Bo do tanga trzeba dwojga...

czyli o problemach damsko-męskich, o przyjaźni w różnych odcieniach, a także o rodzinie.

Moderatorzy: Anette28, Moderatorzy

Zablokowany
Awatar użytkownika
jakubek
Debiutant ✽
Posty: 43
Rejestracja: 11 lut 2006, 16:16
Choroba: osoba zainteresowana
Lokalizacja: Kamień Pomorski

Bo do tanga trzeba dwojga...

Post autor: jakubek » 20 paź 2006, 14:33

Ze znanych mi opowieści wynika, że niekiedy miłość się kończy w sytuacji, gdy się okazuje, że partner jest chory (nie dotyczy to tylko CU/CD). Czy wielu z was się taka sytuacja przytrafiła? Poza tym co sądzicie o podejściu: nie szukam, bo i tak nie znajdę; poza tym i tak zostanę odrzucony? Czy mimo to nie warto próbować?


P.S. Problem nurtuje mnie od dawna, a że mój ostatnio temat wywołał lekką burzę, więc dopiero teraz go poddaję pod dyskusję.

Awatar użytkownika
Patryśka
Doświadczony ❃
Posty: 1303
Rejestracja: 23 wrz 2006, 19:44
Choroba: CD
województwo: małopolskie
Lokalizacja: Kraków, Gronków

Re: Bo do tanga trzeba dwojga...

Post autor: Patryśka » 20 paź 2006, 14:41

Zapewne wiele osob podchodzi do tego w ten sposob...Ale jeali myslimy tak to w jakims stopniu jestesmy niesprawiedliwi bo generalizujemy wszystkich ludzi...Sprowadzamy do postawy egoisty..Nie kazdy przeciez bedzie szczesliwy tylko ze zdrowa osoba..Jestem wiec za probami lecz z lekkim dystansem bo przezycia sa dla nas badz co badz nieco szkodliwe.

Awatar użytkownika
jakubek
Debiutant ✽
Posty: 43
Rejestracja: 11 lut 2006, 16:16
Choroba: osoba zainteresowana
Lokalizacja: Kamień Pomorski

Re: Bo do tanga trzeba dwojga...

Post autor: jakubek » 20 paź 2006, 15:02

Nie chce napierac, ale moze ktos zna historie z happy endem, ktora pokazuj, ze jednak warto szukac (nie chodzi mi o niewiadomo jakie harlekiny ;) )? Może do niektórych dotrze, ze jednak warto probowac.

Awatar użytkownika
Feniks
Aktywny ✽✽✽
Posty: 838
Rejestracja: 20 kwie 2006, 19:03
Choroba: CD
województwo: mazowieckie
Lokalizacja: Warszawa

Re: Bo do tanga trzeba dwojga...

Post autor: Feniks » 20 paź 2006, 17:55

Jest takich historii na forum kilka , ale teraz trudno mi powiedzieć gdzie, bo są one powplatywane w różne wątki. Mam zresztą nadzieję, że i ja takową będę mógł kiedyś opowiadać :) Jeżeli znajdę później to o czym myślę , to podam linki.

Awatar użytkownika
sztaba
Aktywny ✽✽✽
Posty: 515
Rejestracja: 16 paź 2004, 14:38
Choroba: CU
województwo: pomorskie
miasto: Słupsk
Lokalizacja: SŁUPSK
Kontakt:

Re: Bo do tanga trzeba dwojga...

Post autor: sztaba » 20 paź 2006, 18:43

o mojej chorobie dowiedziałem się kilka miesięcy przed ślubem. Mojej - wtedy jeszcze przyszłej - żonie nie przyszło (chyba) do głowy, że z tego powodu powinna mnie zostawić. Faktem jest, że wtedy sam jeszcze nie zdawałem sobie sprawy z tego, co to za choroba i jakie "atrakcje" mogą nas czekać. A teraz jesteśmy ponad dwa lata po ślubie i żona (mam nadzieję) nie żałuje podjętej decyzji. Faktem jest, że w małżeństwie mam więcej remisji niż zaostrzeń. I oby tak dalej...

Awatar użytkownika
Patryśka
Doświadczony ❃
Posty: 1303
Rejestracja: 23 wrz 2006, 19:44
Choroba: CD
województwo: małopolskie
Lokalizacja: Kraków, Gronków

Re: Bo do tanga trzeba dwojga...

