Mój marny żywot...

czyli smutki i radości posiadaczy CU i CD, wypróbowane sposoby radzenia sobie ze stresem etc.

Moderatorzy: Anette28, Moderatorzy

Zablokowany
Awatar użytkownika
michael
Początkujący ✽✽
Posty: 113
Rejestracja: 22 gru 2008, 21:52
Choroba: CD
województwo: mazowieckie
Lokalizacja: Radom
Kontakt:

Re: Mój marny żywot...

Post autor: michael » 07 wrz 2009, 23:19

martita pisze: odkąd zaczęłam chorować na CU,to wszystkie problemy tego świata spadają mi na łeb.
Ja natomiast mam tak, że jak wszystkie problemy zaczęły spadać na głowę, to na przystawkę dostałem CD. Gąbka- owszem, chłonę i zatrzymuję w sobie, ale kiedyś może z tego powstać niezła kałuża :razz:
Martita wież w siebie ( po przeczytaniu Twojego posta stwierdzam że nie muszę ci tego mówić ,jesteś twarda tylko o tym na chwilę zapomniałaś-głowa do góry) , nigdy nie jest tak źle żeby nie mogło być lepiej, po prostu musi być lepiej .
Ostatnio zmieniony 07 wrz 2009, 23:40 przez michael, łącznie zmieniany 1 raz.

Awatar użytkownika
CzarnaMamba
Doświadczony ❃
Posty: 1188
Rejestracja: 30 kwie 2009, 23:01
Choroba: nie ustalono
województwo: dolnośląskie
Lokalizacja: Lubinek :)

Re: Mój marny żywot...

Post autor: CzarnaMamba » 07 wrz 2009, 23:25

martita, ja moze i taka gabka nie jestem, ale podziwiam Cie, jestes silna kobieta i dasz rade!!! To ile przyjelas na "klate" to swiadczy o sile Twojej psychiki!! Tez mialam faceta, ktory niszczyl mnie sychicznie, wiem co to znaczy, ale nie wiem, co znaczy jak sie jest w ciazy i w takiej sytuacji, ale Ty to znioslas, nie jedna by sie poddala. Kiedys nadejdzie ten kres zlych chwil i bedziesz szczesliwa, tylko uwierz w siebie i w swoje mozliwosci. I nie tylko Ty masz niefart w zyciu, bo mi tez ciagle pod gorke. jak nie jedno to drugie :( wazne by sie nie poddac! A losu nie zmienisz, tak musi byc. Ciesz sie chwila i tym, ze masz synka, ktorego kochasz :)
Obrazek

exa
Doświadczony ❃
Posty: 1741
Rejestracja: 28 sie 2006, 19:13
Choroba: CU
województwo: łódzkie
Lokalizacja: Łódź/Piaseczno

Re: Mój marny żywot...

Post autor: exa » 08 wrz 2009, 07:41

martita pisze:Są tu jeszcze jakieś:"gąbki" czy tylko ja mam taki niefart w życiu?
martita...jest inaczej...w życiu beztroskę mają tylko nieliczni......i wiem też, że jak nieszczęścia chodzą to całymi stadami...

kiedy miałam moje Cudne prawie dwuletnie zaostrzenie - dwa razy straciłam pracę, zmarł mój ojciec, odeszłam od już narzeczonego, przy drugim facecie nauczyłam się radzić sobie sama....mój ukochany pies (wiem, porównania do dziecka nie ma) miał operację a później nie miałam pieniędzy, żeby go dalej leczyć....i tak zostawało mi 50 zł na cały miesiąc....spałam po dwie godziny dziennie, pracowałam na czarno, ale mogłam spłacać całą furę długów...banki już mnie zaczęły ścigać..

szło stadami...jak na jedną głowę to całkiem sporo...różowe tabletki okazały się na nic...
trzeba było stawić czoła....

