Strona 2 z 3

Re: Psychika a NZJ

: 09 gru 2015, 20:51
autor: obyty.z.cu
rudy_lis pisze:Trochę boję się zaczynać z tym lekiem, bo opis działań niepożądanych brzmi dość niepokojąco
bo nie o to chodzi,choć może Twoje obawy to tylko potwierdzaja, że potrzebujesz wsparcia,inaczej wszystko będzie nie tak.
W tych lekach najwięcej chodzi o to,by nie przekraczać zalecanych dawek i będzie ok.
Pewnie że trzeba się obserwować jak to działa na poprawę,ale też bez przesady doszukując się tylko samych skutków ubocznych.Leki nowej generacji pozwalaja normalnie żyć bez skutków ubocznych,jeździć autem,spać w odpowiednich porach i nie marudzić :wink:
A w ulotkach muszą pisać o wszystkich możliwych skutkach ubocznych,inaczej by w sądzie przepadli .
A jak ten lek będzie nie odpowiedni,to lekarz wymyśli inny,ale już na podstawie Twoich podpowiedzi jak z tym lekiem było.

Re: Psychika a NZJ

: 09 gru 2015, 20:59
autor: Mamcia
A kto zapisał lek - psychiatra? Z tego co piszesz to może lepiej zasięgnąć porady psychologa i iść na ewentualną terapię.

Re: Psychika a NZJ

: 09 gru 2015, 22:21
autor: rudy_lis
Lek zapisał lekarz rodzinny po tym, jak opowiedziałam mu, co się dzieje. Diagnozę mam od października, biorę Asamax, poprawa jest ogromna, ale moja psychika się bardzo zmieniła. Wpadam w panikę w każdym publicznym miejscu, nawet kolejka w sklepie mnie stresuje tak, że muszę natychmiast wychodzić. W domu czuję się bezpiecznie. Poza nim jest tylko strach, że mnie "przyciśnie". Dopóki nie wiedziałam, co mi jest, nie miałam takich sytuacji, bo o tym nie myślałam, a teraz każde wyjście z domu, to taki stres, że wolę z niego po prostu nie wychodzić i to mnie martwi... :smutny: Nigdy nie brałam żadnych antydepresantów, bo nie miałam takiej potrzeby, a teraz naprawdę się waham, bo tabletki leżą przede mną na stole, a ja nie wiem, czy je wziąć. Sama doskonale wiem, że problem tkwi w mojej głowie, bo jakim cudem w domu czuję się, jak zdrowa osoba, a poza nim mam ataki paniki, a co za tym idzie - bóle brzucha i od razu :wc: ?? Na samą myśl o tym, że w lipcu wychodzę za mąż dopada mnie lęk, że przecież ja tych nerwów i stresu nie wytrzymam i jak sobie poradzę z tyloma godzinami poz domem?? Bardzo mnie to przygnębia...

Re: Psychika a NZJ

: 09 gru 2015, 22:33
autor: kalka_96
pewnie nie jeden z nas wychodzi z domu z zestawem awaryjnym na wypadek 'wpadki'
jak jest bardzo źle to sama nie ruszę się bez podpasek, chusteczek nawilżanych i bielizny na przebranie, a czasem nawet mam zapasowe spodnie :wink:
tak sobie postanowiłam, że nie dam się dziadowi zamknąć w domu :twisted:
rudy_lis pisze:Na samą myśl o tym, że w lipcu wychodzę za mąż dopada mnie lęk, że przecież ja tych nerwów i stresu nie wytrzymam i jak sobie poradzę z tyloma godzinami poz domem??
będzie dobrze! nie ma co myśleć na zapas i się nakręcać
w sytuacji naprawdę podbramkowej może lekarz pozwoli na stoperan

Re: Psychika a NZJ

: 10 gru 2015, 12:08
autor: rudy_lis
Pozwoli? Nie powiedział mi, że jest zabroniony :) biorę, jak mam dłuższy wyjazd autem np. Nawet nie pytałam, czy można, bo uznałam to za oczywiste :)

