia

Re: Opowiadanie Grzyba - debiut

Post autor: paubom » 16 kwie 2009, 07:11

Miłe czytadełko w przerwie na kawę, czy małe śniadanko. Lekko, z humorem i na czasie. Czekam na kolejne fascynujące historie z życia zwykłego budwlańca Zenka. :spoko:
"a nadzieja budzi się i zasypia..."

Awatar użytkownika
Grzyb333
Doświadczony ❃
Posty: 1075
Rejestracja: 10 mar 2008, 13:49
Choroba: CU
województwo: zachodniopomorskie
Lokalizacja: Szczecin
Kontakt:

Re: Opowiadanie Grzyba - debiut

Post autor: Grzyb333 » 28 kwie 2009, 21:05

Właśnie przesłałem do redakcji gazetki firmowej następny odcinek przygód majstra Zdzicha. Oto on. Mam nadzieję, że ktoś poświęci tutaj minutkę ;)

Majster Zdzich i wykopaliska.

No i stało się. Światowy kryzys ekonomiczny dotarł na budowę zdzichowego wiaduktu. Dotarł na budowę w postaci braku nowej plastikowej ubikacji. Starą zniszczyła łopata śmigłowca a firma w ramach cięcia kosztów nie zamierzała dostarczyć nowej. Nie było wyjścia, trzeba było zbudować drewniany wychodek. Do wykopania dołka pod wychodek majster oddelegował Jurka pomocnika dźwigowego, który nie wiadomo co tu jeszcze robił skoro od dawna nie było tutaj żadnego dźwigu. Jurek poszedł pod las i zaczął kopać. Po kilku godzinach kopania krzyknął.
- Panie majster, panie majster
- Czego? - burknął znudzony Zdzichu
- Tu coś jest, rzeźby jakieś, czy coś – wrzeszczał zaaferowany Jurek
- Już dobra idę – majster był wściekły „ten pierdoła zawsze coś zepsuje, nawet kibla wykopać nie potrafi” myślał, ale kiedy podszedł i zajrzał do dołu, zdębiał. Takie rzeczy wcześniej widział tylko na kanale Discovery w telewizji. Jurek dokopał się do jakiejś wielkiej płaskorzeźby wykutej w granicie.
- O w mordę co to jest? - zapytał retorycznie, lecz Jurek podchwycił, wysilił szare komórki i zabłysnął
- Eeeee, kamienny komiks.
- Jurek – majster spojrzał na niego z politowaniem – ty nie myśl za dużo bo ci żyłka pęknie, kop dalej, zobaczymy o czym jest ten komiks.
Jurek z zapałem zabrał się do kopania. Do akcji dołączył Mietek operator wynajętej z Ramirentu koparko-ładowarki, a wkrótce cała załoga wiaduktu z zapałem pomagała przy powiększaniu dołka pod wychodek. Wieczorem w wielkiego wykopu wyłonił się wierzchołek potężnej schodkowej piramidy w całości pokrytej płaskorzeźbami. Brudni i wykończeni budowlańcy usiedli na szczycie piramidy, przytaszczyli grilla i zgrzewkę piwa – rozpoczęło się oblewanie znaleziska.
Kierownik Janek poprzedniego dnia miał wolne, teraz z samego rana pojawił się na budowie. Nikogo nie zastał w kontenerach ani na wiadukcie „Gdzie oni są? Normalnie ukatrupię nygusów” pomyślał. Wtedy zauważył że cały sprzęt stoi na brzegu jakiegoś nowego dołu pod lasem. Podszedł i ujrzał kompletnie pijaną załogę na szczycie tajemniczej budowli wyłaniającej się z ziemi. Najpierw opadła mu szczęka, a potem szlag go trafił.
- Co się tu do cholery dzieje? Wstawać moczymordy, a premię zobaczycie jak świnia niebo! - aż piszczał z wściekłości - Mieliście zbroić trzeci filar a nie wykopaliska sobie urządzać! – przestał na chwilę, nabrał powietrza i ryknął
- Zdziiich!!! Za minutę widzę cię u mnie w kontenerze.
Z przerwami na wysłuchanie niezliczonej ilości obelg Zdzichu opowiedział szalejącemu z wściekłości kierownikowi historię dnia poprzedniego. Kiedy pan Janek ochłonął, wykonał kilka telefonów i machina ruszyła.
Najpierw pojawili się szefowie firmy, oglądali znalezisko, dyskutowali zaciekle między sobą i pastwili się nad panem Jankiem. Po kilku godzinach odjechali. Piekło zaczęło się dzień później. Tabuny archeologów, historyków i wszelkiej maści naukowców zbiły się w stada, które szczelnie obsiadły odkopany kawałek piramidy. Wszędzie pałętali się dziennikarze i operatorzy kamer próbując przeprowadzić wywiad z każdym napotkanym człowiekiem, ale największą gwiazdą był Jurek odkrywca piramidy, szastał wywiadami na lewo i prawo. Wokół budowy powstało dzikie miasteczko namiotowe. Oprócz naukowców i dziennikarzy pojawili się także alterglobaliści, ekolodzy, turyści a nawet grupka pseudokibiców którzy nieopodal mieli ustawkę ale przeciwnicy nie przyszli. Jak grzyby po deszczu wyrastały budki z małą gastronomią, można było tanio zjeść szaszłyka lub zapiekankę. Było wszystko oprócz kibelka, nadal nikt o tym nie pomyślał i wszyscy biegali załatwiać się do lasu.
Znalezisko Jurka okazało się sensacją archeologiczną wszech czasów. Po kilku latach prac odkopano ruiny starożytnego miasta oraz kompleks marmurowych piramid o powierzchni wielu kilometrów kwadratowych przy którym chińska Terakotowa Armia to ledwie małe wykopki. Okazało się, że południowo amerykańska cywilizacja Inków przywędrowała tam przed tysiącami lat z Wielkopolski, a wspaniała stolica tajemniczej pracywilizacji znajdowała się w okolicy wsi Pąchy. W związku z koniecznością ochrony zabytku rząd postanowił o wytyczeniu nowej lokalizacji dla stukilometrowego odcinka autostrady i wyburzeniu już powstałych wiaduktów, mostów i innych budowli.
Kiedy zamieszanie minęło Zdzichu, Jurek, Mietek i reszta ekipy spotkali się na grillu u Mietka na działce. Jak na budowlańców przystało zdrowo popili i kiedy większość już usnęła przy stole przed altanką, Jurek ledwo patrząc na oczy powiedział do majstra:
- Widzisz panie Zdzichu, nie chcieli załatwić nam nowego kibelka to za karę muszą budować autostradę od nowa.
- Wiesz Jurek, pierwszy raz słyszę od ciebie coś mądrego.
GrzybaBlog - http://graforoman.wordpress.com/ Darwin się mylił. Ja nie pochodzę od małpy. Ja pochodzę od Purchawki :E