moja rada jest taka.....zamiast zastanawiać się na ile wystarczy ci jeszcze sił, zacznij myśleć jak to zmienić....praca - trzeba się rozejrzeć dookoła, nie musisz wychodzić z domu, może internet, może allegro, może masz manualne zdolności, może umiesz szyć, wycinać, cokolwiek, może ty lub znajomi mają ciuchy, których chcą się wyzbyć - weź za to sobie prowizję, jest naprawdę sporo możliwości...popatrz co ludzie sprzedają, zobacz czego potrzebują....
uczucia....nie szukaj ich na siłę, jak ma przyjść to właściwe, to przyjdzie...czasem skorzystaj z życia i drobnych przyjemności....TO zawsze pojawia się w najmniej odpowiedniej chwili, kiedy się o to wcale nie staramy...

wtedy miałam takie powiedzenie: żeby skały srały (za przeproszeniem) trza to zrobić...za tobą tylko ściana, pozostaje tylko droga do przodu, czasem na boki :wink: ...
inna rzecz, którą sobie powtarzam, co jest zgodne z rzeczywistością: jak nie ja to kto? też ja...to takie proste :mrgreen:

i też z własnego podwórka wiem, że jak człowiek się zaczyna zapętlać to leci już i jest tylko gorzej.....

nie myśl o tym czy wystarczy ci sił by się podnieść, tylko jak tego kopa uniknąć następnym razem...wiem, niektórych nie da rady....zatem rzeczy nieuchronne trzeba zaakceptować - wiem - to trudne i co ważne nie jest równoznaczne z brakiem bólu i tęsknoty, to czujemy zawsze.....ale świadomość, akceptacja i otwartość daje nam siłę i dzięki temu nabieramy doświadczenia jak tych razów unikać, jak dalej żyć.....i pomalutku, bardzo pomalutku zaczynamy się wygrzebywać...

jedno jest niezwykle istotne - musisz sama chcieć i nie zniechęcać się, bo początki tej drogi są trudne....

jeszcze coś - zdecydowałaś się by wychować samotnie dziecko, niestety, musisz myśleć o nim, a tym samym o sobie.....co nie znaczy, że bliskich w potrzebie opuścisz...ale ty masz dopiero 24 lata, życie jeszcze przed tobą martita, zbyt wcześnie jest byś już zastygła....
Ostatnio zmieniony 08 wrz 2009, 08:15 przez exa, łącznie zmieniany 1 raz.
choruję od 96 roku, diagnoza od 98, remisja: od 2004 z 3 miesięczną przerwą:) bez leków (nie polecane)

Awatar użytkownika
Shadowka
Doświadczony ❃
Posty: 1624
Rejestracja: 26 cze 2007, 15:56
Choroba: CU
województwo: śląskie
Lokalizacja: Piekary Śląskie/Żory
Kontakt:

Re: Mój marny żywot...

Post autor: Shadowka » 08 wrz 2009, 09:12

martita jesteś świetną laską, miałyśmy okazję sie poznać i powiem Ci, że to co napisałas odbiega od tego za jaką osobę postrzegają Cię inni, to świadczy o tym jak silną osobą jesteś a i takim osobą zdarzają się chwile załamania i refleksji na temat tego co je spotyka.
Powiem Ci tak, jak miałam 15 lat zaczeło się moje oobiste pasmo niepowodzeń, zmarł tata, matki zawsze (wtedy nienawidziłam) dwa lata wcześniej zmarł ukochany dziadzio, musiałam zmienić szkołe bo poszłam do LO i nie potrafiłam się z nikim skumplować , pseudoprzyjaciółka poprostu przestałą się odzywać, siostra zabrała sobie mojego wymarzonego chłopaka, inni nie zwaracali na mnie uwagi.. może to nie to samo co w dorosłym życiu ,ale dla nastolatki to totalna klęska, potem wpadłam w jakieś dziwne nałogi, potem poszłam na studia i wylali mnie juz po pierwszym semstrze.. miałam wkroczyć w dorosłe życie i wszystko się posypało, jeszcze jakiś koles mnie nękał..i poznałam Radka, nie szukałam sam się znalazł i nagle zaczeło się układać. Od tej pory jakoś idzie do przodu z lepszymi i gorszymi dniami, ale patrzę pozytywnie bo jest Gucio robi się dom i nawet jest praca która mam nadzieję uda mi się zmienić. Choroba przyszła w międzyczasie ale jest w miare dobra dla mnie. Dążę do tego, że po "nocy przychodzi dzień a po burzy słońce" tylko trzeba to jeszcze zauważać. Jak było kiepsko starałam się zyć tym co mi jednak los dawał, chłopak który mi się podobał nie chciałbyć ze mną ale zostaiśmy przyjaciółmi, koleżanek może nie miałam, ale żadna z nich nie miała takich kumpli jak ja. z nałogów się jakoś wybroniłam

