Colitis ulcerosa - zaczynamy walkę!

Miejsce dla wszystkich co mają ochotę prowadzić dziennik czy swój temat, opisując jak na co dzień zmagają się z chorobą.

Moderatorzy: Anette28, Moderatorzy

ODPOWIEDZ
Awatar użytkownika
Baby
Moderator
Posty: 4170
Rejestracja: 30 mar 2011, 12:19
Choroba: mikroskopowe zap. j.
województwo: mazowieckie
Lokalizacja: Warszawa

Re: Colitis ulcerosa - zaczynamy walkę!

Post autor: Baby » 03 kwie 2018, 23:39

Miałam EUS we wtorek i powiem szczerze, że nie znoszę tego badania. W MSW robią to badanie w pobycie jednodniowym i podają Dormikum. Ja niestety raz nie dałam rady i musieli mnie usypiać. Tym razem także prosiłam o znieczulenie ogólne bo już wiedziałam co mnie czeka. Tak więc pobyt w szpitalu się przedłużył ale przynajmniej nie bolało. Niech mąż się cieszy, że chcą go uśpić do tego badania. Gastroskopia to pikuś wg mnie w porównaniu z EUS-em :)
,,Jeśli chcesz zmienić świat, zacznij od siebie." Gandhi
,,Jeśli życie rzuca Ci kłody pod nogi - zrób sobie z nich tratwę."

BlackRose
Początkujący ✽✽
Posty: 428
Rejestracja: 03 sie 2017, 22:29
Choroba: CD
województwo: mazowieckie
miasto: Warszawa

Re: Colitis ulcerosa - zaczynamy walkę!

Post autor: BlackRose » 04 kwie 2018, 00:40

Noelia pisze:
30 mar 2018, 04:55
No i to całe uśpienie.
Okazało się, że kolonoskopię zrobią zaraz po badaniu EUS (które wygląda podobnie jak gastroskopia) - w trakcie tego samego znieczulenia.
Czyli narkoza będzie trwała dosyć długo :( - mam nadzieję, że wszystko będzie ok.
A najśmieszniejsze jest to, że tylu osobom zależy na uśpieniu do kolono, a nie zawsze udaje się to uzyskać - a mąż z kolei wolałby być świadomy podczas badania (chociaż oczywiście z silnym lekiem przeciwbólowym, bo po co cierpieć), a sami z siebie zlecili mu znieczulenie ogólne ze względu na to EUS - no i cóż, nie ma wyjścia ;)

Z jednej strony się boję, a z drugiej to nie mogę się doczekać tego szpitala, bo chciałabym już mieć to z głowy i żeby było po wszystkim.
I oczywiście marzę, żeby usłyszeć: REMISJA!!!
Z narkozą nie pocieszę, bo sama nigdy nie miałam, ale na pewno będzie dobrze, w końcu to szpital, będzie anestezjolog i myśle, że jakoś nadzorują (?) stan pacjenta zanim się w pełni obudzi. Tak więc nie ma się co zamartwiać. Trzymam kciuki! :)

Awatar użytkownika
Anette28
Junior Admin
Posty: 3512
Rejestracja: 16 lis 2008, 22:17
Choroba: CD
województwo: wielkopolskie
Lokalizacja: Holandia/Helmond
Kontakt:

Re: Colitis ulcerosa - zaczynamy walkę!

Post autor: Anette28 » 04 kwie 2018, 23:17

BlackRose pisze:
04 kwie 2018, 00:40
Z narkozą nie pocieszę, bo sama nigdy nie miałam, ale na pewno będzie dobrze, w końcu to szpital, będzie anestezjolog i myśle, że jakoś nadzorują (?) stan pacjenta zanim się w pełni obudzi. Tak więc nie ma się co zamartwiać. Trzymam kciuki! :)
narkoza przy takim badaniu to wybawienie więc nie martw się Noelia
~Nie ma sensu życia tylko życiu trzeba nadać sens~
*Hoe minder mensen weten, hoe beter ze leven*

CD od 2002
Ileostomia 18.11.2012

"Najlepszy gust muzyczny i koloryt w Styczniu"

BlackRose
Początkujący ✽✽
Posty: 428
Rejestracja: 03 sie 2017, 22:29
Choroba: CD
województwo: mazowieckie
miasto: Warszawa

Re: Colitis ulcerosa - zaczynamy walkę!

