Strona 2 z 6

Re: Podejście do choroby - akceptować ją czy nie?

: 15 cze 2007, 23:10
autor: Misia
treść wpisu została usunięta na prośbę użytkownika

Re: Podejście do choroby - akceptować ją czy nie?

: 16 cze 2007, 08:38
autor: Misia
treść wpisu została usunięta na prośbę użytkownika

Re: Podejście do choroby - akceptować ją czy nie?

: 16 cze 2007, 12:26
autor: exa
Careme pisze:Do tej pory traktuję chorobę jako coś dodatkowego. .... Przyznanie się do choroby i i jej akceptacja oznaczałoby, że istotnie jestem chory.
przyznaje, ze trudno tu mi zrozumiec tok myslenie Careme.........
"masz chorobe" to jestes chory...
traktowania jej jak przejsciowej dolegliwosci tez nie rozumiem....bo przejsciowa dolegliwoscia nie jest.....
zuo pisze:zaakceptowac to poddac sie
a to mnie rozwalilo zupelnie..
zaakceptowac i zrozumiec chorobe to znaczy nauczyc sie z nia zyc.........bo to jest to czesc naszego zycia......... i kiedy rozumiesz mozesz sie zdystansowac....

z wrogiem trza sie zaprzyjaznic .....wtedy latwiej go wyeliminowac :mrgreen:

odsuwanie klopotow jak najdalej od siebie owocuje tylko jednym - ich mnożeniem.........kiedy ciachasz je na bieżąco.......jest duzo latwiej zyc....
a jak sie namnożą to predzej czy pozniej przytloczą i sie czlowiek udusi....

wszystko zalezy TYLKO od WAS :mrgreen:

ps
moze jestem jakims dziwolągiem ale to podejscie mnie pomoglo...juz od 3 lat jestem w remisji i zyje normalnie całkiem.....i o dziwo tu zaglądam :mrgreen:

Re: Podejście do choroby - akceptować ją czy nie?

: 16 cze 2007, 13:57
autor: Feniks
Akceptować , ale gardzić nią :twisted:

Re: Podejście do choroby - akceptować ją czy nie?

: 16 cze 2007, 14:47
autor: lucypah
magdalene pisze:Eeeee, jemu chyba nie o to chodziło... a już na pewno nie o jakąkolwiek interesowność GTW.
no wlasnie, z GTW w 100% tak jak napisala magdalene

[cytat usunięty na prośbę użytkownika]
no i o to mi chodzi- interesowosc, bo wchodza tylko po to i nic wiecej(no moze przesadzilem z tym okresleniem, bo po to jest forum,

[cytat usunięty na prośbę użytkownika]
aby pmagac)
ja nic nie pisalem o przymuszaniu
Torvik pisze:Cieszę się, że poświęcają forum swój czas, bo bez nich byłby tu straszny burdel (a tak jest tylko mały nieporządek).
ja tez sie ciesze, bo to sa wspaniali ludzie, ktorzy chca pomagac innym poprzez to forum
Torvik pisze:Mam nadzieję, że w świetle definicji ze słownika potrafisz pokazać wewnętrzną sprzeczność Twojej wypowiedzi
ja nic na to nie poradze, bo ta sprzecznosc jest we mnie, a powiedz mi jak ma sie slownik do zycia tak wogole(wiem, ze to takie wyrwane z kontekstu)
Zenobius pisze:O to ze GTW "musi" tu przychodzic, bo jest za forum odpowiedzialna. I to wszystko imho
??
no wlansie, nie musi bo moze zrezygnowac, wiec to jest wasza dobra wola :wink:
Zenobius pisze:Ale potrafie zrozumiec ten psychiczny stan i niechec do takiego "przyznania" sie do choroby. Rozumiem, ale jest to dla mnie dziwne.
ja to w pewnym stopniu rozumie, moze to jest dla Careme jakas granica, ktora traktuje jako psychiczne poddanie sie, no nie wiem jak to okreslic..........
[quotw="Zenobius"]Z tego co pamietam, to Ty w remisji nie jestes.
Wiec nie wiem czy to przypadkiem nie wina tego podejscia? [/quote]
remisja nie ma nic do tego, brat sie do mnie zwraca per kaleka i tylko dlatego mi to przyszlo do glowy, sam o sobie tak nie mysle, wytlumaczylbym mu to recznie, zeby tak do mnie nie mowil, ale z pewnych wzgledow musze jeszcze przez jakis czas utrzymac z nim rozejm
Zenobius pisze:Nie ma sensu swiadomie i z premedytacja samemu sie wyniszczac w imie niecheci do przyznania sie do tego, ze jest sie w jakichs sposob ograniczonym.
Mamy duzo duzo dobrych rzeczy i cech i nie musimy byc dobrzy we wszystkim, tylko po co, zeby przed soba udowodnic ze nic nam nie jest.
ja chce bardzo wrucic do pelnej sprawnosci z przed choroby- to jest moj cel, kotry w koncu osiagne, pod tym wzgledem sie nie oszczedzam, moze jakbym troche spuscil z tonu to by mi sie stan ogolny poprawil, nie wiem.......
Zenobius pisze:Poza tym, to ze sa ludzie interesowni, ktorzy wchodza na forum tylko po to zeby cos stad wziac i nie zostajawiaja nic spowrotem, to normalka w naszym swiecie. Nie ma co wskazywac kogos palcem, bo po co?
gdybym ja to tak umial ujac........ to by moje wypowiedzi inaczej wygladalo, wlasnie o to mi chodzilo co Zeno napisal
mam jakiegos wira bo mi komp szaleje, nie wiem czy wszystko sie wysle