Re: Psychika a NZJ

: 10 gru 2015, 12:34
autor: obyty.z.cu
rudy_lis pisze:Lek zapisał lekarz rodzinny po tym, jak opowiedziałam mu, co się dzieje. Diagnozę mam od października, biorę Asamax, poprawa jest ogromna, ale moja psychika się bardzo zmieniła. Wpadam w panikę w każdym publicznym miejscu,
Wzmacnianie układu nerwowego poprzez leki psychotropowe, uspokajające oraz psychoterapię stanowi
bardzo często istotny składnik leczenia. Bardzo przewlekły przebieg choroby i częste zaostrzenia
wpływają niekorzystnie na ogólne samopoczucie i stan psychiczny, doprowadzając do depresji,
niewiary w wyleczenie. Chorzy są często bardzo drażliwi, reagują maksymalnie na każde przeżycie
psychiczne, stąd w profilaktyce nawrotów leczenie to ma szczególne znaczenie.
http://www.pierwszyportal.pl/teksty,_,3 ... ,4640.html
Za prawdopodobne przyczyny nawrotów uważa się stresy psychiczne,
zmiany w sposobie odżywiania, zażywanie niesteroidowych leków
przeciwzapalnych lub antybiotyków, zakażenia pokarmowe, ale także
zaprzestanie palenia papierosów. Główną przyczyną nawrotu jest jednak
zaniechanie przyjmowania leków podtrzymujących remisję.
Wrzodziejące zapalenie jelita grubego objawia się zarówno w postaci
powikłań jelitowych, jak i pozajelitowych[37].
http://www.wbc.poznan.pl/Content/270952/index.pdf
tu akurat jest wszystko o CU..poczytaj,będziesz spokojniejsza,bo wyedukowana .

Jeśli nie można inaczej to trzeba się wspierać farmakologicznie..także przeciwlękowo !!
W ten sposób unika sie zaostrzeń w jelicie,wiec warto.

W naszej chorobie,CU zabrania się brać leki i w ogóle środki przeczyszczające,a te wstrzymujące to tylko w wyjątkowych wypadkach !!
Nasze jelita są bardzo wrażliwe,więc trzeba naprawdę uważać.Stoperan itp brane ciągle,często na wszelki wypadek moga naprawdę zrobić dużo zła.

Re: Psychika a NZJ

: 10 gru 2015, 15:11
autor: rudy_lis
Każdorazowo odchorowuję stoperan, ale biorę go tylko wtedy, kiedy naprawdę jestem zmuszona wyjść na dłużej w miejsce bez wc albo jeśli wiąże się to z innymi okolicznościami. U mnie psychika ma największy wpływ, wiem to i czuję, bo kiedy tylko pomyślę, że nie będzie wc, to atak jest od ręki :) w poniedziałek będę widzieć się z moim gastrologiem, więc poruszę ten temat i zapytam dlaczego w wyniku z histopatologii nie ma ani jednej wzmianki o CU.
Dziękuję za Wasze rady i odpowiedzi - lepiej mi :)

Re: Psychika a NZJ

: 25 wrz 2018, 21:45
autor: masterdark
U mnie związek pomiędzy jelitami, a psychiką jest bardzo duży, jelita znacznie mi niszczą psychikę. Odkąd mam problemy z jelitami, jestem pełen złości i nienawiści, w czasie "ataku jelitowego", bez kija nie podchodzić. Wskaźnik egocentryzmu i nieliczenia się z problemami zdrowotnymi innych wskoczył aż na "czerwone pole".