Więc spójrz na wszystko szukajać dobrych stron, dziecko przynosi choroby, co jest w przedszkolu normalne (wiem teraz tak mówię, ale jak Gustaw zacznie chorować będę panikować)ale zdrowieje z każdej, prawda? Ja wczoraj panikowałam o coś co wyskoczyło Gustawowi ale dzisiaj zniknęło. Faceci to wogóle trudna materia, ale zamiast patrzeć i rozpaczać za nim pomyśl, czy nie lepiej jak przyjdzie ktoś odpowiedni. Każdy chce mieć kogoś przy boku, ale nie tak żeby się tym męczyć.

Raz jeszcze jesteś fajną młodą dziewczyną,bądź dalej taka silna i patrz w te poburzowe słońce
Pozdrawiam
Shadi

"nie szukałam doskonałości - sama przyszła "

Obrazek

Online
Awatar użytkownika
obyty.z.cu
Doradca CU
Posty: 7766
Rejestracja: 28 lis 2008, 13:48
Choroba: CU
województwo: wielkopolskie
Lokalizacja: wielkopolska- Leszno

Re: Mój marny żywot...

Post autor: obyty.z.cu » 08 wrz 2009, 11:42

martita pisze:Są tu jeszcze jakieś:"gąbki" czy tylko ja mam taki niefart w życiu?
sa,..... takie uroki naszej choroby.
Najczesciej przezywamy je w "samotnosci" i nie pozostaje nam nic innego jak isc do przodu dalej.
Tak juz jest, wzielas na siebie wiele obowiazkow, choroba dolozyla tez troche,
ale przeciez nauczylas sie juz z tym zyc.
Pozostaje tylko walczyc o swoje i dziecka,nikt tego za Ciebie nie zrobi.
Tak musisz myslec i ...przeciez robisz to codziennie.
Wazne jest to, ze znalazlas sobie miejsce na wylanie swoich problemow,
to oczyszcza, ale i taka "rozmowa" z soba pozwala przeanalizowac swoje problemy,
wypunktowac co najwazniejsze ,i wreszcie zrozumiec,ze tylko Ty sama sobie mozesz pomoc.
Warto sluchac innych, ale my nie znamy z realu Twojej codziennosci.
Mozemy Ciebie tylko wspierac, a jak sadze, to wiele, bo wiesz , ze nie jestes sama.
I pamietaj, dziecko to jest to co daje szczescie i wsparcie i sile do walki,
wiec nie jestes sama.
Zycze wiele wytrwalosci...i pamietaj, przyjdzie i dla Ciebie Twoj okres szczesliwego codziennego zycia.
„Przytulanie jest zdrowe. Wspomaga system immunologiczny, utrzymuje człowieka w dobrym zdrowiu, leczy depresje, redukuje stres, przywołuje sen, odmładza, orzeźwia, nie ma przykrych skutków ubocznych, jest więc po prostu cudownym lekiem ..."Każda droga zaczyna się od pierwszego kroku" . https://senmaluszka.pl

katjank
Początkujący ✽✽
Posty: 259
Rejestracja: 02 paź 2008, 19:02
Choroba: CD u partnera
województwo: mazowieckie
Lokalizacja: Milanówek/Otwock

Re: Mój marny żywot...