Re: Podejście do choroby - akceptować ją czy nie?

: 16 cze 2007, 17:18
autor: Careme
Zenobius pisze:Mamy duzo duzo dobrych rzeczy i cech i nie musimy byc dobrzy we wszystkim, tylko po co, zeby przed soba udowodnic ze nic nam nie jest.
Może w tym tkwi odpowiedź: umiejętność znajdowania w sobie owych dobrych cech, które zniwelują niedostatki wynikające z choroby. Wtedy rzeczywiście optymistycznie można spojrzeć na życie co daje wiarę, że będzie lepiej.

Wracając do głównego pytania tego wątku to widzę, że większość jest za akceptacją choroby jako czegoś stałego w naszym życiu.

Przez nieakceptowanie choroby nie miałem na myśli nie brania leków, ale raczej nie przejmowanie się tym w tym sensie, że nie czytam na ten temat, nie wnikam w szczegóły, zażywam pigułki tak jak lekarz karze i czekam aż minie, jak przeziębienie, ale o chorobie nie myślę jak o czymś poważnym, że jest ze mną związana na stałe. A remisję traktuję, jak po prostu przerwę w chorobie. U mnie przynajmniej to było/jest od wiosny do jesieni, czyli b. regularnie.

Re: Podejście do choroby - akceptować ją czy nie?

: 17 cze 2007, 00:49
autor: Shima
Zenobius pisze:Cytat:
Doszłam do wniosku że Cron to mój najlepszy "przyjaciel"taki prawdziwy-na śmierć i życie...więc staramy sie życ w symbiozie.

Na czym to Shimo polega?
_________________
[cytat usunięty na prośbę użytkownika]
Hej no co Wy kochani :?:
Czy nie widzicie że słowo przyjaciel jest napisane w cudzysłowiu :?:
Wystarczy odpowiednio przeczytać i juz wiadomo.
A żyć w symbiozie czyli nieszkodzić sobie nawzajem....chociaż ,smiem twierdzić ze z mojej strony ta "symbioza" jest o wiele bardziej rozwinięta ;)
Zenobius pisze:lucypah napisał/a:
ja poza domem nie chce taryf ulgowych, wyciskam z siebie najwiecej jak moge, nie dopuszczam(wogole nie mam na szczescie takich mysli) do siebie takich mysli ze jestem nieuleczalnie chory, albo co gorsza kaleka,

Z tego co pamietam, to Ty w remisji nie jestes.
Wiec nie wiem czy to przypadkiem nie wina tego podejscia?
Śmiem twierdzić że cos w tym może być...niestety

Re: Podejście do choroby - akceptować ją czy nie?

