Opowiadanie Grzyba - debiut

Wiersze, wierszyki, opowiadania, forumowele, twórczość własna i nie tylko

Moderatorzy: Anette28, Moderatorzy

ODPOWIEDZ
Awatar użytkownika
Raysha
Weteran ✿
Posty: 4290
Rejestracja: 06 sie 2006, 12:44
Choroba: CD
województwo: śląskie
Lokalizacja: Jaworzno
Kontakt:

Re: Opowiadanie Grzyba - debiut

Post autor: Raysha » 24 lis 2009, 22:18

Natalka pisze:Grzyb333 napisał/a:
od termometrów mieli obdarte pachy

świetny tekst :mrgreen:
Dokładnie to było mocne :D

Grzybie więcej :mrgreen:

Awatar użytkownika
Grzyb333
Doświadczony ❃
Posty: 1075
Rejestracja: 10 mar 2008, 13:49
Choroba: CU
województwo: zachodniopomorskie
Lokalizacja: Szczecin
Kontakt:

Re: Opowiadanie Grzyba - debiut

Post autor: Grzyb333 » 26 lut 2010, 15:59

Następny odcinek. Trochę inny :E

MAJSTER ZDZICH & UNDERGROUND LOVE

Ludwik jak zwykle beztrosko pomykał sobie tunelami i rozmyślał o sensie życia, gdy nagle nie wyhamował i wpadł do zakazanego tunelu. Ludwik był niedużą zielonkawą dżdżownicą o nieokiełznanym temperamencie. Znał wszystkie tunele i wszędzie miał kumpli. Jego największym przyjacielem był karłowaty kret wegetarianin Józio, który brzydził się robalami, a na korzonkach nie urósł za wielki. Ludwik pełzał właśnie do niego pogadać gdy pomylił tunele i niechcący zapędził się do czarnoziemu, co już było bardzo niebezpieczne, a na dodatek wpadł do tunelu Rosówek. Musiał szybko działać zanim zostanie pojmany i zapędzony do niewolniczej pracy w mrocznych tunelach torfowiska.
Rosówki zamieszkiwały czarnoziem i niepodzielnie panowały w podziemiu. Wprowadziły pod ziemią reżim jakiego nie powstydziliby się ludzie. Zastępy uzbrojonych w wielkie szczęki Turkuci Podjadków patrolowały królewskie tunele czarnoziemu siejąc strach i zwątpienie. Wszystkie pojmane robaki, pędraki i mniejsze dżdżownice usługiwały leniwym rosówkom albo trafiały do bezdennych i mrocznych kopalni torfu, który był przysmakiem Rosówek. Niewielu udało się stamtąd wrócić.
Ludwik znalazł się w sytuacji bez wyjścia, leżał na dnie zakazanego tunelu i nie mógł wgramolić się z powrotem. Wyskrobywał już na ścianie królewskiego tunelu testament, gdy nagle coś usłyszał. "To już po mnie" pomyślał i zastygł w oczekiwaniu co nastąpi, już prawie umarł z przerażenia gdy zza zakrętu wyłoniła się Ona. Nawet sobie nie wyobrażał, że takie piękności w ogóle istnieją. W tej samej chwili Ona zobaczyła Ludwika. To była miłość od pierwszego wejrzenia, nic do siebie nie powiedzieli, tylko wiedzeni szalonym uczuciem okręcili się wokół siebie w miłosnym uścisku. Po trzech godzinach namiętności padli obok siebie zasapani. Gdyby dżdżownice paliły teraz Ludwik leżałby z fajką w zębach, gdyby miał zęby oczywiście.
- Wszystkie rosówki takie namiętne? - zapytał nie mogąc złapać oddechu, a ona spojrzała spojrzała na niego z podziwem
- A wszystkie zieloniaki takie ruchliwe? - zadziornie odpowiedziała rosówka i przytuliła się do kochanka - Matylda jestem
- Ludwik jestem. - powoli odzyskiwał oddech - Wiesz, muszę zaraz stąd uciekać, zanim złapią mnie Turkucie. Podsadzisz mnie do mojego tunelu? - spanikował gdy usłyszał coś wgłębi tunelu, a Matylda zaszlochała
- Zabierz mnie ze sobą, proszę
- Do piachu? Przecież wy się tam nie zapuszczacie, gardzicie nami. - nie mógł się nadziwić Ludwik
- Ale ja muszę, ojciec chce mnie wydać za ministra obrony, za tego starego zaślinionego świntucha, a ja jestem jeszcze młoda, chcę poznać świat, odkrywać nowe tunele, chcę poznawać robaki i żyć pełnią życia. - znowu coś usłyszeli - Ludwik! Ja cię kocham! - szepnęła, a Ludwik aż się skręcił ze szczęścia, odgłosy się zbliżały
- Chodź kochanie wiejemy, twój minister chyba cię szuka, Turkucie idą.