Post autor: katjank » 08 wrz 2009, 12:37

A ja Ci powiem tak: podziwiam Cię za każde słowo, które piszesz; za siłę, która przebija przez wydawałobysię bezsilność; za to, że masz dziecko; że wstajesz codziennie rano; że nie udajesz, że jest słodko tylko jak dusi to wyrzucasz z siebie.
Na wszystko przyjdzie czas. Wiesz o tym, prawda?
I tylko zobacz ilu tutaj ludzi, którzy chcą Cię zrozumieć, pomóc swoimi słowami, podnieść na duchu. Dobre mają pomysły - warto przemyśleć ale to co będzie jutro zależy tylko od Ciebie.

Tarja
Debiutant ✽
Posty: 36
Rejestracja: 12 maja 2009, 20:05
Choroba: CU
województwo: śląskie
Lokalizacja: tychy

Re: Mój marny żywot...

Post autor: Tarja » 08 wrz 2009, 19:02

Marita niefart nie trwa wiecznie.Każdy kiedys ma wzloty i upadki. Podziwiam Cię i życzę Ci duzo szczęścia.

Awatar użytkownika
Grzyb333
Doświadczony ❃
Posty: 1075
Rejestracja: 10 mar 2008, 13:49
Choroba: CU
województwo: zachodniopomorskie
Lokalizacja: Szczecin
Kontakt:

Re: Mój marny żywot...

Post autor: Grzyb333 » 08 wrz 2009, 20:01

Martita. Nie możesz mieć wiecznie przechlapane, limit niefarta lada chwila się wyczerpie i tylko wypatruj teraz na horyzoncie lawiny szczęścia. Przynajmniej tak to wynika ze statystycznego punktu widzenia. :)
GrzybaBlog - http://graforoman.wordpress.com/ Darwin się mylił. Ja nie pochodzę od małpy. Ja pochodzę od Purchawki :E

Awatar użytkownika
Miska Ryżu
Doświadczony ❃
Posty: 1475
Rejestracja: 03 lip 2008, 10:38
Choroba: CD
województwo: śląskie
Lokalizacja: Śląsk
Kontakt:

Re: Mój marny żywot...

Post autor: Miska Ryżu » 08 wrz 2009, 21:43

Martituś, moja mama zawsze mi powtarza, że Pan Bóg nigdy nie zsyła na człowieka więcej niż jest on w stanie wytrzymać. Bardzo w to wierzę. Każdy z nas ma jakiś swoj cel w życiu, lekcję którą musi przerobić, może właśnie to jest Twoja lekcja? Przeszłaś już w życiu bardzo wiele i napewno stałaś się przez to silniejsza, popatrz sobie w tył i zobacz ile już przeszłaś jak dużo wysiłku w to włożyłaś, jak silną kobietą jesteś. Poradziłaś już sobie z tyloma przeciwnościami i co? z kolejnymi sobie nie dasz? I nie mów o sobie że jestes 'gąbka do złych spraw' nie jesteś! Życzę Ci martituś dużo optymizmu i wiary w lepsze jutro. Nie myśl o tym że kolejnego dnia pewnie znowu dostaniesz kopa, nie dostaniesz. Nastaw sie optymistycznie i nie myśl o tym co się może stać źle. Podświadomość też wiele w naszym życiu robi. Stań sobie przed lustrem z rana, uśmiechnij się do siebie i powiedz sobie: dziś będzie piekny dzień! Nie myśl też o tym że jesteś chora, powtarzaj sobie że jesteś zdrowa (mimo iż wiem że nie jest to łatwe jak boli, ale wierze w naszą podświadomość ktora dąży do tego co sobie mówimy).

Nie łam się Martituś! Postaraj się w tym wszystkim co Cie już spotkało znaleźć coś pozytywnego. :) Zobaczysz, jeszcze i dla Ciebie zaświeci słońce! A może już świeci a Ty tego nie dostrzegasz? Szukaj pozytywów! :)
Smutno Ci? A może budyń? :)

exa
Doświadczony ❃
Posty: 1741
Rejestracja: 28 sie 2006, 19:13
Choroba: CU
województwo: łódzkie
Lokalizacja: Łódź/Piaseczno

Re: Mój marny żywot...

