Moje podejscie do zycia

czyli o problemach damsko-męskich, o przyjaźni w różnych odcieniach, a także o rodzinie.

Moderatorzy: Anette28, Moderatorzy

Zablokowany
Awatar użytkownika
CzarnaMamba
Doświadczony ❃
Posty: 1188
Rejestracja: 30 kwie 2009, 23:01
Choroba: nie ustalono
województwo: dolnośląskie
Lokalizacja: Lubinek :)

Moje podejscie do zycia

Post autor: CzarnaMamba » 18 cze 2009, 00:00

Moi Drodzy... Od kilku dni mam wiecznie zły nastrój, wszystko mnie denerwuje, gnębi, myślę i zastanawiam się nad dziwnymi rzeczami np. dlaczego moje życie jest takie a nie inne, tzn lepsze, dlaczego choroba akurat mnie wybrała, czy nie lepiej byłoby po prostu odejść :( drażnią mnie ludzie na mieście, w sklepie, w pracy, denerwują mnie drobiazgi typu: moja siostra trzaska drzwiami, nie domyka szafek, jest za głośno w autobusie, czepiam się wszystkiego, mam wrażenie, ze jestem beznadziejna. W ogóle to byłoby świetnie, jakbym wylądowała na bezludnej wyspie. Choć myślałam, ze poradzę sobie z choroba, to jednak znów się zaczęło rozmyślanie i rozważanie, czy warto??? Ciągle czuje jakiś ból, jak nie fizyczny to psychiczny. Wiecznie boli mnie kręgosłup, barki, nawet już serce się odzywa :( ciągle, jak nie ma nikogo plączę, chciałabym cofnąć czas, albo w ogóle się nie pojawić na tym świecie. Myślę nad wizyta u psychologa, ale panicznie się boje, ze nie będę potrafiła mu wyjaśnić tego wszystkiego ( stresuje mnie nawet to, ze muszę coś przedstawić przed publika na szkoleniu- a nigdy tak nie było)!. Kiedyś byłam otwarta osoba, potrafiłam rozmawiać ze wszystkimi o wszystkim, pomagałam innym i angażowałam się w to co robiłam, a teraz??? To wszystko umarło, zostało za mną, ponad rok temu, aż dostałam zaostrzenia... To tak, jakby ktoś mi coś odebrał...cząstkę mnie prawdziwej :( co ja mam zrobić??? Wszystko się tak tłumi, aż w końcu wybuchnę, choć długo to trzymałam w sobie, aż do teraz... Może ktoś z Was tak miał i wie, jak sobie z tym poradzić????
Obrazek

Awatar użytkownika
makika83
Początkujący ✽✽
Posty: 310
Rejestracja: 26 sie 2008, 15:35
Choroba: CU
województwo: kujawsko-pomorskie
Lokalizacja: Świecie
Kontakt:

Re: Moje podejscie do zycia

Post autor: makika83 » 18 cze 2009, 09:05

anecia - po prostu wpadłaś w emocjonalny dołek. każdy, nawet zdrowi, mają tak co jakiś czas. jak patrzyłam na koleżanki z liceum to zastanawiałam się co ja robię, kim jestem dla innych, czym dla świata. wydawało mi się, że wszyscy mają bardziej emocjonujące życie, mogą więcej i lepiej; jeżdżą po świecie, pomagają dzieciom w afryce, mają wielu znajomych, chodzą na imprezy, mają lepsze ciuchy, ładniejsze włosy... do tego doszła refleksja, że np. taki lekarz to pomaga ludziom, ratuje im życie, a ja co? nic!
tylko wiesz co? ci ludzie w sporej większości nie doceniają tego, co mają, nie rozumieją, że ktoś może im tego zazdrościć; mają kompleksy i złe dni.
nie wiem kiedy zachorowałaś, ale z czasem zrozumiesz, że możesz wiele, że zyskałaś coś, czego wiele osób nie będzie miało nigdy - świadomość siebie, radość z drobnych spraw. wiem, że trudno cieszyć się życiem kiedy źle się fizycznie czujesz, kiedy się boisz o jutro, sama przez to przechodziłam. ale dziś, chociaż patrząc z boku trudno to dostrzec być może, po prostu cieszę się życiem. uśmiecham się do siebie, do ludzi. czuję się szczęśliwa. zdaję sobie sprawę, że nie będzie tak zawsze, ale na dziś to nie ma znaczenia.