: 17 cze 2007, 01:19
autor: Shima
Zenobius pisze:Dobra, to na czym polega ta symbioza? :)
Z mojej strony to polega oczywiście na nie szkodzeniu Crohnowi :) ....no a z jego strony....hmm...powiedzmy że jak nie jest "zdenerwowany" to też mi stara sie nie szkodzić ;)
A jak już mi zaczyna szkodzić....no coż przyjmijmy że ja w tych"symbiozach" jestem od niego o wiele lepsza ;)....a przecież przyjacielowi sie wiele wybacza więc ja mojemu też ;)

Re: Podejście do choroby - akceptować ją czy nie?

: 17 cze 2007, 11:41
autor: exa
Shima pisze:Zenobius napisał/a:
lucypah napisał/a:
ja poza domem nie chce taryf ulgowych, wyciskam z siebie najwiecej jak moge, nie dopuszczam(wogole nie mam na szczescie takich mysli) do siebie takich mysli ze jestem nieuleczalnie chory, albo co gorsza kaleka,
nie wiem kto o tym kalectwie w koncu napisal........ale to ze choroba jest nieuleczalna, to nie znaczy ze jest sie kaleka...chyba ze sobie to wmówisz..........
Shima pisze:A żyć w symbiozie czyli nieszkodzić sobie nawzajem....chociaż ,smiem twierdzić ze z mojej strony ta "symbioza" jest o wiele bardziej rozwinięta
smiem twierdzic ze symbioza polega na: tak juz jest i inaczej nie bedzie...
Shima wie, ze nie mam zlych mysli :wink:

ps.
poprosze o usuniecie posta wyzej, bo cos sie mnie tu skopalo...dziekuje :mrgreen:

Re: Podejście do choroby - akceptować ją czy nie?

: 17 cze 2007, 18:30
autor: goniusia
Ja jestem twarda kobieta jak to mówi mój mąż.Ale w momencie jak się dowiedziałam o chorobie wyłam cały dzień jak małe dziecko.Teraz póki dobrze się czuję jakoś o tym nie myślę,tylko w momencie jedzenia i brania leków.W pracy też nie liczę na żadną taryfę ulgową.

Re: Podejście do choroby - akceptować ją czy nie?

: 17 cze 2007, 19:22
autor: aleksandra12
Ja też jakoś nie rozumiem Careme :)

Jestem chora na nieuleczalną chorobę. Ma wyłonioną z tego powodu stomię, codziennie biorę leki, nie jem kapusty pekińskiej i fasoli, bo mi szkodzą.

Co nie zmienia faktu, że jestem młodą, szczęśliwą, w pełni realizującą się w życiu zawodowym i prywatnym kobietą.

Akceptuję moją chorobę i żyję z nią. Czy to znaczy, że się poddałam?

Re: Podejście do choroby - akceptować ją czy nie?

: 17 cze 2007, 19:27
autor: Mamcia
Olu zamiast pisać nieuleczlną lepiej używaż nazwy "przewlekła. Wszystko co piszesz o radości życia i samorealizacji to prawda. Wspaniała dziewczyna. jezcze raz dziękuję za pomoc.

Re: Podejście do choroby - akceptować ją czy nie?

: 17 cze 2007, 19:33
autor: aleksandra12
No ale ona na razie jest nieuleczalna, więc jakby mam rację.
Przewlekła, to IMO kiedyś się kończy.

Chodzi mi tu tylko o kwestię formalną.

PS. bo się będę rumienić :D

Re: Podejście do choroby - akceptować ją czy nie?

: 17 cze 2007, 20:03
autor: Mamcia
Dla mnie niuleczalna ma w podtekście śmiertelna. Np cukrzyca jest chorobą nieuleczalna, ale dobrze prowadzona nie jest śmiertelna, za to przewlekła jest. Na dowód znałam stulatkę, która od 70 rż przyjmowała insulinę i czuła się dobrze.
Ps z rumieńcem też ci będzie do twarzy

Re: Podejście do choroby - akceptować ją czy nie?

: 17 cze 2007, 20:10
autor: klaudi
A ja mam stomię i dowiedziałam się że mam nadal crohna ale smole to :lol: