Życie

czyli smutki i radości posiadaczy CU i CD, wypróbowane sposoby radzenia sobie ze stresem etc.

Moderatorzy: Anette28, Moderatorzy

Zablokowany
Awatar użytkownika
doelli
Aktywny ✽✽✽
Posty: 501
Rejestracja: 03 gru 2007, 17:20
Choroba: CD
województwo: podkarpackie
Lokalizacja: Rzeszów
Kontakt:

Re: Życie

Post autor: doelli » 25 lut 2008, 09:43

Z mojego dwudziestoletniego doświadczenia mogę powiedzieć, że można żyć z tą chorobą. Raz jest lepiej, a raz jest gorzej, ale ja jeszcze chcę żyć pomimo tej choroby i cieszyć się każdym nowym dniem. Oczywiście nie mam tyle siły i energii, co parę lat temu, ale jakoś leci. Czasami, to mam już dość tej bezradności...kiedy nie mam sił, żeby egzystować normalnie, prowadzić dom, doglądać dzieci, pomagać mojemu w pracy. Często mnie, to przerasta, a mam jeszcze tyle planów, dołuje mnie, to że nie daje rady tego wszystkiego zrobić. Jest dobrze, a zachwilę muszę się zmuszać resztkami silnej woli, żeby coś dokończyć i w miarę panować nad sytuacją. Jakby tego było mało często boli mnie głowa, niestety dwa ostatnie dni, to totalna klęska, nic nie mogłam zrobić, byłam rozlazła, nie mogłam się skupić i zorganizować! Ale trzeba żyć, bo życie masz jedno z chorobą czy bez! :wink:
doelli
Jak dobrze, że jesteście!

sebastian_zu
Debiutant ✽
Posty: 26
Rejestracja: 18 lut 2008, 18:00
Choroba: CD
województwo: małopolskie
Lokalizacja: Nowy Sącz
Kontakt:

Re: Życie

Post autor: sebastian_zu » 25 lut 2008, 23:32

aleksandra12 pisze:To ja rządzę moim życiem, a nie choroba.
rewelacyjne MOTTO!!! :mrgreen: :!:

w zasadzie sadze podobnie jednak czasem cięzko sie pogodzić z faktami, z reszta wiecie to wszyscy(sądząc po Waszych postach)
ehh no ale co zrobić, nikt nie mówił że będzie łatwo. Co do mnie to na pewno nie zamierzam płakać nad soba==>ten etap mam juz za soba (mam nadzieję)

z resztą sa i dobre strony tej choroby, mianowicie inaczej patrze na życie. jak juz ktos to napisał "przewartościowało" mi sie podejście totalnie. zabawne jakie drobne rzeczy mogą człowieka ucieszyć :wink: wczesniej ich nie doceniałem

mustafa
Początkujący ✽✽
Posty: 316
Rejestracja: 07 lip 2007, 20:03
Choroba: CU
województwo: łódzkie
Lokalizacja: Łódź
Kontakt:

Re: Życie

Post autor: mustafa » 26 lut 2008, 13:50

Choroba zabrała mi ponad pół roku życia...wiele się zmieniło..i w sumie nie wszystko na +..
Obecnie podchodzę do tego wszystkiego z pewnym dystansem...mniej się przejmuje jakimiś głupimi opiniami czy dziwnym zachowaniem moich "przeszłych znajomych"..
Wychodzę z założenie że najważniejszy jest samorozwój bez względu na opinie innych i bez względu na to ci się stało... przeżyłem ten koszmar więc uważam że jestem zdolny do wielu rzeczy, w tym wielu całkiem dla mnie nowych.. Obecnie wstaje z uśmiechem na twarzy i niezależnie jak się czuje...kiedyś ciężko było mi wstać rano..obecnie wstaje codziennie wcześnie rano szykuje chodzę do sklepu i szykuje śniadanie całej rodzinie bez żadnego 'ale'... również zacząłem czytać co kiedyś było nieosiągalne...po prostu chce mi się żyć...doceniam każdy gest i każde słowo...i co najważniejsze ciesze się że żyje i mogę się tym dzielić z innymi... Aleksandra12 ma racje to my tym wszystkim kręcimy a nie na odwrót.
Instruktor Kulturystyki i Fitness

Awatar użytkownika
junior
Początkujący ✽✽
Posty: 336
Rejestracja: 14 paź 2006, 17:54
Choroba: CD
województwo: lubuskie
Lokalizacja: Starościn/Kraków
Kontakt:

Re: Życie

Post autor: junior » 26 lut 2008, 22:22

Ze mną to było tak. Mam słaby charakter i wolę. Trudno odmówić mi sobie przyjemności. Gdy zachorowałem to najtrudniej było mi pogodzić się ograniczeniami jakie na mnie narzuciła choroba, szczególnie żywieniowymi. Nadal trudno mi przestrzegać zasad zdrowego odżywiania. Myślałem sobie, że nie chcę się ograniczać, wolę czerpać z życia więcej, w końcu to moje życie. Ale czy to prawda? A może nie do końca? Pomyślałem, że życie jest darem ale nie jest moją własnością. Dar ten narzucił na mnie odpowiedzialność, za siebie i w konsekwencji za innych. Jak mam się usprawiedliwić, gdy np. nie przestrzegam zaleceń lekarza. Bardziej niż sobie wyrządzam krzywdę bliskim, rodzicom, którzy się o mnie martwią i robią wszystko by mi pomóc. Jak usprawiedliwie się lekarzowi który z marne grosze poświęca swoje życie na pomoc innym. A tu pacjent marnuje jego wysiłki. Vivere militare est - życie jest walką. Ale czy w naszym wypadku walką z chorobą, czy z samym sobą?
Why So Serious?!

http://promocjozercy.pl/ - Najlepsze promocje zebrane w jednym miejscu!

Czy te oczy mogą kłamać?

Awatar użytkownika
aleksandra12
Aktywny ✽✽✽
Posty: 959
Rejestracja: 07 lut 2006, 22:09
Choroba: CD
województwo: wielkopolskie
Lokalizacja: Poznań

Re: Życie

Post autor: aleksandra12 » 26 lut 2008, 22:48

Jak zaczynamy żonglować łaciną to ja zasunę, że navigare necesse est, vivare non est necesse i co ;P

A życie jest dla mnie walką z chorobą, z samym sobą, z przeciwnościami losu i ze wszystkim.
Pozdrawiam, Aleksandra

Awatar użytkownika
Behemot(ka)
Początkujący ✽✽
Posty: 383
Rejestracja: 23 wrz 2007, 17:01
Choroba: CU
województwo: mazowieckie
Lokalizacja: Warszawa
Kontakt:

Re: Życie

Post autor: Behemot(ka) » 28 lut 2008, 12:29

Ja na razie walczę z paniami z dziekanatu :evil:

Leki: Sulfasalazyna 2/2/2 Effectin 0/0/1 Depakina 1/0/1 + Kwas foliowy

Stan: Remisja kliniczna i endoskopowa

Nie jestem leniwa, po prostu mam wadliwy system dystrybucji energii.

http://www.venganza.org/


mysza74
Debiutant ✽
Posty: 9
Rejestracja: 21 lut 2008, 18:04
Choroba: CU u partnera
województwo: śląskie
Lokalizacja: leszczyny
Kontakt:

Re: Życie

Post autor: mysza74 » 28 lut 2008, 19:09

Ja i mój mąż narazie uczymy się żyć z tą chorobą .Ale tak szczerze to mój maż który jest chory mniej się tym przejmuje ( przynajmniej tak to okazuje) niż ja która jestem zdrowa .To ja chodzę i zadaje pytania lekarzom , siedzę ciągle na forum i szukam ,sama nie wiem czego, a on się uśmiecha i potakuje , może z czasem przestanę być taka przewrażliwiona.A tak na marginesie nad dziećmi też się tak trzęse ,nawet jeśli mają tylko katar . Taka moja już chyba uroda ,że muszę się nad kimś trząść :roll:
mysza

Awatar użytkownika
Marta XXX
Debiutant ✽
Posty: 25
Rejestracja: 12 lis 2006, 01:49
Choroba: CD
województwo: mazowieckie
Lokalizacja: Warszawa
Kontakt:

Życie z Crohnem

Post autor: Marta XXX » 28 lut 2008, 20:59

Ten temat jest u mnie na czasie. Choruję od 2004 i jakoś byłam z tym pogodzona. Bóle, i wszystkie inne rzeczy znosiłam dzielnie.
Odkąd pojawiła się przetoka dokładnie tydzień temu, załamałam się. Teraz choroba jest widoczna. Przypomina o sobie na każdym kroku.

mysza74
Debiutant ✽
Posty: 9
Rejestracja: 21 lut 2008, 18:04
Choroba: CU u partnera
województwo: śląskie
Lokalizacja: leszczyny
Kontakt:

Re: Życie

Post autor: mysza74 » 29 lut 2008, 11:24

Chcę podziękować ELWIRCE za budujące słowa, dzięki nim czuję się troszkę rozgrzeszona, ale postaram się też wziąść pod uwage jej słowa że mój mąż pewnie pogodził się z tym że jest chory i zacznę go słuchać co ma do powiedzenia na ten temat zamiast go drążyć bez końca. Skupię się na znajdowaniu pysznych przepisów na potrawy które lubi i na wspieraniu go. Jeszcze raz Ci ELWIRKO dziękuję . Mój mąż się śmieje że jestem jak taka kwoka dla piskląt :lol:
mysza

Grześ
Początkujący ✽✽
Posty: 133
Rejestracja: 25 lut 2007, 18:21
Choroba: CD
województwo: lubuskie
Lokalizacja: Gorzów Wlkp.
Kontakt:

Re: Życie

Post autor: Grześ » 29 lut 2008, 17:13

U mnie wiele sie nie zmieniło. Może dlatego, że nie miałem zaostrzeń i udaje mi sie narazie funkcjonowac normalnie. Zrezygnowałem z niektórych rzeczy, które mi szkodzą i staram sie nie zapominać o lekach. Jedno co mie daje mi cały czas spokoju to obawa, aby córka nie miała CD. Czasami reaguje bólem brzucha na stres. Gdy mówi, że boli ją brzuch ja odrazu myślę, że może to Crohn. Może kiedyś mi to przejdzie, ale narazie w takich dniach jest mi trudno.

slonko
Początkujący ✽✽
Posty: 123
Rejestracja: 08 lut 2008, 08:13
Choroba: CD
województwo: świętokrzyskie
Lokalizacja: Kielce
Kontakt:

Re: Życie

Post autor: slonko » 01 mar 2008, 12:29

U mnie wiadomość o chorobie najpierw mnie załamała doszczętnie. Potrzebowałam około roku by się z nią pogodzić. Teraz bywa różnie, ale staram się żyć weselej, nie zamartwiać sie tak wszystkim, choć z trudem mi to przychodzi. Niestety nie mam nikogo kto by mnie rozumiał, mąż lekceważy chorobę, nie pomaga mi przeżyć tych gorszych chwil. Mimo to widzę, ze bardzo zmieniło mi się podejście do wielu spraw. Najbardziej jednak denerwuje mnie biadolenie mojej matki, że ja umieram. Takie gadanie tylko mnie dołuje, dlatego prawie nigdy nie wie, że czuje sie naprawdę podle, bo zaraz wydzwania po kilka razy dziennie i mowi do telefonu:" Dziecko ty umierasz". Można się przyłamać.
Ważę: 50kg
Mierzę: 164 cm
Stan: remisja?
Biorę: asamax 500mg 3x2, azatiopryna 50mg 1x2

Kocham Was za to, że jesteście, dajecie mi siłę...

Wiola.

Awatar użytkownika
doelli
Aktywny ✽✽✽
Posty: 501
Rejestracja: 03 gru 2007, 17:20
Choroba: CD
województwo: podkarpackie
Lokalizacja: Rzeszów
Kontakt:

Re: Życie

Post autor: doelli » 01 mar 2008, 13:15

slonko pisze:Najbardziej jednak denerwuje mnie biadolenie mojej matki, że ja umieram.
Jak miałam zaostrzenia, to moja mama chodziła patrzyć czy jeszcze żyję...
nie wiedziałam długo, co mi jest i ona myślała, że ja już długo nie pociągnę...
Sprzeciwiała się też, żebym wychodziła za mąż, bo twierdziła, że nie dam rady sobie w małżeństwie...
slonko pisze:Niestety nie mam nikogo kto by mnie rozumiał, mąż lekceważy chorobę, nie pomaga mi przeżyć tych gorszych chwil.
on ucieka od problemu, jemu też nie jest z tym łatwo, kiedyś, to zrozumie, oby w porę
mój może nie lekceważy, ale uważa, że za bardzo się wczuwam w to choróbsko...
slonko pisze:Dziecko ty umierasz".
Ja bym nie odbierała telefonu... Mam, to szczęście, że moja mama ma nas sześcioro i preferuje chłopaków w rodzinie i mieszka z jednym z moich braci... widuje się z nią bardzo rzadko, bo nie potrafię z nią rozmawiać, a po co się kłócić... nie mów jej wszystkiego, ja wiem, że to trudne, ale w Twoim wypadku mówienie matce o tym, jak się czujesz, to działanie destrukcyjne zarówno dla Ciebie, jak i dla niej, jej jest po prostu trudno zaakceptować Twoją chorobę, bo tak już jest, każda matka chce mieć piękne i zdrowe dzieci, gorzej, jak zaczynają chorować...
Masz już trochę lat i podjęłaś już parę decyzji życiowych sama, więc nie możesz tak przeżywać tego, co mówi.
doelli
Jak dobrze, że jesteście!