więc dziś po prostu nie daj się chorobie, pokaż, że jestes silniejsza, a pewnego dnia zauważysz, że jesteś silna : powodzenia!
dla każdego życie ma co innego

Asamax 3x 1000mg

dziamgotka
Debiutant ✽
Posty: 30
Rejestracja: 11 cze 2009, 10:46
Choroba: CD
województwo: łódzkie
Lokalizacja: skierniewice

Re: Moje podejscie do zycia

Post autor: dziamgotka » 18 cze 2009, 13:20

witajcie, ja tez mam ostatnio bardzo zly nastrój, mam CD i walcze z tym draństwem, lekarze zaczeli mnie denerwowac bo nie potrafia ustawic mi leków, te które biore okazało sie ze nie przynosza zadnych efektów a jezeli jakies to tylko uboczne, a ja czuje sie coraz gorzej, jestem coraz bardziej słaba i jakos takos mało optymistyczna,pogoda jak do tego wszystkiego tez do bani :evil:
dziamgotka

Awatar użytkownika
leila
Doświadczony ❃
Posty: 1147
Rejestracja: 18 mar 2008, 18:24
Choroba: CU
województwo: zachodniopomorskie
Lokalizacja: ....

Re: Moje podejscie do zycia

Post autor: leila » 18 cze 2009, 16:49

ja to mam zły nastroj jak mysle ze kolezanki maja rodzine meza,a dla mnie choroba w jakis sposob jest przeszkoda ,napewno nie wyjde za maz ,ale mam nadzieje ze bede mama :roll:
powodzenia we wszystkim co robisz,spełnienia marzeń,relaks i spacery:)
Obrazek
Obrazek

Awatar użytkownika
ewkunia
Doświadczony ❃
Posty: 1030
Rejestracja: 05 kwie 2008, 12:53
Choroba: niesklasyfikowane NZJ
województwo: pomorskie
Lokalizacja: z Nibylandii:)

Re: Moje podejscie do zycia

Post autor: ewkunia » 18 cze 2009, 18:14

ojej, widzę, że nie tylko ja mam podły nastrój..:) napadło mnie ogólne zgorzknienie i jakieś poczucie nie potrafienia znalezienia sobie miejsca. mam plan odciąć się na kilka dni od internetu i telefonu -jakoś pozwala mi to przemyśleć kilka rzeczy, zdystansować się i uśmiechnąć...

dopóki jednak korzystam z komputera:), chciałabym zauważyć, że trzeba sobie dać czasami na luz. myślę,że wymagamy od siebie za dużo, porównując z innymi i to powoduje jeszcze gorsze samopoczucie. a gdyby tak trochę poświęcić czasu na przyjemności? może to glupie,ale przełożyłam egzamin,żeby móc polezeć leniwie na kanapie po pracy i poczytać normalne -czytaj nieprawnicze ;p - książki. byłam wykończona sesją i pracą, więc postanowiłam wziąć wolne chociażby od studiów:) pomału się regeneruję,ale jakoś tak 'ckno mi'-jak to mawiamy z Przyjaciółka na dołki:)

chyba pozostaje uśmiech i przeświadczenie o tym,że smutne dni są po to,żeby docenić te szczęśliwe:)

choroba na pewno dala mi większą wrażliwość na emocje ludzkie, więć nie żaluję aż tak bardzo tego colitisa. inny nie znaczy gorszy :P
Ewkunia; biorę: nic; brałam :Asamax Imuran, Pentasę, Metronizadol, Encorton, Salofalk, Jucolon, wlewki z hydrokortyzonem,..., and many more ;p ważę 60kg/169cm, mam notorycznie stany podgorączkowe;/ Moje jelita źle znoszą mesalazynę.