Post autor: exa » 10 wrz 2009, 07:19

Martita....a co ty tam się tak ukrywasz? :neutral:
choruję od 96 roku, diagnoza od 98, remisja: od 2004 z 3 miesięczną przerwą:) bez leków (nie polecane)

exa
Doświadczony ❃
Posty: 1741
Rejestracja: 28 sie 2006, 19:13
Choroba: CU
województwo: łódzkie
Lokalizacja: Łódź/Piaseczno

Re: Mój marny żywot...

Post autor: exa » 11 wrz 2009, 07:13

martita pisze:Wiem,że takie dołki będą wracać,ale postaram się juz sama jakoś sobie poradzić,z tym,że na wiele rzeczy nie mam żadnego wpływu niestety :smutny:
zawsze wracają, nawet jak nastają dobre czasy....
rzeczy na które wpływu nie masz, zaakceptuj.....spodziewaj się zawsze najgorszego a będziesz się cieszyć, że szklanka jest w połowie pełna...
i to nie tak, nie "postaram się" tylko zmień myślenie, inaczej to nic nie da....

a dziać się zawsze będzie, życie na tym polega :mrgreen:
choruję od 96 roku, diagnoza od 98, remisja: od 2004 z 3 miesięczną przerwą:) bez leków (nie polecane)

Online
Awatar użytkownika
obyty.z.cu
Doradca CU
Posty: 7766
Rejestracja: 28 lis 2008, 13:48
Choroba: CU
województwo: wielkopolskie
Lokalizacja: wielkopolska- Leszno

Re: Mój marny żywot...

Post autor: obyty.z.cu » 17 wrz 2009, 20:10

exa pisze:rzeczy na które wpływu nie masz, zaakceptuj.....spodziewaj się zawsze najgorszego a będziesz się cieszyć, że szklanka jest w połowie pełna...
to jest myslenie pesymisty/ki !!
ale byc pesymista to nic zlego, wprost przeciwnie, mozna sie przygotowac na to co nieuniknione,
mozna przewidziec co sie moze zdarzyc i jak przeciwdzialac..itd..
slowem..
to zycie i Ty,... po rowno macie wplyw na codziennnosc !
:razz: powiedzmy optymistycznie :wink:
„Przytulanie jest zdrowe. Wspomaga system immunologiczny, utrzymuje człowieka w dobrym zdrowiu, leczy depresje, redukuje stres, przywołuje sen, odmładza, orzeźwia, nie ma przykrych skutków ubocznych, jest więc po prostu cudownym lekiem ..."Każda droga zaczyna się od pierwszego kroku" . https://senmaluszka.pl

exa
Doświadczony ❃
Posty: 1741
Rejestracja: 28 sie 2006, 19:13
Choroba: CU
województwo: łódzkie
Lokalizacja: Łódź/Piaseczno

Re: Mój marny żywot...

Post autor: exa » 17 wrz 2009, 23:12

obyty.z.cu pisze:to jest myslenie pesymisty/ki !!
obyty....to się nazywa - realizm......i tylko tyle....gwarantuję - mniej zawiedzionych nadziei i lepsze nastawienie do świata wbrew pozorom..
.
obyty.z.cu pisze:ale byc pesymista to nic zlego, wprost przeciwnie, mozna sie przygotowac na to co nieuniknione,
mozna przewidziec co sie moze zdarzyc i jak przeciwdzialac..itd..
slowem..
być pesymistą, to zawsze coś pójdzie nie tak...............a chodzi bardziej o to by uniknąć niepotrzebnych rozczarowań....i stresów....
choruję od 96 roku, diagnoza od 98, remisja: od 2004 z 3 miesięczną przerwą:) bez leków (nie polecane)

Zablokowany

Wróć do „Nasza Psychika”