A jednak jest nadzieja...-metoda dr Klein

wszelkiego rodzaju zapytania o diety, nowości dietetyczne, luźne rozmowy

Moderatorzy: Anette28, Moderatorzy

ODPOWIEDZ
astaroth
Debiutant ✽
Posty: 41
Rejestracja: 27 lis 2010, 19:58
Choroba: CU
województwo: mazowieckie
Lokalizacja: Warszawa

Re: A jednak jest nadzieja...-metoda dr Klein

Post autor: astaroth » 29 lis 2010, 11:05

Mogę napisać bez zbytniego pośpiechu i zbędnych emocji dzisiaj (w domu jest sporo na głowie i siedzenie przed kompem mi nie pomaga - wymowne spojrzenia żony wiele mówią :P). Tak na marginesie - żona jak spojrzała na ten wątek to stwierdziła krótko, iż szkoda czasu - świata nie zbawię a Ci, którzy chcą spróbować to spróbują a Ci, którzy nie chcą będą i tak wyszukiwać argumenty przeciw nawet nie zbliżając się do samej metody czy książki.

Książka nie zawiera żadnych dowodów - jak możesz przeczytać w necie jest to pozycja mająca pomóc ludziom samemu wyleczyć chorobę a nie przedstawić dowody.
Zawiera jedynie opis samej metody oraz jej wyjaśnienie. Czyli w skrócie: "co, jak i dlaczego".
Czy ktoś przeprowadza na ten temat badania medyczne - nie wiem. Nie zainteresowałem się tym i nie zamierzam. Za to skontaktowałem się z wieloma ludźmi, którzy zastosowali wytyczne dr Kleina i twierdzą, iż są wyleczeni. Zapewne jest to szatański globalny spisek mający na celu sprzedanie jak największej ilości tej książki ale cóż... mam słaby charakter i uległem i zostałem wciągnięty w to bagno... :P

Dobra - trochę na serio. Do mnie samego przemówiło to, że nie stoi za tym żaden interes (poza kupieniem samej książki - co moim zdaniem interesem marnym samo w sobie jest). Nie trzeba kupować cudownej mikstury, tabletki, stanąć 3 razy dziennie na głowie i wypić soku z pędów rośliny rosnącej tylko w Himalajach, przekazać majątku organizacji, osiągać stanu nirwany itp. Tak w rzeczywistości to wszystko co jest w samej książce jest również w internecie - dlatego tak zachęcam do poszukiwań. Książka systematyzuje te informacje.

Jeżeli ktokolwiek jest zainteresowany przeczytaniem książki i mieszka w Warszawie - chętnie wypożyczę swój egzemplarz. Zapraszam na PW. To akurat nie jest nielegalne (przynajmniej tak myślę :)).

Czy to jest dla wszystkich ? Z całą pewnością nie jest.
W książce jest wyraźne zalecenie, iż np. osoby z niedowagą i wychudzone powinny stosować się do zaleceń pd ścisłą pod kontrolą swojego lekarza lub pod kontrolą autora (oczywiście oferuje płatne konsultacje - to jego praca). Nie jest to również dla tych którzy zwyczajnie w to nie wierzą i nie chcą spróbować.

Jak pisałem wcześniej - przygotuję stronę internetową z w miarę detalicznym opisem samego sposobu kuracji. Ale niemożliwym jest bym przetłumaczył i opisał detalicznie dlaczego tak a nie inaczej jest - to zdecydowanie trzeba doczytać. Na stronie umieszczę też swój dzienniczek/blog, gdzie będę się dzielił przemyśleniami i efektami.