Awatar użytkownika
CzarnaMamba
Doświadczony ❃
Posty: 1188
Rejestracja: 30 kwie 2009, 23:01
Choroba: nie ustalono
województwo: dolnośląskie
Lokalizacja: Lubinek :)

Re: Moje podejscie do zycia

Post autor: CzarnaMamba » 18 cze 2009, 22:41

Dziękuję Wam Kochani za wsparcie, chociaż Wy potraficie podnieść człowieka na duchu, ja mam takie zawrotne dni odkąd dowiedziałam się o chorobie, a tak to nigdy taka nie byłam. Dziwie się, jak widzę, ze ludzie kłócą się o pieniądze itp. a tu zdrowie jest najważniejsze. Zanim wystąpiły pierwsze objawy, nie żałowałam sobie niczego, wieczne imprezy, dużo sportu, rożne jedzenie, a teraz? Pojadę na imprezę raz na jakiś czas i podczas niej mnie czyści-boje się gdziekolwiek jechać :( tak samo ze sportem- wysiłek i :wc: , o jedzeniu to nie wspomnę.... Fakt na dużo sobie pozwalam, ale dużo tez myślę, co mogę zjeść, a czego nie... Meczy mnie ciągłe myślenie o tym wszystkim; a mój powiedział, ze widzi po mnie, ze pragnę być na bezludnej wyspie i nie myśleć o niczym. Powiem szczerze, ze zgadł... Staram sobie tłumaczyć, ze choroba nie przekreśla wszystkiego, ale druga m myślą jest to, ze do końca życia... Dlaczego??? :cry:
Obrazek

Awatar użytkownika
CzarnaMamba
Doświadczony ❃
Posty: 1188
Rejestracja: 30 kwie 2009, 23:01
Choroba: nie ustalono
województwo: dolnośląskie
Lokalizacja: Lubinek :)

Re: Moje podejscie do zycia

Post autor: CzarnaMamba » 18 cze 2009, 23:00

martita, chyba jednak wrzuce na luz. Tylko jak tu rozliczyc sie sama ze soba, jak nawet moja osoba jest przeciwko mnie??? Obwiniam za wszystko siebie, mowie, ze jestem beznadziejna, bo moglam zrobic to lepiej, zycie robi sie szare.... Moze urlop dobrze mi zrobi, wyjade gdzies i odpoczne... Chcialabym poczytac ksiazki tak jak kiedys, ale brakuje mi energii, zeby pojsc do tej biblioteki i rozmawiac z bibliotekarka, ktora ciekawa itd....a nie daj Bog jak ona zacznie nawijac, to ja sie tak zdenerwuje, az mnie nosi (to nie jest normalne) Zal mi siebie :/ brak mi motywacji do wszystkiego, wiele rzeczy chcialabym zrobic, ale nic mnie nie moze pchnac do ich realizacji, za duzo gadam a malo robie.....
Obrazek

Awatar użytkownika
leila
Doświadczony ❃
Posty: 1147
Rejestracja: 18 mar 2008, 18:24
Choroba: CU
województwo: zachodniopomorskie
Lokalizacja: ....

Re: Moje podejscie do zycia

Post autor: leila » 18 cze 2009, 23:09

ja juz powoli zaakceptowałam chorobe ,jedyna bolaczka u mnie jest to ze zawsze obawiam sie czy chłopak którego poznam mnie zaakceptuje z dolegliwoscia.błedem jest ze potrafie sie wycofac ze zwiazku np.jesli kogos poznam przez net i nie doprowadzic do spotkania w realu ,ale obawa jest silniejsza :smutny:
powodzenia we wszystkim co robisz,spełnienia marzeń,relaks i spacery:)
Obrazek
Obrazek

Awatar użytkownika
CzarnaMamba
Doświadczony ❃
Posty: 1188
Rejestracja: 30 kwie 2009, 23:01
Choroba: nie ustalono
województwo: dolnośląskie
Lokalizacja: Lubinek :)