Post autor: BlackRose » 05 kwie 2018, 12:10

A to tak przy okazji tej narkozy zapytam - jak to wygląda, bo chyba jednak inaczej niż do operacji? Chyba nie ma żadnych rurek w stylu intubacji, sondy do nosa, cewnika do pęcherza? Jest jakaś sala wybudzeń czy budzą zaraz po badaniu i już można wstać i wyjść - jak po zwykłym śnie?
Z badania zupełnie nic się nie pamięta czy jednak tak, tylko tak przez mgłę jakby?
I co to za uśpienie - zastrzyk i się odpływa i już po krzyku? Czy takie maski do wdychania jak na filmach? ;)
Pytam, bo pewnie niejedno badanie w narkozie mnie czeka przy tym cholernym Crohnie :/ więc chciałabym znać parę szczegółów w razie czego...
Będę bardzo wdzięczna za odpowiedzi :)

Awatar użytkownika
obyty.z.cu
Doradca CU
Posty: 7671
Rejestracja: 28 lis 2008, 13:48
Choroba: CU
województwo: wielkopolskie
Lokalizacja: wielkopolska- Leszno

Re: Colitis ulcerosa - zaczynamy walkę!

Post autor: obyty.z.cu » 05 kwie 2018, 18:15

maska na twarz, lekarz zapyta o coś, a Ty jak przez mgłę i ..otwierasz oczy, a tu już po wszystkim.
„Przytulanie jest zdrowe. Wspomaga system immunologiczny, utrzymuje człowieka w dobrym zdrowiu, leczy depresje, redukuje stres, przywołuje sen, odmładza, orzeźwia, nie ma przykrych skutków ubocznych, jest więc po prostu cudownym lekiem ..."Każda droga zaczyna się od pierwszego kroku" . https://senmaluszka.pl

Awatar użytkownika
Anette28
Junior Admin
Posty: 3512
Rejestracja: 16 lis 2008, 22:17
Choroba: CD
województwo: wielkopolskie
Lokalizacja: Holandia/Helmond
Kontakt:

Re: Colitis ulcerosa - zaczynamy walkę!

Post autor: Anette28 » 05 kwie 2018, 18:17

Dobitnie to wyłuszczyłeś, ale rzeczywiście tak jest.:-D
~Nie ma sensu życia tylko życiu trzeba nadać sens~
*Hoe minder mensen weten, hoe beter ze leven*

CD od 2002
Ileostomia 18.11.2012

"Najlepszy gust muzyczny i koloryt w Styczniu"

Awatar użytkownika
obyty.z.cu
Doradca CU
Posty: 7671
Rejestracja: 28 lis 2008, 13:48
Choroba: CU
województwo: wielkopolskie
Lokalizacja: wielkopolska- Leszno

Re: Colitis ulcerosa - zaczynamy walkę!

Post autor: obyty.z.cu » 05 kwie 2018, 18:24

;) jakie to proste , przecież nic się nie pamięta ponadto :lol:
„Przytulanie jest zdrowe. Wspomaga system immunologiczny, utrzymuje człowieka w dobrym zdrowiu, leczy depresje, redukuje stres, przywołuje sen, odmładza, orzeźwia, nie ma przykrych skutków ubocznych, jest więc po prostu cudownym lekiem ..."Każda droga zaczyna się od pierwszego kroku" . https://senmaluszka.pl

Awatar użytkownika
Anette28
Junior Admin
Posty: 3512
Rejestracja: 16 lis 2008, 22:17
Choroba: CD
województwo: wielkopolskie
Lokalizacja: Holandia/Helmond
Kontakt:

Re: Colitis ulcerosa - zaczynamy walkę!

Post autor: Anette28 » 05 kwie 2018, 23:20

obyty.z.cu pisze:
05 kwie 2018, 18:24
;) jakie to proste , przecież nic się nie pamięta ponadto :lol:
chociaż jest jedno zjawisko tzw. "świadoma narkoza", ale wolę mysleć, że mnie nie trafi :lol: :roll:
~Nie ma sensu życia tylko życiu trzeba nadać sens~
*Hoe minder mensen weten, hoe beter ze leven*

CD od 2002
Ileostomia 18.11.2012

"Najlepszy gust muzyczny i koloryt w Styczniu"

Piotrek B.
Debiutant ✽
Posty: 12
Rejestracja: 20 paź 2017, 00:02
Choroba: CU
województwo: warmińsko-mazurskie

Re: Colitis ulcerosa - zaczynamy walkę!