A tak krótko po męsku to wygląda to tak (złamałem się ;) - ale nie oceniajcie proszę metody po tym co JA napisałem - to tylko moje wypociny - człowieka nie związanego z medycyną):
Autor zaleca przejście na dietę składającą się głównie ze słodkich owoców, nieco warzyw, kiełków w późniejszym okresie ziaren i orzechów (dieta witariańska ogólnie). Przejście nie może być samo w sobie nagłe ale należy wdrażać stopniowo rozpoczynając od owoców, które najmniej drażnią jelito i powodują negatywne efekty. Autor nie zaleca na początku spożywania warzyw w postaci surowej a jedynie w postaci soków oraz warzyw gotowanych na parze (również nie wszystkich warzyw) - należy unikać oczywiście nadmiaru błonnika. Na dietę całościowo należy przechodzić, gdy jest to komfortowo akceptowane przez organizm (można od razu jeśli ktoś daje radę a można stopniowo rezygnując z kolejnych rzeczy typu mięso, mąka itd). Niektóre owoce czy warzywa trzeba obierać (zwłaszcza w fazie leczenia) inne pozbawiać pestek a jeszcze innych unikać
Autor zdecydowanie zaleca współpracę z lekarzem przy stosowaniu diety (pewnie niewielu gastroenterologów zgodzi się z samym pomysłem stosowania diety ale nie odmówią Wam z pewnością kontrolowania Waszego stanu). W okresie późniejszym również zdecydowanie należy współpracować z lekarzem przy stopniowym odstawianiu leków (ale to dopiero jak wszelkie objawy CU czy CD znikną) - robić to zgodnie z zaleceniami lekarza.
Bardzo ważną rzeczą jest by w trakcie leczenia robić to w odpowiednich warunkach, Samo leczenie organizmu (jak przy każdej chorobie) przebiega w czasie gdy odpoczywamy i śpimy. Autor zaleca zatem zdecydowanie długi urlop i przebywanie w komfortowych warunkach (bez stresu związanego z pracą, dziećmi itp) - tutaj nawiasem mówiąc ja sam mam uchybienia - dopiero po Nowym Roku będę w stanie na serio wziąć wolne na dłuższy czas.
Należy się spodziewać spadku wagi ciała, więc metoda nie jest zalecana osobom chudym i cierpiącym na niedowagę. Chudniemy, gdyż organizm pozbywa się toksycznych tkanek w trakcie leczenia - nie jest to proces nieskończony. Po jakimś czasie się zatrzymuje i potem organizm powoli się odbudowuje (u mnie właśnie się to rozpoczęło - przytyłem o pierwszy 1 kg :) !).
Nie zalecane jest stosowanie jakichkolwiek suplementów czy stymulantów podczas leczenia.
Autor zdecydowanie odradza przejadanie się czy jedzenie w nadmiarze tłustych rzeczy (np avocado czy oliwa). Zaleca natomiast spożywanie produktów bio - by wprowadzać do organizmu jak najmniejsze ilości toksyn.
Nie należy jednocześnie niszczyć jedzenia procesem gotowania czy pieczenia - witaminy i enzymy są niszczone w stosunkowo niskich temperaturach. Wyjątkiem jest sytuacja (jeśli ktoś tego bardzo potrzebuje) gdy je się najwyżej raz dziennie warzywa na parze - np marchewkę czy dynie lub słodki ziemniak.
Należy unikać zdecydowanie rzeczy typu pieprz, sól, czosnek, cebula, musztarda, chili itd
Podane są też dosyć szczegółowe informacje jak jeść pokarmy - dobre rzucie, nie jeść w pośpiechu i stresie, nie jeść przed spaniem itd
Należy również zadbać o dobrą kondycję organizmu - spacery, lekki sport czy joga (jeśli nie jest zbyt intensywna), dużo słońca i obcowania z naturą jeśli to możliwe. No i pozytywne nastawienie do życia i leczenia.
Ważne również jest kontrolowanie ilości jedzenia. Jak łatwo sobie wyobrazić owoce i warzywa nie mają tak dużej liczby kalorii jak np. mięso, więc ilość jedzenie jest znacznie większa niż na tradycyjnej diecie. Ja przez pierwsze 2 miesiące prowadziłem dziennik na fitday.com zanim nauczyłem się jest 2500 - 3000 kalorii dziennie na tej diecie. Fit day jest o tyle fajne, że daje od razu liczbę białka i tłuszczu w diecie i wiele innych przydatnych informacji :)

UWAGA.
Wszystko to napisałem z głowy i pewnie niektóre rzeczy pominąłem. Dodatkowo - książka zawiera ogrom informacji DLACZEGO np. nie należy jeść mięsa, produktów mącznych soli i innych rzeczy w przypadku leczenia C&C. Ja nie jestem w stanie tego tutaj napisać - stąd moje poprzednie obawy do podawania tych powyższych informacji. Nie będę w stanie (ani nie chcę) za chwilę odpierać ataku osób, którzy nie zgodzą się z tą metodą i wytoczą przeciwko listy argumentów. Wszystko jest opisane w książce - język książki tez jest dostosowany raczej do normalnego odbiorcy i nie potrzeba słownika medycznego by książkę ze zrozumieniem przeczytać (zwykły słownik wystarczy)

No dobra. Spadam - chwilowo wystarczy. Obowiązki wzywają
Ostatnio zmieniony 29 lis 2010, 12:23 przez astaroth, łącznie zmieniany 1 raz.

Mamcia
Specjalista od Spraw medycznych
Posty: 10316
Rejestracja: 04 mar 2004, 16:08
Choroba: CD u dziecka
województwo: mazowieckie
Lokalizacja: Warszawa
Kontakt:

Re: A jednak jest nadzieja...-metoda dr Klein

Post autor: Mamcia » 29 lis 2010, 11:40

Ten Pan nie opublikował żadne pracy naukowej. Mnie się wydawał, że umiejętność podtrzymywania ognia przez człowieka to był ewolucyjny postęp, a tu ......
Przyłacz się do Towarzystwa J-elita. Działamy dla waszego dobra, ale bez Waszej pomocy niewiele zrobimy.

Awatar użytkownika
tom-as
Ekspert ✿✿
Posty: 6438
Rejestracja: 22 lut 2006, 14:49
Choroba: CD
województwo: śląskie
Lokalizacja: Oberschlesien / Las

Re: A jednak jest nadzieja...-metoda dr Klein

Post autor: tom-as » 29 lis 2010, 11:51

astaroth, no i fajnie. dzięki za 'własne słowa'

z ciekawością poczytam ten blog (jak juz go zaczniesz prowadzic).

Tak na pierwszy rzut oka to wydaje się być po prostu dieta owocowo/warzywna i wyluzowanie się. Czyli prawie dokładnie to co każdy zaleci w chorobie jak i tak ogolnie w życiu. Tam podejście do diety może byc ciut inne, ale ogólnie to hmm.. "prowadź zdrowy tryb życia"

Szkoda, że nie ma nigdzie info o tym jak wygląda jelito osób które uważają że się wyleczyły dzięki tej metodzie. Z tego co na chwilę obecną rozumuję to właściwie osoby które się wyleczyły opierają swe zdanie na swym samopoczuciu. Ale oczywiście mogłem coś przeoczyć.