Kret Józio nie mógł wyjść z podziwu
- Chyba się halucynogennej grzybni najadłem, królewska Rosówka w moich skromnych progach. Ludwik różne numery mi już wywijał, ale Rosówka?
- Oj Józek, dziewczyna chce świata poznać, chodź z nami na powierzchnię, potarzamy się w rosie, pożujemy grzybnię, będzie faza. No chodź.
- No dobra - Józio był uzależniony od grzybni i takiej okazji nigdy by nie przepuścił, Matyldzie aż kręgi zfioletowiały z podniecenia, nigdy nie była na powierzchni, czuła że dopiero teraz zaczyna się życie
- No to idziemy chłopaki - Matylda pognała przodem
- Ty. Jak ty ją zbajerowałeś - szepnął Józio
- Ja jej nie zbajerowałem, ja ją kocham - odszepnął obrażony Ludwik - idziemy.
Noc była piękna. Ludwik i Józio delektowali się świeżą halucynogenną grzybnią i wyluzowani obserwowali szaleństwa Matyldy. Matylda, która spędziła życie w ciasnych tunelach turlała się po rosie oszołomiona przestrzenią, wszystko było nowe i piękne, piękne było to coś czarne w kropki wysoko nad nią, piękne było to zielone po czym się turlała, była szczęśliwa. I nagle coś ogromnego poderwało ją do góry.

Zdzich i Jurek wybrali się nad ranem z latarkami na robaki, jako zapaleni wędkarze wiedzieli, że najlepsze robaki zbiera się na rosie przed świtem. W pewnej chwili Jurek dostrzegł Matyldę
- Ale rosówa - schylił się, podniósł ją i wrzucił do słoika - w sam raz na węgorza - uśmiechnął się po nosem
- Tą małą zieloną też weź, będzie na zanętę - zarządził Zdzichu - chyba już wystarczy, mamy pełen słoik, idziemy

Ukryty pod liściem Józio obserwował odchodzących ludzi
- No i zostałem sam - pomyślał - a mówiłem Ludwikowi że te baby go zgubią.
GrzybaBlog - http://graforoman.wordpress.com/ Darwin się mylił. Ja nie pochodzę od małpy. Ja pochodzę od Purchawki :E

Natalka
Weteran ✿
Posty: 4896
Rejestracja: 19 kwie 2007, 13:54
Choroba: CD
województwo: lubelskie
Lokalizacja: Lublin
Kontakt:

Re: Opowiadanie Grzyba - debiut

Post autor: Natalka » 26 lut 2010, 20:12

bardzo mi się podoba ten odcinek :smile: Grzybie, masz talenta :E
Nie istnieją żadne określone potrawy, które zasadniczo wpływają na ciężkość przebiegu lub na rodzaj nawrotu choroby u wszystkich pacjentów.
poradnik żywieniowy Falka

Awatar użytkownika
ita71
Doświadczony ❃
Posty: 1885
Rejestracja: 28 sty 2009, 22:45
Choroba: CD u dziecka
województwo: pomorskie
Lokalizacja: Trójmiasto