Post autor: Piotrek B. » 06 kwie 2018, 00:03

obyty.z.cu pisze:
05 kwie 2018, 18:15
maska na twarz, lekarz zapyta o coś, a Ty jak przez mgłę i ..otwierasz oczy, a tu już po wszystkim.
Ja miałem 2 kolonoskopie w życiu - pierwsza na żywca, druga w uśpieniu. Ta narkoza to dokładnie takie wrażenie, jak w powyższym cytacie :)
Kolonka na żywca nie była jakaś straszna, szło przeżyć, nie cierpiałem z bólu czy coś. Tylko sie paskudnie stresowałem, serce mi waliło jak nigdy - i po co takie nerwy?
A to uśpienie to bajka, polecam, nawet nie wiadomo, kiedy jest po wszystkim - dosłownie wybawienie, jak wyżej napisano.
Jasne, że narkoza jakoś tam obciąża organizm, nie jest obojętna dla zdrowia - ale u mnie nic złego się nie działo po wybudzeniu się. Także głowa do góry!
"Tylko spokój może nas uratować", jak to mawia moja babcia ;)

No i właśnie po tej ostatniej kolonoskopii usłyszałem, że zmiany wskazują na WZJG. Wycinki odebrałem po 2 tygodniach - przypuszczenia się potwierdziły - diagnoza CU. Także dołączam "wesoło" do Waszego grona, możecie mnie powitać "w klubie" ;)
Piszę radośnie, bo się nawet "ucieszyłem" z tej diagnozy - wreszcie jakiś konkret po 3 latach wędrówki od lekarza do lekarza (poprzednia kolonka, czyli ta 3 lata temu, wykazała zapalenie "niespecyficzne").
I wreszcie konkretne leki i to z piękną refundacją - Asamax tabletki, Salofalk wlewki i Cortiment. Liczę, że pomogą, trzymajcie kciuki!
BlackRose pisze:
05 kwie 2018, 12:10
Chyba nie ma żadnych rurek w stylu intubacji, sondy do nosa, cewnika do pęcherza?
Nie wiem jak inni, ale ja takich rurek nie miałem na szczęście.
BlackRose pisze:
08 mar 2018, 16:15
A Mężowi to się wcale nie dziwie, ze tak kategorycznie nie chciał, żebyś była obecna w gabinecie podczas jego kolonki, ja tez bym partnerowi nie pozwoliła na coś takiego, nigdy w życiu, to hardkor troszkę. Także sorki i bez urazy ;) Bo wg mnie trochę przesadziłaś, no sorry ;) ale jestem bardzo ciekawa zdania innych?
no chyba ze jestem dziwna, może ktoś jeszcze się wypowie hmm???
Black-Rose zgadzam się z Tobą. W życiu, no w życiu, bym nie pozwolił, żeby moja kobieta była ze mną na sali w trakcie mojej kolonoskopii. Nie wiem, czy jakikolwiek facet by się na to zgodził.
Także Noelia wyluzuj i odpuść mężowi następnym razem, bo nawet jeśli ulegnie i się zgodzi jakimś cudem (w co wątpię), to potem będzie żałował i po co jakieś kłótnie czy nieprzyjemna atmosfera w rodzince ;)

A tak w ogóle to pozdrawiam serdecznie wszystkich forumowiczów! Ja sie raczej nie udzielam, ale czytam Was regularnie (całe forum, nie tylko ten wątek) i bardzo chciałbym wszystkim za to pisanie podziękować, bo nawet nie wiecie, ile Waszych porad mi się przydało :) Pozdro!

BlackRose
Początkujący ✽✽
Posty: 428
Rejestracja: 03 sie 2017, 22:29
Choroba: CD
województwo: mazowieckie
miasto: Warszawa

Re: Colitis ulcerosa - zaczynamy walkę!

Post autor: BlackRose » 06 kwie 2018, 09:38

Hejka Piotrek B :) To trzymam kciuki za powodzenie Twojego leczenia! I dzięki za odpowiedzi na moje pytanka :) Też pozdrawiam!

Awatar użytkownika
Noelia
Moderator
Posty: 2130
Rejestracja: 11 kwie 2017, 01:03
Choroba: CU u partnera
województwo: łódzkie

Re: Colitis ulcerosa - zaczynamy walkę!