Pytań by jeszcze można namnożyć trochę, jednak najbardziej teraz ciekawi mnie Twój zapowiadany blog :-)

[cytat usunięty na prośbę użytkownika]
no przeca napisał, że jak ktoś z Wawy do chętnie pożyczy :neutral:

astaroth
Debiutant ✽
Posty: 41
Rejestracja: 27 lis 2010, 19:58
Choroba: CU
województwo: mazowieckie
Lokalizacja: Warszawa

Re: A jednak jest nadzieja...-metoda dr Klein

Post autor: astaroth » 29 lis 2010, 12:19

Pandzia - zapraszam - chętnie pożyczę swój egzemplarz

Awatar użytkownika
Ania406
Doświadczony ❃
Posty: 1354
Rejestracja: 02 cze 2008, 23:22
Choroba: CD
województwo: mazowieckie
Lokalizacja: Znienacka

Re: A jednak jest nadzieja...-metoda dr Klein

Post autor: Ania406 » 29 lis 2010, 13:46

Misia, czytanie tego wywiadu było dla mnie, jak oglądanie nagrania o scientologii Toma Cruise'a ;) Tylko efekty dzwiękowe produkowałam sobie sama.
I jeszcze to "jedzcie ludzie daktyle, będziecie miec gladkie jelito!" :P Fajnie, że mu smakują, ale ja po daktylach to, jak to łądnie określiłaś Misia, "skicham się w gacie 20 razy" :P
Mamcia pisze:Ten Pan nie opublikował żadnej pracy naukowej. Mnie się wydawało, że umiejętność podtrzymywania ognia przez człowieka to był ewolucyjny postęp, a tu ...
Umarłam :lol: No i wlaśnie cały czas usilnie staram się znaleźć choćby ślad badań potwierdzających cokolwiek z tej magii. I nic.
astaroth pisze:Czy ktoś przeprowadza na ten temat badania medyczne - nie wiem. Nie zainteresowałem się tym i nie zamierzam.
Dlaczego nie? Nie chcesz wiedzieć czy to działa?
astaroth pisze: Za to skontaktowałem się z wieloma ludźmi, którzy zastosowali wytyczne dr Kleina i twierdzą, iż są wyleczeni.
Tylko, że to żaden dowód i żaden argument. Ja np znam osobiście ludzi, którzy twierdzą, że w Koziej Wólce na drewnianym płocie Matka Boska się ukazała i też opowiadają o tym wszystkim, którzy są chętni słuchać.
Ja mogę teraz np twierdzić, że moje łzy potrafią leczyć raka i co? Nie ma dowodów przeciw, nie ma dowodów za- może zacznę sprzedawać je na fiolki?

Dzięki za zamieszczenie opisu "jak to działa" - widzisz, jednak nie bolało ;)

Ponieważ przygody z dietą wegetariańską mam już za sobą, to mogę stwierdzić z całą pewnością- że mi nie służy i stosować nie zamierzam.

Niemniej dalej szperam w źródłach, bo dr Klein to perła niesłychanej wprost urody jest dla mnie póki co ;P

astaroth, nie odniosłeś się w ogóle do artykułu o genach, do którego link podałam.
Nie masz czasu, czy nie wierzysz, bo to spisek farmaceutów?
Care for life and physical health, with due regard for the needs of others and the common good, is concomitant with respect for human dignity.

astaroth
Debiutant ✽
Posty: 41
Rejestracja: 27 lis 2010, 19:58
Choroba: CU
województwo: mazowieckie
Lokalizacja: Warszawa

Re: A jednak jest nadzieja...-metoda dr Klein

Post autor: astaroth » 29 lis 2010, 13:54

Ania406 pisze:
astaroth, nie odniosłeś się w ogóle do artykułu o genach, do którego link podałam.
Nie masz czasu, czy nie wierzysz, bo to spisek farmaceutów?
Ania - przeczytałem szybko artykuł (tylko z linka, który wkleiłaś) - myślę, że nie jestem w stanie dyskutować na poziomie genetyki. Za wysokie progi...

Co do spisków - ja nie widzę dookoła spisków - mam inne zdanie niż Ty po prostu. Twoje również szanuję :)

[ Dodano: 29-11-2010 ]
Chciałem również uniknąć spłaszczenia tego do stwierdzeń, iż jest to dieta owocowo-warzywna i trochę spokoju lub, iż to po prostu wegetarianizm.
Z jakiejś odległej perspektywy pewnie tak jest... Ale diabeł zawsze tkwi w szczegółach...

Awatar użytkownika
Ania406
Doświadczony ❃
Posty: 1354
Rejestracja: 02 cze 2008, 23:22
Choroba: CD
województwo: mazowieckie
Lokalizacja: Znienacka