Re: Moje podejscie do zycia

Post autor: CzarnaMamba » 18 cze 2009, 23:18

leila pisze:jedyna bolaczka u mnie jest to ze zawsze obawiam sie czy chłopak którego poznam mnie zaakceptuje z dolegliwoscia
Z moim juz bylam (fakt, ze niedlugo) jak mnie zdiagnozowano, jestesmy dalej ze soba, byl przy mnie przy pierwszym rzucie, powiedzial, ze choroba w niczym nam nie przeszkadza i ze bedzie wszystko dobrze.
leila, jak trafisz na normalnego mezczyzne, to to zrozumie i bedzie Cie wspieral, a jak odejdzie, to znaczy, ze nie byl Ciebie wart!!! Przelam sie, nie musisz mowic na pierwszej randce o swoich dolegliwosciach :)
Obrazek

Awatar użytkownika
makika83
Początkujący ✽✽
Posty: 310
Rejestracja: 26 sie 2008, 15:35
Choroba: CU
województwo: kujawsko-pomorskie
Lokalizacja: Świecie
Kontakt:

Re: Moje podejscie do zycia

Post autor: makika83 » 19 cze 2009, 08:29

wiecie, co? tak jak napisała anecia, kiedyą myślało się o dobrach materialnych, a teraz najważniejsze jest zdrowie. ja miałam nadzieję, że tak jak ludzie, którzy otarli się o śmierć i zmieniają swój światopogląd -i ja zmienię to w sobie na tyle, że w ogóle materializm to będzie dla mnie raczej abstrakcja (oczywiście w granicach normy). bo przecież w pewnym sensie ocieramy się o śmierć, a czekanie na pierwszy wynik histopatologii wydaje się nie mieć końca i przychodzą różne myśli. zmiana poglądu na pieniądze i możliwości jakie one dają jest krótszym lub dłuższym procesem. ja, ku swojej nie-uciesze, nie potrafiłam się pozbyć chęci kupowania sobie różnych rzeczy, drobnych prezentów dla siebie samej, ale zmieniło się moje myślenie o tym - teraz po prostu kupuję, bo wiem, że to sprawia mi radość, a mój budżet na tym nie ucierpi, poza tym zdałam sobie sprawę, że mnóstwo rzeczy jest mi niepotrzebnych - pewnie, że chciałoby się mieć. ale przecież i tak mam szczęście, bo mam dach nad głową, mam na leki, na lekarza, nie jestem głodna, a jest wielu takich, którzy tego nie mają i to jest tragedia. pod tym względem choroba ma pozytywny aspekt - zmienia człowieka na lepsze.
nie chodzi nawet o myślenie, że inni mają gorzej, ile po prostu o to, że JA mam dobrze. z pewnością jak przyjdzie zaostrzenie to łatwo i przyjemnie nie będzie, ale póki jest remisja - jest ok :)
dla każdego życie ma co innego

Asamax 3x 1000mg

Awatar użytkownika
CzarnaMamba
Doświadczony ❃
Posty: 1188
Rejestracja: 30 kwie 2009, 23:01
Choroba: nie ustalono
województwo: dolnośląskie
Lokalizacja: Lubinek :)

Re: Moje podejscie do zycia

Post autor: CzarnaMamba » 19 cze 2009, 11:05

makika83, poki jest remisja, ja bynajmniej nie zaluje sobie niczego, dzis zjadlam nawet bigos :wow: do pieniedzy podchodze w inny sposob, odkad dowiedzialam sie, ze jestem chora. Wlasnie: co mi da, ze dusze pieniadze i zaluje na wszystko??? Nic. Kupujac uszczesliwie siebie, bo bedzie pasowalo do tych spodni czy do innych, fajnie sie w nim prezentuje i czuje. Dzieci poki co nie mam, wiec uszczesliwiam siebie, mojego mezczyzne, piesia :) ostatnio dalam pewnej malej osobce wielkiego Kubusia Puchatka i wiecie co??? Jej usmiech i zadowolenie mnie uszczesliwilo!!! Czulam sie tak, jakbym spelnila jej marzenie :roll: wiec to nie finanse sa najwazniejsze, a to co czujemy dzis, na te chwile!!! Zycie ma sie jedno!!!!