Re: Szatany, demony, opętania

: 19 paź 2018, 14:06
autor: obyty.z.cu
masterdark pisze:
19 paź 2018, 10:48
Jeśli kiedyś zaostrzenia choroby żołądka i problemów jelitowych uderzą jednocześnie, to mnie chyba będzie trzeba psychotropami sprowadzać na ziemie.
więc lepiej wcześniej wziąć skierowanie do psychiatry i pogadać o tym.
Jelita to połowa naszego mózgu ;) a nasze choroby są psychosomatyczne, czyli "napędzane" nerwami, stresem itd.....
Prawie wszyscy z dłuższym stażem chorobowym bardzo chwalą sobie "rozmowy" z psychologami. To jak rozmowa samego z sobą, psycholog tylko ukierunkuje, pokaże, że można myśleć inaczej.
Z doświadczenia też chorych wynika, że trzeba szukać tych specjalistów klinicznych, a i tak długo ich zmieniać, aż znajdzie się takiego, z którym można się dogadać, a nie takiego, który "wie wszystko".
Po takich rozmowach, to demony odstąpią ;)

Re: Szatany, demony, opętania

: 20 paź 2018, 23:03
autor: masterdark
Mnie może być potrzebna jakaś intensywna farmakologia psychiatryczna (a może i hospitalizacja na oddziale psychiatrycznym, jak mnie stan żołądka i jelit całkowicie zrujnują psychicznie, a może tak się stać), a nie rozmowa z psychologiem.

Rozmowa to mi nic nie da, psychologowie mogą sobie mówić co chcą, a ja nie pogodzę się z chorobą, jeśli pewne czynniki w życiu (na które nie mam bezpośredniego wpływu) mi na to nie pozwolą i wtedy tylko odpowiednio duże dawki psychotropów będą mogły zmienić moje reakcje na stan przewodu pokarmowego.

Re: Szatany, demony, opętania

: 21 paź 2018, 00:11
autor: obyty.z.cu
masterdark pisze:
20 paź 2018, 23:03
Rozmowa to mi nic nie da, psychologowie mogą sobie mówić co chcą, a ja nie pogodzę się z chorobą, jeśli pewne czynniki w życiu (na które nie mam bezpośredniego wpływu) mi na to nie pozwolą i wtedy tylko odpowiednio duże dawki psychotropów będą mogły zmienić moje reakcje na stan przewodu pokarmowego.
nie wiem dlaczego ludzie wychodzą z założenia, że pogodzenie sie z chorobą oznacza poddanie się .
U mnie jest inaczej, cale moje życie to problemy i trzeba było sobie z nimi radzić.
Czyli zdiagnozować problem i poszukać rozwiązań.
Podobnie z chorobą, na to że zachorowałem nie miałem wpływu, długo zadawałem sobie pytania, podobnie jak wszyscy, dlaczego ? Skąd to się wzięło, przegląd całej rodziny chorobowo, leczenia dotychczasowego , czyli że np. antybiotyki itd.
Tyle, że to niczego nie prowadziło, tylko nakręcało stres i bieganie po lekarzach.
Moja gastroenterolog wreszcie się na mnie wkurzyła i powiedziała : jeśli mam pana leczyć, to proszę pogadać z psychologiem !! Kategorycznie ;)
Więc poszedłem, trafiłem na faceta i tu moje zdziwienie. Człowiek po wypadku, bardzo schorowany, chodzący o kulach, jeżdżący autem specjalnie dostosowanym.
Posłuchał mnie i zaczął opowiadać o sobie...i wtedy doszło do mnie, że wszystko jest względne. Terapia polegała na rozmowie i muszę przyznać, że wyprowadził mnie do przodu w chorobie.
Pozwolił zrozumieć, że szkoda czasu na zastanawianie się, że lepiej żyć otwarcie, a nie w zamkniętym kręgu, nawet gdy oznacza to jakieś wpadki i zabrudzenie bielizny.
W życiu "niechorobowym" , ciągle na jakimś stanowisku , więc ciągle w ruchu, nie było czasu na kombinowanie, tylko jest problem to go rozwiąż i dalej ;), ale to akurat wyniosłem z domu, tu ojciec zrobił dobre nawyki.
Tyle , że tej pracy było za dużo kosztem i zdrowia i "domu" ...niestety.
Pewnie, że to wszystko póki można było aktywnie pracować...