Post autor: Patryśka » 20 paź 2006, 18:46

I oto przyklad z cyklu "na dobre i na zle w zdrowiu i chorobie" wiec szukajmy milosci :wink:

Awatar użytkownika
jakubek
Debiutant ✽
Posty: 43
Rejestracja: 11 lut 2006, 16:16
Choroba: osoba zainteresowana
Lokalizacja: Kamień Pomorski

Re: Bo do tanga trzeba dwojga...

Post autor: jakubek » 20 paź 2006, 20:04

Wątek długi, ale jak się pojawił mnie nie było jeszcze. Poza tym temat niezbyt wskazujący na zawartość... Chodzi o to, żeby w tym temacie dać niektórym (nie ważne komu) do zrozumienia, że nie ma co się przejmować chorobą w przypadku kontaktów mających na celu zawieranie intymniejszych znajomości.

Awatar użytkownika
tom-as
Ekspert ✿✿
Posty: 6439
Rejestracja: 22 lut 2006, 14:49
Choroba: CD
województwo: śląskie
Lokalizacja: Oberschlesien / Las

Re: Bo do tanga trzeba dwojga...

Post autor: tom-as » 20 paź 2006, 20:27

jakubek pisze:...że nie ma co się przejmować chorobą w przypadku kontaktów mających na celu zawieranie intymniejszych znajomości.
to ja sobie tu napisze kilka slow :)
czasami to nawet zawarcie znajosci calkiem 'luznej' jest trudne. Znaczy poczatek jest ok, ale jak tamta osoba (płci pięknej, żeby nie było ;) ) sie dowiaduje 'co jest' to kontakt z nią sie dość szybko urywa/ł. Tak bylo przynajmniej u mnie. Smutne to, ale i prawdziwe ;|

Awatar użytkownika
Feniks
Aktywny ✽✽✽
Posty: 838
Rejestracja: 20 kwie 2006, 19:03
Choroba: CD
województwo: mazowieckie
Lokalizacja: Warszawa

Re: Bo do tanga trzeba dwojga...

Post autor: Feniks » 20 paź 2006, 20:37

Najważniejsza jest według mnie akceptacja samego siebie i wiara w to, że jesteśmy wartościowymi ludźmi - bo każdy przecież jest. Jeżeli ktoś jest zakompleksiony, negatywnie nastawiony do świata etc. to przeczytanie kilku postów raczej mu nie pomoże, a czasem może nawet bardziej zdołować. Ja poznałem już sporo osób z crohnem/cu i nie spotkałem się z ludźmi którzy strasznie nad sobą ubolewają i twierdzą , że nie nadają sie do żadnego związku, ale wiem , że istnieją takie osoby wśród nas, bo i wszędzie istnieją, z tym że nie jestem do końca przekonany, czy jak przeczytają kilka historii o udanych związkach, to przełamią się w sobie... Dlatego moi drodzy pamiętajcie ,żeby przede wszystkim wierzyć w siebie, a cała reszta sama jakoś się ułoży.
tom-as pisze:Tak bylo przynajmniej u mnie. Smutne to, ale i prawdziwe ;|
Widać tom-as trafiłeś/trafiałeś na osoby, które próbują wszystko, co trudne do zaakceptowania omijać szerokim łukiem(dość słabe psychicznie), sam powiedz, czy warto się z kimś takim wiązać na dłużej?

Awatar użytkownika
manka
Aktywny ✽✽✽
Posty: 682
Rejestracja: 13 kwie 2006, 19:34
Choroba: CU
województwo: kujawsko-pomorskie
Lokalizacja: torun

Re: Bo do tanga trzeba dwojga...

Post autor: manka » 20 paź 2006, 22:08

ja co prawda dowiedzialam sie o chorobie 7 lat po slupie ale to wlasnie moja leprza polowa mowil mi ze to nie koniec swiata i ze bedzie dobrze, ale to bylo mocno po slubie wiec nie wiem czy sie liczy :)
RAZ JEST DOBRZE RAZ JEST ŹLE ALE ZAWSZE JEST JAKOŚ ;)

Awatar użytkownika
Shima
Doświadczony ❃
Posty: 1262
Rejestracja: 29 lis 2004, 20:10
Choroba: CD
województwo: łódzkie
Lokalizacja: Zdunska Wola
Kontakt:

Re: Bo do tanga trzeba dwojga...