Post autor: Noelia » 12 kwie 2018, 03:41

Piotrek B. pisze:
06 kwie 2018, 00:03
No i właśnie po tej ostatniej kolonoskopii usłyszałem, że zmiany wskazują na WZJG. Wycinki odebrałem po 2 tygodniach - przypuszczenia się potwierdziły - diagnoza CU. Także dołączam "wesoło" do Waszego grona, możecie mnie powitać "w klubie"
Witamy i mocno trzymamy kciuki za jak najszybszą remisję!
Baby pisze:
03 kwie 2018, 23:39
Niech mąż się cieszy, że chcą go uśpić do tego badania.
BlackRose pisze:
04 kwie 2018, 00:40
Z narkozą nie pocieszę, bo sama nigdy nie miałam, ale na pewno będzie dobrze, w końcu to szpital, będzie anestezjolog i myśle, że jakoś nadzorują (?) stan pacjenta zanim się w pełni obudzi. Tak więc nie ma się co zamartwiać. Trzymam kciuki!
Anette28 pisze:
04 kwie 2018, 23:17
narkoza przy takim badaniu to wybawienie więc nie martw się Noelia
Piotrek B. pisze:
06 kwie 2018, 00:03
u mnie nic złego się nie działo po wybudzeniu się. Także głowa do góry!
Dziękuję za pocieszające słowa :flowers:

My wróciliśmy ze świątecznego wyjazdu, na którym zarówno jelita, jak i nerki dały mężowi święty spokój...dopóki jako tako trzymał dietę.
Kilka razy zaszalał kulinarnie i potem niestety bardzo tego żałował.
Na szczęście te objawy dosyć szybko przechodziły i wszystko wracało do normy.
Także dieta zdecydowanie ma wpływ na jego CU i póki co nie może sobie pozwalać na jakieś większe odskocznie, tzn. na jakieś bardziej "imprezowe", "niecodzienne" jedzenie i picie a'la chińszczyzna/tajskie, tradycyjne burgery, typowa pizza czy piwo.
Nie jest to jakiś problem, on zawsze jadł zdrowo i "sportowo", ale czasami przychodzi ochota na jakieś fajne odstępstwo, taki cheat meal (albo nawet cheat day :razz:) - zwłaszcza na urlopie, w nowym miejscu - czyli nowe, ciekawe smaki itd.
Najbardziej brakuje mu jakichś bardziej pikantnych przypraw, bo zawsze takie lubił.
Ale trzeba się pilnować.
A nie jest to takie proste, bo gdy człowiek wreszcie świetnie się czuje i nie ma żadnych dolegliwości, to czasem zapomina, że ma przewlekle chore flaczki, no i tak to się kończy - rewolucją i sensacjami w brzuchu.

Po powrocie telefon do szpitala w celu potwierdzenia terminu planowego przyjęcia na oddział - i niespodzianka! - zwolniły się jakieś miejsca i można przyjechać...pojutrze.
Oboje zgodziliśmy się w sekundę i bez wahania - chcemy mieć to wszystko jak najszybciej za sobą.
Najgorszy - przynajmniej dla mnie - jest ten lęk przed badaniami (czy nie będzie żadnych komplikacji, jakie będą wyniki itp.), a nie same badania - więc im mniej dni takiego "oczekiwania w napięciu", tym lepiej.
Także błyskawiczna zmiana innych planów oraz grafików w pracy - i szybkie pakowanie do kliniki.

Jedyny minus tego przyspieszonego szpitala - z racji tego, że mąż raptem jeden dzień był na lekkiej, płynnej diecie przed-kolonkowej, to czyszczenie było dosyć hardkorowe ;)
I to w dodatku w szpitalu, a nie - jak poprzednio - komfortowo w domu, z nieograniczonym dostępem do własnej, wygodnej łazienki.
Całe szczęście, że spakował zapas miękkiego papieru toaletowego, bo ten szpitalny nadspodziewanie szybko się skończył ; -)
Plus mokry papier "chusteczki" - tego to chyba żaden szpital nie zapewnia.