Tak więc, kiedy czytam "a ja nie pogodzę się z chorobą" i to od osoby, która ma już długie doświadczenie w chorowaniu, to nie rozumiem.
Bo to takie podtrzymywanie się właśnie w tym chorowaniu.
Jeśli samemu się nie chce z tym poradzić, to psychotropy nie pomogą. Tu psyche musi być aktywna pozytywnie.
Inaczej, to życie zamienia się w ciągłe gonienie za choroba, za lekarzami, za następnym badaniem i niewiadomą. A co lekarz, to nowa specjalizacja i więcej niewiadomych.
Kiedyś trzeba powiedzieć sobie dość i zacząć żyć spokojnie, nawet z tym bonusem chorobowym.
Powtarzanie tych samych pytań to jak groch o ścianę, to właśnie ciągle wywoływanie duchów i demonów, które nic pozytywnego nie wnoszą, prócz ciemnej strony...psychiki.
A to oznacza tylko podbijanie stanów zapalnych.

Re: Szatany, demony, opętania

: 21 paź 2018, 11:32
autor: masterdark
obyty.z.cu pisze:
21 paź 2018, 00:11
Więc poszedłem, trafiłem na faceta i tu moje zdziwienie. Człowiek po wypadku, bardzo schorowany, chodzący o kulach, jeżdżący autem specjalnie dostosowanym.
Posłuchał mnie i zaczął opowiadać o sobie...i wtedy doszło do mnie, że wszystko jest względne. Terapia polegała na rozmowie i muszę przyznać, że wyprowadził mnie do przodu w chorobie.
Pozwolił zrozumieć, że szkoda czasu na zastanawianie się, że lepiej żyć otwarcie, a nie w zamkniętym kręgu, nawet gdy oznacza to jakieś wpadki i zabrudzenie bielizny.
Jednemu rozmowa z psychologiem pomoże, drugiemu nie. Dużym błędem jest twierdzenie, że każdemu rozmowy mogą pomóc. Nie ma czegoś takiego, że każdy może nauczyć się radzić sobie z danym schorzeniem, jeden się nauczy, drugi nie, na to ma wpływ wiele rzeczy i to nie tylko związanych z psychiką.
obyty.z.cu pisze:
21 paź 2018, 00:11
Tak więc, kiedy czytam "a ja nie pogodzę się z chorobą" i to od osoby, która ma już długie doświadczenie w chorowaniu, to nie rozumiem.
Mam 4,5 roku doświadczenia w chorowaniu na żołądek, to chyba średnio, a nie długo. A w dolegliwościach jelitowych to mam krótkie doświadczenie, bo licząc od momentu rozkręcenia się dolegliwości na wyraźną skalę, to kilka miesięcy.
I nie pogodzę się, dopóki pewne czynniki mi na to nie pozwolą, jeśli jednak pozwolą, no to może się pogodzę. Tych czynników jest kilka. Jednym z nich są utrudnienia ze strony lekarzy. Jeśli znajdę lekarza, który nie utrudnia, no to będzie krok do przodu.
obyty.z.cu pisze:
21 paź 2018, 00:11
Jeśli samemu się nie chce z tym poradzić, to psychotropy nie pomogą. Tu psyche musi być aktywna pozytywnie.
No czasem to i nawet psychotropy nie pomogą, bywa i tak.
obyty.z.cu pisze:
21 paź 2018, 00:11
Inaczej, to życie zamienia się w ciągłe gonienie za choroba, za lekarzami, za następnym badaniem i niewiadomą. A co lekarz, to nowa specjalizacja i więcej niewiadomych.
Kiedyś trzeba powiedzieć sobie dość i zacząć żyć spokojnie, nawet z tym bonusem chorobowym.
Jakby przynajmniej była możliwość "gonienia" za następnym badaniem, to byłbym trochę spokojniejszy. Ale im pacjent spokojniejszy, tym lekarz bardziej niezadowolony. Są też dobrzy lekarze, ale stanowią mniejszość lekarzy. Mam różne powody, by tak uważać.

