Czy nie straciliście wiary w Boga po tym, co przeszliście?

Pytania i odpowiedzi na temat wiary, moralności oraz etyki.

Moderatorzy: Anette28, Moderatorzy

ODPOWIEDZ
Olimpijka

Re: Czy nie straciliście wiary w Boga po tym, co przeszliście?

Post autor: Olimpijka » 01 lut 2010, 10:11

elwirka pisze:Mnie choroba wręcz jeszcze mocniej umocniła w wierze
O, dokladnie identycznie to odczuwam, do tego czuje sie duzo bardziej zmotywowana do zycia, do dzialania - szczegolnie teraz przy tym zaostrzeniu. Wiara to podstawa moim zdaniem.

Awatar użytkownika
Raysha
Weteran ✿
Posty: 4290
Rejestracja: 06 sie 2006, 12:44
Choroba: CD
województwo: śląskie
Lokalizacja: Jaworzno
Kontakt:

Re: Czy nie straciliście wiary w Boga po tym, co przeszliście?

Post autor: Raysha » 01 lut 2010, 10:13

elwirka pisze:Ktoś kiedyś fajnie mi to wytłumaczył . Skoro Bóg skazał własnego syna na prześladowanie i cierpienie ,a później na śmierć na krzyżu , a był jego ojcem więc kochał go. A Jezus nie narzekał na swoje życie , tylko brał wszystko na swoje barki .
I tego nie potrafię zrozumieć.

A na temat.
Tak, straciłam wiarę w Boga przez to co przeszłam. Nie wstydzę się tego powiedzieć.
Wierzyłam przez pewien czas. Modliłam się codziennie. Chodziłam do kościoła. Dziękowałam i prosiłam tylko o jedno. O zdrowie, remisje. Tak mi minęła cała podstawówka - na złudnej nadzieji, że może, mnie Bóg wysłucha. Nie miałam wg mnie takich dużych wymagań.
W gimnazjum miałam załamanie, wątpliwości. Dlaczego Bóg nie pomaga mi w walce z chorobą? Dlaczego ja ciągle życia nie mam? Dlaczego ciągle po tych szpitalach? Dlaczego cierpię? Po trzech latach wątpliwości nie zniknęły. Mówiłam rodzicom, że nie chce isćdo bierzmowania bo ja "nie czuje tego" i nie chce składać krzywoprzysięctwa. Rzekli, że mam iść i mi się odwidzi. Awanturowałam się, że to nie jest jednorazowe widzimisie, bo od kilku lat tak miałam. Nic ich nie wzruszyło. Ok, poszłam więc. Nabrałam pogardy do tego. Patrzyłam na tą szopkę z pogardą i ironicznym uśmiechem. Przestałam całkowicie wierzyć. Zaczęłam liczyć na swoje możliwości i moją silną wolę. Przestałam obarczać odpowiedzialnością Kogoś, Kogo nie widzę i nie odpowiada mi to. Po prostu.
Wtedy miałam mega zaostrzenie. Trafiłam na stół operacyjny. Nie, nie nawróciłam się nawet na stole operacyjnym. Po wybudzeniu podziękowałam lekarzom, nie Bogu. Zaostrzenie po operacji nadal było. Po 9 miesiącach dopiero zaczynała być poprawa po pół roku od zaostrzenia jest tak jak mnie satysfakcjonuje. I to dzięki mojej wierze w siebie, że dam rady zwyciężyć Zdzisława (Crohna)
Jest mi dobrze bez Boga.

Awatar użytkownika
megi_25
Aktywny ✽✽✽
Posty: 640
Rejestracja: 17 lut 2007, 13:11
Choroba: CD u partnera
województwo: mazowieckie
Lokalizacja: Warszawa
Kontakt:

Re: Czy nie straciliście wiary w Boga po tym, co przeszliście?

Post autor: megi_25 » 01 lut 2010, 13:35

Przyznam, że choroba męża nie miała wpływu na moją wiarę.

Zawsze wierzyłam, chociaż jako mało dziewczynka byłam "zmuszana"do chodzenia co niedzielę do kościoła i wyczekiwałam na "tacę", bo oznaczało to,że już niedługo koniec. Nie lubię tego,że wszystkie msze są takie same, te same modlitwy. Często mnie to nudzi.Takie recytowanie.
Dopiero jako dorosła osoba inaczej do tego podchodzę. Nie chodzę często do kościoła, może dlatego,że mam małe dziecko,ale to raczej wymówka.
Powiem szczerze,że modlitwa mi pomaga, modlę się co wieczór i zawsze proszę o zdrowie dla męża. To mi jakoś pomaga, czuję wtedy jakąś niewyobrażalną ulgę.
Gdy nie mogłam zajść w ciążę i po poronieniu napisałam list do sióstr i dostałam piękną modlitwę do Św. Dominika oraz piękny list,który mam do dzisiaj. Myślę,że wiara jest po to,by nam pomagać, przetrwać trudne chwile i dawać nam nadzieję,że będzie dobrze.
Oczywiście wiara a kościół to dwie różne dla mnie rzeczy. Jest wielu wspaniałych księży, z którymi chętnie się rozmawia, ale są i tacy jak Ojciec Rydzyk i on niestety kościołowi szkodzi.
Żona Crohnowca mama urwisów Wiktora i Wojtka :-)))
Mąż: Leki: BRAK,po humirze dwa lata remisji endoskopowej teraz nawrót !!!!!

Obrazek

Obrazek

Awatar użytkownika
obyty.z.cu
Doradca CU
Posty: 7722
Rejestracja: 28 lis 2008, 13:48
Choroba: CU
województwo: wielkopolskie
Lokalizacja: wielkopolska- Leszno

Re: Czy nie straciliście wiary w Boga po tym, co przeszliście?

Post autor: obyty.z.cu » 01 lut 2010, 15:30

Kotkaa pisze:Kiedyś mój kolega powiedział mi że się modlił długi czas ale nic nie po mgło i już nie wierzy
troche to brzmi jak:
nie pojde juz wiecej do marketu XXX bo mnie tam oszukali,
reklamowali sie ze jest tam towar , a na polkach go nie bylo !
Wiara to nie market,tu sie nie targuje,"zysk" wiary to nie jakas pomoc na nasze modlitwy.
Nikt do konca nie potrafi podac przekonujacej definicji wiary,
bo kazdy te wiare ma inna,wynikajaca z przekazanej nam nauki, doswiadczenia,
tradycji rodzinnych, wyznawanych wartosci itp...(pomijam religijne okreslenia wiary, co religia to inne okreslenie,choc Bog ten sam- Najwyzszy).
Wiara jest najwysza wartoscia w nas samych.
Od nas tez zalezy jak te wiare bedziemy traktowac,
jesli ma ona nam "dawac" cos w zamian za nasze modlitwy i "bywanie" w kosciolach to faktycznie chyba cos nie tak.
Czasem lepiej traktowac "wiare" jako rozmowe o wartosciach...
Samo pytanie w tym temacie : czy nie straciliscie wiary" jest chyba narzucaniem swojej odpowiedzi...
dla niektorych czas choroby to wlasnie czas odzyskiwania wiary i poszukiwania "glebszych" wartosci, czasem to nawrocenie sie do podstaw zapomnianych ,do tego co w zyciu najwazniejsze.
„Przytulanie jest zdrowe. Wspomaga system immunologiczny, utrzymuje człowieka w dobrym zdrowiu, leczy depresje, redukuje stres, przywołuje sen, odmładza, orzeźwia, nie ma przykrych skutków ubocznych, jest więc po prostu cudownym lekiem ..."Każda droga zaczyna się od pierwszego kroku" . https://senmaluszka.pl

Awatar użytkownika
LaStella81
Początkujący ✽✽
Posty: 381
Rejestracja: 21 lis 2008, 20:53
Choroba: CU
województwo: podkarpackie
Lokalizacja: Niebo Niebieskie
Kontakt:

Re: Czy nie straciliście wiary w Boga po tym, co przeszliście?

Post autor: LaStella81 » 02 lut 2010, 18:45

Przyznam że podupadła moja wiara już jakiś czas temu i nie czuje się winna że choroba i inne rzeczy które mnie spotkały to jest jakaś kara za moje przewinienia.
Po prostu stało się i już...choć pisze to z bólem serca , ale trzeba przecież żyć dalej.
Ból fizyczny ma w sobie to że jeśli przekroczy pewną granicę, zabija.
Ból psychiczny ma w sobie to że zabija nas codziennie od nowa-my jednak ciągle żyjemy.

Awatar użytkownika
andzka
Początkujący ✽✽
Posty: 485
Rejestracja: 21 lut 2009, 07:47
Choroba: CU
województwo: zachodniopomorskie
Lokalizacja: Stargard Szcz.
Kontakt:

Re: Czy nie straciliście wiary w Boga po tym, co przeszliście?

Post autor: andzka » 04 lut 2010, 22:42

a ja wierzę i nie myślę, że moja choroba jest karą, mogło być gorzej... jakiś rak czy inne paskudztwa... jak już ktoś wspomniał Bóg to nie św. Mikołaj ... mimo choroby nie straciłam wiary :)
Salofalk-wlewki, Asamax 500 - 3x2, remisja :)

michal21
Debiutant ✽
Posty: 24
Rejestracja: 15 mar 2010, 22:34
Choroba: CU
województwo: małopolskie
Lokalizacja: Trzebinia
Kontakt:

Re: Czy nie straciliście wiary w Boga po tym, co przeszliście?

Post autor: michal21 » 16 mar 2010, 22:53

Staram się być wewnętrznie mocno związany z Bogiem, również praktykuję choć nie do mnie zależy moja ocena. Ale powiem, iż w czasie kryzysu byłem w stanie beznadziei. Zdarzyło mi się to chyba pierwszy raz w życiu. Wtedy człowiek zaczyna wątpić, ponieważ jest to cierpienie rozłożone w czasie i bardzo odczuwalne. Z perspektywy czasu uważam, iż jak przyjdzie ponownie atak to będę na niego bardziej duchowo przygotowany, może ze względu na doświadczenie. Nie biorę choroby jako kary, raczej jako krzyż, który każdy ma i ma obowiązek go nosić - to tylko osobisty pogląd.
Michał

k_rolina
Debiutant ✽
Posty: 5
Rejestracja: 25 paź 2010, 13:19
Choroba: CU
województwo: -- poza Polską --
Lokalizacja: Gold Coast

Re: Czy nie straciliście wiary w Boga po tym, co przeszliście?

Post autor: k_rolina » 25 paź 2010, 16:52

Wierzę.
A Bóg w swojej dobroci pozwala mi tę wiarę nieustannie pogłębiać. Między innymi dzięki
chorobie.

Zapadłam na nią będąc w ciąży. Do połowy drugiego trymestru żyłam w przeświadczeniu, że jestem zdrowa jak ryba, później z dnia na dzień dostałam niekończącej się biegunki.
Zdiagnozowanie problemu trwało długo. Przy pierwszym pobycie w szpitalu wykryto u mnie
gronkowca. Przez miesiąc (w tym dwa tygodnie w domu) brałam antybiotyk, bez zasadniczej
poprawy, odesłano mnie do innego szpitala, gdzie zdecydowano się zrobić mi sigmoidoskopię. W Dzień Matki płakałam ze szczęścia, bo wiadomo było już, co mi jest i po miesiącu drakońskiej diety przeciwgronkowcowej dostałam na obiad mięso. Jednak wracając ze szpitala do domu zdążyłam się przeziębić i jeszcze tego samego dnia wylądowałam na tym samym łóżku. A po kilku dniach dla dobra Dziecka znalazłam się w innym szpitalu ze względu na niepokojące, skurczowe bóle brzucha. Po tygodniu pobytu odesłano mnie do domu, zalecając wizytę kontrolną u lekarza prowadzącego ciążę. Okazało się, że Dziecko nie rośnie w przewidywanym tempie i w Dniu Ojca mój Mąż w prezencie odwoził nas po raz kolejny do szpitala.

To był najtrudniejszy, ale zarazem najpiękniejszy jak dotąd etap ostrej fazy tej choroby. Po trzech tygodniach pobytu na Oddziale Patologii Ciąży, zażywania L-argininy i dożylnych wlewów z hydrokortyzolu i narastających problemów z biegunką, Dziecko (którego płci jeszcze wówczas nie znaliśmy na własne życzenie) nadal nie rosło, a ja miałam bezwodzie, więc lekarze zdecydowali się na cesarskie cięcie. O zabiegu dowiedziałam się na dwie godziny przed. Psychicznie wyczerpana, na stole operacyjnym powtarzałam tylko słowa koronki do Bożego Miłosierdzia. I tak w 33. tygodniu ciąży, z żywą wagą 870 g i długością 36 cm, przyszła na świat nasza Córeczka, dostając 8 punktów w skali Agpar.

W tamtej chwili, kiedy usłyszałam jej cieniutki krzyk, poczułam się już zupełnie
spokojna o to, co będzie dalej, bo ona była poza mną i nic ze strony mojego ciała już
jej nie groziło. Z tygodnia na tydzień nasza Córeczka otoczona modlitwą życzliwych jej
osób, konsekwentnie przybierała na wadze, szybko awansując z Oddziału Intensywnej
Terapii na Patologię Noworodka. Do domu oddali nam ją w dniu, w którym obydwie
powinnyśmy opuścić szpital, gdybym urodziła w terminie.

W międzyczasie w mojej głowie wielokrotnie przewalała się myśl, że ją osierocę. Że
wszystko, co się dzieje, wszystkie piękne chwile, w których mogłam ją dotknąć, później
wziąć na ręce, a nawet przystawić do piersi, że wszystko to jest moim pożegnaniem z tym
światem. Którejś nocy leżąc sama na sali na łóżku szpitalnym, z nogami obrzękniętymi po uda, mając przed oczami mroczki na połowie pola widzenia i wrażenie, że moje serce bije coraz wolniej, myślałam, że kiedy zasnę, rano już się nie obudzę na tym świecie.

Ale następnego dnia przeniesiono mnie na Oddział Gastroenterologii. Trafiłam na salę,
na której leżały jeszcze dwie inne osoby z NZJ, których obecność i świadectwo podniosły mnie na duchu, że idzie z tym wyżyć. Po dwóch tygodniach ostrej terapii
sterydami, antybiotykami, lekami przeciwgrzybiczymi, w czasie której trzy- czy
czterokrotnie miałam poprawiane wkłucie centralne do żywienia pozajelitowego,
stosowanego równolegle do normalnego żywienia, a przy tym pięciokrotnie w ciągu
tygodnia zrobiono mi rentgena, wypuszczono mnie do domu. Epikryza na wypisie zawierała
wszystkie moje dotychczasowe przejścia i wiedziałam, że to już koniec męki, upokorzenia
związanego z biegunką i strachu przed jedzeniem.

Po pewnym czasie mój stan uległ bardzo wyraźnej poprawie. Stolce się unormowały, CRP
spadło do 0,1, hemoglobina - mimo braku suplementacji żelazem - wzrosła z 10 do 12.
Później znowu coś się rozchwiało i w tej chwili znów czekam na poprawę, ALE...

"Gdybyście mieli wiarę jak ziarnko gorczycy, powiedzielibyście tej morwie: „Wyrwij się
z korzeniem i przesadź się w morze!”, a byłaby wam posłuszna"
. (Łk 17, 6)

Bóg wymaga od nas wierności w wierze i we wręcz natrętnej modlitwie. Nie wszystko, o co
prosimy, może być nam dane, bo nie zawsze spełnienie naszych zachcianek służy naszemu dobru. Bóg wie lepiej, czego nam potrzeba. Choroba może nauczyć nas cieszyć się z tego, czego będąc zdrowymi nigdy byśmy nie zauważyli. Bo czy zanim zachorowaliście, czy docenialiście, że nic Was nie boli, że jesteście w stanie przespać całą noc bez wizyty w toalecie? A poza tym, za pomocą własnego cierpienia można wyjednywać łaski dla tych, którzy tego potrzebują, za żyjących i za zmarłych. W ten sposób w pewnym sensie upodabniamy się do Chrystusa, który przez swoją mękę nas odkupił, dostępujemy zaszczytu uczestnictwa w dziele zbawienia.

Ale też niejednokrotnie zdarzają się przypadki totalnego uzdrowienia tych, którzy
rzeczywiście wierzą w moc Bożej łaski. To nie święci uzdrawiają - czyni to Bóg poprzez
ich wstawiennictwo za nami. Trzeba jednak pamiętać, że cud uzdrowienia nie musi
objawiać się spektakularnie, w tej postaci, że ktoś z dnia na dzień traci objawy
choroby, chociaż tak też się oczywiście zdarza. Ale nie wolno deprecjonować
odzyskiwania zdrowia na drodze zwyczajnego stosowania się do zaleceń lekarza. Bo wcale
nie jest powiedziane, że na pewno odpowiednio zareaguję na proponowane leczenie. W
powodzeniu wszystkiego uczestniczy Boża łaska.

W każdym bądź razie, powinniśmy przyjmować z taką samą wdzięcznością zarówno dobro, jak i to, co uważamy za zło, które nas spotyka, bo z każdego "zła" prędzej czy później wynika coś dobrego.

Liczne pobyty w szpitalu dały mi mnóstwo czasu na kontemplację, czytanie Pisma Świętego
i modlitwę. Dzięki nim poznałam postać Św. Ojca Pio, do którego wraz z innymi
życzliwymi nam osobami, ciągle zanoszę modlitwy za całą moją Rodzinę. Poza tym prosimy o wstawiennictwo Matkę Bożą Nieustającej Pomocy. Czujemy się objęci czułą opieką. Czujemy się szczęśliwi, bo teraz trzymając się w objęciach wszyscy troje, wiemy, co tak naprawdę się w życiu liczy.

I za to wszystko, Bogu niech będą dzięki.

Awatar użytkownika
izo.sim
Doświadczony ❃
Posty: 1479
Rejestracja: 22 sty 2009, 17:20
Choroba: CD u dziecka
województwo: śląskie
Lokalizacja: Świętochłowice
Kontakt:

Re: Czy nie straciliście wiary w Boga po tym, co przeszliście?

Post autor: izo.sim » 22 gru 2011, 19:23

magdalene pisze: Wierzę, że Bóg ma dla nas jakiś tam swój plan, który my tu na ziemi realizujemy. On wie co dla nas najlepsze i ma swoje powody do tego, że spotyka nas to co nas spotyka, bez względu na to czy to jest, w naszym mniemaniu, dobre czy złe. We wszystkim trzeba szukać dobrych stron zamiast siedzieć i się umartwiać jak to nam jest źle.
Jaki może być cel w patrzeniu na nieustanne, ponad dwudziestoletnie cierpienie dziecka? Jak już nieco "obłaskawiłam" autyzm, doszedł Crohn, kilka lat jako takiego spokoju i trzy lata ciągłego patrzenia na męczenie się dziecka. Jak nie krwotoki, to wymioty, jak nie wymioty, to bóle brzucha, czasem wszystko na raz. Widzisz jakieś dobre strony? Ja już nie, nie mam siły na pozytywne myślenie. Zbliżają się święta i wygląda na to, że możemy je spędzić w szpitalu - syn znowu ma krwisty stolec, nie umie jeść, a wazy już tylko 52 kg przy wzroście 178 cm. Kolejne szpitalne święta? A w domu zostanie moja nieporadna już mama. To jest ten Boży plan? Czemu on a ma służyć?
https://marcinsim.wordpress.com/

02.05.2011 - 25.01.2012 HUMIRA
REMICADE:
05.06.2012, 19.06.2012, 16.07.2012,
11.09.2012, 6.11.2012, 2.01.2013, 27.02.2013 po kilku minutach odłączony z powodu reakcji alergicznej czyli wykluczenie z programu lekowego

Operacje Marcina:
I. 6.01.2012 uchyłek Meckela
II. 10.02.2012 resekcja ileo-cekalna
III. 27.04.2012 resekcja zespolenia z II operacji i wstępnicy

marcin820201
Początkujący ✽✽
Posty: 415
Rejestracja: 19 mar 2011, 14:13
Choroba: CD
województwo: mazowieckie
Lokalizacja: Warszawa/Mińsk Maz.
Kontakt:

Re: Czy nie straciliście wiary w Boga po tym, co przeszliście?

Post autor: marcin820201 » 22 gru 2011, 19:32

izo.sim pisze:To jest ten Boży plan? Czemu on a ma służyć?
izo.sim pisze:To jest ten Boży plan? Czemu on a ma służyć?
to są b. trudne pytania. B. trudno jest odpowiedzieć na pytanie o cel cierpienia. Ja swego czasu zacząłem czytać księgę Hioba w Starym Testamencie - ale nie skończyłem...
Salofalk 3x1g, Multivitamina High Potency, Witamina D3 7000IU, Omega 3 - 3 g, LDN 4.5 mg, lipolic acid 600 mg, probiotyk. momentami melatonina 1-5 mg.

Jednej rzeczy nauczyłem się w moim długim życiu: że cała nasza nauka w konfrontacji z rzeczywistością wydaje się prymitywna i dziecinna - a jednak jest to najcenniejsza rzecz, jaką posiadamy. (Albert Einstein)

Z czasem zrozumiesz, że 3 rzeczy się liczą: zdrowie, miłość i.... (Obyty z CU)

Awatar użytkownika
izo.sim
Doświadczony ❃
Posty: 1479
Rejestracja: 22 sty 2009, 17:20
Choroba: CD u dziecka
województwo: śląskie
Lokalizacja: Świętochłowice
Kontakt:

Re: Czy nie straciliście wiary w Boga po tym, co przeszliście?

Post autor: izo.sim » 22 gru 2011, 19:39

k_rolina pisze: A poza tym, za pomocą własnego cierpienia można wyjednywać łaski dla tych, którzy tego potrzebują, za żyjących i za zmarłych. W ten sposób w pewnym sensie upodabniamy się do Chrystusa, który przez swoją mękę nas odkupił, dostępujemy zaszczytu uczestnictwa w dziele zbawienia.
Jakoś mnie to nie pociesza, a mojego autystycznego, upośledzonego syna wcale.


Czy Bożym planem jest to, żebym sie zupełnie załamała? A co sie wtedy stanie z moim dzieckiem i mamą?
https://marcinsim.wordpress.com/

02.05.2011 - 25.01.2012 HUMIRA
REMICADE:
05.06.2012, 19.06.2012, 16.07.2012,
11.09.2012, 6.11.2012, 2.01.2013, 27.02.2013 po kilku minutach odłączony z powodu reakcji alergicznej czyli wykluczenie z programu lekowego

Operacje Marcina:
I. 6.01.2012 uchyłek Meckela
II. 10.02.2012 resekcja ileo-cekalna
III. 27.04.2012 resekcja zespolenia z II operacji i wstępnicy

Mariusz82
Debiutant ✽
Posty: 33
Rejestracja: 07 mar 2011, 19:51
Choroba: CU
województwo: lubelskie
Lokalizacja: Zamość

Re: Czy nie straciliście wiary w Boga po tym, co przeszliście?

Post autor: Mariusz82 » 22 gru 2011, 19:58

Ja zostałem ateistą kilka lat przed tym jak zachorowałem, więc temat mnie nie dotyczy. Wyznaję filozofię, że sami odpowiadamy za swój los i żadna wyższa istota nie ma wpływu na nasze życie i tym bardziej na to co nas w życiu spotyka. Z punktu widzenia wierzącego (którym kiedyś byłem) także odrzuciłbym twierdzenie, że Bóg poddaje nas próbie doświadczając nas chorobą. Choruję na CU od 6 lat i nie mam o to do nikogo pretensji, widocznie tak miało być. Wierzący postrzegają pewne sprawy inaczej, tłumaczą sobie pewne rzeczy na swój sposób, ja jestem racjonalistą i dobrze mi z tym. Wierzę w siebie i to mi wystarcza.
175 cm, 53 kg, Encorton 20mg x 2, Imuran 75 mg, Salofalk 500 mg 3x2, kwas foliowy.

Awatar użytkownika
Daga
Początkujący ✽✽
Posty: 241
Rejestracja: 05 kwie 2007, 11:04
Choroba: CD u partnera
województwo: śląskie
Lokalizacja: Dąbrowa Górnicza
Kontakt:

Re: Czy nie straciliście wiary w Boga po tym, co przeszliście?

Post autor: Daga » 22 gru 2011, 20:48

k_rolina pisze:Bóg wie lepiej, czego nam potrzeba


taa jasne, jak dla mnie to zwykłe pie...nie, ciekawa jestem co miał na myśli zabierając mi męża a mojemu dziecku ojca ech...

Awatar użytkownika
izo.sim
Doświadczony ❃
Posty: 1479
Rejestracja: 22 sty 2009, 17:20
Choroba: CD u dziecka
województwo: śląskie
Lokalizacja: Świętochłowice
Kontakt:

Re: Czy nie straciliście wiary w Boga po tym, co przeszliście?

Post autor: izo.sim » 22 gru 2011, 21:19

To, że jest sens we wszystkim, co nas spotyka mówiłam sobie kilka - kilkanaście lat temu. Faktycznie autyzm mojego dziecka bardzo mnie zmienił, zaczęłam dostrzegać to, czego inni nie widzą. Teraz już na tyle tracę siły, że zaczyna opuszczać mnie nadzieja, a to już jest tragiczne. Bo ile można znieść? Wiem, pytanie retoryczne. Skąd brać siły, kiedy wszystko wokół się wali? Dawniej mogłam choć miesiąc - dwa odsapnąć, w tej chwili jedno się kończy, zaczyna drugie. I to już trwa z półtora roku. Przykro mi, ale już nie wierzę, że to moze mieć jakikolwiek sens.
I nie zgadzam się z tym, że nie spotyka nas nic, czego nie jesteśmy w stanie udźwignąć, bo gdyby tak faktycznie było, nie istniałoby załamanie nerwowe.
https://marcinsim.wordpress.com/

02.05.2011 - 25.01.2012 HUMIRA
REMICADE:
05.06.2012, 19.06.2012, 16.07.2012,
11.09.2012, 6.11.2012, 2.01.2013, 27.02.2013 po kilku minutach odłączony z powodu reakcji alergicznej czyli wykluczenie z programu lekowego

Operacje Marcina:
I. 6.01.2012 uchyłek Meckela
II. 10.02.2012 resekcja ileo-cekalna
III. 27.04.2012 resekcja zespolenia z II operacji i wstępnicy

Awatar użytkownika
deth
Mistrzunio ❃❃❃
Posty: 3116
Rejestracja: 02 lut 2011, 16:33
Choroba: CD
województwo: pomorskie
Lokalizacja: Reda

Re: Czy nie straciliście wiary w Boga po tym, co przeszliście?

Post autor: deth » 22 gru 2011, 21:55

magdalene pisze:wierzę, że w każdym wydarzeniu, jakie nas spotyka, jest sens, tylko my nie zawsze potrafimy go zrozumieć

ja bym parę wydarzeń jednak uznał za bez sensu...

ODPOWIEDZ

Wróć do „Etyka/Religia”