Re: Opowiadanie Grzyba - debiut

Post autor: ita71 » 27 lut 2010, 00:05

Natalka pisze:Grzybie, masz talenta
To mało powiedziane :razz:
P.s. a co z Jurkiem ,który wybrał się w zaświaty? :wink:
Nigdy nie mów nigdy...

kasinp
Znawca ❃❃
Posty: 2421
Rejestracja: 19 cze 2007, 17:48
Choroba: CD
województwo: pomorskie
Lokalizacja: Rumia
Kontakt:

Re: Opowiadanie Grzyba - debiut

Post autor: kasinp » 27 lut 2010, 08:51

Taka jest niestety rzeczywistośc , jak w tym dowcipie o dwoch robakach , robaczyca do robaczycy: gdzie twoj mąż?? aaaa, rano chlopaki wyciągnęli go na ryby! czy ty czasami nie powinienes wydac tego drukiem?? troche na pewno sie uzbieralo ,a sens trafia do szerokiego grona osob

Awatar użytkownika
Grzyb333
Doświadczony ❃
Posty: 1075
Rejestracja: 10 mar 2008, 13:49
Choroba: CU
województwo: zachodniopomorskie
Lokalizacja: Szczecin
Kontakt:

Re: Opowiadanie Grzyba - debiut

Post autor: Grzyb333 » 27 lut 2010, 09:30

kasinp pisze:czy ty czasami nie powinienes wydac tego drukiem??
Wychodzi drukiem w gazetce firmowej mojej firmy. To na razie tylko grafomania, ale ćwiczę i może kiedyś? Powieść? Pomysłów dużo, ale nad warsztatem trzeba popracować. Nic na "Hop Siup"
ita71 pisze:P.s. a co z Jurkiem ,który wybrał się w zaświaty?
Ostatni post jest mój, Twoja kolej popchnąć przygody Jurka do przodu ;)
GrzybaBlog - http://graforoman.wordpress.com/ Darwin się mylił. Ja nie pochodzę od małpy. Ja pochodzę od Purchawki :E

Awatar użytkownika
ita71
Doświadczony ❃
Posty: 1885
Rejestracja: 28 sty 2009, 22:45
Choroba: CD u dziecka
województwo: pomorskie
Lokalizacja: Trójmiasto

Re: Opowiadanie Grzyba - debiut

Post autor: ita71 » 27 lut 2010, 10:10

Grzyb333 pisze:Ostatni post jest mój, Twoja kolej popchnąć przygody Jurka do przodu
Jego losy tak się pokomplikowały,że ani rusz nic nie mogę wymysleć,
moja wyobraźnia nie sięga tak daleko :wink:
Nigdy nie mów nigdy...

ESka

Re: Opowiadanie Grzyba - debiut

Post autor: ESka » 27 lut 2010, 10:27

Super :) ale moim najulubieńszym :P odcinkiem jest odcinek 3 Zdzich, Koralgol i Pomponik :E co jakiś czas sobie go czytam :) chyba czytałam go już z 10 razy albo i więcej :E

Awatar użytkownika
Grzyb333
Doświadczony ❃
Posty: 1075
Rejestracja: 10 mar 2008, 13:49
Choroba: CU
województwo: zachodniopomorskie
Lokalizacja: Szczecin
Kontakt:

Re: Opowiadanie Grzyba - debiut

Post autor: Grzyb333 » 20 maja 2010, 19:55

Kolejny odcinek :)

MAJSTER ZDZICH NA RYBACH

Zdzich był zapalonym wędkarzem. Całą ścianę w jego garażu zajmowały atrybuty wędkarza. Zasuszone głowy szczupaków i sumów, zdjęcia z rybami, medale oraz wielkie logo koła wędkarskiego, którego był prezesem. Każdy wolny kąt zajmowały dziesiątki wędek, podbieraków, przynęt, kaloszy, kamizelek i innych przyrządów których przeznaczenia laik nie odgadnie.
Ku utrapieniu żony prawie co weekend przywoził do domu kilogramy ryb, których oczywiście nie zamierzał skrobać i oprawiać. Lodówka, zamrażarka i piwnica uginały się pod ciężarem ryb we wszelkich postaciach. Aby uporać się z nadmiarem efektów mężowskiej pasji Marysia obdarowywała rybami rodzinę, znajomych i sąsiadów, którzy też czasami mieli już dość ryb i obdarowywali nimi swoich znajomych.
Jedli właśnie obiad gdy Zdzichu znienacka wypalił:
- No dziewczyny zabieram was w długi weekend na ryby - Zdzich postanowił zarazić wędkarską pasją żonę, która sparaliżowana nagłym pomysłem męża upuściła w brzękiem widelec na talerz i córkę Anię, której szczęka opadła prawie na stół - wykupiłem domek nad jeziorem, w czwartek wyjeżdżamy.
Dojechali na miejsce późnym wieczorem, rozpakowali się trochę, zjedli szybką kolację i zmęczeni poszli spać. O czwartej rano krzątający się po domku Zdzich obudził pozostałych
- Tato, jest czwarta - wrzeszczała Ania ze swojego pokoju - miej litość, mamy wolne!
- Wstawaj wstawaj, rybki czekają - wesoło zawołał tata a Ania w geście rozpaczy zarzuciła kołdrę na głowę mając nadzieję, że będzie dane jej jeszcze pospać.
Gdy dotarli nad brzeg jeziora była piąta. Znaleźli piękne miejsce z parą pomostów blisko siebie. Zdzich jako profesjonalista zajął się przygotowaniem miejsca. Biegał, rozstawiał krzesełka, rozkładał wędki, szykował przynęty i wrzucał zanętę do wody uśmiechając się ukradkiem pod nosem, sobie przygotował najlepszą, najpewniejszą zanętę i wiedział, że dziewczyny brzydzą się robaków i będą łowić na przynęty roślinne, "pokażę im jak się łowi" myślał.
Zdzich zajął lewy pomost, Marysia i Ania razem ulokowały się na prawym i zaczęło się wielkie wędkowanie. Początki były obiecujące, złowił kilka niedużych leszczy i okonka podczas gdy dziewczyny motały się próbując zarzucić porządnie wędki. Jednak gdy tylko doszły do jako takiej wprawy sytuacja się odwróciła, Zdzichowi ryby przestały brać, a Marysia i Ania zaczęły wyciągać jedną po drugiej. Nie znały się na gatunkach więc zaczęły zadawać irytujące pytania.
- Tato co ta za ryba, taka zielona, oj ale ma śluzu?
- Lin córeczko.
- Zdzisiu, a taka płotka z czerwonymi płetwami?
- Krasnopiórka Marysiu, albo wzdręga.
I tak dalej i tak dalej. Dziewczyny łowiły jak szalone i zadawały dziesiątki pytań
- Tato. A jak spławik się położył to też mam zacinać?
- Możesz Aniu, możesz - radził coraz bardziej zrezygnowany Zdzichu patrząc na swoje nieruchome spławiki, a Ania idąc za radą ojca zacięła
- Oooo mam, och ale duża - powalczyła kilka minut i wyciągnęła prawie dwukilogramowego Leszcza.
Po chwili jeszcze większą rybę miała na koncie Marysia. To dobiło Zdzicha, amatorki łowiły duże ryby a on profesjonalista miał w siatce zaledwie kilka małych rybek, przygryzał wargę z wściekłości, jego reputacja wisiała na włosku.
- Łapcie, łapcie dziewczyny. Ojciec poluje na naprawdę dużą rybę, profesjonaliści nie zajmują się drobnicą - tłumaczył się pokrętnie, choć zazdrościł im jak diabli. "Co jest? Mam najlepszą zanętę, robaki, o co chodzi?" myślał zdesperowany. Zaczął zmieniać przynęty, kombinował z głębokością, zakładał najlepsze spławiki, haczyki, podsypywał zanęty i nic - spławiki ani drgnęły, podczas gdy siatki na pomoście obok zapełniały się w zatrważającym tempie.
Zbliżała się pora obiadu i trzeba było kończyć. Zdzich miał już serdecznie dosyć, na dodatek Ania w odwecie za wczesną pobudkę zaczęła pastwić się nad ojcem.
- I co Tata, ile masz ryb? Ja mam chyba ze trzydzieści. - z dziką satysfakcją smakowała swój triumf
- Eeee tam - samopoczucie Zdzicha sięgało dna, zaczął zwijać wędki.
- Zbierajcie się, trzeba iść na obiad.
Zwinął już cały sprzęt i kiedy wziął do ręki ostatnią wędkę spławik nagle zanurkował pod wodę. Zdzich zastygł w bezruchu obserwując tańczący pod wodą spławik i powoli podkręcał luźną żyłkę, odczekał chwilę i zaciął. Opór jaki poczuł nawet jego zaskoczył, na haczyku była ogromna ryba.
- Maryśka podbierak! Ania wyciągaj aparat!- krzyczał a adrenalina dodawała mu sił. Po dwudziestominutowej walce wyciągnął ośmiokilogramowego karpia, zasapany i szczęśliwy położył rybę na pomoście
- Mówiłem, że nie zajmuję się drobnicą - wysapał szczęśliwy nie odrywając wzroku od gigantycznego karpia.

W czasie walki z wielką rybą Zdzich trącił nogą słoik z robakami, który sturlał się z pomostu i spadł na brzeg, pokrywka odpadła i z wnętrza wypełzła ogromna rosówka a za nią mała zielona dżdżownica
- Zagęszczaj ruchy Ludwik, wiejemy - wrzeszczała Matylda - wiejemy.
GrzybaBlog - http://graforoman.wordpress.com/ Darwin się mylił. Ja nie pochodzę od małpy. Ja pochodzę od Purchawki :E

Tomy
Doświadczony ❃
Posty: 1161
Rejestracja: 07 sty 2006, 13:46
Choroba: CU
województwo: śląskie
Lokalizacja: Polska

Re: Opowiadanie Grzyba - debiut

Post autor: Tomy » 20 maja 2010, 23:21

Eee no, Grzyb!!! :respekt:
Czytam sobie to opowiadanko i myślę sobie: "No oki, coś tam coś tam o rybkach, takie sobie ble ble i nuda". A tu takie finezyjne zakończenie! Celowe uśpienie czytelnika i taki finał - normalnie mistrzostwo świata :spoko: :prosze:
Coś zaczynam wierzyć, że Ty naprawdę jakąś dobrą książkę napiszesz, a ja ją na pewno kupię :)

Natalka
Weteran ✿
Posty: 4896
Rejestracja: 19 kwie 2007, 13:54
Choroba: CD
województwo: lubelskie
Lokalizacja: Lublin
Kontakt:

Re: Opowiadanie Grzyba - debiut

Post autor: Natalka » 21 maja 2010, 00:45

Mnie też finał zaskoczył, dobry kawałek Grzybie :mrgreen:
Nie istnieją żadne określone potrawy, które zasadniczo wpływają na ciężkość przebiegu lub na rodzaj nawrotu choroby u wszystkich pacjentów.
poradnik żywieniowy Falka

marcin87
Początkujący ✽✽
Posty: 277
Rejestracja: 23 paź 2008, 22:29
Choroba: CU
województwo: mazowieckie
Lokalizacja: Warszawa

Re: Opowiadanie Grzyba - debiut

Post autor: marcin87 » 21 maja 2010, 10:44

A mi się całe podobało, chociaż liczyłem że na koniec jakąś starą oponę wyciągnie albo inne śmieci, a tu ... ale nie zdradzajmy tym którzy nie czytali .