Post autor: Shima » 20 paź 2006, 22:22

Ja dowiedziałam sie 4 lata po ślubie...moja 2ga polowa mowi:"no trudno....mam srającą(przepraszam)Żonę".czyli podchodzimy do tego powiedzmy "pół żartem pół serio".
Zawsze służę rozmową [you] :)
Choroba:CD, astma, alergia, łuszczyca, ginekologiczne powikłania w trakcie leczenia immunosupresyjnego, podobno przebyta gruźlica jelit Stan:Lewostronna hemikolektomia,resekcja zwężenia w miejscu zespolenia i jeszcze dodatkowych kawałków jelit, zaostrzenie Leki:asamax3x1000mg,helicid2x1, metotreksat i parę innych paskudztw Waga/wzrost 99/173

Awatar użytkownika
kabran
Początkujący ✽✽
Posty: 104
Rejestracja: 14 gru 2005, 11:38
Choroba: CD
województwo: lubelskie
Lokalizacja: Lublin
Kontakt:

Re: Bo do tanga trzeba dwojga...

Post autor: kabran » 21 paź 2006, 06:38

Ja zachorowałam po 5 latach trwania związku... Blisko 3 lata diagnozowania. Wiosną mój partner oświadczył, że jest zmęczony moją chorobą (!). Wcześniej nie raz musiałam wysłuchiwać, że jestem leń i hipochondryk. W maju (przed operacją, a groziła mi stomia), kiedy było bardzo źle i chodziłam po ścianach ze strachu, nie otrzymałam żadnego wsparcia. Wręcz przeciwnie. I nadal jestem z problemem sama. Mój przypadek jest dość trudny, dodatkowo mam chorobę Hirszprunga i nietolerancję glutenu, więc lekarze dłuuugo nie wiedzieli co ze mną zrobić. I cóż, mój partner tego nie przetrzymał. W sumie mogłabym pomyśleć: Mała strata, niech spada. Tyle, że mamy 5-letnie dziecko. Smutne, ale okazało się, że tyle czasu żyłam z człowiekiem, który nie był nawet moim przyjacielem.
Prawie wszystko o celiakii i diecie bezglutenowej: www.forum.celiakia.pl ;-)
Biorę: Asamax 500 mg (2/2/2), Metypred 4 mg(2/0/2), Gasprid 10 mg (1/1/1)
Stan: hemikolektomia, do remisji daaaleko...

Graga
Początkujący ✽✽
Posty: 169
Rejestracja: 13 paź 2006, 18:49
Choroba: CU
województwo: śląskie
Lokalizacja: Górny Śląsk
Kontakt:

Re: Bo do tanga trzeba dwojga...

Post autor: Graga » 21 paź 2006, 19:56

Ja dowiedziałam się o chorobie po 5 latach związku czyli 2 lata temu. W tej chwili jesteśmy już związkiem z 7-letnim stażem. Mój partner okazywał nieraz więcej zroumienia dla choroby niż ja sama na początku. Bywa tak, że musi mnie na duchu podtrzymywać (choć już trochę rzadziej) i robi to. Jedyny problem dla Niego to zapamiętanie, że czegoś nie mogę zjeść, bo jak mówi ciągle zapomina, że jestem chora. No ale nikt nie jest doskonały - ja mam niedoskonałe jelitko, On pamięć. Przypominam o sprawie i już.

Awatar użytkownika
funia
Aktywny ✽✽✽
Posty: 521
Rejestracja: 25 sty 2006, 11:30
Choroba: CD
województwo: wielkopolskie
Lokalizacja: Poznań
Kontakt:

Re: Bo do tanga trzeba dwojga...

Post autor: funia » 22 paź 2006, 00:08

u mnie bylo tak, ze nic sie nie zmienilo- a minal rok od diagnozy i operacji.

moze zmienilo sie nawet na lepsze, bo mam taryfe ulgowa bedac chora- i moge byc ta biedna mala chora osobka;)

partner kocha i ja kocham

Awatar użytkownika
Patryśka
Doświadczony ❃
Posty: 1303
Rejestracja: 23 wrz 2006, 19:44
Choroba: CD
województwo: małopolskie
Lokalizacja: Kraków, Gronków

Re: Bo do tanga trzeba dwojga...

Post autor: Patryśka » 22 paź 2006, 12:52

Po zreasumowaniu wypowiedzi wszystkich mozna a nawet nalezy stwierdzic ze to kwestia charakteru czy ktos bedzie z nami czy nie a nie jakiejs tam wytrzymalosci na chorobe drugiego..Jest wazne czy kocha prawdziwie...Pozdrawiam i glowka do gory :wink:

Zablokowany

Wróć do „Miłość, Przyjaźń, Rodzina”