Z podziekowaniami dla Martity, mojej osobistej Psycholożki, ktora w duzej mierze mnie podniosla na duchu!!! :super: :flowers:

P.s: juz niebawem napisze, jak zmienilo sie moje podejscie do zycia :]
Obrazek

Online
Awatar użytkownika
obyty.z.cu
Doradca CU
Posty: 7491
Rejestracja: 28 lis 2008, 13:48
Choroba: CU
województwo: wielkopolskie
Lokalizacja: wielkopolska- Leszno

Re: Moje podejscie do zycia

Post autor: obyty.z.cu » 20 cze 2009, 20:07

monikaaa_19 pisze:I teraz już nawet polubiłam swoją chorobę
rozumiem zaakceptowalas, ale polubic :?:
ewkunia pisze:chyba pozostaje uśmiech i przeświadczenie o tym,że smutne dni są po to,żeby docenić te szczęśliwe:)
to mi sie podoba :wink:
martita pisze:Byłam też u psychologa i nie dało to nic.Po prostu musiałam do tego dojrzeć!I rozliczyć się sama ze sobą.
Nie bylbym taki stanowczy w twierdzeniu , ze psycholog nie pomogl, moze wlasnie pomogl uswiadomic Tobie, ze to Ty tylko mozesz odpowiedziec na swoje pytania !
anecia170 pisze:leila, jak trafisz na normalnego mezczyzne, to to zrozumie i bedzie Cie wspieral, a jak odejdzie, to znaczy, ze nie byl Ciebie wart!!!
niebardzo rozumie, sorki, nie chce byc szowinista i rozumiem logike tematu....ale nie chce, zeby wyszlo, ze normalni mezczyzni to tylko tacy...jak sobie wymyslicie !
Jesli facet powie, ze nie chce sie wiazac z osoba chora (moze np. niewiedziec co to za choroba), wcale to nie znaczy ze jest nienormalny.
Po prostu ma innne priorytety....i tu zadne jakies takie pogmatwane tematy nic nie daja...chyba byscie sie obrazily, gdyby to facet tak napisal o kobietach.
Chce tylko powiedziec, ze uczucie to nie matematyka, je sie przezywa !!
makika83 pisze: teraz po prostu kupuję, bo wiem, że to sprawia mi radość
to jest wlasnie pozytyw.
Stac Cie i chcesz, wiec zrob sobie przyjemnosc.
anecia170 pisze:ej usmiech i zadowolenie mnie uszczesliwilo!!! Czulam sie tak, jakbym spelnila jej marzenie
no wlasnie, u mnie sie tez to sprawdza, wiecej szczescia mam z dawania niz z brania i niema to nic wspolnego z materializmem,ale raczej ze "spelnianiem sie" i dawanie komus troche szczescia,bo my umiemy doceniac takie drobne przyjemnosci .
„Przytulanie jest zdrowe. Wspomaga system immunologiczny, utrzymuje człowieka w dobrym zdrowiu, leczy depresje, redukuje stres, przywołuje sen, odmładza, orzeźwia, nie ma przykrych skutków ubocznych, jest więc po prostu cudownym lekiem ..."Każda droga zaczyna się od pierwszego kroku" . https://senmaluszka.pl

exa
Doświadczony ❃
Posty: 1741
Rejestracja: 28 sie 2006, 19:13
Choroba: CU
województwo: łódzkie
Lokalizacja: Łódź/Piaseczno

Re: Moje podejscie do zycia

Post autor: exa » 21 cze 2009, 10:01

martita pisze:tak miałam tak.Dokładnie tak jak ty.Byłam też u psychologa i nie dało to nic.Po prostu musiałam do tego dojrzeć!I rozliczyć się sama ze sobą.To mnie uratowało nic innego!Ale musiało minąć sporo czasu.
o i to jest to!......psycholog pomoże ci dojść jedynie do odpowiedzi zadając właściwe pytania, bo być może sama sobie nie chcesz ich zadać....
martita pisze:A jeśli nawet jeden Cię nie zaakceptuje to co?nie znaczy to,że to ty jesteś gorsza,tylko,że on jest niedojrzały!albo się kocha,albo nie!
i nie masz gwarancji, czy bez choroby też by cię nie zostawił.....ludzie się poznają i rozchodzą, czy są chorzy czy zdrowi......taki świat....
anecia170 pisze:jak nawet moja osoba jest przeciwko mnie??? Obwiniam za wszystko siebie, mowie, ze jestem beznadziejna, bo moglam zrobic to lepiej, zycie robi sie szare..
i o globalne ocieplenie też?....
życie jest jedno, kobiałko......i jak pisała martita, weź głęboki oddech i popatrz na siebie z boku....świadomości się nie bój, sama w sobie nie boli, boli tylko dochodzenie do niej, a później jest spokojniej i pełniej można się cieszyć z różnych czasem bardzo małych i zaskakujących rzeczy, których normalnie się nawet nie zauważało....
choruję od 96 roku, diagnoza od 98, remisja: od 2004 z 3 miesięczną przerwą:) bez leków (nie polecane)