Awatar użytkownika
paubom
Początkujący ✽✽
Posty: 140
Rejestracja: 22 sty 2009, 06:35
Choroba: nie ustalono
województwo: pomorskie
Lokalizacja: Gdynia

Re: Opowiadanie Grzyba - debiut

Post autor: paubom » 29 kwie 2009, 10:34

Rewela po raz 2 ;)
"a nadzieja budzi się i zasypia..."

Awatar użytkownika
magda281
Znawca ❃❃
Posty: 2474
Rejestracja: 20 gru 2007, 11:55
Choroba: CD
województwo: mazowieckie
Lokalizacja: okolice warszawy

Re: Opowiadanie Grzyba - debiut

Post autor: magda281 » 29 kwie 2009, 10:46

świetne,po prostu czyta się jednym tchem :wink:
Kto nadzieje w innych pokłada,celu nie osiąga.

Awatar użytkownika
ita71
Doświadczony ❃
Posty: 1885
Rejestracja: 28 sty 2009, 22:45
Choroba: CD u dziecka
województwo: pomorskie
Lokalizacja: Trójmiasto

Re: Opowiadanie Grzyba - debiut

Post autor: ita71 » 29 kwie 2009, 10:54

Gratuluję poczucia humoru :lol: i lekkiej ręki :wink:
Nigdy nie mów nigdy...

ODPOWIEDZ

Wróć do „Poezja i Proza”