Do picia dostał klasykę, czyli 4 litry Fortransu - rozpuszczał w schłodzonej, smakowej, niegazowanej wodzie mineralnej + dodawał jeszcze sok z cytryny.
Wodę smakową oczywiście musiał mieć swoją, kupioną wcześniej.
Lodówka była na oddziale, były też dostępne kostki lodu, także pod tym względem ok.
Landrynki miętowe i imbirowe (świetne przeciw mdłościom i odruchom wymiotnym po tym "pysznym" napoju), klarowny sok jabłkowy + sok z jasnych winogron - i jakoś poszło, tzn. dało się przetrwać.
Oprócz tych 4 litrów rozpuszczonego Fortransu trzeba oczywiście pić dodatkowe płyny w dużych ilościach - żeby po pierwsze wspomóc czyszczenie, a po drugie żeby się nie odwodnić.
Ale tym razem sam Fortrans średnio sobie poradził z oczyszczeniem - zapewne przez brak odpowiedniej, bezresztkowej diety na kilka dni przed badaniem.
Pielęgniarka pytała męża, czy jest już "na etapie czystej i przejrzystej wody", ale niestety tak nie było - więc zaliczył dodatkowo 2 lewatywy na sam koniec tych "przyjemnych" przygotowań, no cóż.
Takie szpitalne wlewki z soli fizjologicznej (wyglądające jak kroplówki), nie żadne podrażniające i "piekące" Rectanale czy Enemy - tyle dobrze, więc szło przeżyć.
A oczyszczenie wyszło w rezultacie perfekcyjnie: 3-3-3, czyli 9/9.
BlackRose pisze:
05 kwie 2018, 12:10
A to tak przy okazji tej narkozy zapytam - jak to wygląda, bo chyba jednak inaczej niż do operacji? Chyba nie ma żadnych rurek w stylu intubacji, sondy do nosa, cewnika do pęcherza? Jest jakaś sala wybudzeń czy budzą zaraz po badaniu i już można wstać i wyjść - jak po zwykłym śnie?
Z badania zupełnie nic się nie pamięta czy jednak tak, tylko tak przez mgłę jakby?
I co to za uśpienie - zastrzyk i się odpływa i już po krzyku? Czy takie maski do wdychania jak na filmach?
Pytam, bo pewnie niejedno badanie w narkozie mnie czeka przy tym cholernym Crohnie więc chciałabym znać parę szczegółów w razie czego...
Będę bardzo wdzięczna za odpowiedzi
Opiszę zaraz, jak to u męża wyglądało.
Jeśli chodzi o uśpienie do badania, to żadnej intubacji, sondy do nosa ani cewnika do pęcherza na pewno nie miał.
Oddycha się samodzielnie i wszystkie inne "życiowe odruchy" są zachowane.
Co innego operacja chirurgiczna - tutaj trzeba dodatkowo zwiotczyć mięśnie, więc tego typu "rurki" są niezbędne.

Z powodu planowego uśpienia miał zaraz na wstępie parę dodatkowych badań.
Ale wszystko poszło szybko i sprawnie.
Wyniki z krwi (morfologia, glukoza, elektrolity, enzymy wątrobowe, układ krzepnięcia, CRP, OB, HGB itd.) i z moczu były po kilku godzinach - wszystko ok.
+ EKG (i znowu to golenie - dobrze, że tylko w kilku miejscach i że włoski szybko odrastają :lol:) + RTG płuc

No i przyszedł czas badania w tym znieczuleniu ogólnym (EUS + kolonoskopia), czyli głównie MOJE nadmierne emocje i bezsensowne "przeżywanie" tematu.
Ja to naprawdę mam jakieś chore te lęki, nawet spytałam pielęgniarki, jak to jest z oddychaniem podczas takiego EUS w uśpieniu, skoro jest się nieprzytomnym, a w gardle całkiem gruba rurka - czy na pewno ktoś tam kontroluje, czy pacjent miarowo oddycha przez nos?
Lekko zdziwiona tym pytaniem zapewniła, że mąż cały czas będzie pod kontrolą anestezjologa, a poza tym będzie tam ona, druga pielęgniarka oraz oczywiście lekarz wykonujący badanie - czyli w sumie aż 4 osoby czuwające nad stanem pacjenta.
Także trochę mnie to wszystko uspokoiło.

Ostatnie, co mąż pamięta z sali zabiegowej, to jak położył się na kozetce, założyli mu 2 wenflony o różnych kolorach (bo czymś tam się różniły - jeden na wierzchu dłoni, drugi na przedramieniu drugiej ręki), "wąsy" tlenowe (naprawdę tak to nazwali) do nosa, elektrody na klatce, pulsoksymetr na palec (do sprawdzania pulsu + pomiaru wysycenia krwi tlenem) oraz opaskę na ramię do mierzenia ciśnienia.
Potem pielęgniarka poleciła odwrócić się na lewy bok, wstrzyknęła coś w wenflon...i koniec, totalne odcięcie świadomości - czyli dokładnie tak, jak piszecie.
Dowiedziałam się od lekarki, że wybudzili go zaraz po kolonce - spytał, czy to już po badaniach, czy jeszcze przed - na co odpowiedzieli, że już po, wszystko ok i można się cieszyć - ale on kompletnie tej rozmowy nie pamięta, heh.
W każdym razie przywieźli go na tę "normalną salę sypialną" jeszcze śpiącego - obudził się dopiero po jakimś czasie (chyba ok. pół godziny), ale za to już przy mnie :roll:

Zalecili, żeby przez 2 godziny nie wstawał, nie jadł ani nie pił.
Także odpoczywał taki półprzytomny i sobie gadaliśmy, ale nie miało to większego sensu, bo za bardzo nic nie kojarzył, pytał mnie kilka razy o to samo i ogólnie zabawnie było - trochę jak odlot po jakiejś dzikiej imprezie :mrgreen:
Miał podłączoną kroplówkę nawadniającą - płyn Ringera.
W pewnym momencie poczuł dosyć silne skurcze i ból podbrzusza (pewnie efekt powietrza wtłoczonego podczas kolonki), więc dołożyli mu kroplówkę z No-Spą i paracetamolem.
I oczywiście przypomnieli o odgazowywaniu się ;)
Pomogło.
Po 2 godzinach dostał lekkostrawny obiad - kleisty ryż, rozgotowana marchewka i jakieś jasne pulpety bez żadnego smaku (woleliśmy nie pytać, co to za mięso ; -) ), bez soli i bez przypraw.
Plus "deser" - dziwny, szarawy kisiel, biszkopty i słaba herbata.
Średnio pyszne, jak to w szpitalu, ale był przecież po długiej głodówce, więc nie narzekał.
Po tym obiedzie znowu usnął...w sumie na kilkanaście godzin - chyba nigdy w życiu tyle nie spał! ; -)
Mega mocno na niego zadziałały te leki do znieczulenia ogólnego.
Pielęgniarka często zaglądała, sprawdzała, czy wszystko ok, czy nic się nie dzieje - wyraźnie widziałam, że jest pod dobrą opieką, więc spokojnie pojechałam do domu.

Tylko jedna sprawa nas mega zaskoczyła i rozśmieszyła.
Mąż dostał przed badaniem te jednorazowe szorty z rozcięciem na tyłku.
Tak btw - one są z tego samego materiału, którym okrywamy niektóre roślinki na zimę :D
Przebrał się w nie w łazience na sali zabiegowej - i tam zostawił swoje spodnie.
I oczywiście w tych właśnie "kolonkowych gatkach z dziurą" położył się na kozetkę tuż przed uśpieniem - to doskonale pamięta.
A na tę jego salę "sypialną", na której czekałam na niego, przywieźli go już w jego własnych spodniach, czyli tych zostawionych w łazience - takich piżamowo-dresowych do spania w szpitalu.
Tych specjalnych z rozcięciem nie miał pod spodem. więc widocznie je wyrzucili.
Chłopak z łóżka obok twierdził, że zazwyczaj tak to wygląda, ale jakoś nigdy go to nie zastanowiło...
Hmm...(???)
Zagadka, ale jednak głupio było o to pytać :smiech: - więc do tej pory nie wiemy, o co chodzi.

Ale to nic, najważniejszy jest wynik - remisja endoskopowa!!!
Żadnych owrzodzeń, nadżerek, aft ani innych aktywnych zmian.
Zostały jedynie liczne blizny po wygojonych wrzodach.
Oraz kilka pseudopolipów zapalnych - wszystkie wycięli, tzn. pobrali do badania hist-pat.
Wcześniej nie wiedziałam, że takie polipy mogą powstać już po pierwszym zaostrzeniu CU.
Ano mogą i ponoć świadczy to o tym, że rzut był wyjątkowo ciężki.
Ale na szczęście nie są to zmiany przednowotworowe.
Poza tym pobrali aż 10 wycinków z różnych miejsc.
Wyniki dopiero za 2 tygodnie, będzie musiał po nie podjechać - ciekawe, co tam wyjdzie.
W opisie kolonki znów ma wzmiankę "esica i poprzecznica tworzą pętle" oraz "przejście przez esicę trudne technicznie" - teoretycznie nie ma to związku z CU, tylko "taka budowa".

W EUS nie wykryli żadnych nieprawidłowości, wszystko ok, także super!