Awatar użytkownika
CzarnaMamba
Doświadczony ❃
Posty: 1188
Rejestracja: 30 kwie 2009, 23:01
Choroba: nie ustalono
województwo: dolnośląskie
Lokalizacja: Lubinek :)

Re: Moje podejscie do zycia

Post autor: CzarnaMamba » 25 cze 2009, 10:09

Mialam napisac, jak zmienilo sie moje podejscie do zycia.... Rozmowa z Martita pomogla mi w duzym stopniu, bylam blisko "przemiany" ale..... Niestety jest ale :( ciagle wyje, mam dosyc, w dodatku chlopak 19 lat obok w bloku popelnil samobojstwo i to mnie juz calkiem zdolowalo :( najgorsze jest to ze najmniejsze drobiazgi mnie denerwuja (napisalam kulturalnie), mam wrazenie, ze za chwile wybuchne, a swoja siostre to chyba rozniose, ma 19 lat dziewucha, a zachowuje sie jak 6-latka!!! Z wszystkim do mamy idzie, nie potrafi nic sama zalatwic, zawsze sie jej zali i pomiedzy mna a mama sa klotnie, bo mamusia broni mlodszej, bo ja mam wykształcenie i dobra prace a ona tego nie ma :mad: ilez mozna?! To wiecznie ja sprzatam, a ona syfi! A jak ona sie za cos wezmie, to pozal sie Boze! Nawet scierka jej w tej lapie dobrze nie lezy :mad: Kocham tylko ojca i psa z moich najblizszych, bo reszta to mi daje ladnie popalic, nawet krolika bym powiesila za uszy!
Co ja mam ze soba zrobic???
Przepraszam, ze napisalam to tak w nerwach, ale ja juz tak dlugo nie podolam :cry: wyje po nocach do poduszki :(
Obrazek

exa
Doświadczony ❃
Posty: 1741
Rejestracja: 28 sie 2006, 19:13
Choroba: CU
województwo: łódzkie
Lokalizacja: Łódź/Piaseczno

Re: Moje podejscie do zycia

Post autor: exa » 25 cze 2009, 17:15

dodatku chlopak 19 lat obok w bloku popelnil samobojstwo i to mnie juz calkiem zdolowalo :(
a to czemu cię zdołowało?......smutne, nawet bardzo....ale takiego dokonał wyboru...

czytając twój post, powiem ci anecia tak: obyśmy tylko takie problemy mieli.....
się strasznie ciskasz....może jednak psycholog po raz drugi i coś na uspokojenie...może jednak pozwoli to spokojnie przyjrzeć się sobie z boku.....

najlepiej leżeć i beczeć albo się ciskać....tylko pytanie zawsze jest jedno: jaki to ma cel?

ja nie widzę żadnego...to wytracanie energii, którą można wykorzystać w lepszej sprawie...
zajmij się sobą i przestań innymi....wyłącz dźwięk i oglądaj jak niemy film, myśląc o tym jak podołać życiu....jakie priorytety, jakie plany, jakie przyjemności, jakie przykrości i jak się z tym uporać....

beczenie i ciskanie do niczego nie prowadzi..........chcesz eksplodować rób tak dalej.....wybór zawsze należy do ciebie....!
choruję od 96 roku, diagnoza od 98, remisja: od 2004 z 3 miesięczną przerwą:) bez leków (nie polecane)

Zablokowany

Wróć do „Miłość, Przyjaźń, Rodzina”