Awatar użytkownika
Grzyb333
Doświadczony ❃
Posty: 1075
Rejestracja: 10 mar 2008, 13:49
Choroba: CU
województwo: zachodniopomorskie
Lokalizacja: Szczecin
Kontakt:

Re: Opowiadanie Grzyba - debiut

Post autor: Grzyb333 » 21 maja 2010, 20:42

Coś zaczynam wierzyć, że Ty naprawdę jakąś dobrą książkę napiszesz, a ja ją na pewno kupię
Dobre słowo mobilizuje do pracy :)
GrzybaBlog - http://graforoman.wordpress.com/ Darwin się mylił. Ja nie pochodzę od małpy. Ja pochodzę od Purchawki :E

Awatar użytkownika
Grzyb333
Doświadczony ❃
Posty: 1075
Rejestracja: 10 mar 2008, 13:49
Choroba: CU
województwo: zachodniopomorskie
Lokalizacja: Szczecin
Kontakt:

Re: Opowiadanie Grzyba - debiut

Post autor: Grzyb333 » 25 sie 2010, 21:38

Następny odcinek. Napisany na ostatnią chwilę i trochę bez weny. Mam nadzieję, że da się przeczytać.


MAJSTER ZDZICH I OBROŃCY KRATERU
Kilka miesięcy temu gminą Taplary wstrząsnęła wielka tragedia.
Meteoryt wyrżnął prosto w nowiutkiego Lexusa którym jechali miejscowy biznesmen i wójt gminy. Oficjalnie wybrali się na obchody święta Konstytucji 3 Maja, w rzeczywistości jednak biznesmen w podzięce za korzystnie rozstrzygnięty przetarg zafundował wójtowi tournee po warszawskich klubach toples. Ujechali niestety tylko kilka kilometrów gdy uderzył w nich meteoryt wyrywając w ziemi całkiem spory krater. Sensacyjna tragedia przez tydzień królowała w mediach. Podejrzewano zamach terrorystyczny, zemstę mafii, atak rosyjskiego satelity i inwazję Marsjan. Po tygodniu temat wyeksploatował się medialnie, sprawa ucichła a mieszkańcy Taplar wrócili do swoich zajęć.
Krater po wypadku leżał sobie zapomniany w ciszy porastając chwastami do czasu, gdy nowo wybrany wójt krótko po objęciu stanowiska na sesji rady gminy ogłosił, że krater leży na trasie budowanej właśnie obwodnicy. Wtedy rozpętało się piekło. Radni oburzyli się, że jak to? Że to niedopuszczalne. Przecież tam zginęli najlepsi mieszkańcy gminy, że to miejsce pamięci. Zażądali przeniesienia obwodnicy i wzniesienia pomnika. To był dopiero początek batalii o krater.
Na czele obrońców krateru stanęła bardzo energiczna i charyzmatyczna radna Eulalia Wiadro. Jako prezes Taplarskiej Ochotniczej Straży Pożarnej miała wielkie poważanie wśród mieszkańców. Do pani Eulalii dołączył miejscowy proboszcz, który płomiennym kazaniem porwał za sobą kilkunastu krewkich emerytów, którzy razem ze strażakami ochotnikami zorganizowali całodobowe warty przy kraterze.
Zdzich dreptał nerwowo między spychaczami i koparkami unieruchomionymi przez garstkę rozwrzeszczanych fanatyków. Zobaczył kierownika Janka, podszedł do niego i wycedził przez zęby
- No ja nie wytrzymam, wracam z urlopu a tu takie numery. Co to jest? Co to za ludzie.
- Widzisz ten dołek tam? - Janek wskazał krater palcem - oni uważają, że ten dołek jest prawie święty, powbijali dookoła krateru paliki i przykuli się do nich łańcuchami.
- Te babcie się przykuły? Po co?
- Meteoryt zabił tam ich wójta. Teraz żądają, aby postawić tam pomnik wójta a obwodnicę przesunąć. I co ja mam zrobić? Przecież nie rozjadę ich spychaczami.
- Meteoryt powiadasz? Hahaha - Zdzichu nie mógł powstrzymać się ze śmiechu - No nie mogę, meteoryt - nagle przestał się śmiać i zamyślił się na chwilę - no jeśli to meteoryt to mam pomysł.
Kiedy Zdzich podzielił się z Jankiem swoim pomysłem, ten spojrzał na niego z podziwem
- Zdzichu, jesteś genialny!
- No tak, tylko trudno będzie zdobyć taki sprzęt.
- Hmm. Wszystko da się załatwić, zaufaj mi. To potrwa z tydzień.