platyna
Debiutant ✽
Posty: 31
Rejestracja: 20 gru 2007, 15:17
Choroba: CD
województwo: mazowieckie
Lokalizacja: Warszawa
Kontakt:

Re: Życie

Post autor: platyna » 01 mar 2008, 23:59

Jak patrze na to, co piszecie , jak wzajemnie się wspieracie , udzielacie sobie wskazówek , rad , to aż robi się lżej na serduszku. Przynajmniej wiem,że nie jestem sama a w razie klopotów zawsze mogę tu napisać. Szkoda jednak ,że nie wszyscy w ówczesnym świecie są tak wyrozumiali i rozumni jak wy. Wiem ,że może żądam za dużo , że jeśli ktoś nie obcowal z CD lub Cu , może mieć problem ze zrozumieniem tego wszystkiego. No cóż , ale gdyby choć wszyscy w każdej sytuacji pozostawali czlowiekiem , to brak zrozumienia czy ,, inność,, objawiająca się w sposobie traktowania nas , nie towarzyszylaby nam. Niestety świat jest bardzo skomplikowany , nie wszystko jest zawsze takie poukladane i piękne jakbyśmy tego chcieli. Jednakże my też musimy dawać coś od siebie , stawiać sobie co dzien wyżej poprzeczkę. Do niektórych spraw podchodzić raczej z przmrużeniem oka, bo życie jak to życie jest zagadką nie do rozwiąznia i nie sposób nam przewidzieć , co los zgotuje nam w przyszlości. Niestety nasze spoleczeństwo nie tworzy jednolitej calości , jesteś raczej niespowitą siecią . Może gdyby jeszcze więcej się o tym mówilo, z czasem nasza sytuacja zaczelaby się zmieniać, a zjawisko braku korelacji byloby mniej powszechne niż obecnie. Jednakże gdybać można do nieskończoności , najważniejsze ,że nie wszyscy są egoistycznymi jednostkami, a świat ten zamieszkuja także dobre istotki;) No cóż , ale się rozpisalam:) Powiem na koniec,że to brak zrozumienia jest przyczyną leżąca w podlożu w większości naszych problemów . Ale nie ma sytuacj nie do rozwiązania , czasem zwykla rozmowa może pomóc. :mrgreen:

Awatar użytkownika
madziunkaa
Debiutant ✽
Posty: 46
Rejestracja: 30 sty 2008, 14:57
Choroba: CD u partnera
województwo: dolnośląskie
Lokalizacja: Bolesławiec/UK
Kontakt:

Re: Życie

Post autor: madziunkaa » 15 mar 2008, 17:58

A ja jako zona Crohonawca musze powiedziec, ze bardzo wiele sie u nas zmienilo. Chorobe zdiagnozowano 3 dni przed narodzinami corki ale wtedy nie dawala nam tak popalic. Dzis gdy ma pierwsze zaostrzenie od tamtej pory zalamujemy sie oboje, ciezko jest kazdego dnia ale musimy uczyc sie zyc z choroba. Najgorzej boli jak patrze na corke, ktora nie moze pobawic sie i poszalec tak jak inne dzieci z tatusiami ma 21 miesiecy a zabawa dopiero przed nia. Ostatnio duzo mowiemy o 2 dziecku ale ciezko sie decydowac, bo gdyby mialo sie meczyc tak moje dziecko to odechciewa sie wszystkiego.

jedno moge stwierdzic ze to paskudna choroba ktora wykanicza psychicznie chorego i jego najblizszych. Podziwiam osoby ktore sobie radza i nieprzejmuja sie. Mam nadzieje, ze i ja sie z choroba oswoje.
Nie rezygnuj z marzeń w obawie przed przegraną.....

Awatar użytkownika
Koliberek
Początkujący ✽✽
Posty: 58
Rejestracja: 10 maja 2007, 20:32
Choroba: CU
województwo: kujawsko-pomorskie
Lokalizacja: Bydgoszcz

Re: Życie

Post autor: Koliberek » 15 mar 2008, 18:58

Ja od początku choroby nie mogę nie potrafię jej zaakceptować.Wdarła się w nasze życie i wszystko powywracała do góry nogami.Nie jestem już tym samym człowiekiem.Są takie chwile że wręcz wyję z bólu bo nie mam siły cierpieć kolejnego dnia ajeszcze bardziej boli to,że moja rodzina jest tego świadkiem.Wtedy wolałabym być sama.Dobrze,że chociaż biorę leki na sen bo potrafiłam i trzy nocki nie spać.

Zablokowany

Wróć do „Nasza Psychika”