Re: A jednak jest nadzieja...-metoda dr Klein

Post autor: Ania406 » 29 lis 2010, 15:45

astaroth pisze:przeczytałem szybko artykuł (tylko z linka, który wkleiłaś) - myślę, że nie jestem w stanie dyskutować na poziomie genetyki.
Ale tu nie o dyskusję chodzi, a o przyjęcie do wiadomości faktu, że różne moga być przyczyny naszych chorób i o odniesienie się do tego mi własnie chodziło.
astaroth pisze:Co do spisków - ja nie widzę dookoła spisków
Nie? A cały czas piszesz, że firmom farmaceutycznym zależy na tym, żebyśmy sie nie wyleczyli, że badania są ściemą, która ma nas pogrążyć w chorobie, itd.. To jak mam to odebrać? Czytałam wypowiedzi dr Kleina na ten temat- snujecie identyczną teorię spiskową.
Chciałem również uniknąć spłaszczenia tego do stwierdzeń, iż jest to dieta owocowo-warzywna i trochę spokoju lub, iż to po prostu wegetarianizm.
Z jakiejś odległej perspektywy pewnie tak jest... Ale diabeł zawsze tkwi w szczegółach...
No tak, bo tu trzeba zmienić swój sposób życia, ideologię i uwolnić moc uleczania samego siebie. Wiesz ja nie mam nic przeciwko pozytywnemu myśleniu- mam go naprawdę dużo w sobie, a jednak wciąż mam Crohna.
A co jeśli ja lubię swój styl życia? I swoją ideologię, to jak patrzę na świat i ludzi?
To już nie mam co liczyć na 100% wyleczenie, jesli nie dostanę obsesji na punkcie cudownej mocy uleczania wg dr Kleina? Tak to brzmi.

I dlaczego nie chcesz wiedzieć czy to działa, z naukowego puktu widzenia? (Patrz moje pytania w poprzednim poście)

Strasznie mnie interesuje co jest w tym wszystkim tak przekonujące, że przyjąłeś tą ideologię bez zastrzeżeń.

Nie chcę, żebyś miał wrażenie, że atakuję Ciebie, jak osobę- niech to będzie jasne.
Cały czas poruszamy się w temacie samej metody.
Care for life and physical health, with due regard for the needs of others and the common good, is concomitant with respect for human dignity.

gregtech

Re: A jednak jest nadzieja...-metoda dr Klein

Post autor: gregtech » 29 lis 2010, 16:37

A w książce są jakieś liczby podane co do wyleczeń ??
Ostatnio zmieniony 29 lis 2010, 17:48 przez gregtech, łącznie zmieniany 5 razy.

astaroth
Debiutant ✽
Posty: 41
Rejestracja: 27 lis 2010, 19:58
Choroba: CU
województwo: mazowieckie
Lokalizacja: Warszawa

Re: A jednak jest nadzieja...-metoda dr Klein

Post autor: astaroth » 29 lis 2010, 20:04

[cytat usunięty na prośbę użytkownika]
astaroth pisze:Pandzia - zapraszam - chętnie pożyczę swój egzemplarz
Z przyjemnością

[ Dodano: 29-11-2010 ]
gregtech pisze:A w książce są jakieś liczby podane co do wyleczeń ??
Pamiętam, iż widziałem jakieś liczby podane przez autora - jak odszukam to Ci podam

[ Dodano: 29-11-2010 ]
Zenobius pisze:Widziałem na tym forum już co najmniej osiem sposobów na wyleczenie choroby. Wyleczenie, które, sprowadzone do wspólnego mianownika, oznaczało pozbycie się choroby zupełnie - zero szans na nawrót objawów.

Żadna z nich nie działała, a przynajmniej nie na więcej niż tą jedną osobę która pisała o swoim cudownym uzdrowieniu.

Za to większość z nich śmierdziała na odległość krypto-wujko-bratanko-ciotką która robiła dystrybucję danego specyfiku.

Nie dziw się więc sceptyczności i podejściu negatywnemu.

A z mojego doświadczenia, jako chorego od 9 lat i piszącego tutaj od lat 5, wynika iż.. jak się w coś wierzy, to to działa ;-) Więc uważaj, żeby nasz sceptycyzm nie zniszczył działania Kleina.

A jeżeli chcesz nas przekonać, to opisz swój przypadek od a do z.
Jakie miałeś badania, jakie wyniki, kiedy to było, jakie leki, gdzie się leczyłeś, jakie były prognozy, kiedy i czemu zacząłeś stosować tę dietę, kiedy zaczęło to działać, jak to wyglądało, ile czasu już działa itp. itd. - będziesz bardziej wiarygodny.

Niestety myślenie, że "skoro znalazłem idealny ( w moim mniemaniu ) lek na crohna/colitisa, to wystarczy, że o tym napiszę i wszyscy się rzucą na hurra po książkę" nie działa tak dobrze jak by się wydawało, że może działać ;-)

Swoją drogą, to gdyby tu naprawdę zawitał ktoś kto znalazł lekarstwo na nasze schorzenia i pod wpływem emocji po prostu zaczął pisać o tym i się cieszyć i w ogóle.. to chyba zwątpił by po dziesięciu postach ;-)
Rozumiem sceptyzm i się nie dziwię :)
Wcale nie jestem przekonany, że znalazłem środek idealny. Podzieliłem się informacją na temat książki, którą kupiłem i oceniam jako dobrą, podzieliłem się częścią znalezionych w internecie materiałów i przemyśleń.
Ja sam nie uważam się za wyleczonego (choć mój stan się stanowczo poprawił) - wręcz przeciwnie - wciąż z uwagą obserwuję reakcje swojego organizmu i jestem ciekaw jak to się skończy. Jak na razie jest dobrze...

Co do machlojek związanych z dystrybucją czegokolwiek - nie ma tutaj mowy o dystrybuowaniu leków czy specyfików - nic w takiego tej metodzie nie istnieje. Jedyny (ewentualny) wydatek to ta nieszczęsna książka, przez którą wielu z Was już mnie posądziło o jakieś krętactwa i odsądziło od czci i wiary :)... Ale książkę można zdobyć na wile sposobów - nielegalnych już nie podpowiem ale jak 20$ to dla kogoś dużo to można np. złożyć się w kilka osób na jeden egzemplarz. Można ewentualnie również pożyczyć ode mnie i sobie odbić itp...

W jednym masz rację - łatwo zwątpić pisząc na tym forum :D
Prawdę mówiąc jest to jedna z przyczyn, dla których trzymałem się dotąd z daleka od forów (gdy dowiedziałem się o swojej chorobie to ich sporo poczytałęm) - wybaczcie ale jest tu w większości rozpacz, krytykanctwo i raczej "złe fluidy" - bez urazy - mało tutaj pozytywów.

Swój przypadek jak obiecałem opiszę na stronie internetowej - postaram sie zamieścić jak najwięcej informacji i regularnie je aktualizować :)

[ Dodano: 29-11-2010 ]
Ania406 pisze:
astaroth pisze:przeczytałem szybko artykuł (tylko z linka, który wkleiłaś) - myślę, że nie jestem w stanie dyskutować na poziomie genetyki.
Ale tu nie o dyskusję chodzi, a o przyjęcie do wiadomości faktu, że różne moga być przyczyny naszych chorób i o odniesienie się do tego mi własnie chodziło.
astaroth pisze:Co do spisków - ja nie widzę dookoła spisków
Nie? A cały czas piszesz, że firmom farmaceutycznym zależy na tym, żebyśmy sie nie wyleczyli, że badania są ściemą, która ma nas pogrążyć w chorobie, itd.. To jak mam to odebrać? Czytałam wypowiedzi dr Kleina na ten temat- snujecie identyczną teorię spiskową.
Chciałem również uniknąć spłaszczenia tego do stwierdzeń, iż jest to dieta owocowo-warzywna i trochę spokoju lub, iż to po prostu wegetarianizm.
Z jakiejś odległej perspektywy pewnie tak jest... Ale diabeł zawsze tkwi w szczegółach...
No tak, bo tu trzeba zmienić swój sposób życia, ideologię i uwolnić moc uleczania samego siebie. Wiesz ja nie mam nic przeciwko pozytywnemu myśleniu- mam go naprawdę dużo w sobie, a jednak wciąż mam Crohna.
A co jeśli ja lubię swój styl życia? I swoją ideologię, to jak patrzę na świat i ludzi?
To już nie mam co liczyć na 100% wyleczenie, jesli nie dostanę obsesji na punkcie cudownej mocy uleczania wg dr Kleina? Tak to brzmi.

I dlaczego nie chcesz wiedzieć czy to działa, z naukowego puktu widzenia? (Patrz moje pytania w poprzednim poście)

Strasznie mnie interesuje co jest w tym wszystkim tak przekonujące, że przyjąłeś tą ideologię bez zastrzeżeń.

Nie chcę, żebyś miał wrażenie, że atakuję Ciebie, jak osobę- niech to będzie jasne.
Cały czas poruszamy się w temacie samej metody.
O firmach wspomniałem raz - trudno mi to nazwać całym czasem :)
Nigdzie też nie twierdzę, że wszystkie badania są ściemą - starałem się pokazać, iż niektóre z nich są wykonywane nierzetelnie a jeszcze inne by udowodnić pewne tezy (dlatego posłużyłem się przykładem ptasiej grypy, gdyż ten przypadek pokazał dobitnie jak perfidnie można wykorzystać zaufanie jakim ludzie darzą medycynę oraz jak cyniczne koncerny potrafią być gdy chodzi o profity).

Nie trzeba zmieniać też swoich ideologii - odpowiednie odżywianie i spokojne życie połączone ze zrozumieniem tego co się robi to raczej nie ideologia i nie wymaga zmiany patrzenia na świat - to tylko dieta. Do tego trzeba uodpornić się na niezrozumienie :) bardzo uodpornić

Dlaczego nie interesuje mnie naukowy pogląd na tę kwestię ? Na chwilę obecną interesuje mnie jedynie praktyczny - jeżeli okaże się, iż metoda mi pomogła chętnie zacznę zgłębiać to z naukowego punktu widzenia. W tym momencie naukowe wyjaśnienie lub zaprzeczenie i tak nie wpłynie w żaden sposób na moje jelito... Teoretyzowanie nie zmieni mojego stanu a ja bardzo ów stan chcę zmienić

Dlaczego to do mnie tak przemówiło> Prawdę powiedziawszy to nie sama książka do mnie tak przemówiła. Przemówił do mnie mój kolega, który w kilka miesięcy pozbył się zespołu jelita drażliwego, astmy i kilku alergii, które bardzo Go dręczyły. Wyjaśnił mi, iż pozbył się tych dolegliwości po przejściu na dietę witariańską/raw foow/raw vegan. To On miał na mnie największy wpływ i pokazał kierunek. Muszę przyznać, iż moja pierwsza reakcja na Jego stwierdzenie, iż powinienem spróbować tej diety również w przypadku mojej choroby była podobna do Waszej: "chyba Ciebie popier... stary - będę srał dalej niż widzę". Nie przerzucaliśmy się naukowymi dowodami jak widać ;)
Kolega zamiast mnie indoktrynować przesłał po prostu film do prelekcji Paula Nisona, który wkleiłem Wam w pierwszym poście. Film obejrzałem z zainteresowaniem i rozpocząłem poszukiwania w internecie, wspierany doświadczeniem i wiedzą kolegi. Potem odnalazłem (lub kolega mi podesłał - nie pamiętam) film o leczeniu cukrzycy (również uważanej za nieuleczalną) za pomocą tej diety (link też w pierwszym poście) - to dało mi do myślenia. Zacząłem sobie pisać z różnymi ludźmi z internetu (takimi zwykłymi ludźmi - nie ewangelistami) ale również np. z Paulem Nisonem, który mnie nakierował na dr Klein-a i Jego książkę. Na początku kupiłem książkę Paula ale do mnie nie przemówiła - jest marna moim zdaniem i nie polecam. Ale jak wspomniałem Paul poradził mi bym zainteresował się kompleksowym opisem Davida Kleina. Kupiłem więc książkę Kleina - ta w bardzo składny i systematyczny sposób opisuje metodę leczenia i wyjaśnia jak stosować dietę raw food by nie oddawać fekaliów dalej niż wzrok sięga...
Potem już poszło z górki - znalazłem inne strony i linki np. podany na początku link do materiałów o kierowcy ciężarówki spisanym na straty przez lekarzy i odesłanym do umierania, a który o kierowca się "cudownie" uleczył czy link do strony faceta, który po przejściu z diety wegetariańskiej na raw food zaczął biegać sobie na a już jak zaczął to biega dalej a wyniki ma takie: http://runningraw.com/results.html i wiele wiele innych
I to wszystko do kupy (jest tego nieco więcej niż napisałem) a nie sama książka powoduje, iż wierzę w skuteczność i zachęcam do poszukiwań. Nawiasem mówiąc miałem nadzieję, że ktoś z Was sam dotrze przynajmniej do części z tych materiałów :)
I nie czuję się przez Ciebie atakowany :)

Dobrej nocy Wam życzę - idę zażyć dużo leczniczego snu :):):) !

Awatar użytkownika
Ania406
Doświadczony ❃
Posty: 1354
Rejestracja: 02 cze 2008, 23:22
Choroba: CD
województwo: mazowieckie
Lokalizacja: Znienacka

Re: A jednak jest nadzieja...-metoda dr Klein

Post autor: Ania406 » 29 lis 2010, 23:34

Dzięki, że się jednak odniosłeś.
astaroth pisze:jeżeli okaże się, iż metoda mi pomogła chętnie zacznę zgłębiać to z naukowego punktu widzenia
A co jeśli się okaże, że dramatycznie pogorszyłeś swój stan zdrowia (czego Ci absolutnie nie życze) ? Wtedy to już nie będzie po co zgłebiać, chyba, że z nudów na sali pooperacyjnej.
Widzisz właśnie to jest ryzyko, którego wielu z nas się obawia. Ja np obawiałabym się takowego.
Zastanawia mnie sytuacja, w której robię wszystko jak napisano w poradniku, stosuję się do zasad, myślę pozytywnie, zero sceptycyzmu itp, a jednak nie zostaję uleczona. Co wtedy? Czy to znaczy, że metoda nie działa, czy, że ja jestem za głupia? Pytanie odnosi się do zadziwiającej mnie wciąż "statystyki" dr Kleina- czyli 100%, że zadziała.
astaroth pisze:Nawiasem mówiąc miałem nadzieję, że ktoś z Was sam dotrze przynajmniej do części z tych materiałów :)
Nadzieje Twoje płonne nie są, albowiem większość czytania mam już za sobą. Niestety nijak to dla mnie wartościowe jest, jeśli chodzi o praktyczne zastosowanie, bo ja też moge opowiadać różne historie, pisać książki i filmy montować. A ludzi, którzy uprawiają internetowy ekshibicjonizm na szeroką skalę nie brakuje.
Niemniej bogatsza się czuję o to co przeczytałam, bo przynajmniej w teorii wiem o czym dyskutujemy.

Czekam z niecierpliwością na Twoją stronę z "dzienniczkiem praktyk" ;)
Care for life and physical health, with due regard for the needs of others and the common good, is concomitant with respect for human dignity.

gregtech

Re: A jednak jest nadzieja...-metoda dr Klein

Post autor: gregtech » 30 lis 2010, 05:58

Wysłany: 03-11-2005 PRZEZ MISIA
Aniu, jeśli chodzi Ci o ulotkę Bartnika, to może o tą samą, która ja wrzuciłam na forum. Jest w części pt.:[b]"Self-Healing Colitis & Crohns" David Klein &g[/b]

Wg mnie dieta bezglutenowa, jako ta pozbawiona wielu produktów alergizujących może przyczynić się do poprawy stanu jelit, szczeg. w zaostrzeniu.


Patrzcie co znalazłem już w 2005 MISIA pisała o "Self-Healing Colitis & Crohns" David Klein , 5 lat temu , szok :razz:

http://forum.crohn.home.pl/forum/viewto ... 35&start=0

AHA I PYTANKO CZY HERBATY GOTOWANE MOŻNA PIĆ ;> a miód ?

astaroth
Debiutant ✽
Posty: 41
Rejestracja: 27 lis 2010, 19:58
Choroba: CU
województwo: mazowieckie
Lokalizacja: Warszawa

Re: A jednak jest nadzieja...-metoda dr Klein

Post autor: astaroth » 30 lis 2010, 11:08

Ania406 pisze:Dzięki, że się jednak odniosłeś.
astaroth pisze:jeżeli okaże się, iż metoda mi pomogła chętnie zacznę zgłębiać to z naukowego punktu widzenia
A co jeśli się okaże, że dramatycznie pogorszyłeś swój stan zdrowia (czego Ci absolutnie nie życze) ? Wtedy to już nie będzie po co zgłebiać, chyba, że z nudów na sali pooperacyjnej.
Widzisz właśnie to jest ryzyko, którego wielu z nas się obawia. Ja np obawiałabym się takowego.
Zastanawia mnie sytuacja, w której robię wszystko jak napisano w poradniku, stosuję się do zasad, myślę pozytywnie, zero sceptycyzmu itp, a jednak nie zostaję uleczona. Co wtedy? Czy to znaczy, że metoda nie działa, czy, że ja jestem za głupia? Pytanie odnosi się do zadziwiającej mnie wciąż "statystyki" dr Kleina- czyli 100%, że zadziała.
astaroth pisze:Nawiasem mówiąc miałem nadzieję, że ktoś z Was sam dotrze przynajmniej do części z tych materiałów :)
Nadzieje Twoje płonne nie są, albowiem większość czytania mam już za sobą. Niestety nijak to dla mnie wartościowe jest, jeśli chodzi o praktyczne zastosowanie, bo ja też moge opowiadać różne historie, pisać książki i filmy montować. A ludzi, którzy uprawiają internetowy ekshibicjonizm na szeroką skalę nie brakuje.
Niemniej bogatsza się czuję o to co przeczytałam, bo przynajmniej w teorii wiem o czym dyskutujemy.

Czekam z niecierpliwością na Twoją stronę z "dzienniczkiem praktyk" ;)
Witaj z rana :)
Jeśli okaże się, iż dramatycznie pogorszyłem swój stan zdrowia to z pewnością nie będzie to przyjemne. Jednak jest to pewne ryzyko, które zdecydowałem się podjąć. Moim zdaniem nie ryzykuję nic ponad to, co i tak nieuchronnie do mnie przyjdzie - kolejny nawrót choroby.
Nie jestem naiwniakiem i monitoruję swój stan zdrowia - raz na 3 miesiące idę na konsultację do internisty lub gastroenterologa i dyskutuję o diecie i wpływie na mój stan zdrowia, proszę o badania. W tym tygodniu idę na badanie krwi, jak napisałem wcześniej - w okolicach wakacji poproszę o kolonoskopię. Staram się to robić w sposób mało przypadkowy...
Jeżeli metoda nie zadziała to po prostu wciąż będę chory - nic się nie zmieni... Jeżeli nie spróbuję to wciąż nie będę wiedział. Zwłaszcza, iż w internecie natknąłem się na setki przypadków ludzi, którzy wyleczyli różne dolegliwości przechodząc na wegańską dietę - dręczyłoby mnie to bardziej niż poczucie zadowolenia, iż utrzymuję się w stanie "stabilnej" choroby. Moim celem jest wyzdrowienie a nie pozostanie chorym.

Kontynuując wczorajszy wątek, jestem bardzo pozytywnie nastawiony do metody z kilku jeszcze powodów.
Przede wszystkim, jak wspomniałem powyżej, natknąłem się w internecie na naprawdę dużą ilość informacji od ludzi, którzy wyleczyli przeróżne dolegliwości przechodząc na dietę witariańską (już więcej linków chwilowo nie podam - kto chce to poszuka :)). Oczywiście nie do wszystkich to musi przemówić i każdego przekonać - mnie przekonało. Tym bardziej, iż jak wspomniałem - nie ma w tym moim zdaniem jakichkolwiek ukrytych interesów - no chyba, że ktoś pójdzie w stwierdzenie, że to globalny spisek sprzedawców owoców i warzyw ;)
Kolejną sprawą jest fakt, iż jak dotąd wszystko przebiega tak jak opisane jest w tej i innych książkach. Nie jest tak, że zaczynasz jeść raw vegan i raptem jest cudnie, pięknie itp... Sam proces przejścia na taką dietę jest dosyć niemiły i zaskakujący rzekłbym. Na początku spotyka się raczej negatywne odczucia i skutki. Organizm oczyszcza się z toksyn i złogów co powoduje bóle głowy, stawów, złe samopoczucie, zły nastrój nawet lekką depresję i przygnębienie. Ale to na szczęście trwa przez 1-2 tygodnie i szybko przechodzi. Potem jest dużo lepiej :) - organizm otrzymuje duży zastrzyk energii, poprawia się samopoczucie. Nigdy dotąd nie miałem tyle chęci do pracy, życia i tyle energii nawiasem mówiąc. Jak zaznaczono we wszystkich publikacjach, które czytałem następuje też spadek wagi - w przypadku naszej choroby dość duży. Człowiek robi się bardzo szczupły - to też jest wyraźnie opisane z zastrzeżeniem by osoby chude przechodziły na tę dietę tylko pod okiem doświadczonych dietetyków lekarzy czy samego autora. Jednak po jakimś czasie waga zaczyna rosnąć (tak dzieje się już w moim przypadku). Nie mam zatem jak dotąd powodu do kwestionowania tego co przeczytałem w książkach gdyż moje obserwacje na temat tego co dzieje się z moim organizmem pokrywają się z tym co przeczytałem. Choroba stopniowo ustąpiła (co nie znaczy, że znikła - to zweryfikują badania) i bardzo się z tego cieszę.
Ponadto zaobserwowałem, iż odporność mojego organizmu wzrosła bardzo znacząco. Tej jesieni po raz pierwszy od około 10 lat nie zachorowałem na grypę ani anginę. Dzieję się tak mimo, iż jedno z moich dzieci stale przynosi jakąś chorobę do domu z przedszkola i pół jesieni spędziło w domu ze względu na choroby (dziecko nie jest raw vegan ;) - je w przedszkolu standardowo). Miałem jedynie 2 razy katar, który trwał 2 dni a nie jak przedtem bywało 5 czy 7.

