Zło wokół nas.

czyli problemy ogólnochorobowe i nie związane z nzj.

Moderatorzy: Anette28, Moderatorzy

Zablokowany
Awatar użytkownika
Cinimini
Znawca ❃❃
Posty: 2451
Rejestracja: 27 maja 2006, 10:25
Choroba: CD
województwo: łódzkie
Lokalizacja: łódź
Kontakt:

Zło wokół nas.

Post autor: Cinimini » 28 paź 2010, 15:14

Dziś rano byłam 'niemym' świadkiem kradzieży, strasznie mnie to rozbiło...
Niby wiemy o najróżniejszych okrucieństwach, przestępstwach, zabójstwach, ale o nich słyszymy nie dotyczą nas. A zobaczyć coś takiego i nie móc nic z tym zrobić jest strasznym uczuciem...
Rano, jeszcze zaspana, krzątałam sie po kuchni robiąc śniadanie, zawsze wtedy zerkam w okno. Nie wiedzieć czemu zawiesiłam swój wzrok na starszej pani, która szła chodnikiem wzdłuż mojego bloku. W ręku trzymała torbę, złapałam tzw.okno i nagle chłopak, który szedł kilka metrów za nia (w dresie i kapturze) przyspieszył kroku, wyrwał tej kobiecie torbę i zaczął biec upychając zdobycz pod kurtkę. Chwila, moment i chłopak zniknął za rogiem, kobieta machając rękami pobiegła za nim... A ja nie wiedząc co robić, zaczęłam krzyczeć "Piotrek, Piotrek..." (mój mąż-który był w łazience). Tak strasznie się czułam z tym, że widziałam całe to zajście, że jakoś tak dziwnie ta kobieta przykuła moja uwagę...dlaczego więc nie posłuchałam swojej intuicji i np. nie otworzyłam okna, nie krzyknęłam czegokolwiek, aby spłoszyć napastnika...? Głupio mi, bo przecież mogłam coś zrobić, a nie gapić sie jak wryta w okno...
Czy wy byliście świadkami podobnych zdarzeń? Jak sie wtedy zachowaliście?
Certolizumab od lipca'08 do lutego'11 -
Była zakwalifikowana do resekcji j. grubego na 12/04/2011, ale zwiała spod noża :D
Remicade od 24/02/2012 - 07/01/2013 - odstąpiono od leczenia ze wzg. na CIĄŻĘ !! :D

JELITKO JESTEŚ ZDROWE !!

Obrazek

Awatar użytkownika
Coralie
Aktywny ✽✽✽
Posty: 535
Rejestracja: 12 lip 2010, 16:23
Choroba: niesklasyfikowane NZJ
województwo: pomorskie
Lokalizacja: z piekła

Re: Zło wokół nas.

Post autor: Coralie » 28 paź 2010, 17:29

Nie czuj się winna, zachowanie w takich przypadkach to często odruch. Ja wielokrotnie byłam świadkiem różnych kradzieży, bijatyk itd i spotkałam się z różnymi reakcjami.

Raz, będąc jeszcze w liceum, wracałam tramwajem ze szkoły ze znajomymi. Nagle jeden z pasażerów w dresie podszedł do (nieznanego nam) chłopaka rozmawiającego przez telefon i wyrwał mu ten telefon z ręki i chciał wysiadać. Moi koledzy złapali go, zabrali mu ten telefon i jeszcze trochę poszarpali ale się wyrwał i wysiadł. Telefon oddali zszokowanemu chłopakowi. Mimo, że byliśmy dzieciakami, to byłam dumna ze swoich kolegów, którzy zachowali się doroślej niż wielu dojrzałych ludzi.

Raz też byłam świadkiem, jak grupa mężczyzn biła chłopaka na przystanku tramwajowym, był cały we krwi. Na przeciwległym przystanku było kilkadziesiąt osób w tym większość mężczyzn i nikt nic nie zrobił. Wszyscy udawali, że są powietrzem. Kobiety mówiły coś do stojących mężczyzn, żeby coś zrobić, ale żaden się nie ruszył. Żeby nie było ja też się nie ruszyłam - jako 50 kilogramowa kobieta mogłabym dla nich być co najwyżej latawcem.

Kiedyś poszłam na spacer z moim ówczesnym chłopakiem i jego kolegą wieczorem. Napadła na nas grupa człekokształtnych - wiadomo o co chodzi. Byli z dziewczynami. Prosiłam te dziewczyny, żeby coś im powiedziały, krzyczałam, wyszła z pobliskiego sklepu ekspedientka w średnim wieku. I powiem Wam, że tak im nawrzucała, że momentalnie się zrobili 2x mniejsi i uciekli. Kolega i tak miał złamany nos.

Kiedyś byłam też na koncercie z grupą znajomych i znowu człekokształtni. Wybaczcie ale nie umiem nazwać inaczej stworzeń, które napadają na ludzi bez powodu, nawet nie chodzi o kradzież, bo takiego to można chociaż uchonorować mianem bandyty. To było już któryś raz z kolei i uwierzcie, szlag jasny mnie trafił, odłożyłam torebkę i podeszłam do samca alfa tego stada i zaczęłam mu intensywnie tłumaczyć, żeby zostawili moich kolegów w spokoju, bo nic im nie zrobiliśmy, idziemy normalnie ulicą a wy... itd itd. Wyobraźcie sobie, że odpuścili.

Może to akurat nie było najmądrzejsze z mojej strony, ale pod wpływem emocji. Jednak jestem zupełnie innego zdania niż Żabusia i uważam, że nie mamy innego wyboru niż reagować. Oczywiście nie mówię o biciu się z osiłkiem ale jakakolwiek reakcja powinna być. Choćby i wrzeszczenie w niebogłosy.

Takich historii mam jeszcze mnóstwo, różnie się kończyły, jednak wiadomo jak to jest w dużym mieście - przestępczość jest znaczna, szczególnie wieczorami, chociaż niektóre z tych historii wydarzyły się w biały dzień. Chciałabym mieć poczucie, że jeśli mnie ktoś kiedyś zaatakuje przy ludziach, to oni zareagują, choćby krzykiem, jeśli nie będą umieli inaczej. Najgorsze to zostać napadniętym wśród grupy ludzi, gdzie nikt nie reaguje i każdy odwraca głowę - to gorsze od samej napaści.

dethleffs

Re: Zło wokół nas.

Post autor: dethleffs » 28 paź 2010, 17:35

Obudziłem się raz, którejś pięknej nocy, o 2 godz. i nie mogąc spać, poszedłem do kuchni na herbatę. Odsłoniłem sobie okno, by kontemplować ciszę, spokój, okolicę i wiatr.
Siedziałem tak sobie, może z godzinę, kiedy to zauważyłem podejrzanego gościa idącego sobie wzdłuż parkingu. Czemu podejrzany ? A no, bo łaził dziwnie, ni to pijany, ni nacipany - zygzaczkiem "nienaturalnym". Poszedł do końca parkingu i za chwilę, wracał.
Z drugiej strony bloku zauważyłem osobnika bliźniaczo podobnego do "zygzaczka". Czarne spodnie, czarna kurtka i czarny kaptur na głowie. Ten szedł normalnie, ale przyglądał sie każdemu samochodowi stojącemu na parkingu. Zrobili tak może jeszcze ze dwie rundy, po czym spotkali się tuz prawie przed moim oknem. Rozmawiali. Potem razem podeszli do stojącego obok samochodu. Jeden z nich zaczął majstrować przy drzwiach, drugi tymczasem, poszedł za róg bloku.
To był moment, kiedy to gość siedział już w samochodzie. Pobiegłem do telefonu (w przedpokoju) Zadzwoniłem i opisałem w skrócie dużym całą sytuację znudzonemu oficerowi dyżurnemu. Powiedział tylko : dobra, wysyłam radiowóz. Bez żadnych instrukcji dla mnie, jak mam sie dalej zachować, czy może podziekowań, czy chociaż życzeń wesołych świąt. Nic.
Wróciłem do kuchni, tymczasem światła auta zaczęły juz mrugać, a rozrusznik już kręcił. Więc ja znów za telefon z ponagleniem. Oficer już sie zirytował, choć dalej jakby przysypiał, rzekł: mówiłem, że wysyłam !
Tymczasem "bliźniacy" mieli kłopot z odpaleniem, bo jeszcze chwilę te światła mrygały.
W jednej chwili "kierowca" wyrwał z samochodu jak oparzony, ale to był naprawdę moment. Biegł przed siebie jak sprinter i wtedy usłyszałem strzał - z broni jak mniemam, bo po chwili zauważyłem policjanta wybiegającego zza bloku.

Nie wiem czy ich dorwali, ale samochód pozostał tam gdzie stał. Ja uniknąłem moralnych rozterek. Policjanci załapali punkty za skuteczność, a złodzieje może będą unikać tego parkingu ;)

Ile mnie to kosztowało nerwów, nie pytajcie. Kiedy zauważyłem zmawiających sie "bliźniaków" już zaczynałem dyskutować z samym sobą, czy aby warto. Czy sie nie narażam. Czy zgłaszając, będą żądać bym sie przedstawił. Czy czasem mnie nie zauważyli, bo zapomniałem dodać, że bliźniacy byli bardzo postawni, ja jestem wysoki, ale oni wydawali sie jeszcze więksi, a o szerokości ramion - już nie wspominając.
Mimo wszystko zadzwoniłem i wcale nie czułem sie jak bohater, a raczej donosiciel, czy jakiś inny gad. Pewnie dlatego, ze od nikogo nie usłyszałem dziękuję, no bo co ? miałem iść do sąsiada i powiedzieć mu, ze mu auto ocaliłem ? eeeeee...




Druga sytuacja była przyjemniejsza.
Wracałem skądś tam pociągiem. Siedziałem sobie w przedziale sam, a w następnym słyszalna wyraźnie libacja alkoholowa. Głośna rozmowa śmiech, walenie pięsciami w sciany - ot, zwyczajowa imprezka ;)
Na korytarzu stała dziewczyna i po chwili wyszedł jeden koleżka i zaczął zaczepiać bidulkę. Gadał tam jej jakieś farmazony, chyba opowiadał jaki to on fajny czy coś tam, ale dziewczyna wyraźnie zdenerwowana, nie wiedząc jak sie wycofać.
Poprosiłem go tylko słowami: daj chłopie dziewczynie spokój, widzisz przecież, że wcale nie jest zainteresowana rozmową. A koleżka: uważaj! ! nas jest więcej ! !
odpowiedziałem: widzisz, a ja jestem sam :E
... i sie palant odwrócił i schował z powrotem do przedziału
trochę sie bałem i myślałem, ze zaraz przyjdą do mnie, ale on tego nie wiedział :E
a dziwczyna odeszła i tylko sie uśmiechnęła pięknie - wtedy czułem sie jak bohater :D


Czy reagować ? reagować. wiem, ze ja bede reagował, bo taki juz jestem !
dziś tez miałem sytuacje, ale juz nie chce mi sie pisać - jeszcze nigdy nie napisałem tak długiego posta :E

Awatar użytkownika
Ania406
Doświadczony ❃
Posty: 1354
Rejestracja: 02 cze 2008, 23:22
Choroba: CD
województwo: mazowieckie
Lokalizacja: Znienacka

Re: Zło wokół nas.

Post autor: Ania406 » 28 paź 2010, 22:19

Byłam świadkiem podobnego włamania do auta, jak Ty dethleffs. Jak tylko zobaczyłam co się dzieje, to zadzwoniłam na policję. Przyjechali, zgarnęli koleżków i po sprawie. Nie wiem czego tu się obawiać w takiej sytuacji? Nie reagując dajemy tym samym przyzwolenie na takie wydarzenia, ale gdyby sytuacja była odwrotna, to oczywiście oczekiwalibyśmy pomocy.

Kilka lat temu mieszkałam na warszawskiej Ochocie i za ścianą miałam melinę. Złaziło się tam różne tałatajstwo na popijawy, awantury na porządku dziennym -policja była tam w sumie codziennie. Pewnego wieczoru zakotłowało się tam za ścianą, słyszałam jakieś krzyki, uderzenia- jakby ktoś rzucał ciałem o grzejnik. Wezwałam policję i ze współlokatorami wyjrzeliśmy przez wizjer, bo słychać było głosy na klatce - zobaczyliśmy jak nasz sąsiad osuwa się na podłogę klatki schodowej, cały we krwi.
Nie zastanawiałam się ani chwili- chwyciłam czysty ręcznik i wybiegłam do niego, żeby pomóc. Zlokalizowałam ranę (dostał 2 razy nożem w tętnicę udową) i zaczęłam uciskać. Kałuża krwi miała już średnicę metra (dodam, że facet był zupełnie nagi). Do przyjazdu pogotowia klęczałam nad nim uciskając ranę i sprawdzając czy oddycha i się nie dławi- gotowa do wykonania resuscytacji krążeniowo oddechowej, jeśli by było trzeba.
Facet przeżył i 3 tygodnie później przyszedł podziękować za uratowanie życia.
Ja się w ogóle w tej sytuacji nie zastanawiałam nad tym, czy może coś zrobić, czy może poczekać. Reszta sąsiadów patrzyła tylko zza uchylonych drzwi, albo przez wizjer - nikt się nie ruszył, żeby pomóc. Ten człowiek umarłby, gdyby nie ja, bo pogotowie przyjechało dopiero po 20 minutach.
I jak w takich sytuacjach w ogóle się zastanawiać czy reagować czy nie?

A nawet jeśli to dotyczy czegoś drobniejszego, jak kradzież torebki, czy jakaś szarpanina - przecież nikt nie wymaga od nas, żebyśmy biegli za złodziejem, czy bili się z chuliganami. Ale wystarczy zrobić hałas, zacząć krzyczeć, zadzwonić na policję, prosić ludzi obok o pomoc. Tylko nie mówić" ojej niech ktoś coś zrobi", bo to nigdy nie zadziała (zbiorowa odpowiedzialność = niczyja odpowiedzialność) - należy zaczepić jedną, konkretną osobę i bezpośrednio poprosić o pomoc - szanse, że zareaguje, a nie odejdzie są wówczas dużo większe.

Wielokrotnie byłam w sytuacji kiedy coś się obok mnie działo - kradzież, pobicie itp i nigdy nie odeszłam obojętnie, zawsze reaguję i pomagam jak mogę.
Może kiedyś ktoś pomoże mnie, jeśli zdarzy się taka sytuacja.

[cytat usunięty na prośbę użytkownika]
To najwyższa pora, żeby to zmienić. Jeśli nie reagujemy, to tak jak pisałam powyżej- przywalamy na to co się dzieje. Trzeba zgłaszać policji każdą najmniejszą rzecz- od tego są i nie ma co się bać konsekwencji - jak do tej pory nie zdarzyło mi się ponieść żadnych. Ponadto bycie świadkiem w sprawie naprawdę nie boli, a może pomóc choć trochę naprawić to całe "schodzenie na psy".

Podam jeszcze taki przykład z podręczników psychologii:

-młoda kobieta wracała późnym wieczorem do domu i została zaatakowana przez napastnika na progu, przed swoimi drzwiami. Zadał jej kilkadziesiąt ciosów nożem. Przy prowadzonych przez policję przesłuchaniach, okazało się, że całe zajście widziało kilku z sąsiadów i żaden nawet nie zadzwonił na policję. Wszyscy wyszli z założenia, że zrobi to ktoś inny. Kobieta zmarła.
To autentyczna historia.
Lepiej, żeby pomoc wezwało 12 osób, niż żeby nie wezwała jej żadna.
Care for life and physical health, with due regard for the needs of others and the common good, is concomitant with respect for human dignity.

Awatar użytkownika
Cinimini
Znawca ❃❃
Posty: 2451
Rejestracja: 27 maja 2006, 10:25
Choroba: CD
województwo: łódzkie
Lokalizacja: łódź
Kontakt:

Re: Zło wokół nas.

Post autor: Cinimini » 28 paź 2010, 22:47

Ania406 pisze:Nie zastanawiałam się ani chwili- chwyciłam czysty ręcznik i wybiegłam do niego, żeby pomóc. Zlokalizowałam ranę (dostał 2 razy nożem w tętnicę udową) i zaczęłam uciskać. Kałuża krwi miała już średnicę metra (dodam, że facet był zupełnie nagi). Do przyjazdu pogotowia klęczałam nad nim uciskając ranę i sprawdzając czy oddycha i się nie dławi- gotowa do wykonania resuscytacji krążeniowo oddechowej, jeśli by było trzeba.
Tylko widzisz Aniu nie każdy potrafi tak jak Ty zachować zimna krew w takiej sytuacji. JA np. nie miałabym pojęcia co zrobić - sparaliżowałoby mnie. Pamiętam, taką sytuację: Środek nocy, nie mogłam spać, przewalałam sie z boku na bok i nagle słyszę huk. Poderwałam sie do okna i zobaczyłam, że w tył naszego samochodu wjechał drugi z którego wysiadły ok. 4 młode w ewidentnie imprezowym nastroju osoby. Pobiegłam do sypialni rodziców i pamiętam jak dziś, że próbowałam coś powiedzieć, ale nie mogłam, dosłownie jakbym straciła mowę to było straszne uczucie, bo chciałam powiedzieć co sie stało, a nie mogłam wydusić z siebie słowa...
Certolizumab od lipca'08 do lutego'11 -
Była zakwalifikowana do resekcji j. grubego na 12/04/2011, ale zwiała spod noża :D
Remicade od 24/02/2012 - 07/01/2013 - odstąpiono od leczenia ze wzg. na CIĄŻĘ !! :D

JELITKO JESTEŚ ZDROWE !!

Obrazek

Awatar użytkownika
Ania406
Doświadczony ❃
Posty: 1354
Rejestracja: 02 cze 2008, 23:22
Choroba: CD
województwo: mazowieckie
Lokalizacja: Znienacka

Re: Zło wokół nas.

Post autor: Ania406 » 28 paź 2010, 23:08

Cinimini, ok, ja rozumiem, że nie każdy musi zaraz być ratownikiem medycznym, albo Rambo. Ale podnieść telefon i zadzwonić na policję czy pogotowie- to naprawdę żadna sztuka, nawet jak się będziesz jąkać przez słuchawkę, to i tak coś pomożesz. Można sobie ćwiczyć takie rzeczy - są bardzo fajne kursy pierwszej pomocy organizowane przez PCK. Podstawowy w placówce i rozszerzony wyjazdowy- super doświadczenie, nowa potrzebna wiedza i całkiem niezła zabawa :) Polecam- to dużo daje.
Care for life and physical health, with due regard for the needs of others and the common good, is concomitant with respect for human dignity.

Awatar użytkownika
Ania406
Doświadczony ❃
Posty: 1354
Rejestracja: 02 cze 2008, 23:22
Choroba: CD
województwo: mazowieckie
Lokalizacja: Znienacka

Re: Zło wokół nas.

Post autor: Ania406 » 28 paź 2010, 23:49

martita pisze:na to ona, że moim obowiązkiem jest podejście tam i sprawdzenie tego(??).
To prawda- obowiązkiem jest udzielenie pierwszej pomocy i można nawet za jej nie udzielenie odpowiadac przed sądem.
Ale rozumiem Twoją sytuację - nie mogłaś wyjść. Trzeba było do sąsiadów pukać,albo dzwonić, żeby pomogli.
martita pisze:jak karetka podjedzie na darmo to obciążymy Panią kosztami za to(??).
Zawsze mnie tak straszą, a ja na to leję. Mało tego już 2 razy zdarzyło sie tak, że jak zadzwoniłam po pogotowie i ktoś inny też i spotkały się 2 karetki przy tym samym poszkodownym. I nikt mnie kosztami nie obciążył. Trzeba być stanowczym, podawać konkretne informacje i nie dać się głupim docinkom.
Ja kiedyś dzwoniłam na policję do mężczyzny, który leżał obok torów kolejowych, a którego mijałam jadąc pociągiem. Więc nie mogłam wysiąść, wrócić się, żeby sprawdzić co i jak, ale nie powstrzymało mnie to przed zawiadomieniem służb. Komentarze puszczam mimo uszu. W takiej sytuacji nie chodzi przecież o mnie, tylko o poszkodowaną osobe.
martita pisze: Mam do dzisiaj taki niesmak, że nie wiem czy odważyłabym się zadzwonić kiedys jeszcze raz.
Nie popełniaj tego błędu. Pomyśl, że to kiedyś możesz być Ty i nikt nie zadzwoni, bo pani w słuchawce jest wredna. Kij w oko tej pani, nie to się liczy.
Care for life and physical health, with due regard for the needs of others and the common good, is concomitant with respect for human dignity.

Awatar użytkownika
Coralie
Aktywny ✽✽✽
Posty: 535
Rejestracja: 12 lip 2010, 16:23
Choroba: niesklasyfikowane NZJ
województwo: pomorskie
Lokalizacja: z piekła

Re: Zło wokół nas.

Post autor: Coralie » 29 paź 2010, 00:27

Niestety mam podobnie traumatyczne doświadczenia, jeśli chodzi o wzywanie pogotowia. Raz prawie skończyło się sprawą w sądzie wytoczoną przeze mnie. Pogotowie nie przyjechało do osoby umierającej, bo "mają tylko jedną erkę na stanie i ona musi być w pogotowiu". Muszę tu zaznaczyć, że dojechałam z tą osobą do szpitala taksówką, co dodatkowo zagrażało jej życiu i na SORze okazało się, że owa święta erka pojechała do pijanego w sztok żula, który rozbawiony zwiedzał izbę przyjęć (prawdopodobnie gdzieś zasnął). Ratownicy stali bezradnie i na to patrzyli. Niestety byłam wtedy w ciężkiej sytuacji i nie miałam czasu, siły ani głowy do włóczenia dyspozytorów po sądach. Ale powinnam to zrobić, teraz żałuję. Pozostałe sytuacje były mniej dramatyczne ale również skandaliczne. Przytoczę choćby sytuację, kiedy rodzice wzywali pogotowie do mnie, bo byłam w takim stanie, że myślałam, że właśnie zaraz będę się targować ze św. Piotrem o wejście za bramę, a dyspozytorka zapytała moich rodziców w którym jestem dniu cyklu, bo jeśli w połowie, to może być ból owulacyjny a jak pod koniec, to nadchodząca miesiączka. Przysięgam, dyspozytorzy z którymi miałam okazję rozmawiać, to jedne z niewielu osób, które jakbym spotkała, dostałyby ode mnie od razu w twarz, bez dzień dobry.

Ale jeśli chodzi o sprawę szoku, o której pisze Cinimini, to w pewnym sensie to rozumiem. Mam coś takiego odnośnie wypadków. Raz praktycznie cudem udało mi się uniknąć wypadku, jednak innym autom nie i biegnąc tam do tego wraku, przyznam, że miałam chwile takiej blokady. Po prostu paniczny strach przed zobaczeniem zmasakrowanego człowieka. Oczywiście ogarnęłam się w porę, ale ten etap szoku jest trochę niezależny od własnej woli. Podobnie miałam jak moja koleżanka zaczęła schodzić po schodach i nagle usłyszałam huk jak spada, miałam straszną blokadę przed zobaczeniem w jakim jest stanie. Po kilku sekundach następuje otrzeźwienie, ale przez sam fakt wystąpienia tego szoku, rozumiem w pewnym sensie ludzi, których paraliżuje i nie są w stanie nic zrobić.

Awatar użytkownika
mgiełkaa
Doświadczony ❃
Posty: 1414
Rejestracja: 24 mar 2010, 19:44
Choroba: CU
województwo: mazowieckie
Lokalizacja: Warszawa

Re: Zło wokół nas.

Post autor: mgiełkaa » 29 paź 2010, 07:53

Zależy kto odbiera. Po moim ostatnim doświadczeniu stwierdziłam, że w takich przypadkach najlepiej jak Policja przekieruje połączenie wtedy bez gadania przyjeżdżają.
Miałam taką sytuację z moją Mamą, gdy była chora. Nie było wiadomo oczywiście co jej jest, a ja byłam w pracy. Zadzwoniła do mnie Mamy koleżanka, bo do Niej Mama dodzwoniła się. Od Niej dowiedziałam się, że Mama ledwo mówiła aż w końcu połączenie zostało przerwane. Ode mnie ani od tej koleżanki Mama nie odebrała już telefonu. Zadzwoniłam na Pogotowie i mówię co się dzieje, ze Mama pewnie straciła przytomność, że mieszka sama, a jestem w pracy i zaraz wnuczka dojedzie (szybciej niż ja). Paniusia mi na to, że nie może przyjąć zgłoszenia ani wysłać karetki, bo nie jestem na miejscu zdarzenia i nie mogę ocenić sytuacji. Zagotowało się we mnie w dosłownym tego słowa znaczeniu i jeszcze raz zadzwoniłam na 112, pani Policjantce powiedziałam w czym rzecz Ona mnie przekierowała, ta sama Paniusia strzeliła tę samą gadkę, to ja do Niej, że powiadomiłam Policję o odmowie wysłania lekarza i Paniusia łaskawie przyjęła zgłoszenie a lekarz był za 10 minut równo z moja córką.
Potem okazało się, że Mama leżała w łazience( lało się z Niej na dwie strony),od razu podano kroplówkę i przewieziono Ją do szpitala. Okazało się, że to paskudny szczep C Escherichia Coli, leczenie trwało 11 dni 3 antybiotykami itd. Mama ma 71 lat.
Na koniec całej akcji dobiła mnie moja zwierzchniczka, która stwierdziła, że nie ma opcji, żebym wyszła z pracy wcześniej, no chyba, że chcę mieć porzucenie pracy.
Ale o tym już pisałam.
Wzrost 167cm, waga 64kg, ASAMAX 500mg 3x2tabl. AZATHIOPRINE 75mg

Leczenie: MSWiA Warszawa

Awatar użytkownika
Maalgorzata
Początkujący ✽✽
Posty: 132
Rejestracja: 09 paź 2010, 16:59
Choroba: CU
województwo: pomorskie
Lokalizacja: M-k

Re: Zło wokół nas.

Post autor: Maalgorzata » 29 paź 2010, 10:13

Ania406, to prawda, ze obowiazkiem jest udzielenie pomocy, ale jesli czlowiek sie nie czuje na silach albo bois sie, ze zaszkodzi, to wystarczy powiadomienie odpowiednich sluzb i to juz jest udzielenie pomocy. Juz wtedy nikt nie ma prawa oskarzyc Cie o to, ze tej pomocy nie udzielies. Chyba, ze Ci udowodnia, ze np. masz kurs pierwszej Pomocy, a tej pomocy nie udzieliles.
No i jak widac czasem nawet telefon do odpowiednich sluzb nic nie da...
Tez bylam wielokrotnie swiadkiem roznych nieprzyjemnych sytuacji. Kradziezy, napadow itp. Ale nigdy nie zapomne jak ok 21 spacerowalam z mama i zobaczylysmy pijana pare z wozkiem. facet prowadzil tak ten wozek, ze balam sie, ze dziecko wypadnie z niego. szarpla nim itp. A kobieta nie reagowala. Zadzwonilysmy na policje i zaczelysmy isc za nimi zeby w razie potrzeby zadzwonic jeszcze raz i powiedziec gdzie sa... Ale oni w miedzyczasie weszli do klatki jakiejs i kiedy zadzwonilysmy po policje, to oni stwierdzili, ze teraz to juz nic nie mozna zrobic...
Obrazek

Awatar użytkownika
Coralie
Aktywny ✽✽✽
Posty: 535
Rejestracja: 12 lip 2010, 16:23
Choroba: niesklasyfikowane NZJ
województwo: pomorskie
Lokalizacja: z piekła

Re: Zło wokół nas.

Post autor: Coralie » 29 paź 2010, 11:52

mgiełkaa pisze:Po moim ostatnim doświadczeniu stwierdziłam, że w takich przypadkach najlepiej jak Policja przekieruje połączenie wtedy bez gadania przyjeżdżają.
Sytuacja, którą opisuje była 2 razy przekierowywana z policji, bo dzwoniłam na 112 i nic ich to nie obchodziło.
Maalgorzata pisze: jesli czlowiek sie nie czuje na silach albo bois sie, ze zaszkodzi, to wystarczy powiadomienie odpowiednich sluzb i to juz jest udzielenie pomocy. Juz wtedy nikt nie ma prawa oskarzyc Cie o to, ze tej pomocy nie udzielies.
Maalgorzata, to jest nieprawda:
art. 162
§ 1. Kto człowiekowi znajdującemu się w położeniu grożącym bezpośrednim niebezpieczeństwem utraty życia albo ciężkiego uszczerbku na zdrowiu nie udziela pomocy, mogąc jej udzielić bez narażenia siebie lub innej osoby na niebezpieczeństwo utraty życia albo ciężkiego uszczerbku na zdrowiu,
podlega karze pozbawienia wolności do lat 3.
Więc usprawiedliwiona jest TYLKO osoba, która udzielając pomocy naraża samą siebie lub kogoś innego na ryzyko CIĘŻKIEGO uszczerbku na zdrowiu lub utraty życia. Nie ma mowy w ogóle, żeby odmówić pomocy, bo się komuś wydaje, że nie umie. Można za to pójść do więzienia. Żaden kurs pierwszej pomocy tu nie ma nic do rzeczy, bo przepis dotyczy każdego z nas i mnie i Ciebie, choć ani ja, ani jak podejrzewam Ty, tego kursu nie mamy.
New beginning :)

Awatar użytkownika
Maalgorzata
Początkujący ✽✽
Posty: 132
Rejestracja: 09 paź 2010, 16:59
Choroba: CU
województwo: pomorskie
Lokalizacja: M-k

Re: Zło wokół nas.

Post autor: Maalgorzata » 29 paź 2010, 12:39

Wiele razy sluchalam wypowiedzi prawnikow, osob ze sluzby zdrowia i z tego co wiem to nie ma takiego przypadku zeby kogos oskarzyli o nie udzielenie pomocy w przypadku jesli tylko zglosil wydarzenie na pogotowie czy policje. jak ktos nie umie udzielic pomocy, to wlasnie naraza poszkodowanego na utrate zdrowia lub zycia.
Obrazek

Awatar użytkownika
obyty.z.cu
Doradca CU
Posty: 7789
Rejestracja: 28 lis 2008, 13:48
Choroba: CU
województwo: wielkopolskie
Lokalizacja: wielkopolska- Leszno

Re: Zło wokół nas.

Post autor: obyty.z.cu » 29 paź 2010, 13:11

Maalgorzata pisze:z tego co wiem to nie ma takiego przypadku zeby kogos oskarzyli o nie udzielenie pomocy w przypadku
tylko tak przy okazji,
znam sytuacje kiedy oskarzono udzielajacego pomocy,ze robiac to w nieodpowiedni sposob doprowadzil do kalectwa.
Co prawda biegli na sali sadowej udawadniali sobie swoje racje,ale wyszlo na to,ze trzeba pamietac "przede wszystkim nie szkodzic".
Pytanie bylo,czy nalezy poszkodowanego pozostawic w rozbitym aucie czy nie.
Udzielajacy pomocy nie byl kierowca i nie wiedzial czy auto sie zapali czy nie,
wg niego wyplywajace paliwo bylo zagrozeniem,tak samo "krwawiace" mocno rany.
Sprawe naglosnily oczywiscie firmy ubezpieczeniowe ....

Zgadzam sie ze zawsze lepiej cos zrobic niz nic.
Nawet krzyk moze byc ta wlasciwa pomocą.
„Przytulanie jest zdrowe. Wspomaga system immunologiczny, utrzymuje człowieka w dobrym zdrowiu, leczy depresje, redukuje stres, przywołuje sen, odmładza, orzeźwia, nie ma przykrych skutków ubocznych, jest więc po prostu cudownym lekiem ..."Każda droga zaczyna się od pierwszego kroku" . https://senmaluszka.pl

Awatar użytkownika
Coralie
Aktywny ✽✽✽
Posty: 535
Rejestracja: 12 lip 2010, 16:23
Choroba: niesklasyfikowane NZJ
województwo: pomorskie
Lokalizacja: z piekła

Re: Zło wokół nas.

Post autor: Coralie » 29 paź 2010, 13:51

Maalgorzata pisze:Wiele razy sluchalam wypowiedzi prawnikow, osob ze sluzby zdrowia i z tego co wiem to nie ma takiego przypadku zeby kogos oskarzyli o nie udzielenie pomocy w przypadku jesli tylko zglosil wydarzenie na pogotowie czy policje. jak ktos nie umie udzielic pomocy, to wlasnie naraza poszkodowanego na utrate zdrowia lub zycia.
Żeby nie szukać daleko, choćby sytuacja opowiedziana przez Anię406 pokazuje, że czasami jak się czeka na przyjazd pogotowia, to właściwie można od razu zadzwonić po karawan, żeby nie zawracać lekarzom głowy. Życie to nie jest amerykański film, gdzie karetka przyjeżdża po 5 sekundach od zdarzenia, a w momencie gdy ktoś mocno krwawi lub nie oddycha, to uratowanie życia jest kwestią minut.
obyty.z.cu pisze:tylko tak przy okazji,
znam sytuacje kiedy oskarzono udzielajacego pomocy,ze robiac to w nieodpowiedni sposob doprowadzil do kalectwa.
Co prawda biegli na sali sadowej udawadniali sobie swoje racje,ale wyszlo na to,ze trzeba pamietac "przede wszystkim nie szkodzic".
Pytanie bylo,czy nalezy poszkodowanego pozostawic w rozbitym aucie czy nie.
Udzielajacy pomocy nie byl kierowca i nie wiedzial czy auto sie zapali czy nie,
wg niego wyplywajace paliwo bylo zagrozeniem,tak samo "krwawiace" mocno rany.
Ale to, że kogoś niesłusznie oskarżyli nie jest argumentem w sprawie czy udzielać pierwszej pomocy czy nie. Zależy też czy sprawa odbyła się z powództwa cywilnego, czy na wniosek prokuratury?

Generalnie mnie nie przekonują argumenty, że nie udzielę pierwszej pomocy, bo nie umiem, boje się, nie chce mi się itd. Zadzwonię po karetkę i prokuratora mam z głowy, więc mogę spać spokojnie. Bo gdyby sprawa dotyczyła własnego dziecka, to założę się, że wszyscy z forum żyły by sobie wypruli, żeby je uratować. Naturalne, że taka więź nie łączy nas z obcymi ludźmi, ale to jeszcze nie usprawiedliwia przed pozostawieniem kogoś bez pomocy, bo "to sprawa pogotowia".

Ile razy nagłaśniane jest w mediach, że TRZEBA udzielać pierwszej pomocy, bo gdy się tego nie zrobi, to pozwolimy komuś umrzeć. Ile razy były kampanie społeczne tłumaczące, że "nie umiem, boję się" nie jest żadną wymówką. Że czekanie na przyjazd karetki i patrzenie na umierającego człowieka jest dokładaniem mu do trumny. Naprawdę dziwię się ludziom, którzy mają w tak elementarnych kwestiach inne zdanie. Każdy, kto choćby robił prawo jazdy wie, że ma OBOWIĄZEK udzielać pomocy do momentu, gdy zmieni go lekarz bądź ratownik medyczny.

Jak powinna wyglądać pomoc przedmedyczna

Awatar użytkownika
Maalgorzata
Początkujący ✽✽
Posty: 132
Rejestracja: 09 paź 2010, 16:59
Choroba: CU
województwo: pomorskie
Lokalizacja: M-k

Re: Zło wokół nas.

Post autor: Maalgorzata » 29 paź 2010, 14:08

Ale ja nie twierdze, ze bym tego nie zrobila... Twierdze tylko, ze jesli ktos nie ma pojecia o pierwszej pomocy przedmedycznej to moze zaszkodzic zamiast pomoc, np. poprzez niepotrzebne przemieszczanie ofiary wypadku.
Obrazek

Zablokowany

Wróć do „Inne”