Po tygodniu otoczeni przez maszyny budowlane obrońcy krateru zaczęli się nudzić, emeryci grali sobie w karty, babcie szydełkowały a strażacy ochotnicy popijając gorzałkę polerowali swoje toporki i kaski. Nagle wszyscy zerwali się na równe nogi gdy w pobliże podjechały dwa autokary. Przeczuwali podstęp i mieli rację. Po jakimś czasie z autokarów zaczęli wysiadać ludzie ubrani w różnego rodzaju przeciwchemiczne i żaroodporne stroje uzbrojeni w wykrywacze metalu i inne urządzenia, których przeznaczenia sami nie znali, ważne żeby piszczały i błyskały diodami. Każdy miał na twarzy maskę przeciwgazową. Wyglądali naprawdę imponująco. Obrońcy krateru zdębieli i nie protestowali, gdy przybysze zaczęli omiatać krater i ich samych tymi dziwnymi brzęczącymi przyrządami. Mężczyzna wyglądający na dowódcę odchylił maskę przeciwgazową, uniósł megafon do ust i oznajmił
- Uwaga, uwaga! Pracownicy instytutu, którzy badali znaleziony tutaj fragment meteorytu zapadli na nieznaną chorobę. Mamy podstawy aby podejrzewać, że w kraterze nadal znajdują się szczątki meteorytu zawierającego nieznany wirus pochodzenia kosmicznego. Zagrożone są osoby które przebywały w pobliżu meteorytu powyżej 12 godzin. Pierwszymi objawami infekcji jest świąd skóry i wysypka. Wszystkie obecne tutaj osoby proszone są o niezwłoczne udanie się do przychodni w Taplarach gdzie zorganizowano punkt dezynfekcji. Dziękuję za uwagę. - Zdzich odłożył megafon i z trudem powstrzymując się od śmiechu szepnął do stojącego obok Janka - widzisz ich miny, chyba się udało.
Sugestia podziałała natychmiast. Pierwsza zaczęła się drapać pani Eulalia, po chwili wszyscy obrońcy poczuli dziwne swędzenie na całym ciele. Minęło pół godziny i przy kraterze nie było już żadnego obrońcy. Nowy wójt Taplar i miejscowy lekarz także brali udział w mistyfikacji. W przychodni zszokowani obrońcy krateru zostali wyszorowani wodą z mydłem, posypani talkiem i puszczeni do domu.
- Zasypujemy ten dołek!!! - Zdzich machnął ręką i maszyny ruszyły. Nikt nie zaprotestował.
GrzybaBlog - http://graforoman.wordpress.com/ Darwin się mylił. Ja nie pochodzę od małpy. Ja pochodzę od Purchawki :E

Tomy
Doświadczony ❃
Posty: 1161
Rejestracja: 07 sty 2006, 13:46
Choroba: CU
województwo: śląskie
Lokalizacja: Polska

Re: Opowiadanie Grzyba - debiut

Post autor: Tomy » 25 sie 2010, 22:22

Grzyb, i Ty też o krzy... o kraterze ? :wink:
No masz rację - cienkie to to takie tem razem :razz: :)

.

ODPOWIEDZ

Wróć do „Poezja i Proza”