Sama książka Davida Kleina nie jest w sumie nawet najlepszą pozycją jaką przeczytałem o diecie raw vegan (za najlepszą uważam 80/10/10 Grahama). Ale ta właśnie książka, spośród wszystkich przeczytanych przez mnie, w najlepszy sposób odnosi się do naszej choroby i opisuje (moim zdaniem) rozsądne podejście do przejścia na raw food diet przy CU i robi to ze szczegółami, co daje komfort zrozumienia. Dlatego zdecydowałem się podzielić z Wami tą konkretną pozycją książkową.
Wyobrażacie sobie co zrobiliby ze mną lokalni guru, gdybym wpadł tutaj i zaproponował przejście po prostu na dietę raw food jako potencjalne lekarstwo ??? :D:D:D
Sądziłem, iż zaproponowanie pozycji książkowej napisanej przez człowieka z doktoratem, poparte wynikami które osiągnął oraz relacje ludzi w internecie jak również wyniki takich ludzi jak dr Ewa Dąbrowska w Polsce będą bardziej przekonywujące... Ale jak widać lokalnym guru doktoraty nie przeszkadzają ;)

Cieszę się mimo wszystko, iż udało mi się przynajmniej kilka osób nakłonić do przemyśleń czy poszukiwań :) - trzymam za Was kciuki i chętnie podzielę się z Wami swoimi doświadczeniami

[ Dodano: 30-11-2010 ]
gregtech pisze:
...
AHA I PYTANKO CZY HERBATY GOTOWANE MOŻNA PIĆ ;> a miód ?
Fajnie, że już pytasz o szczegóły - dzięki za zainteresowanie :)
Ja nie piję herbaty, miodu używam czasami do robienia np. dressingu do sałatki. Piję wodę oraz świeżo wyciskane soki owocowe i warzywne. Poszedłem nawet do kuchni i z ciekawości spróbowałem przed chwilą herbaty - już mi nie smakuje (jak wiele rzeczy przedtem spożywanych)
Generalnie dieta witariańska jest nakierowana na naturalne, żywe pożywienie niezniszczone procesem przetwórczym (w tym gotowaniem).
Zatem herbata, jak każdy inny stymulant, jest niepożądana w tej diecie.

Awatar użytkownika
tom-as
Ekspert ✿✿
Posty: 6438
Rejestracja: 22 lut 2006, 14:49
Choroba: CD
województwo: śląskie
Lokalizacja: Oberschlesien / Las

Re: A jednak jest nadzieja...-metoda dr Klein

Post autor: tom-as » 30 lis 2010, 12:57

astaroth pisze:Zatem herbata, jak każdy inny stymulant, jest niepożądana w tej diecie.
uuuuu ... zła wiadomość ... :suchy:

powiedz jeszcze, że piwo też...

gregtech

Re: A jednak jest nadzieja...-metoda dr Klein

Post autor: gregtech » 30 lis 2010, 13:40

Astaroth czy to nie Paul Nison ????

http://www.youtube.com/watch?v=DFN3wLPoqZw - mówi tutaj o utracie masy kostnej na diecie raw food jako skutek uboczny, mówi coś o badaniach krwi. Znasz lepiej angielski to zrozumiesz. Mówi że pije mleko kozie i nie jest na 100% diecie witiariańskiej ("raw food")

a tutaj fajna broda ala Osama Bin Laden :wink:

http://www.youtube.com/watch?v=C2gdgsqWDmg

I pytanie jak wygląda sprawa masy mięśniowej i białka ???

astaroth
Debiutant ✽
Posty: 41
Rejestracja: 27 lis 2010, 19:58
Choroba: CU
województwo: mazowieckie
Lokalizacja: Warszawa

Re: A jednak jest nadzieja...-metoda dr Klein

Post autor: astaroth » 30 lis 2010, 17:58

tom-as pisze:
astaroth pisze:Zatem herbata, jak każdy inny stymulant, jest niepożądana w tej diecie.
uuuuu ... zła wiadomość ... :suchy:

powiedz jeszcze, że piwo też...
żądnego alkoholu niestety :)
Co do tych dozwolonych/zabronionych - to decyzja każdego człowieka co je i jak je :)

[ Dodano: 30-11-2010 ]
gregtech pisze:Astaroth czy to nie Paul Nison ????

http://www.youtube.com/watch?v=DFN3wLPoqZw - mówi tutaj o utracie masy kostnej na diecie raw food jako skutek uboczny, mówi coś o badaniach krwi. Znasz lepiej angielski to zrozumiesz. Mówi że pije mleko kozie i nie jest na 100% diecie witiariańskiej ("raw food")

a tutaj fajna broda ala Osama Bin Laden :wink:

http://www.youtube.com/watch?v=C2gdgsqWDmg

I pytanie jak wygląda sprawa masy mięśniowej i białka ???
obejrzę w wolnej chwili to wrócę do tego - słyszałem, że Paul ma jakieś kłopoty ze zdrowiem ale nie wiem z czym związane

ODPOWIEDZ

Wróć do „Dietetyczne Rozmówki”