Re: Szatany, demony, opętania

: 21 paź 2018, 18:31
autor: omega
masterdark pisze:
21 paź 2018, 11:32

Jednemu rozmowa z psychologiem pomoże, drugiemu nie. Dużym błędem jest twierdzenie, że każdemu rozmowy mogą pomóc. Nie ma czegoś takiego, że każdy może nauczyć się radzić sobie z danym schorzeniem, jeden się nauczy, drugi nie, na to ma wpływ wiele rzeczy i to nie tylko związanych z psychiką.
Dopóki nie spróbujemy nie będziemy wiedzieć.
Są oddziały szpitalne gdzie rozmowa z psychologiem jest standardową procedurą. Miałam okazję zliczyć kilka takich rozmów , utwierdziły mnie one w przekonaniu , że nie potrzebuję tego rodzaju wsparcia, że nieźle radzę sobie sama : ) Bez wątpienia było to cenne doświadczenie , muszę też dodać, że nie miałam negatywnych uwag do profesjonalizmu prowadzących. To istotne bo tak jak i w innych zawodach i tutaj może być różnie.
Wielu innych pacjentów bardzo pozytywnie oceniało wpływ tych rozmów na ich nastawienie do choroby, leczenia , one pozwoliły się im się pozbierać po fatalnej diagnozie.
masterdark pisze:
21 paź 2018, 11:32
Mam 4,5 roku doświadczenia w chorowaniu na żołądek, to chyba średnio, a nie długo. A w dolegliwościach jelitowych to mam krótkie doświadczenie, bo licząc od momentu rozkręcenia się dolegliwości na wyraźną skalę, to kilka miesięcy.
I nie pogodzę się, dopóki pewne czynniki mi na to nie pozwolą, jeśli jednak pozwolą, no to może się pogodzę. Tych czynników jest kilka. Jednym z nich są utrudnienia ze strony lekarzy. Jeśli znajdę lekarza, który nie utrudnia, no to będzie krok do przodu.
Moim zdaniem warunkiem koniecznym , żeby się pogodzić z chorobą jest pewność co do postawionej diagnozy. Kolejnym ustawienie prawidłowego leczenia.
W sprawach trudnych rzadko bazuję na jednej opinii.

Re: Szatany, demony, opętania

: 22 paź 2018, 15:16
autor: masterdark
omega pisze:
21 paź 2018, 18:31
Moim zdaniem warunkiem koniecznym , żeby się pogodzić z chorobą jest pewność co do postawionej diagnozy. Kolejnym ustawienie prawidłowego leczenia.
W sprawach trudnych rzadko bazuję na jednej opinii.
Każdy ma swoje warunki konieczne

W moim przypadku musiałyby zajść następujące:

1. znalezienie lekarza, który zgodzi się skierować mnie na dokładne badania
2. postawienie diagnozy
3. odpowiednie leczenie, takie, aby przynajmniej zmniejszyło objawy na tyle, by normalniej funkcjonować, czyli:
a. aby móc normalnie swobodnie wstawiać się na wyznaczone terminy w UP, a nie z ryzykiem, że jednak nie dam rady wyjść z domu i pozbawią mnie ubezpieczenia zdrowotnego
b. aby móc swobodnie wstawiać się na ewentualne inne terminy różnych spraw bez ryzyka zawalenia terminu
c. aby, gdy znajdę pracę, pracować, a nie musieć siedzieć znaczną część dniówki w toalecie i żeby mnie za to wywalili

Re: Szatany, demony, opętania

: 22 paź 2018, 15:57
autor: obyty.z.cu
a tak z ciekawości,
masterdark występowałeś o przyznanie stopnia niepełnosprawności ?