Następnego dnia enterokliza MRI.
Tym badaniem już się tak nie stresowałam, bo jest bezpieczne, nieinwazyjne i nie wymaga znieczulenia.
Obawiałam się jedynie wyników - czy nie wyjdą jakieś przewężenia jelita cienkiego itp.
Moje nerwy okazały się niepotrzebne, jak zwykle.
Wszystko wygląda prawidłowo, uff!

Samo badanie jest bezbolesne, chociaż nieco "specyficzne".
Wprowadza się sondę przez nos do dwunastnicy.
Sam początek - czyli rurkę przez nos do gardła - założyła pielęgniarka.
Mąż zaproponował, że dalej to już sam sobie poradzi (chociaż ten pierwszy etap też nie był trudny, bo widać tę sondę z tyłu gardła po otwarciu ust).
Zgodziła się, więc resztę sam sobie wkładał coraz głębiej, spacerując wte i wewte po korytarzach i po schodach (tak zaleciła - żeby to robić w ruchu).
Poszło bez problemu i bez bólu.
Kiedyś słyszałam, albo czytałam na Forum, że to mega nieprzyjemna sprawa, że niektórzy wymiotują, a wtedy cała zabawa od nowa.
Nie wiem, skąd takie reakcje, bo mąż to się w ogóle nie męczył podczas wkładania tej rurki, prawie tego nie czuł (sonda jest cieniutka jak "kabel" od kroplówki) - ale może przyczyną jest to, że pielęgniarka "wpycha" tę sondę na siłę i bez wyczucia?
Może warto poprosić, żeby samemu to sobie zakładać, we własnym tempie?

Przed samą enteroklizą zrobili zdjęcie RTG, czy zgłębnik się prawidłowo ułożył (w tej rurce jest drucik, więc widać go na prześwietleniu).
Robią też wcześniej dodatkowe badania z krwi (ze względu na kontrast dożylny) - m.in. mocznik i kreatyninę.
Tuż przed badaniem dostał zastrzyk rozkurczowy w tyłek - pewnie po to, żeby "uspokoić" jelita na czas rezonansu.

Przez sondę podają kontrast prosto do dwunastnicy i jelita cienkiego.
Minusem jest jego ilość - kilka litrów! - co powoduje niezłe uczucie parcia w trakcie badania oraz biegunkę po.
Płyn chce się wydostać z jelit zaraz po wstaniu, mąż ledwo zdążył do łazienki - na szczęście była blisko.
Potem zaliczał wszystkie toalety w drodze powrotnej na swoją salę.
Aż wróciły wspomnienia z czasu zaostrzenia ; -)
Przez wenflon podają kontrast dożylny, który powoduje dziwne odczucia, np. ciepła czy lekkiego pieczenia.

Był to rezonans, czyli nieszkodliwe badanie, bez promieniowania RTG (jak w TK).
Poza tym enterokliza MRI jest dokładniejsza niż TK.
Mąż musiał jedynie podpisać specjalne oświadczenie odnośnie tatuażu na żebrach.
I swoją drogą absolutnie nic się nie działo pod tym względem.
Problemem są świeże tatuaże (trzeba odczekać ileś miesięcy), albo jakieś przestarzałe tusze czy barwniki.

W sumie trochę się pomęczył przez te 3 dni, ale było warto, bo mamy pewność, że jest wszystko ok : -)
Ulga, spokój i mega radość!
A te ekstremalne biegunki podczas czyszczenia Fortransem oraz podczas "schodzenia" tych kilku litrów kontrastu z enteroklizy - to i tak było NICZYM w porównaniu z tym, co mu CU zafundowało w zeszłym roku.
Jedyny minus - po tym szpitalnym bieganiu do WC przypomniał sobie boleśnie, że ma tę przeklętą szczelinę.
Ale na szczęście jest w domu zapas CuDownego Lidoposterinu, a w klinice to zaraz na wstępie dostał żel z lidokainą - jako gratis do Fortransu ; -)

Dłuuugi esej mi wyszedł, ale tyle się działo przez ostatnie 2 tygodnie i mam tyle emocji w sobie, że znów nie mogę spać, więc musiałam się wypisać ;)
Doradca CU

CU u męża - diagnoza 13.04.17
REMISJA!
:serce:

Don't fight in the North or the South. Fight every battle, everywhere, always, in your mind.
Everyone is your enemy, everyone is your friend. Every possible series of events is happening all at once.
Live that way and nothing will surprise you. Everything that happens will be something that you've seen before.

Dżordż
Aktywny ✽✽✽
Posty: 627
Rejestracja: 09 lut 2011, 18:54
Choroba: osoba zainteresowana
województwo: lubelskie
Lokalizacja: lubelskie

Re: Colitis ulcerosa - zaczynamy walkę!

Post autor: Dżordż » 12 kwie 2018, 04:28

Miło czytać dobre wieści. Gratulacje remisji☺

BlackRose
Początkujący ✽✽
Posty: 428
Rejestracja: 03 sie 2017, 22:29
Choroba: CD
województwo: mazowieckie
miasto: Warszawa

Re: Colitis ulcerosa - zaczynamy walkę!

Post autor: BlackRose » 13 kwie 2018, 12:26

Również gratuluję remisji! :brawo:
I życzę, żeby wycinki również wyszły prawidłowo!
Czyli uśpienie nie takie straszne? Jak się Mąż czuje po tym uśpieniu? Która kolonoskopia była lepsza, na żywca czy w znieczuleniu?
Tak pytam, bo sama się boje uśpienia, nigdy nie miałam :(

Awatar użytkownika
Noelia
Moderator
Posty: 2130
Rejestracja: 11 kwie 2017, 01:03
Choroba: CU u partnera
województwo: łódzkie

Re: Colitis ulcerosa - zaczynamy walkę!

Post autor: Noelia » 13 kwie 2018, 12:52

Dżordż pisze:
12 kwie 2018, 04:28
Miło czytać dobre wieści. Gratulacje remisji☺
BlackRose pisze:
13 kwie 2018, 12:26
Również gratuluję remisji!
Dziękuję :flowers:
BlackRose pisze:
13 kwie 2018, 12:26
Która kolonoskopia była lepsza, na żywca czy w znieczuleniu?
To zupełnie inne doświadczenia, ale oba były do przeżycia - z obu badań nie mamy żadnych niemiłych wspomnień, mimo że nie było lekko.
Jasne, że badania - czy w uśpieniu czy bez - to nic przyjemnego, ale naprawdę nie ma się czego obawiać.
Mąż odczuł to znieczulenie jako takie "błogie zasypianie w ogólnym poczuciu szczęścia, bez lęku i bez stresu" :)
Ten kilkunastogodzinny sen po badaniu też określił jako "kojący i spokojny", bez żadnych męczących snów i bez żadnego bólu - w sumie to wyspał się za wszystkie czasy :razz:
Taki efekt leków usypiających (dostał m.in. propofol).
Mąż nic nie pamięta z samego badania, nawet nie wie, kiedy dokładnie usnął - a ja w tym czasie wariowałam i umierałam z nerwów, czy wszystko będzie dobrze.
Także najgorsze jest to wszystko dla najbliższych czekających w poczekalni czy na sali, a nie dla samych badanych - bo oni nic nie czują, rozkosznie sobie śpią i tyle :roll:
Póki co nie ma po tym uśpieniu żadnych skutków ubocznych, czuje się dobrze i normalnie wrócił do pracy :)
Niepotrzebnie się tak stresowałam, strach ma wielkie oczy - jak zwykle.
Oprócz tej tajemniczej zmiany spodni ;), to wszystko odbyło się super profesjonalnie - świetni specjaliści, mega życzliwy i pomocny personel - jesteśmy pod wrażeniem, naprawdę.
BlackRose pisze:
13 kwie 2018, 12:26
I życzę, żeby wycinki również wyszły prawidłowo!
Dzięki :flowers:
I tak swoją drogą - podczas badania EUS również pobrali kilka wycinków - z żołądka i z dwunastnicy.
Wyniki za 2 tygodnie, zobaczymy...
Doradca CU

CU u męża - diagnoza 13.04.17
REMISJA!
:serce:

Don't fight in the North or the South. Fight every battle, everywhere, always, in your mind.
Everyone is your enemy, everyone is your friend. Every possible series of events is happening all at once.
Live that way and nothing will surprise you. Everything that happens will be something that you've seen before.

atabe
Aktywny ✽✽✽
Posty: 638
Rejestracja: 28 kwie 2010, 10:31
Choroba: CD
województwo: mazowieckie
Lokalizacja: kobyla łąka

Re: Colitis ulcerosa - zaczynamy walkę!

Post autor: atabe » 13 kwie 2018, 15:42

No gratulacje, świetnie. Oby tak dalej. Wycinki pewnie też będą ok , czego Wam bardzo życzę :)

ODPOWIEDZ

Wróć do „Moja Historia”